Głową w mur. Nie będzie Elite Round
Olbrzymia przewaga optyczna nie znalazła przełożenia na wynik. Bułgarzy z Warny szybko objęli prowadzenie i mimo rozpaczliwej momentami obrony dowieźli je do końca.


Rekord Bielsko-Biała - Grand Pro Warna
0:2
Bramki: Georgi Karageorgiev (2), Celsinho (38).
Żółte kartki: Rafał Franz, Łukasz Biel, Jan Janovsky.
Sędziowali: Moshe Bohbot (Izrael) i Oleg Iwanow (Ukraina).
Rekord: Bartłomiej Nawrat (Krystian Brzenk) - Artur Popławski, Rafał Franz, Andrzej Szłapa, Jan Janovsky - Łukasz Biel, Piotr Szymura, Wojciech Łysoń, Łukasz Mentel, Michał Marek.
Grand Pro: Ismet Hadjiev (Kostadin Ivanov) - Georgi Karageorgiev, Marko Kostić, Slaven Novoselac, Jovan Stanković - Paulinho, Daniel Dimov, Celsinho (Hristo Dimitrov, Dimitar Pantev).
Żółte kartki: Rafał Franz, Łukasz Biel, Jan Janovsky.
Sędziowali: Moshe Bohbot (Izrael) i Oleg Iwanow (Ukraina).
Rekord: Bartłomiej Nawrat (Krystian Brzenk) - Artur Popławski, Rafał Franz, Andrzej Szłapa, Jan Janovsky - Łukasz Biel, Piotr Szymura, Wojciech Łysoń, Łukasz Mentel, Michał Marek.
Grand Pro: Ismet Hadjiev (Kostadin Ivanov) - Georgi Karageorgiev, Marko Kostić, Slaven Novoselac, Jovan Stanković - Paulinho, Daniel Dimov, Celsinho (Hristo Dimitrov, Dimitar Pantev).
Taktyka miała być prosta: Warna miała atakować, rozbijać się o bielski mur w defensywie, a Rekordziści mieli ich skutecznie kąsać z kontrataków. Plan wziął w łeb już w równo 99. sekundzie meczu. Niezbyt dokładnie kryty Georgi Karageorgiew otrzymał piłkę na prawej stronie i z dość ostrego kąta zaskoczył Bartłomieja Nawrata. Ten gol ustawił cały przebieg meczu, bo to zawodnicy Grand Pro schowali się za podwójną gardą, a Rekord choć ostrzeliwał bramkę Ismeta Hadijewa, to recepty na jego pokonanie nie mógł znaleźć. W pierwszej połowie zresztą z rzadka udawało się trafić w światło bramki. Jak w 3. minucie, gdy Rafał Franz uderzył piłkę równie wysoko, jak wcześniej spadła mu na nogę. Dwie minuty później indywidualną akcję przez całe boisko przeprowadził Piotr Szymura, kończąc strzałem z bliska w golkipera, a zaraz po nim Michał Marek wystawił piękną piłkę na pustą bramkę, tyle, że zabrakło kogoś, kto dostawiłby nogę. Bułgarzy - choć to określenie nie do końca pasuje do międzynarodowej mieszanki z Warny - swoje okazje mieli tylko po kontrach lub w efekcie zagapienia Rekordzistów. Tak było np. gdy jeden z zawodników Grand Pro zabrał piłkę Wojciechowi Łysoniowi, kiedy ten już myślał, jak ją rozegrać do przodu, pognał samotnie na bramkę, ale czujnie zatrzymał go Bartłomiej Nawrat. Aktywny był też Jovan Stankowić, raz zatrzymany w ostatniej chwili przez Łukasza Biela, a raz jego uderzenie odbił Nawrat. Wysoko ustawiona przez Adama Krygera defensywa sprawiła, że rywale mistrza Polski z rzadka organizowali dłuższe ataki pozycyjne. Lecz z rozgrywaniem piłki przez Rekord było trochę tak, jak dwa dni wcześniej w pojedynku z Nikarsem - nie przynosiło to zbyt wielu okazji. Swoich szans na wyrównanie nie wykorzystali też Marek, Franz oraz Artur Popławski, po przechwytach na połowie Grand Pro.
