Skrót meczu / Wisła.TV

Zamiast święta była stypa. Wisła odpada z pucharów

Całkowitą klęską zakończyła się próba szturmu futsalowej Europy przez Wisłę Krakbet. Krakowski zespół poległ z Baku United aż 0:7...

Wisła Krakbet Kraków
Baku United FC

Wisła Krakbet Kraków - Baku United FC
0:7

Bramki: Marcelo 2 (5, 34), Arnaldo Pereira 2 (23, 37), Marko Pršić (25), Jonathan Camara Revuelta (30), Jesus Hurtado Caceres (33),
Żółte kartki: Douglas Alvaralhão, Daniel Lebiedziński, Krzysztof Kusia - Kevin Ramirez Valadez.
Sędziowali: Stéphane Deraeve (Belgia) i Swen Eichler (Niemcy).
Wisła: Bartłomiej Nawrat (Kamil Dworzecki) - Douglas Neutzling, Błażej Korczyński, Ricardo Gomes, Daniel Lebiedziński - Adrian Pater, Mikołaj Zastawnik, Marcin Czech, Krzysztof Kusia, Roman Wachuła, Siergiej Zadorożnyj, Douglas Alvaralhão, Piotr Morawski.
Baku: Antonio Fernandez Gomez, Marcos Vara, James Dalton - Betinho, Marcelo, Arnaldo Pereira, Carlos Munoz Delgado - Agon Rexha, Douglas Reed, Kevin Ramirez Valadez, Enrique Salgado Fraile, Jesus Hurtado Caceres, Jonathan Camara Revuelta, Marko Pršić.
 
Pierwsza połowa napawała jeszcze optymizmem. Choć w 5. minucie Krzysztof Kusia zaspał z kryciem, a pozbawiony opieki Marcelo minął Bartłomieja Nawrata i posłał piłkę do siatki, to z czasem gospodarze wypracowali sobie nawet pewną przewagę. To nastąpiło jednak dopiero w drugich 10 minutach, bo najpierw dominowali "Anglicy". W 8. minucie dobrą okazję miał Marko Pršić, na szczęście krakowski golkiper zdołał zbić piłkę, podobnie jak 6 minut później, gdy po dalekim podaniu sam przed Nawratem znalazł się Arnaldo Pereira. "Biała Gwiazda" uparcie dążyła do remisu, ale szwankowała dokładność, w dalszej kolejności skuteczność, a ostatecznie... brakowało szczęścia. Tak jak w 15. minucie, gdy Wisła była najbliżej wyrównania. Niestety po podaniu Douglasa Neutzlinga Daniel Lebiedziński sprytnie stojąc tyłem do bramki skierował piłkę tuż przy słupku. Bramkarz Antonio Fernando Gomez nie miał szansy jej sięgnąć, ale w ostatniej chwili dosłownie z linii bramkowej futbolówkę wybił Arnaldo. Dwukrotnie bliski wyrównania był też Roman Wachuła, jednak najpierw w 16. minucie strzelając z woleja nieczysto trafił w piłkę, a tuż przed syreną minimalnie pomylił się uderzając z przewrotki.

Mimo jednobramkowej straty do rywala można było mieć nadzieję na końcowy sukces. Wiślacy nie odstawali jakoś specjalnie od rywali, po uspokojeniu nerwów potrafili przejąć inicjatywę i samemu stworzyć zagrożenie pod bramką Baku. Niestety wszystko posypało się jak domek z kart w ciągu pięciu minut. W 23. minucie odbity przez Nawrata strzał z dystansu Pršicia dobił Arnaldo, a chwilę później błysnął sam Pršić. Po wybiciu spod bramki miał przed sobą Wachułę, a na plecach czuł oddech jeszcze jednego zawodnika Wisły. Potrafił jednak jednym zwodem minąć Ukraińca i zgubić pogoń, a następnie celnie huknąć w długi róg. Błażej Korczyński wziął czas, po którym żółtą koszulkę wycofanego bramkarza założył Kusia. Trener sporo zaryzykował, z drugiej strony pamiętamy, że w zeszłym sezonie gra w przewadze była ogromnym atutem jego drużyny i wygrał dzięki niej niejedno spotkanie. Niestety ta próba zakończyła się klęską, nie tylko Wisły, ale też Korczyńskiego osobiście.

Na 4:0 wybiciem z własnej połowy podwyższył Jonathan Camara Revuelta, choć wolno toczącą się piłkę do końca ścigał Wachuła. Wszystkie następne 3 bramki, które stracili krakowianie, może na swoje konto zapisać grający trener Wisły. Najpierw Korczyński będąc ostatnim zawodnikiem starał się przekładać piłkę i dryblować rywala w poszukiwaniu miejsca do strzału, dwie następne bramki padły po przechwycie jego podań. Gospodarzy nie było stać nawet na honorowe trafienie, choć bliscy tego byli Adrian Pater i Douglas Alvaralhão. W końcówce zrezygnowani Wiślacy odpuścili nawet grę w przewadze, bo żadnej nadziei już nie było. Dało to trenerowi Chemie Jiménezowi szansę na wpuszczenie do gry wszystkich zawodników. Kuriozalna była zwłaszcza zmiana golkiperów, w efekcie której rezerwowi Marcos Vara i James Dalton mogli zagrać w Bochni po mniej więcej minucie. No i przy okazji na parkiet wybiegł też trzeci Anglik w zespole mistrza... Anglii (Dogulas Reed grał regularnie od początku) - Agon Rexha. Jest to jedyna osłoda dla kibiców, którzy także w pewnym momencie przestali wierzyć w sukces i w drugiej połowie "zawiesili" energiczny doping. Wisła przegrała bowiem z takimi Anglikami, jak z policjantów zakonnice.

Ale jest to jedyna pociecha. Bo o ile w pierwszej połowie wyglądało to nienajgorzej, to drugą Wisła miała fatalną i nie wynikało to tylko z klasy rywala. Ostatecznie krakowianie oddali w tym spotkaniu niemal dwa razy więcej strzałów niż przeciwnicy (35 - 21), ale za to... dwukrotnie rzadziej strzelali celnie (5-10). Nie potrafili zaskoczyć rywali rozegraniem stałych fragmentów gry, ustępowali w grze jeden na jeden... Mankamentów było naprawdę sporo. Mimo to szkoda, że tak szybko kończy się przygoda mistrza Polski z UEFA Futsal Cup. Przypuszczalnie gdyby trafił się inny zespół niż akurat Baku, właśnie cieszylibyśmy się z awansu do Main Round.