Gatcie zwycięstwo dał efektownym strzałem Mariusz Milewski, po równie pięknym podaniu Michała Szymczaka Gatcie zwycięstwo dał efektownym strzałem Mariusz Milewski, po równie pięknym podaniu Michała Szymczaka fot. Kosma Niedźwiecki (www.kosma.es)

Gatta wygrywa w Krakowie. Jeszcze będą emocje!

Po dwóch minutach meczu na szczycie kibice przecierali oczy ze zdumienia, bo Gatta błyskawicznie objęła dwubramkowe prowadzenie. Później jeszcze podwyższyła, ale gdy w 36. minucie Adrian Pater doprowadził do remisu, losy zwycięstwa (i mistrzostwa) wydawały się przesądzone. Zapobiegł temu Mariusz Milewski.

Wisła Krakbet Kraków
Gatta Active Zduńska Wola

Wisła Krakbet Kraków - Gatta Active Zduńska Wola
3:4

 
Wisła mogła swoją wygraną de facto przypieczętować drugi w historii mistrzowski tytuł. 9 punktów przewagi na 4 kolejki przed końcem byłoby nie do roztrwonienia. Tymczasem przewaga Białej Gwiazdy stopniała do trzech "oczek" i choć krakowianie nadal mogą mieć handicap w postaci pierwszego miejsca w tabeli po rundzie zasadniczej, to jest szansa na to, że rywalizacją o tytuł będziemy się emocjonować do końca rundy finałowej.

Już na początku poniedziałkowego meczu mieliśmy nokdaun, bo po zaledwie 104 sekundach zduńskowolanie prowadzili już 2:0! Pierwszą bramkę zdobył Daniel Krawczyk, trącając piłkę przed wychodzącym Kamilem Lasikiem po dalekim podaniu od Dariusza Słowińskiego. Pół minuty później w swoim stylu po stałym fragmencie gry celnie huknął Mariusz Milewski. Wiślacy nie mieli zaś pomysłu na rozmontowanie defensywy gości. Przez niemal całą pierwszą połowę ich ataki miały postać prób uderzeń z dystansu, w czym przodowali przede wszystkim Ukraińcy - Roman Wachuła i Oleksandr Bondar. Nie przynosiło to rezultatu, bo znakomicie w bramce spisywał się Słowiński. Golkiper Gatty w dobrym stylu zatrzymał też kontrę Bondara, po ostrym odbiorze Adama Jonczyka. Przyjezdni nie rezygnowali zaś z prób podwyższenia - w 13. minucie Lasik cudem obronił strzał z krótkiej Igora Sobalczyka. Bliski kontaktowego gola był po chwili Sebastian Wojciechowski - jego niesygnalizowany strzał po kontrataku 3 na 2 zatrzymał się na słupku. Identyczny finał spotkał też uderzenie Michała Marciniaka z 17. minuty. Do końca pierwszej połowy swoje okazje mieli jeszcze dwukrotnie Jonczyk i raz Wojciechowski, ale za każdym razem dobrymi interwencjami popisywał się Słowiński.

Tuż przed przerwą sędziowie mogli wyrzucić z boiska Daniela Krawczyka. Snajper Gatty odepchnął bez piłki Ricardo Gomesa, ale skończyło się na gwizdach z trybun i strachu zespołu gości - obaj zawodnicy zostali ukarani żółtymi kartkami, choć gdyby futsaliści ze Zduńskiej Woli mieliby grać w osłabieniu, to pretensje mogli by kierować tylko do swojego asa.

Druga połowa rozpoczęła się podobnie do pierwszej. Wprawdzie Sobalczyk, będąc po kontrze sam przed Lasikiem, swojej okazji nie wykorzystał, ale w 25. minucie Marciniak wykorzystał nieporozumienie Adriana Patera i Pawła Budniaka, i ze spokojem skierował piłkę do siatki, obok wychodzącego golkipera Wisły. 0:3 to było już dużo, ale Wisła wychodziła z takich opresji. Wystarczy w tym kontekście przypomnieć mecz z Pogonią 04, również rozegrany przy Reymonta.

Krakowianie od razu wzięli się więc do roboty. Bombę Budniaka z 15 metrów świetnie obronił Słowiński. Po chwili dwukrotnie dobre sytuacja marnował Adam Jonczyk, a w 27. minucie Marcin Czech z metra nie potrafił zamknąć akcji, po wgraniu na długi słupek. Trafienie Sobalczyka w poprzeczkę w następnej minucie ostatecznie zakończyło wyrównany okres meczu. Od tej pory Wisła dominowała już całkowicie i szybko zainkasowała dwie bramki. Najpierw do siatki piłkę wepchnął Adrian Pater po świetnej asyście Oleksandra Bondara. Nie minęła minuta, a golkipera Gatty Ukrainiec pokonał osobiście. Goście już tylko wybijali piłkę na oślep, by oddalić niebezpieczeństwo. Tymczasem huragan Wisły ciągle dążył do wyrównania. Znów dużo miejsca i czasu na pokonanie Słowińskiego miał Jonczyk, dwukrotnie groźnie było po strzałach Ricardo Gomesa, a aż 3 razy bez powodzenia swoich sił próbował Wachuła. Udało się dopiero Adrianowi Paterowi, który w 36. minucie bezpośrednio uderzył z rzutu wolnego z około 9 metrów.

Reakcja sztabu trenerskiego gości była natychmiastowa - Igor Sobalczyk przywdział żółtą koszulkę dla wycofanego bramkarza. Gatta grała w przewadze bardzo rozważnie, by przypadkiem nie nadziać się na wybicie piłki do pustej bramki, ale sama dwukrotnie zdołała zagrozić bramce Kamila Lasika. Raz Mariusz Milewski nie trafił z dość ostrego kąta, drugi raz z rzutu wolnego, ale sprawdziło się powiedzenie, że do trzech razy sztuka. Popularny "Miles" otrzymał piękne podanie za plecy obrońców od Michała Szymczaka, efektownie zgasił piłkę i równie efektownie huknął w okienko, nie dając golkiperowi żadnych szans. Teraz to Krzysztof Kusia wycofał bramkarza, ale jego podopieczni wyniku nie zdołali już zmienić.

Nieco rozwleczone 40 minut efektywnego czasu gry udowodniło, że rzeczywiście mierzyły się ze sobą dwie najlepsze ekipy tego sezonu. Wisła optycznie nie była gorszym zespołem, ale zabrakło w jej szeregach indywidualności, iskry, która przechyliłaby szalę. Mimo, iż przewaga Białej Gwiazdy nad zduńskowolanami stopniała do 3 punktów, to i tak Budniak i spółka są faworytami do złota. Jeśli nie przegra w ostatniej kolejce rundy zasadniczej z Gwiazdą (co byłoby prawdziwą sensacją), to zyska potężny handicap - pierwsze miejsce w tabeli. A to ono decydować będzie w przypadku ewentualnej równej liczby punktów po rundzie finałowej. Innymi słowy - Gatcie może nie wystarczyć nawet komplet zwycięstw do końca sezonu, w tym powtórny triumf na R22. Musi liczyć także na potknięcie swoich poniedziałkowych rywali.