W drugiej połowie przewaga Rekordu była jeszcze bardziej przygniatająca. Gdyby gospodarze turnieju chcieliby szukać oszczędności, to na połowie bielszczan można było zasadniczo zgasić światło. Przez 20 minut Grand Pro przeprowadziło raptem dwie groźne kontry, o atakach pozycyjnych nie wspominając, ale za pierwszym razem szarżującego Celsinho dobrze wytrącił z rytmu powracający Rafał Franz, a za drugim Brazylijczyk po dalekim podaniu spróbował popisać się przed publicznością efektowną przewrotką, z realizacją było jednak znacznie gorzej, bo tylko przemielił nogami powietrze. Polacy kontynuowali zaś ostrzał bramki Hadijewa. Już po kilkudziesięciu sekundach gry piłkę dobrze wystawioną na środek przez Franza obok słupka posłał Andrzej Szłapa. W 27. minucie ładnie złożył się do strzału Artur Popławski, lecz i jego pocisk został zablokowany, podobnie jak po chwili, po wrzutce z kornera. Golem pachniało coraz mocniej. Po półgodzinie gry, strzale Łukasza Mentela i zamieszaniu w polu karnym, warneńczycy zaczęli już rozpaczliwie wybijać piłkę. Hadijew miał pełne ręce roboty, broniąc po próbach Szymury i Marka, a Łysoń w wymarzonej okazji z trzech metrów nie trafił między słupki. W 32. minucie już nawet organizatorzy turnieju odpalili dżingiel oznajmujący gola, lecz bułgarski golkiper zatrzymał piłkę na linii końcowej. Hadijew o mały włos nie zdziwił się za to minutę później - Popławski źle zagrał do Franza, ale piłka po nabraniu jakiejś dziwnej trajektorii odbiła się od słupka. Później w poprzeczkę uderzył jeszcze Szłapa, Franz próbował nawet strzelać głową, ale czar rzucony na bramkę nie ustępował. Niecałe 5 minut przed końcem trener Kryger zdecydował się wpuścić Szymurę za Nawrata. Nie przyniosło to powodzenia - Łukasz Biel zamiast do pustej bramki trafił w słupek. Przyniosło za to drugie trafienie Grand Pro. Zawodnicy Dimitara Pantewa szybko wznowili grę z autu przy własnym polu karnym, a celnie piłkę przez całego boisko posłał Celsinho.
Jeżeli są w sporcie porażki niezasłużone, to właśnie takiej doznali w Rydze Rekordziści. Adam Kryger w meczach z Nikarsem i Grand Pro musiał sobie radzić bez czterech podstawowych zawodników, bo do kontuzjowanych Douglasa i Pawła Machury dołączyli pauzujący za kartki - najpierw Andrzej Szłapa i Jan Janovsky, a za drugim razem Kamil Kmiecik i Radek Polasek. Jaka drużyna grałaby na tak samo wysokim poziomie jak zawsze, mając takie straty w składzie? Straconej szansy szkoda tym bardziej, że i tak ekipa dowodzona przez kapitana Piotra Szymurę była bliska celu.
W drugiej połowie przewaga Rekordu była jeszcze bardziej przygniatająca. Gdyby gospodarze turnieju chcieliby szukać oszczędności, to na połowie bielszczan można było zasadniczo zgasić światło. Przez 20 minut Grand Pro przeprowadziło raptem dwie groźne kontry, o atakach pozycyjnych nie wspominając, ale za pierwszym razem szarżującego Celsinho dobrze wytrącił z rytmu powracający Rafał Franz, a za drugim Brazylijczyk po dalekim podaniu spróbował popisać się przed publicznością efektowną przewrotką, z realizacją było jednak znacznie gorzej, bo tylko przemielił nogami powietrze. Polacy kontynuowali zaś ostrzał bramki Hadijewa. Już po kilkudziesięciu sekundach gry piłkę dobrze wystawioną na środek przez Franza obok słupka posłał Andrzej Szłapa. W 27. minucie ładnie złożył się do strzału Artur Popławski, lecz i jego pocisk został zablokowany, podobnie jak po chwili, po wrzutce z kornera. Golem pachniało coraz mocniej. Po półgodzinie gry, strzale Łukasza Mentela i zamieszaniu w polu karnym, warneńczycy zaczęli już rozpaczliwie wybijać piłkę. Hadijew miał pełne ręce roboty, broniąc po próbach Szymury i Marka, a Łysoń w wymarzonej okazji z trzech metrów nie trafił między słupki. W 32. minucie już nawet organizatorzy turnieju odpalili dżingiel oznajmujący gola, lecz bułgarski golkiper zatrzymał piłkę na linii końcowej. Hadijew o mały włos nie zdziwił się za to minutę później - Popławski źle zagrał do Franza, ale piłka po nabraniu jakiejś dziwnej trajektorii odbiła się od słupka. Później w poprzeczkę uderzył jeszcze Szłapa, Franz próbował nawet strzelać głową, ale czar rzucony na bramkę nie ustępował. Niecałe 5 minut przed końcem trener Kryger zdecydował się wpuścić Szymurę za Nawrata. Nie przyniosło to powodzenia - Łukasz Biel zamiast do pustej bramki trafił w słupek. Przyniosło za to drugie trafienie Grand Pro. Zawodnicy Dimitara Pantewa szybko wznowili grę z autu przy własnym polu karnym, a celnie piłkę przez całego boisko posłał Celsinho.
