Jarosław Patałuch: Obyśmy mieli taki „problem”, jak ekstraklasa fot. AZS UMCS/ Michał Piłat

Jarosław Patałuch: Obyśmy mieli taki „problem”, jak ekstraklasa

Gredar Futsal Team Brzeg bardzo dobrze radzi sobie w rozgrywkach grupy południowej I ligi. Brzeżanie są liderem tabeli, choć wcale nie celowali tak wysoko. – Cel, jaki otrzymałem przed sezonem od zarządu klubu, to była pierwsza trójka – mówi nam Jarosław Patałuch, szkoleniowiec brzeskiej drużyny.

Futsal-Polska: Gredar Futsal Team Brzeg liderem I ligi po pierwszej rundzie. Taki był wasz cel przed startem rozgrywek?

Jarosław Patałuch: Nie. Cel, jaki otrzymałem przed tym sezonem od zarządu klubu, to była pierwsza trójka i przystałem na takie warunki. Wiem, że dla niektórych wydaje się to dziwne, iż drużyna która w zeszłym sezonie walczyła o utrzymanie, w obecnym chce walczyć o podium. Jednak ten, kto uważnie śledzi poczynania naszej drużyny, zauważył, że od momentu kiedy zostałem trenerem, to jest przed 13. kolejką zeszłego sezonu, przegraliśmy w tej rundzie tylko trzy mecze i to z drużynami, które walczyły o awans do kstraklasy, więc naturalnie apetyty na lepszy wynik w następnym sezonie wzrosły. Nie chciałbym, żeby ktoś mnie zrozumiał tak, że przypisuję sobie te wszystkie wyniki. Prawda jest taka, że naprawdę w tej drużynie jest potencjał. Dodatkowo przed sezonem udało się namówić do powrotu Pawła Boczarskiego, Jana Rojka oraz kilku młodych zawodników z dużymi umiejętnościami, więc spoglądałem w przyszłość z optymizmem. Utwierdziłem się w tym przekonaniu jeszcze bardziej po tym, jak przed sezonem wzięliśmy udział w najlepszym turnieju w Polsce – Futsal Masters, gdzie rywalizowaliśmy jak równy z równym z drużynami grającymi na wyższym poziomie.




Zanotowaliście dziewięć zwycięstw, a do tego dwie porażki. Idealnie zatem nie było. Wiecie, z czego wynikały wasze przegrane?

Biorąc pod uwagę cel, jaki mieliśmy przed sezonem, to jest idealnie. Oczywiście w każdym meczu gramy o zwycięstwo, jednak poziom ligi w obecnym sezonie jest bardzo wyrównany i w każdym meczu trzeba zachować maksymalną koncentrację, aby zwyciężyć. Myślę że jej brak to jest nasz największy problem i nad tym musimy pracować.

Przewodzicie w tabeli, ale po piętach depcze wam ekipa z Bochni. Zdobycze punktowe pierwszych sześciu zespołów są w miarę zbliżone. Wygląda zatem na to, że sporo zespołów prezentuje podobny poziom. Czy faktycznie tak jest?

Tak jak już mówiłem, poziom jest naprawdę bardzo wyrównany. Tabela nie odzwierciedla w rzeczywistości potencjału każdej z drużyn. Przykładem niech będzie nasz ostatni mecz. Naszym rywalem był zespół z Siemianowic Śląskich, zajmujący dziewiąte miejsce w tabeli, a wygraną zapewniliśmy sobie dopiero 15 sekund przed końcem.

Outsiderem w rozgrywkach I ligi grupy II jest Profi Sport Wrocław. Drużyna ze stolicy Dolnego Śląska zgłosiła już ponad 50 zawodników. Można zatem powiedzieć, że macie w swojej grupie ewenement…

Tak, jest to ewenement, ale bardzo im kibicuję. Sam mieszkam we Wrocławiu i to miasto zasługuje na drużynę grającą nawet w ekstraklasie. Mam nadzieję, że druga runda będzie dla nich zdecydowanie lepszą i zdołają się utrzymać. Obserwując ich uważnie, można zauważyć, że z kolejki na kolejkę grają lepiej. Oby starczyło im czasu, żeby nazbierać odpowiednią liczbę punktów.

Skupmy się jednak na zespole z Brzegu. Czy zanosi się u was na jakieś zmiany kadrowe?

Przed ostatnią kolejką dołączył do nas Jose Santiago Gutierezz i już w swoim debiucie pokazał, jak dużym jest wzmocnieniem. Oczywiście cały czas wraz z zarządem analizujemy sytuację kadrową i możliwe wzmocnienia, ale rewolucji nie będzie. Każdy nowy zawodnik musi podnosić rywalizację w drużynie i tylko nad takimi się zastanawiamy. Jestem zadowolony ze składu, jaki posiadam, ale jak się uda zakontraktować jeszcze kogoś innego, na pewno wpłynie to pozytywnie na zawodników.

Jesteście w ogóle zainteresowani walką o ekstraklasę? Czy gdyby przydarzyła się szansa na awans, będziecie na to gotowi?

