Pierwsze punkty beniaminka fot. Aleksander Knitter (FotoChojnice.pl)

Pierwsze punkty beniaminka

Krzysztof Elsner i Marcin Mikołajewicz byli głównymi aktorami widowiska, jakim uraczyli toruńskich kibiców podopieczni Klaudiusza Hirscha oraz Łukasza Frajtaga. Ten pierwszy zaliczył dwie asysty, wypracował także trzecie trafienie miejscowych. Z kolei "Miki" dwukrotnie pokonał Macieja Foltyna, raz asystując również Michałowi Suchockiemu.

FC ToruńRed Dragons Pniewy28.09.2015 godz. 19:30

FC Toruń - Red Dragons Pniewy
3:0 (1:0)

Protokół meczowy

Mecz zeszłorocznego beniaminka ekstraklasy z aktualnym toczony był na początku w szybkim tempie. Pierwsze dwie klarowne sytuacje wypracowali sobie goście i to już w pierwszej minucie. Najpierw dobrą piłkę od Adama Wachońskiego dostał Łukasz Frajtag, uderzając prosto w Nicolae Neagu, po chwili również w golkipera trafił sam Wachoński. W 3. minucie pierwsze trafienie mógł zaliczyć Krzysztof Elsner, gdy piłka trafiła w niego po interwencji Macieja Foltyna i łagodnym lobem zmierzała do bramki. Ostatecznie tylko odbiła się od poprzeczki. Dwie minuty później były zawodnik Unikatu Osiek pomylił się na własnej połowie i stracił piłkę, a po strzale Oskara Stankowiak futbolówkę z linii bramkowej wybił Michał Wojciechowski. Wtedy pniewianie byli najbliżej gola, bo im później, tym trudniej im się było przedostać pod "świątynię" Neagu, choć jeszcze w 10. minucie po solowej akcji w słupek przymierzył Adrian Skrzypek. W międzyczasie czujność Foltyna sprawdzili Wojciechowski i Elsner, ale sztuka pokonania bramkarza Red Dragons udała się dopiero... naturalnie Marcinowi Mikołajewiczowi.

"Miki" tyle razy już otwierał wynik spotkania z udziałem FC Toruń, że w zasadzie trener Klaudiusz Hirsch nie powinien go zdejmować, dopóki nie wpisze się na listę strzelców. Albo inaczej - koledzy Marcina nie powinni sami próbować uderzać, dopóki ta sztuka nie uda się Mikołajewiczowi. Bo i tak szansa na powodzenie jest za niska - dowiódł tego poprzedni sezon i jak na razie dowodzi i ten. Tym razem gola wypracował pivotowi z Torunia Elsner, mijając rywala lewą stroną i wystawiając piłkę do osamotnionego Mikołajewicza, który miał dużo czasu na pokonanie Foltyna. Stracona bramka zmotywowała przyjezdnych. Swoich szans szukali Patryk Hoły, Skrzypek i Frajtag, ale ich próby to było za mało na takiego speca jak Neagu. Na dwie minuty przed końcem zakotłowało się na ławce torunian po tym, gdy Mikołajewicz padł na parkiet, a zamiast faulu na nim sędziowie orzekli symulację z jego strony. W końcówce błysnął jeszcze aktywny Wojciechowski, przeprowadzając samotny rajd spod własnego pola karnego w pole rywala. Po minięciu dwóch przeciwników, finalnie został jednak zablokowany.

Druga połowa rozpoczęła się elektryzująco - od strzałów Mikołajewicza, Skrzypka i ładnej akcji Wojciechowskiego, który wszedł odważnie między dwóch obrońców, ale trafił w nogę interweniującego Foltyna. 3 minuty po wznowieniu gry świetną okazję zmarnował Michał Suchocki, po stracie "Smoków" pod własnym polem karnym. Z kolei błyszczący w tym meczu Elsner po raz kolejny wgrał do Mikołajewicza piłkę w 26. minucie, lecz tym razem strzał tego ostatniego został zblokowany. Kilka groźnych strzałów z obu stron i okres w miarę wyrównanej gry zaczął się kończyć w okolicach 31. minuty, kiedy to z ostatnią dobrą kontrą sunął Adrian Skrzypek. Już minutę później gospodarze mieli 3 świetne okazje do podwyższenia - dwukrotnie mylił się Sylwester Kieper, a raz Robert Świtoń. Na Macieju Foltynie zakończyło się także dwójkowe rozegranie Suchocki - Elsner. Ale już po chwili faktycznie było 2:0. Akcja rozpoczęła się od Elsnera, który minął dwóch rywali i wyłożył piłkę Mikołajewiczowi, ten z kolei nie pokusił się o strzał, ale odegrał jeszcze przed pustą bramką Suchockiego. Minęły dwie minuty i wynik ustalił już sam Mikołajewicz, wykorzystując efektowną szarżę... naturalnie Elsnera. Red Dragons próbowały jeszcze gry w przewadze, ale nie przyniosło to zmiany wyniku.

Najjaśniejszą postacią meczu - choć z pewnością znajdą się tacy, którzy powiedzą, że nie należy nikogo wyróżniać, bo "walczyła cała drużyna" - był bez wątpienia Krzysztof Elsner. Klaudiusz Hirsch ma jak widać dobrą smykałkę do wyławiania takich talentów. Elsner wyróżniał się oczywiście w Unikacie Osiek, ale kto by się spodziewał, że rok później będzie wiodącą postacią w ekstraklasie? Że w drugim swoim meczu zaliczy de facto 3 asysty (bo i przy drugiej akcji wszystko zaczęło się od niego)? I to w dodatku dzień po powrocie z mistrzostw piłkarskich szóstek w Chorwacji, gdzie również ciężko pracował w kilku spotkaniach. Słowa uznania należą się też naturalnie Mikołajewiczowi oraz pewnemu punktowi w bramce - Koli Neagu (jedyny minus za wyjście z bramki, po którym żółtą kartkę musiał zaryzykować Sylwester Kieper). Pniewianie zaś niestety nadal mają spore problemy na wyjazdach, choć gdy poprawią skuteczność (bądź między słupkami nie będzie stał ktoś kalibru Neagu), mogą pokusić się o niespodziankę.