Mecz AZS UMCS Lublin - Gredar Futsal Team Brzeg. Jedna z ledwie dwóch porażek lidera fot. AZS UMCS/ Michał Piłat Mecz AZS UMCS Lublin - Gredar Futsal Team Brzeg. Jedna z ledwie dwóch porażek lidera

Jesień w I lidze południowej: Ile zależeć będzie od przypadku?

- Dla niektórych wydaje się to dziwne, iż drużyna która w zeszłym sezonie walczyła o utrzymanie, w obecnym chce walczyć o podium - mówi Jarosław Patałuch, trener lidera z Brzegu, w rozmowie z Futsal-Polska. Szkoleniowiec nieco przesadza, bo w I lidze jest naprawdę niewiele rzeczy, które mogą zaskakiwać.




Ot taki zespół z Wrocławia, dołączony na siłę, gdy nie było chętnych na występy w I lidze. W 11 kolejkach zaliczył komplet 11 porażek, co jest pierwszym takim przypadkiem, odkąd w 2013 roku powrócono do dwóch grup w tej klasie rozgrywkowej. Kibiców na meczach - jak na lekarstwo. Za to zgłoszonych do rozgrywek zawodników - uwaga - 51. I nie jest to ostatnie słowo wrocławian, bo przecież przed nami jeszcze cała druga runda. A wydawało się, że ubiegłorocznych masowych zgłoszeń Remedium Pyskowice już nic nie pobije. „Zmobilizowani i pełni nadziei jedziemy zdobyć pierwsze punkty i udowodnić, że nie znaleźliśmy się w tej lidze przypadkiem” - napisano na stronie zespołu przed meczem 5. kolejki z Górnikiem Polkowice. No to chyba jednak przypadkiem...

Pierwsze miejsce ekipy z Brzega nie jest zaskakujące, jeśli weźmie się pod uwagę, że już wcześniej grali tam nieprzeciętni jak na I ligę zawodnicy, a teraz zostali dodatkowo wsparci po powrocie Pawła Boczarskiego. Gra tam zresztą także dwóch futsalistów, którzy awans już raz wywalczyli - trzy sezony temu z Orłem Jelcz-Laskowice, ale w międzynarodowej ekipie się nie utrzymali (Jan Rojek, Przemysław Matejko). Przed ostatnim na jesieni meczem ściągnięto dodatkowo Jose Luisa Santiago Gutierreza, a wiadomo, że jeśli ktoś zatrudnia Hiszpanów, to raczej nie po to, by być średniakiem w I lidze. Korzystnie w Brzegu wygląda także publiczność, która coraz śmielej, wraz z wynikami, zagląda do hali. Czy to wystarczy?

Choć Gredar prowadzi, więc teoretycznie sprawę awansu ma we własnych rękach, to wydaje się, że solidna grupa pościgowa może skomplikować sprawę. Brzeżanie mają nad nimi jedną solidną przewagę - wszystkich rywali z miejsc 2-5 będą podejmować we własnej hali. A w niej, jak na razie, wygrywają wszystko.

Co dalej? Ciężko jest uwierzyć w drugi awans rok po roku BSF Bochnia, ale stosunkowo młoda ekipa z Małopolski zasłużenie jest po pierwszej rundzie wiceliderem, mając najkorzystniejszy bilans bramkowy. Szans na barażowe, a nawet pierwsze miejsce, nie można odmówić zresztą połowie tej grupy. Różnica między pierwszym a szóstym zespołem wynosi raptem 7 punktów, czyli mniej, niż na północy między pierwszym a... drugim.




Z tej szóstki, oprócz wspomnianych, należy wyróżnić AZS UMCS Lublin i GKS Futsal Tychy. W obu zespołach doszło do zmiany trenera (u Akademików przed sezonem, na Śląsku w trakcie) i obie radzą sobie znacznie lepiej, niż wiosną 2019 roku. Przypomnijmy - Azetesiacy w rundzie rewanżowej poprzedniego sezonu zebrali tylko 8 punktów, tyszanie - ledwie 7. Gorszy wynik miało tylko wspominane już Remedium.

Negatywnym zaskoczeniem jest postawa, a przede wszystkim skład Górnika Polkowice. Ze starą kadrą, pamiętającą w dużej części ekstraklasę, polkowiczanie otarli się w zeszłym roku o miejsce barażowe. Zamiast ją utrzymać, dokonali rewolucji (niekoniecznie wiekowej, bo etatowym zawodnikiem stał się nagle 39-letni Marek Dudka) i drżą o ligowy byt, wyprzedzając tylko „czerwoną latarnię” z Wrocławia.

Końcowe rozstrzygnięcia w tej grupie to wielka niewiadoma. Dużo zależeć będzie od przypadku, choćby takiego, czy dany faworyt będzie grał przeciwko Sośnicy Gliwice w jej pełnym składzie, czy jak to bywało jesienią - ledwo usadzającym na ławce jakąkolwiek zmianę. Albo przeciwko zespołowi z Nowin, który gdyby grał ciągle tą samą kadrą, a nie raz podstawową, raz okrojoną, byłby w tabeli znacznie wyżej.