Za nami kolejna seria spotkań w grupie południowej I ligi futsalu. W sześciu rozegranych w ten weekend spotkaniach padło 38 bramek, co ciekawe - 19 z nich zdobyli gospodarze swoich meczów i dokładnie tyle samo drużyny grające w roli przyjezdnych. Gdybym napisał w tym miejscu, że niespodzianek nie było, wcale bym nie skłamał, bo przecież wyjazdowe zwycięstwo beniaminka z Komprachcic z Nbitem Gliwice raczej rozpatrywałbym w wymiarze sensacji! Co ciekawe, już po trzeciej kolejce powoli krystalizują nam się dwie grupy - jedna, która walczyła będzie o awans i druga, której celem będzie pozostanie w lidze. Liderem jedyny zespół, który nie zaznał jeszcze w tym sezonie goryczy porażki, a więc drugi z trzech beniaminków rozgrywek Cuprum Polkowice.
Jak zaznaczyłem we wstępie w Gliwicach fani miejscowego Nbitu, aktualnie drugiej siły futsalowej tego miasta, przeżyli spory szok. Najlepiej całe to spotkanie opisuje widoczny na
oficjalnej stronie gliwiczan slogan "zimny prysznic". Komprachcice już od pierwszej minuty rywalizowali z zespołem Nbitu jak równy z równym i chociaż to podopieczni trenera Sebastiana Wiewióry mieli więcej sytuacji, to bramkę w 18. minucie zdobyli goście za sprawą Michała Nowosielskiego. Po przerwie Nbitowi udało się odrobić stratę, bo do siatki trafił Tomasz Czech. Wtedy mocno podrażnieni zawodnicy beniaminka z Komprachcic zaliczyli dwa trafienia w przeciągu 30 sekund (Marcin Wedler i Michał Zboch). Druga próba odrobienia strat w wykonaniu Nbitu udała się, ale niestety dla nich tylko w połowie. Bramkę kontaktową zdobył Tomasz Czech, ale mimo, że czasu i sytuacji było bardzo dużo nie udało im się wyrównać. Ja jednak wciąż pozostaję przy swoim stanowisku i Nbit typuję jako głównego faworyta do awansu, bo w drużynie popularnych "Gąbek" nie brakuje zawodników, którzy już teraz z powodzeniem mogliby rywalizować na parkietach Futsal Ekstraklasy. Drugim bardzo istotnym argumentem jest dobre prowadzenie klubu i pieniądze, na których brak z pewnością w Gliwicach nie narzekają. Komprachcice z pewnością powinny napsuć krwi jeszcze nie jednemu zespołowi z czołówki, ale myślę, że miejsce dla nich znajdzie się raczej w środku ligowej stawki.
Omówiliśmy już sytuację beniaminka z Komprachcic, a więc pora przenieść się na parkiet innej z ligowych "nowinek" - Cuprum Polkowice, która zaliczyła rewelacyjny początek sezonu. Dziewięć punktów, trzy zwycięstwa i 24 zdobyte bramki przy tylko 10 straconych to dorobek podopiecznych trenera Pawła Woźniaka. Powrót na ogólnopolskie parkiety zespołu z Polkowic może okazać się świetnym ruchem działaczy Cuprum, bo obecna gra polkowiczan pozwala stawiać ich w roli jednego z kandydatów do miejsca premiowanego awansem do Futsal Ekstraklasy. Cuprum gra efektownie i efektywnie i jeżeli nie złapie ich typowa dla beniaminków zadyszka to powinni liczyć się w walce o najwyższe cele. Cuprum po ograniu BSF-u Bochnia (10:3) i UKS-u Ekom-u Futsal Nowiny (6:4), w pokonanym polu pozostawiło tym razem AZS UMCS Lublin wygrywając z nimi pewnie, bo aż 8:3. Lublinianie tylko na początku spotkania potrafili prowadzić wyrównaną rywalizację z Cuprum, bo na pierwsze trafienie gospodarzy odpowiedzieli w 3 sekundy! Później sukcesywnie beniaminek powiększał swoją przewagę, a o zwycięstwie polkowiczan znów zdecydował duet Michał Bartnicki - Kacper Konopacki. Ten pierwszy w niedzielę czterokrotnie pokonał strzegącego bramki akademików Michała Urbańskiego, a Konopacki dołożył jedno trafienie. Na listę strzelców wpisali się także Daniel Walasek, Konrad Węglarz i Dawid Biały, a dla "Dzików" strzelali Artur Zawislański i dwukrotnie Michał Zgierski.
