Trener AZS UW Wilanów Maciej Karczyński i kapitan drużyny Radosław Marcinkowski Trener AZS UW Wilanów Maciej Karczyński i kapitan drużyny Radosław Marcinkowski fot. Michał Wencek

Jesień w I lidze północnej: Autostrada do ekstraklasy przed AZS UW. Z wybojami

Na pewno AZS UG Gdańsk, może Team Lębork, jeśli okrzepnie sportowo, w trzeciej kolejności ewentualnie AZS UW - takie typy przed sezonem na czołówkę w I lidze północnej miał w „Magazynie 1 Ligi Futsalu” Marcin Kiełpiński. Grający prezes KS Sośnica Gliwice nie trafił idealnie, ale i nie było to takie „pudło”, jak w przypadku przewidywań Tomasza Kulczyckiego, członka Komisji Futsalu PZPN, który w tym samym programie przekonywał o zmniejszającej się różnicy między ekstraklasą a I ligą.

Tymczasem ów dystans znacznie w tym roku się zwiększył. O ile w zeszłym mieliśmy w I lidze północnej dwie wyrównane ekipy, do samego końca ścigające się o awans i gonione jeszcze przez trzeci zespół na podium, o tyle tym razem grupa północna pełna jest średniaków, a czołówka swoją grą nie zawsze przekonuje.

Różnicę między ekstraklasą a I ligą widać na przykładzie właśnie dwóch drużyn, które awansowały w zeszłym roku. GI Malepszy Futsal Leszno dokonał zasadniczo kosmetycznych zmian, zmieniając bramkarza z doświadczonego na równie doświadczonego oraz wzmacniając się lekko w polu, ale raczej w formie uzupełnień. Constract Lubawa przeszedł zaś rewolucję. Zatrudniono czterech obcokrajowców, którzy całkowicie zmienili obraz zespołu. Efekt? Lubawianie walczą o górną połówkę, mają tylko 3 punkty straty do wicelidera. Zespół z Leszna nie ma na to szans, choć jednocześnie nic nie wskazuje, by groził mu spadek. Gdyby trzej Brazylijczycy zamiast do Lubawy trafiliby do Leszna, wynik byłby zapewne odwrotny.

A co w tym roku? Nie ma raczej wątpliwości, że AZS UW Wilanów, choć jesienią w I lidze bezkonkurencyjny, z ekstraklasą zderzyłby się w tym składzie jak ze ścianą. Efektowny i bramkostrzelny Team Lębork to z kolei w dużej mierze byli zawodnicy AZS UG Gdańsk, od lat balansującego między ligami. Naiwne byłoby wierzyć, że zawodnicy, którzy przez lata nie zawojowali ekstraklasy, zrobiliby to teraz. Zwłaszcza, że w ich przypadku futsal trzeba byłoby znów bardziej kompromisowo dzielić z beach soccerem.

AZS UW po jesieni ma 8 punktów przewagi nad ekipą z Lęborka. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, by taki zapas nie wystarczył do wygrania ligi wiosną. Dodatkowo na północy od 2007 roku zawsze najlepszy na jesieni okazywał się też najlepszy po rundzie rewanżowej - nie licząc ostatniego roku, gdzie zarówno po 11 kolejkach, jak i po 22 pierwsze dwa zespoły miały taką samą liczbę punktów, a zamieniły się miejscami. Statystyka przemawia więc za zespołem ze stolicy, ale Maciej Karczyński i jego podopieczni muszą zachować czujność. Przede wszystkim mecze z Teamem Lębork i KS Futsal Oborniki zagrają wiosną na wyjeździe. Po drugie duża część gry warszawiaków opiera się na Michale Klausie, którego atutów nie potrafiła właściwie wykorzystać Gatta Active Zduńska Wola, gdy grał tam przez dwa i pół roku, a jeszcze nigdy zawodnik ten nie zagrał kompletu meczów w sezonie (np. przez kontuzje). AZS UW brakuje też zawodników z doświadczeniem. Poza Klausem w ekstraklasie sporadycznie występował tylko Ignacio Casillas.

Team Lębork nieco zmienił się, w porównaniu z zeszłym sezonem. Po odejściu na drugą rundę Tomasza Musika do Gdańska, trener Wojciech Pięta musiał zamieszać składem, rozbić „ekstraklasową” wyjściową czwórkę, znacznie skuteczniejszą od reszty, i powrót byłego kapitana AZS UG niewiele tu zmienił. Efekt przekonuje. Najskuteczniejszym zawodnikiem nie jest już ktoś z czwórki Depta, Friszkemut, Musik, Ziarko, tylko 24-letni Gracjan Miszkiewicz, który w taki czy inny sposób powinien wkrótce do ekstraklasy trafić. Problemem najlepszej obecnie drużyny na Pomorzu jest ustabilizowanie formy. Zawodnicy z Lęborka potrafią rozbić rywala, gdy im idzie, natomiast jeśli się męczą, to pełne 40 minut.

Reszty stawki w ogóle nie należy rozpatrywać w kontekście rywalizacji o awans. Jeśli ktoś może przeskoczyć AZS UW, to tylko Team Lębork. Jeśli ktoś przeskoczy Team Lębork, to raczej nieduże ma szanse na wygranie barażu z drugim zespołem z grupy południowej, ewentualnie chyba że byłby to balansujący kolejny raz na granicy AZS UG. Co ciekawe, i lider, i wicelider całkiem głośno narzekają w mediach społecznościowych na perspektywy finansowe, jeśli chodzi o grę w ekstraklasie.

Poziom ligi jest najsłabszy od lat, co czyni jeszcze większym rozczarowaniem postawę FC10 Zgierz. Zespół z potencjałem zawodzi całkowicie, bo choć bramek strzela sporo, to obrony grający trener Marcin Karasiński ustawić nie potrafi (zgierzanie tracą kosmiczne 5,5 gola na mecz). Mniejszym zawodem, choć wciąż rozczarowaniem, jest utrzymująca się kiepska forma ogranego przecież w ligowych bojach KS-u Gniezno a także tylko 6 punktów Victorii Sulejówek, która na papierze skład ma może i najsłabszy, natomiast dysponuje potężnym w teorii handicapem w postaci malutkiej hali.

Kto spadnie? Prawdopodobnie nikt. Do tej pory praktycznie zawsze ligę opuszczał tylko ten klub, który chciał. Nie inaczej będzie zapewne i tym razem.