Szymon Lewandowski, Amadeusz Brzosko i Norbert Magdziarek końcówkę meczu oglądali już spoza boiska Szymon Lewandowski, Amadeusz Brzosko i Norbert Magdziarek końcówkę meczu oglądali już spoza boiska fot. sportowegniezno.pl

Bijatyka w Gnieźnie. Posypią się kary?

Niedzielnemu pojedynkowi KS-u Gniezno z FC10 Zgierz (7:4) towarzyszyło bardzo wiele kontrowersji. Na parkiecie wrzało do tego stopnia, że w pewnym momencie doszło do bójki, zakończonej trzema czerwonymi kartkami. Zarówno gospodarze, jak i goście często kwestionowali decyzje arbitrów. - Dla mnie to jakaś pomyłka. Strasznie, strasznie... Naprawdę, jest straszny poziom sędziowania – mówił Dariusz Rychłowski, zawodnik KS-u.

Przy stanie 4:4 sędziowie dopatrzyli się przewinienia Michała Roja z KS-u Gniezno. Decyzja ta spotkała się z ogromnym niezadowoleniem miejscowych, którzy byli pewni, że nie doszło do przekroczenia przepisów. Arbitrzy byli jednak nieugięci i podtrzymali stanowisko. Najistotniejsze w tym wszystkim było jednak to, że odgwizdany faul Roja oznaczał przedłużony rzut karny dla FC10 Zgierz.

Emocje zaczęły sięgać zenitu. Przyjezdni czuli, że za moment znów mogą objąć prowadzenie. Ostatecznie jednak nic z tego nie wyszło - strzał Amadeusza Brzoski obronił Dawid Kasprzyk. Reprezentant FC10 Zgierz próbował jeszcze dobijać, ale zrobił to nieudolnie - sfaulował przeciwnika, co wywołało duże zamieszanie na parkiecie. Pojawili się na nim niemal wszyscy członkowie obu ekip i zaczęli się przepychać. Były ciosy, a nawet kopnięcia.

- Było dużo kontrowersji, później nawet niepotrzebne zgrzyty. Nie było to potrzebne. Takie są nerwy... Głównie było to chyba spowodowane też błędnymi decyzjami sędziów - w jedną i drugą stronę. Nerwy się nawarstwiły. Mieliśmy kilka czerwonych kartek. Nie ma co rozmyślać, jedziemy dalej – mówił tuż po meczu Adam Heliasz, szkoleniowiec KS-u Gniezno.

Wydaje się jednak, że punktem zapalnym w tym przypadku było zachowanie Brzoski. - Bezpardonowe wejście wyprostowanymi nogami zawodnika ze Zgierza. Są podejrzenia medyka, że nos może być złamany. Teraz Dawid jedzie do szpitala, zobaczymy, co będzie dalej. Głupie zachowanie rywala. Tak się nie gra, tak się nie zachowuje. Słuszna kartka sędziego. Później nerwy puściły. Wiadomo, że chłopacy stanęli w obronie swojego kolegi. Niepotrzebnie, bo takie sytuacje nie mogą mieć miejsca na boisku – dodał Heliasz.

Diagnozy nie potwierdziły początkowych przypuszczeń – Kasprzyk nie doznał złamania. Amadeusz Brzosko za to zachowanie obejrzał czerwoną kartkę, podobnie jak zamieszani w przepychanki Norbert Magdziarek oraz Szymon Lewandowski. Po szarpaninie sędziowie długo zwlekali z werdyktami i wznowieniem gry. Ostatecznie, po konsultacjach, wróciliśmy do sportowych emocji, a KS wykorzystał przewagę liczebną. Finalnie gnieźnianie pokonali zgierski zespół 7:4. Dla biało-czerwonych to pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Bohaterem miejscowych został Dariusz Rychłowski, autor czterech bramek. Także i on po spotkaniu miał uwagi do pracy sędziów.

- Naprawdę, jest straszny poziom sędziowania. To niemożliwe. Było tyle kontrowersji... Sędzia odgwizdał nam faul na przykład przy kontrze. Można by dużo o tym opowiadać. Najważniejsze są trzy punkty, a reszta idzie na bok. Gdybyśmy przegrali, to może rozpamiętywalibyśmy te kontrowersje. Teraz jednak idzie to już w zapomnienie, bo mamy wygrany mecz – komentował zawodnik z Gniezna.

Pomijając już to, czy po wielkiej awanturze to goście powinni dostać dwie czerwone kartki a miejscowi jedną, arbitrzy już całkiem pogubili się, gdy przyszło do wykluczeń z boiska. W drużynie KS-u czerwoną kartkę ujrzał Szymon Lewandowski, który na parkiet wbiegł z ławki rezerwowych. Obaj wyrzuceni zawodnicy gości byli zaś w tym momencie w grającej piątce. Mimo to sędziowie nakazali wznawiać grę w pięciu na czterech, a nie na trzech.

Zwycięstwo nad ekipą ze Zgierza pozwoliło KS-owi awansować w tabeli z ostatniego na dziesiąte miejsce. FC10 zanotował natomiast spadek na siódmą lokatę. Zawodnicy ze Zgierza na pewno opuszczą najbliższy mecz, natomiast w przypadku Lewandowskiego powinno zakończyć się na znacznie dłuższej dyskwalifikacji.