Pytanie jest dość złożone, bo trzeba je rozpatrywać w dwóch aspektach - organizacyjnym i sportowym. W kwestiach organizacyjnych nie chciałbym się wypowiadać, bo to nie moja rola, jednak po ostatnim spotkaniu z zarządem mam zapewnienia, że podołamy tym wyzwaniom. Jeśli chodzi o moją domenę, czyli sportową, uważam że obecnie poziom ekstraklasy podniósł się i różnica między pierwszą ligą znacznie się powiększyła. Ale należy zawsze patrzeć pozytywnie w przyszłość. Z każdym treningiem i meczem my też się uczymy, nabieramy doświadczenia i czas działa na naszą korzyść. Aktualnie skupiamy się na tym, żebyśmy mieli taki „problem”, jak ekstraklasa.




Jaki klimat panuje wokół futsalu w Brzegu? Jest zainteresowanie ze strony kibiców czy sponsorów? 

Jestem w Brzegu od stycznia i zauważyłem, że z meczu na mecz zainteresowanie naszą drużyną rośnie. Na początku na trybunach można było zobaczyć 200-250 kibiców. Obecnie nasza hala „pęka w szwach”. Widać gołym okiem, że brzeżanie kochają futsal i bardzo nam kibicują. Zresztą zaczęli już jeździć za nami na mecze wyjazdowe. Czekam jeszcze, kiedy pojawią się z bębnem. Jeśli chodzi o sponsorów, to adresatem tego pytania powinien być prezes klubu Robert Gorazdowski. Jednak wiem z ostatnich rozmów, że teraz o sponsorów prezesowi jest łatwiej. Wydaje się to naturalne, że jak są wyniki, to znajdują się sponsorzy. Cieszymy się z tego bardzo.

Czy w waszym zespole są jakieś wyróżniające się postacie?

W naszym zespole są same wyróżniające się postacie. Mamy bardzo zróżnicowaną kadrę, poprzez byłego reprezentanta Polski Mateusza Mikę, do absolutnych debiutantów. Ale to jest właśnie nasza siła – zróżnicowana kadra. Każdy z tych zawodników jest inny i daje coś specjalnego drużynie. Razem tworzą kolektyw, którego efektem są aktualne wyniki.

W czym tkwi wasza recepta na wygrywanie meczów?

Dobrze by było ją znać... Ale tak na poważnie, to według mnie stanowi o tym kilka czynników. Po pierwsze zaangażowanie; oni – zawodnicy - chcą się uczyć, chcą być lepsi z treningu na trening, z meczu na mecz. Po drugie determinacja – chcą udowodnić sobie czy innym, że oni też potrafią. Po trzecie, chyba najważniejsze, tworzą drużynę i wzajemnie się wspierają. Nieważne kto zagra, oni zawsze są razem i dopingują się. Z takim zespołem aż chce się pracować.

Jakie są wasze plany przygotowawcze do rundy rewanżowej?

Najpierw musimy chwilę odpocząć. Zawodnicy dostali tydzień wolnego po Świętach, ale każdy oczywiście będzie dbał o swoją dyspozycję. Zaraz po Nowym Roku wracamy do treningów tak, żeby na pierwszy mecz ligowy być już w pełni gotowym. Cieszę się, że będziemy mieli dwa tygodnie, by wrócić do pełnej dyspozycji, a dodatkowo zagramy mecz pucharowy, który będzie swojego rodzaju przygotowaniem przed jednym z ważniejszych meczów - z BSF Bochnia.

Ma pan jakieś sportowe marzenia?

Jestem „młodym” trenerem, ale oczywiście mam marzenia. Człowiek, który nie ma marzeń, nie ma przyszłości. Nauczyłem się mierzyć wysoko, bo tylko dzięki temu możemy coś osiągnąć. Oczywiście na chwilę obecną te największe marzenie wydaje się nierealne, ale dzięki ciężkiej pracy, mam nadzieję, że kiedyś je osiągnę. Pozwólcie, że zostawię je dla siebie, bo to moje marzenie. Naturalnie po drodze do niego jest kilka innych i pierwszym z nich jest awans z Gredarem do ekstraklasy. Ale to nie koniec moich sportowych marzeń.

Czy poświęca pan futsalowi całe swoje życie, czy istnieją jakieś inne kwestie, które są dla pana bardzo ważne?

Obiektywnie patrząc, o ile jestem w stanie, to futsal stał się dla mnie bardzo ważną częścią życia, zajmującą większość mojego wolnego czasu. Przez to zaniedbuję na pewno pewne sprawy rodzinne, ale mam nadzieję, że rodzina to rozumie, bo czym byłoby życie bez pasji? Oczywiście najważniejsza dla mnie jest i była rodzina, bo to jest naturalne, ale muszę przyznać że jeszcze muszę dużo się uczyć w podziale obowiązków między życiem rodzinnym, pracą a pasją. Ale to jest kolejny mój cel, tym razem nie sportowy.

Rozmawiał Mateusz Domański