Klaudiusz Hirsch kontra Gerard Juszczak
fot. Sławomir Kowalski [www.sk-foto.pl / www.torunfc.pl] & Wiola Borzym
Wielcy polskiego futsalu w stolicy
W piątkowy wieczór na parkiecie w Warszawie zobaczymy arcyciekawe widowisko. Naprzeciwko siebie wybiegną pierwszoligowe AZS UW i FC Toruń. Niekoniecznie w rolach głównych wystąpią tym razem zawodnicy. Uwaga futsalowego światka skierowana będzie raczej na trenerów. Najlepszych trenerów, którzy zamiast być w ekstraklasie zadomowili się na jej zapleczu.
W przededniu odwiedzania grobów najbliższych, w stolicy będzie można obejrzeć rywalizację na zapleczu ekstraklasy, która w ten weekend pauzuje. W sumie wynik spotkania jest raczej przesądzony i każdy rezultat inny niż zwycięstwo torunian będzie niespodzianką. Ale niekoniecznie to co na boisku będzie najważniejsze. Ciekawsze zachowania zaobserwować można będzie na liniach. Naprzeciwko siebie stanie dwóch bardzo zdolnych i zasłużonych trenerów dla polskiego futsalu.
Właśnie brak ich w ekstraklasie jest sporym zaskoczeniem jak również wielką stratą dla polskiej myśli trenerskiej. Los trenerów nie jest łatwy. Zwalniani za porażki, wyrzucani za swoiste charaktery lub wygórowane oczekiwania. Czasem za porozumieniem stron ale nigdy w zgodzie ich własnych umysłów.
Gerard Juszczak i Klaudiusz Hirsch - nie tak dawno stanowili o sile najlepszych zespołów w Polsce. Juszczak stworzył wszystko co najlepsze w Pogoni ’04 Szczecin. Nauczył zawodników futsalu i był ojcem takich talentów jak chociażby Michał Kubik. Hirsch święcił zdobycie tytułów mistrza Polski z Akademią Pniewy, czego nie trzeba komentować, jedynie chylić czoła. Jego podopieczni do dzisiaj grają na parkietach ekstraklasy i są podstawowymi zawodnikami swoich drużyn. On sam pewnie niedługo do elity powróci.
Gdyby dodać całkowity brak przy linii, jakiegokolwiek zespołu, Tomasza Aftańskiego i Błażeja Korczyńskiego (jest tylko zawodnikiem AZS UŚ - nie trenerem), to mamy prawdziwy obraz dzisiejszego polskiego ligowego futsalu.
To najlepszy dowód, że polski futsal sam na własne życzenie traci to co ma najlepsze, najcenniejsze. Wszyscy z wymienionych mają ogromną wiedzę i doświadczenie. Sukcesy jakie osiągnęli dają nadzieję, że warto ich zatrudnić. Główny problem to pieniądze.
Ale czy to główny powód ich nieobecności? Zapytani sami zainteresowani dlaczego nie ma ich w ekstraklasie mówią tak:
- mówi jeden z najzdolniejszych trenerów w Polsce Tomasz Aftański. To właśnie on wespół z Juszczakiem ostatni raz stworzyli kadrę na miarę walki z najlepszymi w Europie. W podobnym tonie na to samo pytanie wypowiada się obecny trener AZS UW:Polskiemu futsalowi niestety daleko do profesjonalizmu w znaczeniu takim, że można się całkowicie poświęcić. Ja w pewnym momencie musiałem wybrać i postawiłem na rozwój zawodowy w innej branży Byłem trenerem na każdym poziomie ligowym, w reprezentacji seniorskiej, młodzieżowej i akademickiej oraz jako pierwszy Polak pracowałem za granicą. Jestem autorem pierwszego podręcznika o futsalu... Także oprócz aspektu finansowego ważne była samorealizacja na innym polu. Pracuję w dużej korporacji i prowadzę duże projekty marketingowe. Realizuje się, ale ławki i tej adrenaliny trochę brak. Nikogo nie winię. To był i jest mój wybór.
Trudno się nie zgodzić. Na naszym rynku mamy brak kadry szkoleniowej na własne życzenie. Brak finansów, albo niekompetencja niektórych działaczy, powodują to co mamy.Pytanie jest trudne, ponieważ zrezygnowano z moich usług na trzy kolejki przed końcem, kiedy zespół był na drugim miejscu w tabeli, a w historii klubu nigdy nie było medalu... Odpowiedź na to, a zarazem na pytanie, sformułowałem sobie tak: "wersja oszczędnościowa". Po jednej porażce nadarzyła się okazja, aby pozbyć się trenera, który jest zawodowcem, czyli zarabia dobrze, ale też wzbogaca swoją wiedzę non stop. Zespół grał dobrze, więc ryzyko nie było wysokie. Trener za medal również miał premię - jak wszyscy - więc klub przy zwolnieniu zyskał oszczędności. Po sezonie odeszli najdrożsi zawodnicy, więc temat wersji oszczędnościowej zyskał potwierdzenie. Pieczęć nad racją mojego wywodu spowodowało zatrudnienie zawodnika wciąż grającego na stanowisku trenera. Bo i wiadomo, że będzie zarabiał mniej... Temat ekstraklasy przewijał się kilkakrotnie, rozmowy trwały, jednak wszędzie ważna jest cena aby była najniższa... Wiele klubów woli zatrudnić taniej i czekać, co będzie. W niektórym momencie trzeba zaryzykować i ja to zrobiłem. Pracuję w I lidze (stabilnie) i mam kolejne możliwości rozwoju.
Na całe szczęście są tacy, co za kilka lat będą podobnie jak Adam Kryger święcić triumfy z ławki trenerskiej. Mówię tutaj o takich nazwiskach jak Andrzej Szłapa, Marcin Stanisławski czy Krzysztof Kusia.
Dlatego może warto szanować to, co się ma i zapewnić stosowne warunki wyszkolonym, sprawdzonym trenerom, jak również dbać o tych najlepszych, aby w przyszłości na ławce selekcjonera polskiej kadry zasiadł ponownie Polak.
Póki co dwóch pretendentów na tę ławkę zobaczymy w piątek w Warszawie. Nie tylko wynik będzie najważniejszy, ale również myśl trenerska, którą na pewno zobaczmy i będziemy mogli podziwiać.
Etykiety