Artur Gadzicki: Kluczem jest wyjście do małych klubów szkolących młodzież Photo by Leo Hynninen

Artur Gadzicki: Kluczem jest wyjście do małych klubów szkolących młodzież

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami po minionym sezonie Artur Gadzicki zakończył pracę na stanowisku szkoleniowca AZS-u UMCS Lublin. Nadal pozostaje jednak w futsalu - w reprezentacji Polski U-19, gdzie pełni funkcję asystenta trenera. Podczas rozmowy z naszym portalem Gadzicki odniósł się m.in. do aktualnego poziomu polskiego futsalu. - Kluczem jest wyjście do małych klubów szkolących młodzież - ocenił.

 

Futsal-Polska: Zakończył pan pracę na stanowisku trenera seniorów AZS UMCS Lublin Futsal Team. Jak podsumuje pan współpracę z tą drużyną?

Artur Gadzicki: Z zespołem związany jestem od ponad dziesięciu lat, połowę tego okresu jako trener i z całą pewnością zarówno w aspekcie zawodniczym, jak i trenerskim, okres spędzony w klubie mogę zaliczyć na plus. Oczywiście w sporcie zdarzają się okresy lepsze i gorsze, ale w tym przypadku zdecydowanie więcej było tych dobrych i bardzo dobrych. Najbardziej cieszy mnie to, że dzięki zaangażowaniu wielu ludzi od ponad dekady zespół AZS UMCS Lublin funkcjonuje na futsalowej mapie Polski i daje impuls do rozwoju tej dyscypliny w naszym regionie.

Z młodszymi zawodnikami klubu z Lublina dwukrotnie inkasował pan wicemistrzostwa Polski. To z pewnością powód do dumy…

Zdecydowanie. Młodzieżowe Mistrzostwa Polski były dla nas zawsze istotnym wydarzeniem i od początku startów staraliśmy się zostawiać po sobie dobre wrażenie. Dwa klubowe wicemistrzostwa Polski to duży sukces, ale chciałbym jeszcze mieć możliwość zawalczenia w przyszłości o najcenniejszy krążek. Być może kiedyś pojawi się jeszcze grupa zawodników podobna do tej, którą miałem przyjemność prowadzić i postaramy się poprawić wynik.

Pełnił pan też rolę asystenta trenera reprezentacji Polski U-19 w futsalu. Czy z tej funkcji również pan zrezygnował?

Praca w klubie i reprezentacji to dwie różne rzeczy. Potrzebuję odpoczynku od piłki klubowej, bo tak jak mówiłem, prowadziłem zespół przez pięć lat. Co do reprezentacji, to jesteśmy na ostatniej prostej przed finałami mistrzostw Europy, które we wrześniu rozegrają się na Łotwie. Jest to impreza, do której zespół oraz sztab szkoleniowy reprezentacji przygotowują się od ponad dwóch lat i nie wyobrażam sobie, aby w tym momencie wyskakiwać z jadącego pociągu. Praca w reprezentacji to duża nobilitacja, ale również odpowiedzialność. Nie wyobrażam sobie, aby ot tak z niej rezygnować.




Jak oceni pan lubelskie środowisko futsalowe? Jak układała się pańska współpraca z klubem oraz zawodnikami?

Miałem przyjemność pracować z niezwykle ambitnymi ludźmi, zarówno zawodnikami, jak i pracownikami klubu. Razem przez ostatnie lata uczyliśmy się wspólnie futsalu. Przetarliśmy pewien szlak, ponieważ Lubelszczyzna nie ma takich tradycji futsalowych, jak chociażby Śląsk, czy Małopolska. Wspólnie popełnialiśmy błędy, ale zawsze staraliśmy się wyciągać wnioski i iść do przodu.

A jak pan oceni klimat panujący wokół lubelskiego futsalu? Są tam kibice oraz sponsorzy?

Myślę, że futsal w Lublinie zdobył sobie pewną liczbę stałych kibiców i zadomowił się w świadomości sportowej miasta. Mimo tego, że ostatnie dwa sezony nie były dla nas tak udane, jak poprzednie, to mogliśmy liczyć na grupę ludzi, która systematycznie przychodziła na mecze. Co do sponsorów, to myślę, że wraz z rozwojem dyscypliny w całym kraju łatwiej będzie pozyskać osoby chętne zainwestować w futsal, ale do tego niezbędne jest to, aby środowisko futsalowe mówiło jednym głosem.

Teraz przebranżawia się pan na piłkę trawiastą. Czy to oznacza, że nie zamierza pan już nigdy wracać do futsalu?

