Klub Łukasza Frankiewicza obronił miejsce w lidze. „Teraz jestem zdecydowanie bardziej świadomym zawodnikiem”
MNK Futsal Istra Pula po dwustopniowych barażach obronił miejsce w chorwackiej ekstraklasie SuperSport HMNL. W klubie tym wiosną grał jedyny Polak występujący w silnej lidze zagranicznej, Łukasz Frankiewicz.
Klub z położonego nad Adriatykiem miasta zajął dziewiąte miejsce w dziesięciozespołowej lidze. Nie zakwalifikował się więc do fazy play-off, nie spadł bezpośrednio z HMNL, tylko zagrał w barażach, do których zakwalifikowały się także zespoły z miejsc 2-4 w drugiej lidze.
W pierwszej rundzie baraży MNK Futsal Istra Pula dwukrotnie pokonał MNK Podstrana 3:2, przy czym za drugim razem potrzebował do tego dogrywki. Identycznymi wynikami zakończyły się także dwa następne spotkania, finałowe, z MNK Uspinjača Gimka – tyle że pierwsze wygrali rywale (po dogrywce), a drugie - drużyna Łukasza Frankiewicza. W decydującym starciu we własnej hali klub z Puli rozbił przeciwnika 9:2.
– To były niesamowite cztery miesiące, jeśli chodzi o tę przygodę w chorwackim klubie. Rollercoaster emocji – mówi Frankiewicz w rozmowie z Futsal-Polska.pl. - Gdy dostałem telefon z propozycją wyjazdu za granicę na te parę miesięcy, była we mnie ogromna ekscytacja, ale też wielka niewiadoma dotycząca tego, co mnie tam spotka. Zwłaszcza że całą swoją sportową karierę spędziłem w Constrakcie, gdzie przeszedłem wszystkie kategorie wiekowe – od szkółki aż po grę najpierw w seniorskim zespole na trawie, a później w jednym z najlepszych klubów futsalowych w Polsce – dodaje.
– Po przemyśleniu swojej obecnej sytuacji w klubie stwierdziłem, że będzie to odważny krok, ale każdy, kto mnie zna, wie, że lubię, gdy w życiu jest ciężko i gdy mogę podążać własnymi ścieżkami. Po takim czasie mogę chyba powiedzieć, że jestem stworzony do wychodzenia poza strefę komfortu. Wielu ludzi do końca nie wierzyło w ten wyjazd i myślało, że to jakiś żart, bo od propozycji do wylotu minęło zaledwie kilka dni – opowiada Frankiewicz. I przyznaje, że pierwsze tygodnie w Puli były ciężkie. – Dołączając w połowie sezonu, gdy drużyna jest ze sobą zgrana, trudno od razu jest wkomponować się w zespół. Rodziła się z tego frustracja na treningach czy podczas meczów, gdy nie dostawałem większej szansy, ale rozumiałem sytuację klubu i cierpliwie starałem się poprawiać z treningu na trening, żeby jak najbardziej pomóc drużynie – tłumaczy.
Jaka jest różnica między Fogo Futsal Ekstraklasą a SuperSport HMNL? 22-latek ocenia, że to kompletnie inne ligi. – Każdy mecz jest tutaj traktowany jak finał i nie ma miejsca na odstawienie nogi nawet na centymetr. Jeśli zgubisz punkty w rundzie, która ma tylko 9 spotkań – a po moim przyjeździe zostało nam 8 meczów, bo jeden rozegrano jeszcze przed przerwą reprezentacyjną – to później każda bramka może przesądzić o wszystkim – mówi. I ma rację – zagrał w 13 meczach i aż 8 z nich zakończyło się jednobramkowym zwycięstwem którejś z drużyn (co ciekawe, Frankiewicz nie zanotował żadnego remisu, licząc z wynikami po dogrywkach).
Po dwóch miesiącach w Puli zmienił się szkoleniowiec – Tomislava Horvata, jednocześnie selekcjonera reprezentacji Słowenii, zastąpiła legenda serbskiego futsalu, Predrag Rajić. – Nowy trener okazał się strzałem w dziesiątkę. Po zmianie wszystko wywróciło się o 180 stopni – od świeżości i nowej energii w klubie po sam styl gry. Narzucaliśmy swój styl i byliśmy nieprzewidywalni w wielu meczach dzięki umiejętnej, szybkiej zmianie systemu – od gry z klasycznym pivotem po grę 4x0. Ostatni mecz sezonu doskonale pokazał nasz potencjał – wygraliśmy 9:2, kontrolując praktycznie całe spotkanie – mówi Polak.
– Uważam, że po tych czterech miesiącach jestem zdecydowanie bardziej świadomym zawodnikiem, a to niewątpliwie zasługa trenera Predraga. Nie był tylko osobą, która ustalała skład na mecz, ale przede wszystkim naszym przyjacielem. Poświęcał mnóstwo swojego wolnego czasu, abyśmy byli nie tylko lepszymi zawodnikami, ale też ludźmi. Potrafił wydobyć z zawodnika jego mocne strony, jednocześnie niwelując braki. Wierzył w zawodnika mimo błędów, bo wiedział, że bez nich nie ma rozwoju – chwali szkoleniowca Frankiewicz. – Niezależnie od tego, jak potoczy się moja futsalowa przyszłość i czy jeszcze kiedyś się spotkamy, na pewno będę pamiętał o nim i jego słynnym „Gde ćeš?” (chorw. „gdzie idziesz?” – red.), które skradło szatnię – dodaje.
– To miały być szybkie cztery miesiące – i rzeczywiście takie były, ale pełne zdobytego doświadczenia, niesamowitych chwil i pięknych zachodów słońca czy widoków, które są nieodłącznym elementem mojego życia. Pula od pierwszego dnia skradła moje serce i bardzo dobrze się tam czułem. Nie odczuwałem bariery językowej, gdy rozmawialiśmy po angielsku, a z czasem zacząłem również coraz więcej rozumieć po chorwacku, słoweńsku czy serbsku, co znacznie ułatwiało komunikację jeśli brakowało nam słów w języku angielskim – podsumowuje zawodnik wypożyczony do Puli z Constractu. – Hvala vam za sve – zwraca się do kolegów z Chorwacji.
Co dalej? – Teraz chciałbym na chwilę odpocząć od futsalu i tematów z nim związanych, ale również wywiązać się z obowiązków na studiach, które starałem się łączyć podczas pobytu w Chorwacji – mówi Frankiewicz. A jeśli chodzi o futsal? – Nauczony doświadczeniem wiem, że czasem warto poczekać i być cierpliwym, a wiele problemów rozwiązuje się samo – kończy zawodnik.
Łukasz Frankiewicz zagrał w ośmiu meczach SuperSport HMNL i pięciu barażowych. Zdobył jedną bramkę.