Trzeci z beniaminków nie spisuje się już tak rewelacyjnie jak dwa pozostałe. EBS Futsal Kielce w trzech rozegranych do tej pory spotkaniach nie zdobył jeszcze żadnego punktu, a w niedzielę musiał uznać wyższość ligowego "średniaka" Kamionki Mikołów i na parkiecie przeciwnika przegrał 1:3. Kamionka szybko zdobyła dwie bramki, bo już po nieco ponad ośmiu minutach prowadziła po golach Adama Szostoka i Dawida Nowaka, po przerwie kontakt złapał zespół z Kielc grający na zaledwie dwie "czwórki", a autorem gola był Łukasz Góral. Wynik spotkania ustalił tuż przed końcową syreną Kamil Skoczykłoda. Wydaje mi się, że kielczanie w tym sezonie powinni za cel postawić sobie utrzymanie w rozgrywkach chociaż potencjał w zespole EBS-u jest ogromny, bo opiera się on głównie na młodych zawodnikach. Kamionka jak co roku straszyć będzie wszystkich, ale wystarczy to prawdopodobnie tylko na środek tabeli, a w Mikołowie z pewnością liczą na coś więcej.
Jako hit tej kolejki zapowiadaliśmy "Solne Derby" w Wieliczce, gdzie z miejscowym Solnym Miastem rywalizował BSF Bochnia. No i wcale się nie pomyliliśmy, bo było bardzo ciekawie. Nie zabrakło bramek, kartek, świetnych interwencji bramkarzy i mnóstwa sytuacji bramkowych. Lepsi ponownie okazali się podopieczni trenera Rafała Czai, którzy po wpadce z pierwszej kolejki w Polkowicach chyba wreszcie wkroczyli na odpowiednie tory i z pewnością będą liczyć się, tak jak w ubiegłym sezonie, w walce o awans. W Wieliczce faworytem byli gospodarze, bo to oni znajdowali się w obecnej sytuacji wyżej w tabeli, ale wygrali goście po trzech bramkach rewelacyjnego Sebastiana Leszczaka, po trafieniu dołożyli jeszcze Kamil Rynduch i Tomasz Kozieł. Wciąż bez gola dla BSF-u pozostaje wielokrotny reprezentant Polski Robert Dąbrowski, który aktualnie gra w Bochni. Dla gości dwie bramki zdobył Konrad Cebula i mimo, że Solne Miasto w niedzielę przegrało to kwalifikuję ich do grupy, która bić będzie się w tym sezonie o Ekstraklasę, a czytelnicy po sezonie z moich typów mogą mnie rozliczyć.
Świadkami bardzo niespotykanego w futsalu wyniku byliśmy w Chorzowie, gdzie Marex bezbramkowo zremisował z UKS-em Ekomem Futsal Nowiny. To był dla gości pierwszy, a dla gospodarzy czwarty punkt w tym sezonie. Oba zespoły doskonale grały w obronie, a bramkarze spisywali się na medal. Chociaż z pewnością szkoleniowcy drużyn rywalizujących tego dnia w Chorzowie mają spory ból głowy jeśli chodzi o skuteczność swoich zawodników.
I na koniec rywalizacja w Rzeszowie, gdzie na parkiecie błyszczało tylko dwóch zawodników, ale ostatecznie to GKS Tychy wywiózł komplet punktów z hali Heiro, wygrywając tam po zaciętym meczu 7:4. To był mecz Piotrów, bo tylko futsalowcy o takim imieniu zdobywali tego dnia bramki, a łupem 11 goli podzieliło się zaledwie trzech graczy. Dla gospodarzy komplet trafień zdobył Piotr Krawczyk, a dla przyjezdnych strzelali pięciokrotnie Piotr Myszor i dwukrotnie Piotr Kubica. W zespole spadkowicza z Futsal Ekstraklasy widać chęć powrotu na parkiety najwyższego szczebla rozgrywek futsalu w Polsce. Rzeszowianie w każdym meczu zostawiają na parkiecie wiele zdrowia, jednak w trzech meczach wystarczyło im to na zdobycie zaledwie jednego oczka.
Co za tydzień? Z pewnością czeka nas hitowe spotkanie GKS-u Tychy z Nbitem Gliwice, gdzie obu drużynom zależeć będzie na zdobyciu trzech punktów. Wicelider z Bochni w nietypowym terminie, bo w poniedziałek zagra z Kamionką Mikołów, która zaliczyła dobry początek sezonu. Równie ciekawie powinno być w Polkowicach, gdzie rewelacyjnego beniaminka Cuprum zdetronizować będzie chciała ekipa Marexu Chorzów. Emocji nie zabraknie również na parkietach w województwie świętokrzyskim, gdzie EBS Futsal Kielce zagra z Heiro Rzeszów, a UKS Ekom Futsal Nowiny zmierzy się z Solnym Miastem Wieliczka, które będzie z pewnością chciało odbić się po porażce z BSF-em. Na koniec beniaminek z Komprachcic postara się o kolejną sensację na parkiecie akademików z Lublina.