W moim przypadku ciężko mówić o przebranżawianiu się, gdyż przez ostatnie lata łączyłem pracę w futsalu z pracą trenera piłki nożnej. Prowadziłem zespół AZS UMCS, jednocześnie koordynując projekt Akademii Młodych Orłów w Lublinie, czy też pracując w Licealnym Ośrodku Piłkarskim. Pracując z reprezentacją U19 w futsalu jednocześnie wyjeżdżałem na zgrupowania reprezentacji trawiastych. Uwielbiam futsal i uważam, że jest to dyscyplina, która może wnieść bardzo dużo do warsztatu szkoleniowców piłki nożnej. W sporcie, tak jak w życiu, czasami trzeba stanąć z boku, aby spojrzeć na niektóre rzeczy z innej perspektywy. W moim przypadku nadszedł taki moment.

Czym dokładniej będzie się pan zajmował?

W ostatnim czasie zaangażowałem się w projekt Akademii Piłki Nożnej Górnika Łęczna i powołanej do życia w zeszłym roku Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Od sierpnia przejmuję obowiązki koordynatora szkolenia w Górniku i przez najbliższe dwa lata będzie to praca, której chciałbym poświęcić się w większym wymiarze.

Różnice między futsalem a piłką trawiastą są spore. Czy któraś z tych dyscyplin podoba się panu bardziej?

Piłka nożna zarówno w odmianie dużej, trawiastej jak i mniejszej halowej to moja pasja. Mimo pewnych różnić są to dwie strony tej samej monety.




Co pan sądzi o poziomie polskiego futsalu? Chodzi mi tu zarówno o kwestie organizacyjne, jak i typowo sportowe. Nad którymi obszarami trzeba popracować w szczególności?

Jest to temat bardzo złożony i gdyby chcieć rozłożyć go na czynniki pierwsze, to zajęłoby to trochę czasu. Obserwując ostatnią dekadę w futsalu, nie można powiedzieć, że się nie rozwija, bo byłoby to zakłamywanie rzeczywistości. Jednak, aby rozwój był taki, jakiego sobie wszyscy życzymy, niezbędne jest popularyzowanie dyscypliny i tworzenie możliwości do tego, aby jak największy odsetek populacji był zaangażowany w futsal.

W mojej opinii kluczem jest wyjście do małych klubów szkolących młodzież, które bardzo dużą cześć roku spędzają w hali, nie do końca rozróżniając różnice pomiędzy "piłką na hali" a futsalem. Kluby często biorą udział w turniejach halowych, nie zdając sobie nawet sprawy, że w futsalu mogłyby wziąć udział w walce o mistrzostwo kraju, zgłaszając się do MMP. W polskim futsalu kończy się pewne pokolenie graczy i niezbędny jest dopływ młodych zawodników, dlatego działaniami priorytetowymi powinny być te, które ukierunkowane są na dzieci i młodzież.

W zakresie szkolenia trenerów w ostatnim czasie wykonano wiele, ale nadal potrzebujemy specjalistów, którzy muszą uczyć się od najlepszych - podobnie jak w piłce trawiastej - potrzebujemy trenerów edukatorów, którzy wyznaczą pewne standardy pracy. Jako trenerzy możemy postrzegać futsal w sposób różnorodny, jednak musi istnieć pewna ścieżka, którą powinniśmy podążać i systematycznie ją rozwijać. Za rozwojem sportowym w sposób naturalny pójdzie rozwój organizacyjny, ale elementem kluczowym jest to, jaki produkt będziemy mieli do zaoferowania młodym zawodnikom, kibicom czy sponsorom. To, co robimy dzisiaj, ma bezpośrednie przełożenie na obraz dyscypliny za kilka lat, dlatego niezwykle ważna jest praca, którą wykonujemy na swoim podwórku.

Czy ma pan jakieś konkretne sportowe plany, marzenia czy cele na przyszłość?

Jak każdy, mam swoje cele, które staram się realizować codziennie wykonując swoją pracę. Futsalowym numerem jeden są teraz Mistrzostwa Europy, które dla zespołu U19 i sztabu ludzi, z którymi mam przyjemność współpracować, stanowią wyzwanie, do którego na miarę naszych możliwości chcemy być optymalnie przygotowani.

Jest coś, co kręci pana poza futsalem oraz piłką trawiastą?

Szczerze to w ostatnich latach niewiele miałem czasu na rozwijanie pozasportowych pasji i chyba najwyższy czas znaleźć sobie jakąś odskocznię, tak dla zachowania zdrowej równowagi. Jestem fanem reportaży, podróży i poznawania nowych miejsc, zatem to może być dziedzina, która na nowo zagości w życiu mojej rodziny.

Ma pan jakiegoś idola? Kogoś, na kim się pan wzoruje?

Ciężko wskazać mi jedną osobę. Zawsze imponowali mi ludzie oddani swojej pracy, zaangażowani w to, aby tworzyć nową jakość, wyznaczać inne, często niekonwencjonalne szlaki. 

Rozmawiał Mateusz Domański