3 punkty do mistrzostwa fot. Kosma Niedźwiecki (www.kosma.es)

3 punkty do mistrzostwa

Efektowne gole, trzeszczące kości, dwa "gamechangery" i słabiutcy sędziowie - to wszystko mogliśmy oglądać w pojedynku dwóch ostatnich Mistrzów Polski. Zwycięstwo Wisły Krakbet Kraków nad Rekordem Bielsko-Biała było zasłużone, acz rozmiary wygranej wydają się nieco za duże.

Wisła Krakbet Kraków
Rekord Bielsko-Biała

Wisła Krakbet Kraków - Rekord Bielsko-Biała
8:3

 
Zaczęło się od mocnego uderzenia. W 5. minucie naciskany pod własnym polem karnym Serhij Kowal stracił piłkę, a stworzoną w ten sposób okazję "sam na sam" z Kamilem Dworzeckim piękną podcinką wykończył Jan Janovsky. Kibice nie zdążyli jeszcze przedyskutować, czy była to najładniejsza w tym roku bramka strzelona na Reymonta, a już minutę później do tego grona dołączył kolejny silny kandydat - Oleksandr Bondar fantastycznym uderzeniem z około 15 metrów w sam róg bramki Krystiana Brzenka doprowadził do wyrównania. Ukrainiec wydaje się ostatnio głównym kandydatem do tytułu MVP sezonu - z Rekordem ustrzelił swojego już 6. hat-tricka, w klasyfikacji strzelców wreszcie "odskoczył" Danielowi Krawczykowi z Gatty, a dodatkowo jego trafienia bardzo często są tak efektowne, że nawet fanom zespołów, które Bondar punktuje, ręce same składają się do oklasków.

Rekord konsekwentnie próbował gry wysokim pressingiem, czyhając na błędy rywali. W 7. minucie "setkę" zmarnował Paweł Machura, uderzając obok słupka po dobrym zgraniu od Rafała Franza. Ten sam zawodnik o mały włos nie zaskoczył Dworzeckiego minutę później, strzałem z niemal zerowego kąta. Wisła grała tymczasem jak zwykle - bombardując bramkę przeciwnika z dystansu. Dwukrotnie wyczyn Bondara próbowali skopiować Ricardo Gomes i Kowal - bez powodzenia. Powtórka udała się za to Janovskiemu - tym razem zabrał wysoko piłkę Bondarowi i wystawił na stuprocentową okazję Michałowi Markowi, który nie miał problemów z pokonaniem Dworzeckiego. Tym razem drużyna Andrzeja Szłapy cieszyła się z prowadzenia nieco dłużej, bo 3 minuty. Wówczas fatalny błąd popełnił Brzenk. Serhij Kowal zagrał daleką piłkę do Marcina Czecha. Golkiper Rekordu był przy futbolówce pierwszy, ale... nie trafił w nią nogą, a ta spokojnie wtoczyła się do siatki. Po chwili ładną akcję Wisły minimalnie niecelnym uderzeniem zakończył Ricardo Gomes, ale gra wciąż była w miarę wyrównana.

W 15. minucie fatalny błąd popełnił sędzia Jakub Orliński, odgwizdując faul... którego w ogóle nie było. Rzadko na portalu Futsal-Polska krytykujemy arbitrów, jeśli się to zdarza, to naprawdę są to poważne błędy, a taki przytrafił się arbitrowi z grupy Top Amator (czyli wyróżniającemu się sędziemu "gwiżdżącemu" na ogół w I lidze). Było to szóste przewinienie Rekordzistów, a Oleksandr Bondar nie miał litości dla rywali i strzelił z przedłużonego karnego na 3:2, co było pierwszym "gamechangerem" (modne ostatnio słowo) w tym meczu. Dwie minuty później Radek Polasek bał się mocniej zaatakować Pawła Budniaka, a ten zwiódł rywala i celnie huknął po długim słupku. Do końca pierwszej połowy swoje okazje mieli jeszcze Douglas Neutzling oraz Bondar, ale dwubramkowa przewaga nie uległa zmianie.

Drugą część gry Wiślacy zaczęli od kolejnego podwyższenia prowadzenia. Tym razem błąd Rafała Franza wykorzystał Adam Jonczyk, przytomnie wystawiając do znajdującego się na czystej pozycji Adriana Patera. Wynik 5:2 to już nie były przelewki. Obie drużyny nie szczędziły sobie złośliwości, czego nie potrafili opanować sędziowie, ale z samej gry więcej zaczęli mieć Rekordziści. Najlepszą okazję na trzecią bramkę miał Janovsky w 25. minucie, którego wgranie na długi słupek do Marka znakomicie "przeczytał" Dworzecki. Zaskoczyć krakowskiego golkipera nie udało się też Piotrowi Szymurze i Radkowi Polaskowi. Rezultat dawał jednak jeszcze gościom jakieś możliwości, zwłaszcza, że zaczęli wypracowywać sobie pewną optyczną przewagę.

Wszystko runęło w 29. minucie. Wojciech Łysoń, który bodaj pierwszy raz pojawił się na parkiecie, nie zgadzając się z decyzją sędziego o przyznaniu autu Wiśle, skwitował nieodpowiednio pracę arbitra, za co otrzymał żółtą kartkę. Gdy gospodarze próbowali wykonać aut, wyskoczył za szybko do piłki, za co - tym razem już całkiem słusznie - obejrzał drugi żółty kartonik. Szybciej z boiska wylecieć się nie da! Był to drugi przełomowy moment meczu, a cała sytuacja skończyła się zresztą niemałą przepychanką, za co finalnie napomnienie otrzymał tylko Paweł Budniak. Miejscowym na wykorzystanie gry w przewadze jednego zawodnika wystarczyły 44 sekundy - wtedy Bondar zamknął na długim słupku wgranie Budniaka.

Było już 6:2 i w zasadzie "po zawodach", a obraz gry radykalnie się zmienił. Do końca spotkania było już bardzo spokojnie, faul odgwizdano już tylko bodaj jeden (i to z gatunku tych "taktycznych" - gdy Rekord stracił piłkę grając z wycofanym bramkarzem, a Radek Polasek starał się uniemożliwić szybkie wznowienie gry przez Wisłę). Warto odnotować jeszcze ładne, taktyczne rozegranie gry w przewadze, po którym drugiego gola zapisał na swoim koncie Marek. Dwa trafienia gospodarzy do pustej bramki ustaliły wynik, który z przebiegu meczu wydaje się dla Rekordzistów nieco niesprawiedliwy. Bo na porażkę zasłużyli, ale niekoniecznie aż tak wysoką.

Wisła utrzymała trzypunktową przewagę nad Gattą. To oznacza, że do tytułu mistrzowskiego wystarczą jej już tylko 3 punkty, obojętnie czy w wyjazdowym starciu z Red Dragons Pniewy, czy w ostatniej kolejce - z Gattą. Rekord i bez gry w sobotę miał już zapewnione brązowe medale, bo wygrana zduńskowolan ze Smokami zapewniła już im trzecie miejsce w tabeli na koniec rozgrywek. Niewykluczone więc, że ostatnie 3 mecze (za tydzień najpierw Red Dragons zagrają z Wisłą, a dopiero w poniedziałek Gatta z Rekordem) będą ciekawymi pojedynkami... o pietruszkę.