Retransmisja meczu / Telewizja Centrum

Polki rewanżują się Ukrainkom. Hat-trick Agaty Sobkowicz

400 widzów w hali w Nowosielcach było świadkami sporej niespodzianki, jaką sprawiła powołana do życia na początku roku reprezentacja Polski kobiet. Biało-czerwone pokonały w sparingu jedną z najlepszych drużyn na świecie - Ukrainę!
 

PolskaPolskaUkraina - Ukraina
5:3

Bramki: Agata Sobkowicz 3 (1, 22, 40), Adrianna Sikora (2), Joanna Pałaszewska (14) - Anna Szulha 2 (2, 39), Julija Titowa (37).
Żółte kartki: Iryna Dubyćka, Anna Szulha, Kateryna Szeremet.
Czerwona kartka: Kateryna Szeremet (34 - za drugą żółtą).
Sędziowali: Tomasz Frąk i Rafał Greń (Polska).
Polska: Andżelika Dąbek, Karolina Klabis - Agata Sobkowicz, Aleksandra Jędrak, Justyna Maziarz, Adrianna Sikora, - Magdalena Wojcik, Monika Marczak, Violetta Biegańska, Maria Hadelko, Ilona Sotor, Joanna Pałaszewska, Alicja Zając, Marta Kosiorek.
Ukraina: Natalija Besidowska, Iryna Melnyczuk - Anna Prokopenko, Ołena Pawłenko, Anna Szulha, Kateryna Szeremet - Wałerija Jermołenko, Iryna Dubyćka, Anastasija Klipaczenko, Julija Titowa, Jewhenija Szapował, Alina Horobeć, Kateryna Małyszko, Karina Łyczko, .
 
Po raz kolejny mecz polskiej kadry kobiet okazał się wielkim widowiskiem, tak od strony organizacyjnej, jak i sportowej. 400 kibiców, w tym honorowi goście na trybunach, z samym trenerem męskiej reprezentacji Andreą Bucciolem na czele, mogli obejrzeć mecz bardzo ciekawy, a co najważniejsze - zwycięski dla zawodniczek z orzełkiem na piersi.

Minęło bowiem ledwie 18 sekund, gdy Natalija Besidowska pierwszy raz wyciągała piłkę z siatki. Po rozpoczęciu od środka Ukrainki nie zdążyły nawet "powąchać" piłki, gdy Aleksandra Jędrak podając z własnej połowy wypatrzyła pod bramką Agatę Sobkowicz, która z wielkim spokojem wyprowadziła naszą reprezentację na prowadzenie. Mało tego. Ledwie kilkadziesiąt sekund później było już 2:0! I choć na listę strzelców wpisała się Adrianna Sikora, to równie wielką zasługę w zdobyciu gola miała Justyna Maziarz. Do niedawna częstochowianka, obecnie zawodniczka AZS UJ Kraków najpierw ofiarnie obroniła piłkę zmierzającą na aut, by na raty wyłożyć ją do koleżanki. Zdenerwowany trener Wołodymyr Kołok błyskawicznie wziął czas dla swojego zespołu, choć nie minęło nawet 120 sekund! Ale to się przyjezdnym opłaciło, bo tuż po wznowieniu gry kontaktowe trafienie po podaniu Anny Prokopenko zaliczyła Anna Szulha. 3 gole w niespełna 2 minuty - już po tym kibice wiedzieli, że dobrze spędzą najbliższe półtorej godziny. Ukrainki zaczęły jednak przeważać, choć jeszcze jedną doskonałą sytuację zmarnowała Ilona Sotor. Polka miała przed sobą tylko bramkarkę, a w zapasie bardzo dużo czasu. Mogła z rywalką zrobić co chciała, niestety zdecydowała się na najgorsze rozwiązanie, próbując założyć golkiperce popularny "kanał", a na to akurat była ona przygotowana. Z czasem podopieczne Piotra Siudzińskiego miały coraz większe problemy z agresywną obroną przeciwniczek i momentami nie mogły nawet wyprowadzić piłki z własnej połowy. I w najmniej oczekiwanym momencie przyszło trzecie trafienie biało-czerwonych. Joanna Pałaszewska przymierzyła po długim słupku po rozegraniu rzutu rożnego, a teraz już na poważnie niezadowolony Kołok zdjął z bramki Besidowską, w jej miejsce wprowadzając dobrze spisującą się dzień wcześniej Irynę Melnyczuk. Goście byli coraz bardziej rozdrażnieni, na ich nieszczęście akurat vis-a-vis Melnyczuk czyli Andżelika Dąbek spisywała się fantastycznie. Spodziewaliśmy się, że będzie ona grała jednak mniej rewelacyjnie, niż w czwartek Karolina Klabis. Tymczasem Dąbek stanowiła prawdziwą ścianę nie do przejścia, będąc najważniejszą z matek końcowego sukcesu, przynajmniej do czasu strzeleckiego popisu wspomnianej już Sobkowicz. Ale po kolei.