Jeżeli są w sporcie porażki niezasłużone, to właśnie takiej doznali w Rydze Rekordziści. Adam Kryger w meczach z Nikarsem i Grand Pro musiał sobie radzić bez czterech podstawowych zawodników, bo do kontuzjowanych Douglasa i Pawła Machury dołączyli pauzujący za kartki - najpierw Andrzej Szłapa i Jan Janovsky, a za drugim razem Kamil Kmiecik i Radek Polasek. Jaka drużyna grałaby na tak samo wysokim poziomie jak zawsze, mając takie straty w składzie? Straconej szansy szkoda tym bardziej, że i tak ekipa dowodzona przez kapitana Piotra Szymurę była bliska celu.


Iberia Star Tbilisi - FK Nikars Ryga
1:0
Bramka: Aleksandr Dzabiradze (40).
Sędziowali: Kamil Çetin (Turcja) i Marjan Mladenovski (Macedonia).
Iberia Star: Tornike Bukia - Aleksandr Dzabiradze, Giorgi Altunaszwili, Levan Kobaidze, Giorgi Tikuriszwili - Vakhtangi Jwariszwili, Gia Nikwaszwili, Gaga Tibilaszwili.
Nikars: Antons Astrahancevs (Aigars Bondars) - Andrejs Aleksejevs, Igors Avanesovs, Germans Matjušenko, Dmitrijs Zabarovskis - Janis Pastars, Arnaldo Pereira, Maksims Sens, Romans Gnutovs, Andrejs Šustrovs, Jurijs Arhipovs-Prokofjevs, Oskars Ikstens.
Sędziowali: Kamil Çetin (Turcja) i Marjan Mladenovski (Macedonia).
Iberia Star: Tornike Bukia - Aleksandr Dzabiradze, Giorgi Altunaszwili, Levan Kobaidze, Giorgi Tikuriszwili - Vakhtangi Jwariszwili, Gia Nikwaszwili, Gaga Tibilaszwili.
Nikars: Antons Astrahancevs (Aigars Bondars) - Andrejs Aleksejevs, Igors Avanesovs, Germans Matjušenko, Dmitrijs Zabarovskis - Janis Pastars, Arnaldo Pereira, Maksims Sens, Romans Gnutovs, Andrejs Šustrovs, Jurijs Arhipovs-Prokofjevs, Oskars Ikstens.
Wyniki grupy 2 Main Round UEFA Futsal Cup 2014/15
- czwartek 2 października 2014
16:30
Iberia Star Tbilisi -
Rekord Bielsko-Biała 0:4 (0:0)
19:00
Nikars Ryga -
Grand Pro Warna 4:1 (1:1) - piątek 3 października 2014
16:30
Grand Pro Warna -
Iberia Star Tbilisi 4:0 (2:0)
19:00
Nikars Ryga -
Rekord Bielsko-Biała 3:1 (1:1) - niedziela 5 października 2014
12:00
Rekord Bielsko-Biała -
Grand Pro Warna 0:2 (0:1)
15:00
Iberia Star Tbilisi -
Nikars Ryga 1:0 (0:0)
Tabela grupy 2 Main Round UEFA Futsal Cup 2014/15
| # | M | Pkt | Bramki | |
|---|---|---|---|---|
| 1. | 3 | 6 | 7:3 | |
| 2. | 3 | 6 | 7:4 | |
| 3. | 3 | 3 | 5:5 | |
| 4. | 3 | 3 | 1:8 |
Etykiety
- Grand Pro Warna
- Liga Mistrzów UEFA
- Rekord BielskoBiała
- Georgi Karageorgiew
- Ismet Hadjiew
- Rafał Franz
- Piotr Szymura
- Michał Marek
- Wojciech Łysoń
- Bartłomiej Nawrat
- Jovan Stanković
- Łukasz Biel
- Adam Kryger
- Nikars Ryga
- Artur Popławski
- Celsinho
- Andrzej Szłapa
- Łukasz Mentel
- Dimitar Pantew
- Jan Janovský
- Radek Polasek
- Kamil Kmiecik
- Neutzling Ferreira
- Paweł Machura
- Iberia Star Tbilisi
- Aleksandr Dzabiradze
- Giorgi Altunaszwili
- Antons Astrahancevs