Pogoń gra do końca. W Szczecinie mają lidera! fot. Wiola Borzym

Pogoń gra do końca. W Szczecinie mają lidera!

Emocjonujący mecz i zaskakujący jego finisz sprawiły, że Rekord Bielsko-Biała po raz pierwszy w tym sezonie stracił punkty grając jako gospodarz. Pogoń wskoczyła na pierwsze miejsce w tabeli, przez co ekstraklasa stanie się jeszcze ciekawsza.

Rekord Bielsko-Biała
Pogoń 04 Szczecin

Rekord Bielsko-Biała - Pogoń 04 Szczecin
2:3

 
Już sam początek spotkania wskazywał, że będzie to wyjątkowo zacięte i efektowne spotkanie. Obie drużyny walczyły cios za cios, choć pierwsze minuty przyniosły lekką przewagę gości. Tylko kapitalnej postawie Krystiana Brzenka miejscowi zawdzięczają, że Pogoń na prowadzenie wyszła dopiero w 13. minucie. Wcześniej golkiper Rekordu obronił m.in. kąśliwy strzał z ostrego kąta Michała Kubika i dobitkę Oleksandra Szamotija, a także w dwóch dobrych sytuacjach zatrzymał Marcina Mikołajewicza. Gospodarze odpowiedzieli w tym czasie uderzeniami z rzutu wolnego Artura Popławskiego i minimalnie niecelnym strzałem Pawła Machury. Pierwszy celownik wyregulował jednak "Miki". Po nieporozumieniu Piotra Szymury i Jana Janovskiego przy konstruowaniu akcji piłkę zgarnął Kubik i obsłużył wychodzącego na czystą pozycję kolegę. Minutę później Łukasz Tubacki - jak przystało na rasowego pivota - obrócił się na Popławskim, lecz znów na posterunku czuwał Brzenk. W końcówce pierwszej połowy dążący do wyrównania Rekordziści wyszli wreszcie z cienia rywali. Michał Marek jednym zwodem minął Łukasza Żebrowskiego i Artura Jurczaka, ale na Nicolae Neagu recepty już nie znalazł, podobnie jak w 18. minucie Andrzej Szłapa i Wojciech Łysoń. Wyrównał dopiero tuż przed przerwą Machura, firmowym niesygnalizowanym huknięciem z lewej nogi zaskakując mołdawskiego golkipera. Najlepszy snajper Rekordu zeszłego sezonu mógł zresztą doprowadzić jeszcze do wyrównania, lecz jego strzał niemal równo z syreną zablokował w ostatniej chwili... Szymura.

Po tak apetycznym otwarciu początek drugiej połowy mógł nieco rozczarować, bo w pierwszych minutach brakowało tak klarownych okazji bramkowych. Gospodarze skupili się na obijaniu na wszelkie sposoby Neagu, który trzykrotnie musiał korzystać z pomocy medycznej. Czyste konto jednak zachował. Najbliżej jego pokonania był w 26. minucie Machura, który zdołał nawet minąć wysoko wychodzącego bramkarza, ten jednak instynktownie dosięgnął piłki, choć zrobił to już za polem karnym. Rzut wolny Tomasza Dury wybronił zaś Żebrowski do spółki ze... słupkiem. Także Rafał Franz i Piotr Bubec przegrywali pojedynki z Kolą. Przebudzenie Pogoni nastąpiło równo z 30. minutą. Być może Gerard Juszczak miał taki plan, by trochę uśpić przeciwnika, bo znienacka Portowcy zaczęli biegać 2 razy szybciej. Zaczęło się od dwóch ukraińskich wymian Serhej Szarowara - Szamotij, zakończonych nieskutecznymi strzałami tego ostatniego. Ale na prowadzenie szczecinian wyprowadził Kubik w 32. minucie, dobijając... dobitkę Szarowary. Zaskoczyć Brzenka mógł też Mikołajewicz, gdy po wyrzucie od Neagu trącił piłkę głową, lecz bielski bramkarz popisał się fenomenalną paradą. Widząc, że to już nie przelewki Adam Kryger szybko zdecydował się zdjąć bramkarza, co momentalnie ograniczyło akcje Pogoni i zamknęło tę drużynę na własnej połowie. Ekipa Juszczaka miała sporo szczęścia, bo sytuacji bramkowych nie wykorzystali Radek Polasek, Marek i trzykrotnie Machura. Piłka zatrzepotała za to w siatce miejscowych, ale gola nie było, bo autorem "trafienia" był Neagu po dalekim wyrzucie ręką.

Ostatnie sekundy to już prawdziwy rollercoaster nastrojów kibiców zgromadzonych w hali w Cygańskim Lesie. Na minutę przed końcem już wydawało się przez chwilę, że zamknięci przyjezdni wyłuskają piłkę i poślą ją do pustej bramki, ale zdołał ją opanować Marek. Co więcej - łamiąc zasady gry w przewadze zszedł z nią do środka i mimo asysty Szarowary i Kubika mocnym uderzeniem doprowadził do wyrównania. Tyle, że Pogoń walczyła do końca. 14 sekund przed ostatnią syreną dwójkową kontrę z Szamotijem sfinalizował Kubik, zapewniając swojej drużynie 3 punkty i fotel lidera.

Z wygranej Pogoni mocno ucieszyła się krakowska Wisła Krakbet. Wprawdzie dla mistrza Polski wymarzonym wynikiem w hicie 14. kolejki był remis, ale z dwojga "złego" triumf Kubika i spółki jest dla niej korzystniejszy, niż utrzymywanie rywali na dystans przez Rekord. Najbliższe dwie kolejki mogą dużo rozstrzygnąć jeśli chodzi o walkę o najwyższe laury. Za tydzień Wiślacy zagrają w Szczecinie, za dwa - u siebie z Rekordem. Jeśli w obydwu meczach zwyciężą, to pewnie do ostatniej serii spotkań w kwietniu będziemy świadkami korespondencyjnego pojedynku. Jeśli natomiast któryś z pretendentów pokona aktualnego mistrza - to on typowany będzie na faworyta. Pogoń wydaje się w ciut gorszej sytuacji, bo jako jedyna z tej trójki nie grała jeszcze z czekającą na czyjeś potknięcie Gattą Active Zduńska Wola. Jednego możemy być pewni - wbrew prognozom Marka Góreckiego, wygłoszonym przed rozpoczęciem sezonu, losy tytułu nie rozstrzygną się już w lutym!