Do przerwy wynik już się nie zmienił, choć po 6. faulu Violetty Biegańskiej na Juliji Titowej Wałerija Jermołenko wykonywała przedłużony rzut karny. Jej intencje znakomicie wyczuła Dąbek. Swoich okazji nie wykorzystały także Maria Hadełko, która trafiła "tylko" w słupek oraz Titowa, fatalnie przestrzeliwując nad poprzeczką uderzając z samego środka pola karnego. A druga część gry zaczęła się tak jak pierwsza. Ewidentnie ukraiński szkoleniowiec musi popracować nad motywacją swoich zawodniczek, bo ponowie minutę po wznowieniu zawodów do siatki trafiła Sobkowicz. Po chwili świetnie z piłką zabrała się Maziarz i mając przed sobą tylko bramkarkę technicznie uderzyła obok niej. Komentujący mecz dla Telewizji Centrum Kazimierz Greń już zerwał się z miejsca, radując się z kolejnego trafienia, niestety ponownie na drodze piłki stanął słupek. Od tego momentu ponownie to przyjezdne miały optyczną przewagę, czasami Polki broniły się wręcz rozpaczliwie, ale nawet gdy już poradziły sobie z defensywą, to w bramce szalała Dąbek. By zliczyć okazje Kateryny Szeremet, Szulhy, czy niezmordowanej Titowej zabrakło by palców u rąk, ale nadal utrzymywał się rezultat 4:1. Gdy w 33. minucie za drugą żółtą kartę z boiska wyleciała Szeremet i Polki przez dwie minuty grały w przewadze wydawało się, że wygrana jest już pewna. Lecz kobiety są zmienne. Nasze zawodniczki nie wykorzystały przewagi, a chwilę po upływie kary podcięta w polu karnym została Titowa. Sama poszkodowana pewnie wykorzystała rzut karny, a dwie minuty później piłkę między Dąbek a słupkiem zmieściła Szulha i zrobiło się nerwowo. Od takich sytuacji mamy jednak Agatę Sobkowicz. Już w ostatniej minucie dokończyła swojego hat-tricka, mogła też jeszcze zwiększyć swój dorobek do czterech bramek, ale Melnyczuk wybroniła przedłużonego karnego, podobnie jak dobitkę. Tyle że nawet to pudło nie mogło już nic zmienić, a cel w postaci wzięcia na rywalkach rewanżu za czwartkową przegraną został w pełni osiągnięty.

- Dobrze mi się dziś broniło i niezmiernie cieszę się ze zwycięstwa - powiedziała po meczu w wywiadzie dla Radia Lejdis Gol Andżelika Dąbek. - Jestem bardzo zmęczona, miałam mały uraz przez co w drugiej połowie momentami było ciężko, ale udało się! - cieszyła się jedna z najważniejszych postaci w polskiej drużynie tego dnia. Agata Sobkowicz dodała - Wyciągnęliśmy wnioski z wczorajszych błędów i dziś pracowała cała drużyna. Nieważne, że ja trafiłam 3 razy i że nie wykorzystałam karnego. Liczy się zespół, a Ukrainki to piąta drużyna na świecie, więc wygrana ma swoją wartość. Prawdopodobnie był to niestety już ostatni międzypaństwowy sparing tej kadry w tym roku, ale jak zapewniał w relacji Telewizji Centrum Kazimierz Greń, w przyszłym roku mają zostać powołane do istnienia mistrzostwa świata bądź Europy kobiet. Z taką grą jak w piątek w Nowosielcach Polki mają w tej imprezie murowany udział.