Skrót meczu / KP Sport

Nie ma nadziei dla katowiczan

AZS UŚ Katowice równym krokiem zmierza w kierunku I ligi. Tymczasem trzecie kolejne zwycięstwo w rundzie rewanżowej sprawiło, że Czerwone Diabły w 2014 roku zdobyły już więcej punktów, niż przez wszystkie 11 kolejek jesienią. A nie jest to z pewnością wcale ostatnie słowo futsalistów z Chojnic.

Red Devils Chojnice
AZS UŚ Katowice

Red Devils Chojnice - AZS UŚ Katowice
5:2

 
W składzie Red Devils zabrakło w tym spotkaniu dwóch etatowych bramkarzy. Łukasz Błaszczyk i Sebastian Kartuszyński zmagają się z kontuzjami, na pomoc chojniczanom przyszli brat tego ostatniego - Michał - oraz Daniel Kępa. W pierwszym składzie wyszedł Michał Kartuszyński i chyba rozpoczął mecz zbyt spięty, bo już w 28. sekundzie sprezentował rywalom gola. Wybijana spod bramki piłka trafiła prosto w Kamila Kmiecika, a najlepszy strzelec Akademików skrzętnie skorzystał z prezentu. Było to... ostatnie trafienie w tej połowie meczu. Bo gospodarze od razu rzucili się do odrabiania strat i choć gra nie kleiła się im jakoś wyjątkowo, to i tak zdecydowanie dominowali na boisku. Tyle, że brakowało skuteczności. W 7. minucie dobrego wgrania Michała Wojciechowskiego na długi słupek nie zamknął Dmytro Charczenko. Dwukrotnie Macieja Rozmusa ratował też słupek - w 13. minucie po uderzeniu Wojciechowskiego, a 3 minuty później po ładnym zwodzie na prawej stronie w ten sam element trafił Oleksandr Oliszczuk. Gospodarze bili głową w mur, a przyjezdni bronili Częstochowy. Ta taktyka do przerwy sprawdzała się u Akademików.

Po przerwie było już inaczej. Trener Oleg Zozula chyba powiedział w szatni swoim zawodnikom, że mogą strzelać także w światło bramki, bo do tej pory kiepsko im to wychodziło. A już w 24. minucie wystarczyło, że Mariusz Kaźmierczak zdecydował się przymierzyć z ok. 15 metrów przy słupku, by zaskoczyło to Rozmusa. To wreszcie wymusiło jakąkolwiek grę do przodu Akademików, którzy w pierwszej połowie ledwie kilka razy oddawali strzały na bramkę Kartuszyńskiego. W ich grze brakowało jednak jakiejś głębszej koncepcji. Niemal wszystkie rzuty rożne czy auty na połowie gospodarzy wyglądały tak samo, jakby na treningach ćwiczony był tylko jeden schemat - huknięcie spod linii bocznej. Raz w 26. minucie Kmiecik zamiast adresowania od razu takiej bomby najpierw złamał akcję do środka, co od razu dało mu sporo miejsca i jego strzał finalnie o centymetry minął słupek. Przeznaczenie mógł też oszukać Marcin Krzywka, po dalekim wybiciu prawie zaskakując główką golkipera Red Devils. Ale to wyjątki, AZS UŚ potwierdził w niedzielę, że jest mocnym kandydatem do spadku i sam jeden Kmiecik utrzymania nie zapewni.

Wyczyn Kaźmierczaka w 28. minucie niemal dokładnie skopiował Witalij Koleśnik, także strzałem z daleka (po charakterystycznym "ukraińskim" zwodzie) pokonując Rozmusa. Czerwone Diabły myślami już były poza piekłem, za co skarcił je Kmiecik. Azetesiak zdołał przepchnąć Dominika Soleckiego i Koleśnika, i pod nogą Kartuszyńskiego wbił piłkę do siatki. To był łabędzi śpiew katowiczan. W końcówce Red Devils zasłużenie dołożyli bowiem 3 trafienia. Najpierw w 36. minucie w swoim stylu lewą stroną "urwał" się Łukasza Sobański i wystawił piłkę do pustej bramki Wojciechowskiemu. 2 minuty później kontrę Koleśnika z Soleckim wykończył ten drugi, a na 30 sekund przed końcem były gracz Akademii Pniewy wykorzystał jeszcze słabą grę w przewadze rywali i ustalił wynik na 5:2. Trzeba oddać gościom, że walczyli do końca, ale Szymon Morgała w stuprocentowej sytuacji nie poradził sobie z piłką wystawioną na pustą bramkę przez Kmiecika.

Warto zauważyć, że obie drużyny przystępowały do rundy rewanżowej z niemal identycznej pozycji - chojniczanie mieli na koncie 7 punktów, AZS UŚ - 1 punkt mniej. Czas pokazał, kto lepiej przepracował przerwę w rozgrywkach. Red Devils mogą walczyć jeszcze nawet o górną połówkę tabeli, choć nie bądźmy tacy do przodu, bo czekają ich mecze z drużynami z pierwszej czwórki. Katowiczanie zaś przede wszystkim muszą najpierw dojść do przyczyn swoich wyników. Choćby pomeczowe rozmowy dla telewizji KP Sport wskazują, że nie bardzo co do tego jest zgodność: Łukasz Kuś przekonuje najpierw, że kondycyjnie od rywali AZS nie odstawał, po chwili zupełnie co innego mówi Witold Zając. Nie wspominając już o komentarzu trenera o tym, że cała drużyna zdobywała bramki... Na pewno Ślązakom bardzo ciężko będzie się wygrzebać ze strefy spadkowej, ale dopóki piłka w grze...