Klaudiusz Hirsch: Wzorce musimy czerpać z Hiszpanii i Portugalii fot. Sławomir Kowalski / www.sk-foto.pl / www.torunfc.pl

Klaudiusz Hirsch: Wzorce musimy czerpać z Hiszpanii i Portugalii

- Z zadowoleniem obserwuję, że zmienia się podejście wielu ludzi do futsalu. Choć na razie nie osiągamy międzynarodowych sukcesów, widzę u nas potencjał na dalszy rozwój tego sportu – mówi Klaudiusz Hirsch. Obecny szkoleniowiec FC Toruń nie żałuje rezygnacji z prowadzenia futsalowej kadry.

Ekstraklasę futsalu zna pan doskonale i jako zawodnik, i jako trener - w obu rolach odnosił pan sukcesy. Jak ocenia pan początek obecnego sezonu?
- Początek rozgrywek jest na pewno nadspodziewanie ciekawy. Z przedsezonowych zapowiedzi wynikało, że Rekord Bielsko-Biała i Wisła Krakbet Kraków zdeklasują konkurencję i między sobą rozstrzygną kwestię tytułu. Tymczasem widać, że zarówno Gatta Active Zduńska Wola, jak i Clearex Chorzów będą się liczyć w walce o mistrzostwo. Mało tego, myślę, że do tej czołówki może jeszcze ktoś dołączyć. To gwarantuje nam emocje i bardzo interesujący sezon.

Podobają się panu zmiany regulaminowe wprowadzone przez władze ligi?
- Szczerze mówiąc - nie. Bo byłem, jestem i będę zwolennikiem fazy play-off. Uważam, że to jest najlepsze rozwiązanie w przypadku futsalu. Rozgrywki w najlepszych ligach europejskich wyraźnie to zresztą pokazują. Play-offy w klasycznym wydaniu są najbardziej atrakcyjne dla mediów oraz kibiców i powinniśmy się ich trzymać. Oczywiście będę się jednak uważnie przyglądał, jak dodatkowe trzy mecze wpłyną na finisz rozgrywek. I zastanawiam się, czy nie lepsza byłaby opcja z rewanżami. No cóż, każdy pomysł dotyczący systemu rozgrywek ma swoje plusy oraz minusy i czas pokaże, która idea najlepiej sprawdza się u nas w praktyce.

A jak uplasuje pan rodzimą ekstraklasę na tle lig zagranicznych?
- Odpowiem tak: za wszelką cenę musimy równać do najlepszych i brać z nich przykład. A najlepsi są Hiszpanie, bo ich liga zarówno pod względem sportowym, organizacyjnym, jak i medialnym wygląda najkorzystniej w całej Europie. Trzeba czerpać od nich jak najwięcej wzorców i umiejętnie przekładać je na nasz grunt. I nie zrażać się pojawiającymi się co rusz przeszkodami. Mam nadzieję, że wkrótce doczekamy się czasów, kiedy informacje dotyczące futsalu w mediach będą czymś powszednim.

W ten weekend liga pauzuje, bo reprezentacja Polski zagra w Turnieju Czterech Narodów z Walią, Grecją i Słowenią. Czego możemy się spodziewać po tym występie?
- Jest to turniej towarzyski, a zatem okazja dla trenera Andrei Bucciola na przećwiczenie określonych wariantów, bo do eliminacji nie zostało już wiele czasu. W tym przypadku najważniejsze będą zatem cele szkoleniowe, a nie wynik końcowy. Choć wiadomo, że zawsze przyjemniej jest wygrać trzy mecze niż je przegrać.

