Dominik Depta: W Lęborku jest wszystko, aby była ekstraklasa fot. Constract Lubawa/ Paweł Jakubowski

Dominik Depta: W Lęborku jest wszystko, aby była ekstraklasa

Dominik Depta to jeden z najbardziej rozpoznawalnych zawodników w polskim beach soccerze. Reprezentant Teamu Lębork i KP Łódź przyznaje, że marzy o triumfie w Lidze Mistrzów. Jednocześnie zapowiada, iż chciałby po raz trzeci pojechać na mistrzostwa świata i awansować z lęborskim zespołem do ekstraklasy.

Futsal-Polska: W Wielki Czwartek, na zakończenie sezonu, wygraliście w Gnieźnie 6:3. Gospodarze trochę was postraszyli, ale w drugiej połowie zaznaczyliście swoją wyższość. Jak pan podsumuje ten mecz w wykonaniu swojego zespołu?

Dominik Depta: Początek był ciężki. Zanim weszliśmy w mecz, trzeba było odrabiać straty. Bez względu na wynik, mieliśmy już zapewnione trzecie miejsce. Chcieliśmy tylko zakończyć ten sezon zwycięstwem i to się udało.

Pojedynek w pierwszej stolicy Polski dostarczył drobnych kontrowersji. Mieliście uwagi po tym, jak gospodarze zdobyli gola na 3:2. Wówczas dwóch waszych zawodników leżało na parkiecie… 

Sędziowie popełniali sporo błędów, dlatego wyszły drobne kontrowersje. Do końca nie jestem zadowolony z postawy zawodników z Gniezna, bo zapomnieli o postawie fair play.




Sezon kończycie na trzecim miejscu w pierwszoligowej tabeli. Jest niedosyt czy ten wynik was zadowala?

Na początku sezonu postawiliśmy sobie cel, by być w pierwszej trójce i to się udało. Uzyskaliśmy znaczącą przewagę nad czwartym zespołem w tabeli. Oczywiście, że jest lekki niedosyt.  

Na dwóch czołowych miejscach uplasowały się ekipy z Leszna i Lubawy. Wydaje się, że to rzeczywiście najlepsze zespoły na zapleczu ekstraklasy. Wy nie potrafiliście znaleźć recepty na pokonanie ani jednych, ani drugich. Czy rzeczywiście te drużyny były poza waszym zasięgiem?

Z zespołami z Lubawy i Leszna toczyliśmy wyrównane boje, ale czegoś zabrakło. Zbyt krótka ławka – tak bym sobie to tłumaczył. W mojej ocenie, niewątpliwie zespoły z Lubawy i Leszna były najlepszymi w tej lidze.

Na początku sezonu straciliście też punkty z drużynami z Bojana i Zgierza. Były to wasze pierwsze mecze. Czy te porażki były spowodowane brakiem odpowiedniego zgrania po przerwie?

Dokładnie, zaliczyliśmy falstart. Głupio stracone punkty na początku trochę ustawiły ligę. Zgranie zespołu tez nie było najlepsze - mamy zawodników z trawy i ciężko było się im od razu przestawić na parkiet.

W kolejnych spotkaniach sialiście już postrach na wielu gorących terenach. Czy jakiś mecz z tego sezonu szczególnie utkwił w pańskiej pamięci?

Mieliśmy niezłą serię zwycięstw, co pozwoliło jeszcze zbliżyć się do czołówki i myśleć chociażby o grze w barażach. Parkiet zweryfikował, że to jeszcze nie czas na Team Lębork. Szczególnie w pamięci pozostają mecze u siebie – przed własną publicznością. W Lęborku atmosfera jest wspaniała - przez cały mecz prowadzony jest doping. Kiedy wychodzę na parkiet, zapominam o wszystkim. Ludzie są życzliwi, nawet po porażce nas wspierają. Wszyscy chcielibyśmy ekstraklasy w Lęborku, może już niedługo...

W tym sezonie zdobył pan 27 bramek, co dało koronę króla strzelców grupy północnej I ligi. Satysfakcjonuje pana ten rezultat czy jednak celował pan w większą liczbę goli?

Na moje bramki pracuje cały zespół. Nie ukrywam, że mogłem zdobyć trochę więcej goli, ale w pewnych sytuacjach zabrakło chłodnej głowy. Do tego nie grałem we wszystkich spotkaniach, jednak myślę, że wynik 27 bramek jest satysfakcjonujący.

Za panem dwa sezony spędzone w Teamie Lębork. Jak pan oceni atmosferę i organizację panującą w klubie? Czy uważa pan, że możliwe jest to, by Lębork zawitał do ekstraklasy?

Tak jak wspomniałem wcześniej, w Lęborku jest wszystko, aby była ekstraklasa. Kilka drobnych mankamentów pewnie jest, jak w każdym klubie, ale wszystko jest do poprawienia. Człowiek przecież uczy się na błędach.

Wcześniej reprezentował pan barwy AZS Uniwersytetu Gdańskiego, także w ekstraklasie. Jak pan wspomina te czasy?

W AZS-ie spędziłem kilka dobrych lat. Były awanse, jak i spadki. Była fajna drużyna. Działacze chyba trochę się pogubili, bo nie poznaję tej drużyny. Nie dzieje się tam dobrze, ale życzę im jak najlepiej. Mam tam wielu przyjaciół.




Sezon halowy dobiega końca, więc czas na beach soccer. Jest pan jednym z najbardziej rozpoznawalnych reprezentantów Polski w piłce plażowej. Ostatnio nasza kadra zmierzyła się z Portugalczykami, dwukrotnie przegrywając. Właśnie z tą drużyną zagracie w lipcu w ramach Europejskiej Ligi Beach Soccera.

Portugalia to jedna z najlepszych drużyn w Europie, jak i na świecie. Nawet porażka z takim zespołem czegoś uczy. Mam nadzieję, że w grze o punkty utrzemy im nosa. Mamy wideo do analizy i na pewno wyciągniemy odpowiednie wnioski.

Jakie są pańskie plany związane z beach soccerem na najbliższy czas?

W maju i czerwcu jest zgrupowanie reprezentacji . Na początku czerwca czeka nas beach soccerowa Liga Mistrzów, w której wraz z zespołem KP Łódź jedziemy powtórzyć lub poprawić wyczyn z tamtego roku, kiedy zajęliśmy trzecie miejsce. Był to ogromny sukces. Żaden polski zespół nie może pochwalić się takim osiągnięciem. Będzie ciężko, ale marzenia są po to, żeby je spełniać.

Czy ma pan jakieś sportowe marzenia, plany lub cele?

Chciałbym wygrać Ligę Mistrzów, ale zdaje sobie sprawę, że będzie to bardzo trudne - grają tam najlepsi zawodnicy na świecie, ale wszystko w naszych nogach. Moim marzeniem jest zagrać trzeci raz na Mistrzostwach Świata, które w tym roku odbędą się w Paragwaju w listopadzie. Przed nami długa droga...

Rozmawiał Mateusz Domański