W I lidze zero punktów, w FIFA 20 zwycięstwo i tytuł króla strzelców
Ujas od początku wierzył w swoje umiejętności. - Jak tylko się dowiedziałem o turnieju, to wiedziałem, że będzie fajna zabawa, a do tego – znając swoje możliwości – wiedziałem, że powalczę o wygraną. Reprezentowałem już raz Śląsk Wrocław na Ekstraklasa Games – przyznał.
W rzeczywistości wirtualnej Ujas nie miał sobie równych i poprowadził Profi Sport Wrocław Futsal na sam szczyt. Zupełnie inaczej było w rozgrywkach ligowych, gdzie wrocławianie zanotowali komplet porażek. Może właśnie dlatego, że Ujas grał rzadko... - To jest ciężki temat. Potencjał w tym zespole jest duży, ale mamy problemy, szczególnie w drugich połowach. Ja wystąpiłem tylko w trzech meczach, ponieważ gram na dużym boisku w drużynie, z którą walczymy o awans do IV ligi i jedynie w przerwie między rozgrywkami pomagaliśmy, ile mogliśmy – podkreślił nasz rozmówca.
Były takie mecze, w których wrocławianom udawało się nawiązywać równorzędną walkę. - W Lublinie wygrywaliśmy do przerwy, a ostatecznie przegraliśmy. W Siemianowicach mieliśmy mecz, w którym mogliśmy spokojnie wygrać, ale początek drugiej połowy to było 7:0 w plecy, jeśli się nie mylę. Nasz zespół jest młody i problem nie leży w umiejętnościach, a w głowie. To dla nas dobra nauka. Za rok powalczymy o powrót do I ligi - zapowiedział Przemysław Ujas.
W turnieju na wirtualnych murawach reprezentant klubu z Dolnego Śląska nie tylko zwyciężył, ale i zainkasował tytuł najlepszego strzelca. Drugie miejsce w trzydniowych zmaganiach zajął Igor Sieńko (Heiro Rzeszów), trzecie – Mateusz Szafrański (AZS UMCS Lublin), a na czwartej lokacie sklasyfikowany został Rafał Polakowski z futsalowej Legii. Uczestnicy rywalizacji chwalili poziom organizacyjny.
- Na organizację turnieju nie było dużo czasu, przez co plan przygotowań całego przedsięwzięcia był bardzo napięty. Ostatni chętni zawodnicy znaleźli się dzień przed losowaniem grup. Tym bardziej cieszę się, że udało się wszystko dopiąć na ostatni guzik. Na pewno cieszy zainteresowanie ze strony kibiców i klubów futsalowych. Jak się okazuje, bez żadnych nakładów finansowych, a dzięki pracy i chęciom, można zorganizować fajną inicjatywę – ocenił organizator zabawy Marek Gonda, na co dzień bramkarz KS Futsal Oborniki.
Wydarzenie miało również wymiar integracyjny. - Była to też dobra okazja do tego, żeby zawodnicy z różnych lig mogli się ze sobą skonfrontować i lepiej poznać. Konsola umożliwia prowadzenie rozmowy przez zawodników podczas meczu. Z tego co słyszałem, niektórzy wykorzystali tą możliwość, żeby na bieżąco komentować mecze, ale też porozmawiać chociażby o rozgrywkach futsalowych – przyznał.
Czy w trakcie turnieju doszło do jakichś nieprzewidzianych komplikacji? - Byliśmy dobrze przygotowani do turnieju. Każdy wiedział, co musi zrobić przed pierwszym meczem i jak wygląda dokładny terminarz spotkań. W trzy dni rozegraliśmy 64 mecze, z czego 62 były transmitowane na żywo i dostępne dla kibiców. To świadczy o dobrym zorganizowaniu wszystkich zawodników. Pojawiały się drobne problemy niezależne od nas – problem z połączeniem albo zrywanie transmisji. Na szczęście udało się wszystko na bieżąco rozwiązać – zaznaczył organizator.
Turniej przeciwko koronawirusowi zakończył się pełnym powodzeniem. Czy wobec tego można się spodziewać kolejnej odsłony takich rozgrywek? - Nic nie zastąpi prawdziwych emocji związanych z normalnym meczem na parkiecie. Na pewno bardziej satysfakcjonowałoby mnie rozegranie turnieju z tymi drużynami, ale w hali. Ale kto wie... może turniej przybierze formę cyklicznego wydarzenia, gdzie np. w przerwie między rundami, kluby będą rywalizowały przed telewizorami w wirtualnej hali? Oby tylko do tego czasu producent gry umożliwił taką rozgrywkę – podsumował Marek Gonda.