Osoby związane z ekstraklasą podkreślają, że poziom ligi systematycznie idzie do góry. Tylko raz w historii graliśmy jednak w finałach mistrzostw świata i Europy. Dlaczego?
- Nie zgodzę się, że poziom w naszej ekstraklasie jest już jakiś super. Na pewno mamy za to bardzo zdolną młodzież i fundament, na którym możemy budować siłę polskiego futsalu. Musi jednak zadziałać jeszcze wiele czynników, abyśmy dorównali najlepszym. O kwestiach pozasportowych nie chcę się obecnie wypowiadać, natomiast sportowo ciągle mamy do wykonania określoną pracę u podstaw, na przykład w kwestii świadomości taktycznej zawodników. Hiszpania czy Portugalia powinny być dla nas punktem odniesienia pod względem szkolenia. Na szczęście powoli zaczyna się to zmieniać, ale w naszym kraju prawdziwe szkolenie do niedawna praktycznie nie istniało. Zamiast niego było u nas tylko adaptowanie piłkarzy z trawy. We wspomnianej Hiszpanii sytuacja jest odwrotna - tam trawa adaptuje zawodników z hali. A jak to się przekłada na wyniki obu odmian futbolu, doskonale widzimy... Tym bardziej mnie cieszy, że coraz więcej trenerów piłki 11-osobowej przekonuje się do futsalu jako istotnego elementu szkolenia zawodników. Jest to bardzo budujące, że zwłaszcza młodsi trenerzy widzą sens w takim urozmaicaniu zajęć poszczególnym grupom wiekowym. Oby jeszcze wszyscy szkoleniowcy przestali się bać futsalowej piłki i nie rzucali już na parkiet małym dzieciom zwykłej "futbolówki". Przy normalnie odbijającej się piłce trudno jest bowiem nauczyć dzieciaki wielu kluczowych elementów technicznych.

Z perspektywy czasu nie żałuje pan rezygnacji z funkcji selekcjonera reprezentacji?
- Z pewnością nie była to dla mnie łatwa decyzja. Na ten moment niczego jednak nie żałuję. Wierzę przy tym, że do reprezentacji futsalowej jeszcze kiedyś wrócę. Jest mi bardzo miło, że cały czas otrzymuję pozytywne głosy od ludzi ze środowiska na temat swojej pracy z drużyną narodową. Myślę, że jeśli chodzi o pracę z zawodnikami, zostawiłem kadrze dużo dobrego. Wyszło, jak wyszło, i teraz skupiam się na odzyskaniu dla Torunia ekstraklasy oraz na obowiązkach selekcjonera reprezentacji sześcioosobowej.

W najbliższej kolejce ekstraklasy dojdzie do kilku szlagierowo zapowiadających się meczów: Wisła zagra z Cleareksem, a Gatta podejmować będzie GAF Jasna. Jak wynika z notowań firmy bukmacherskiej Fortuna, faworytem tego drugiego spotkania jest ekipa Gatty. Pan także przewiduje kolejną wygraną ekipy swojego znajomego z Akademii - Marcina Stanisławskiego?
- Niespodzianek jest sporo i po ostatniej porażce Wisły w Pniewach nie podejmuję się typowania wyników. Jestem jednak przekonany, że oba wspomniane spotkania będą znakomitą reklamą dla całej ligi. Mecze wewnątrz czołówki zawsze wywołują dodatkową mobilizację u zawodników i pozwalają im wspiąć się na wyżyny możliwości. O poziom widowiska jestem spokojny i pozostaje tylko sobie życzyć, aby kibice w halach i przed telewizorami mogli oglądać jak najwięcej takich meczów.

Od tego sezonu prowadzi pan pierwszoligowy FC Toruń. Jakie są pana wrażenie z pracy na zapleczu ekstraklasy? Duża jest różnica poziomów między tymi klasami rozgrywkowymi?
- Poziom wewnątrz pierwszej ligi jest mocno zróżnicowany. Jest wiele klubów zarządzanych przez młodych ludzi, które dopiero stawiają pierwsze kroki w futsalu. W tym widzę ogromną szansę na to, że nasz futsal będzie się rozwijał w najbliższych latach. Jest też kilka drużyn, które już teraz nie odstawałyby zbytnio poziomem w ekstraklasie. I dotyczy to zarówno grupy północnej, jak i południowej. Na pewno między pierwszoligową czołówką i większością ekip ekstraklasy nie ma dużej przepaści. Przy takim zapleczu ze spokojem można oczekiwać na dopływ wartościowych graczy do klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej. Co więcej - w pierwszej lidze widzę kilku zawodników, którzy w niedalekiej przyszłości mogą nawet trafić do reprezentacji Polski.

Dziękuję za rozmowę.