Dominik Solecki: Po kontuzji otrzymałem cios w plecy. Kontrakt wypowiedziano mi e-mailem [WYWIAD]
Wiara Lecha Poznań poinformowała o pozyskaniu Dominika Soleckiego. Ostatnio były reprezentant Polski grał w GI Malepszy Arth Soft Leszno. Do rozstania z tym klubem doszło w nieprzyjemnych okolicznościach - opowiada zawodnik w rozmowie z Futsal-Polska.pl.
Aby dochować rzetelności dziennikarskiej portal Futsal-Polska.pl zwrócił się do klubu z Leszna z prośbą o zajęcie stanowiska wobec spraw, poruszonych przez Dominika Soleckiego. Artykuł z odpowiedzią na nasze pytania opublikujemy w środę. Tymczasem zapraszamy do lektury wywiadu z nowym zawodnikiem Wiary Lecha Poznań, w którym poruszyliśmy m.in. tematy odniesionej pół roku temu kontuzji, rehabilitacji, planów na przyszłość i dotychczasowych wyborów 33-letniego futsalisty.
Pod koniec grudnia, po długiej przerwie, na swoim Facebooku opublikował pan nagranie, pokazujące przebieg rehabilitacji po kontuzji, odniesionej 17 maja ub.r. w pucharowym meczu z Rekordem. Jak poważny był to uraz?
Doznałem wtedy ciężkiej kontuzji lewego kolana – chodzi o zerwanie więzadeł ACL, pęknięcie łąkotki oraz uszkodzoną chrząstkę. Był to dla mnie ogromny cios, gdyż w drugiej rundzie, im dalej w sezon, tym lepsza była moja forma i wszyscy wierzyliśmy że możemy powalczyć o medal. 12 czerwca przeszedłem operację rewizji ACL gdyż była to moja druga taka sama kontuzja (poprzednio w 2015 r. w Pogoni 04 Szczecin – red.). Zabieg przeprowadzony został przez renomowanego specjalistę i największego profesjonalistę, jakiego znam, dr. Łukasza Białka. Tylko dzięki niemu mogę jeszcze w tej chwili myśleć o powrocie na parkiet.
Po operacji rozpocząłem intensywną rehabilitację pod czujnym okiem dr. Bartosza Grobelnego oraz trenera Mikołaja Mili. Obecnie, po siedmiu miesiącach od zabiegu wznowiłem już treningi w hali.
Ale nie w Lesznie, gdzie dotychczas grałeś, tylko w Wiarze Lecha Poznań.
W składzie klubu z Leszna brakuje mnie już od początku tego sezonu, co mogło dziwić kibiców, którym muszę z tego miejsca podziękować za wsparcie oraz zainteresowanie moim stanem zdrowia. W przeciwieństwie do klubu, z którym od dawna nie mam kontaktu.
O ile dobrze pamiętam, klub z Leszna ani nie informował o przedłużeniu kontraktu, ani o jego zakończeniu.
Tak, klub nie wydał żadnego oświadczenia na temat mojego stanu zdrowia oraz dalszej współpracy. To zaskakujące, bo w lutym 2023 r. zaproponowano mi przedłużenie kontraktu na sezon 2023/24, podkreślając, że jestem jednym z najważniejszych zawodników, wokół którego ma być budowany skład i dlatego jako pierwszy otrzymuję propozycję podpisania nowej umowy. Zgodziliśmy się i podpisaliśmy kontrakt obowiązujący od czerwca 2023 r. do końca maja 2024 r.
To czemu Poznań a nie Leszno?
Po operacji 12 czerwca wróciłem do domu i rozpocząłem okres rehabilitacji, licząc, że klub będzie mnie wspierał w tym ciężkim okresie, gdyż obu stronom zależeć powinno na jak najszybszym postawieniu mnie na nogi, abym mógł wrócić do gry. Niestety, życie jest czasem brutalne i zaledwie tydzień po operacji zarząd klubu zadał mi cios w plecy – wysyłając wypowiedzenie naszej umowy poprzez e-mail.
Dziś mogę ironizować, jak bardzo to profesjonalne, ale wspominam to już bez większych emocji. Proszę sobie jednak wyobrazić moje rozczarowanie i zdziwienie w czerwcu, gdy otrzymałem wypowiedzenie - bez telefonu, rozmowy, spotkania. Czekały mnie długie miesiące rehabilitacji, a klub całkowicie się ode mnie odciął.
Jaka była podstawa tego wypowiedzenia?
Po pierwsze, chciałbym zaznaczyć, że aktualnie sprawa została skierowana do Piłkarskiego Sądu Polubownego PZPN, dlatego nie chciałbym wchodzić w szczegóły do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia mojej sprawy. Jednak według kancelarii, która mnie reprezentuje, wypowiedzenie dokonane przez klub jest całkowicie bezskuteczne. Jej zdaniem klub swoim działaniem dopuścił się naruszenia uchwały PZPN, regulującej standardy kontraktów w sektorze zawodowej piłki nożnej. Jednocześnie klub nie reagował na wielokrotne próby zażegnania powstałego sporu na drodze ugodowych rozmów.
Z bólem serca muszę przyznać, że to, co spotkało mnie ze strony klubu z Leszna, to moje najgorsze doświadczenie w dotychczasowej przygodzie z futsalem. Grałem w ośmiu klubach, które w większości borykały się z problemami organizacyjnymi czy finansowymi, ale nigdy nie spotkałem się z tak bezdusznym i cynicznym potraktowaniem zawodnika. Najbardziej zabolał mnie brak rozmowy, ewentualnych negocjacji czy zaproszenia na spotkanie w celu omówienia szczegółów dalszej współpracy.
Co pan zrobił w odpowiedzi na e-maila?
Chciałem wyjaśnić sprawę, więc zadzwoniłem do trenera Tomasza Trznadla. Nikt inny nie odbierał ode mnie telefonów. Ponadto, po rozmowach z osobami ze środowiska piłkarskiego pojawiła się obawa, czy klub w ogóle mógł mój kontrakt wypowiedzieć. Po spotkaniu z prawnikiem okazało się, że te obawy były w pełni uzasadnione.
Rozumiem, że Trznadel telefon odebrał?
Oczywiście. Trener jako jedyny z całego klubu zachował się fair w stosunku do mnie. Chciałbym mu raz jeszcze podziękować za próby uratowania całej sytuacji oraz dążenia do tego, aby obie strony znalazły wspólny język. Trener był zszokowany, gdy powiedziałem mu o wypowiedzeniu, które otrzymałem. Obiecał wyjaśnić sprawę z zarządem. W pewnym momencie zapewnił mnie, że będzie w stanie odejść z klubu, jeśli mnie w nim nie będzie. To było z mojej strony nie do przyjęcia, ale jestem mu wdzięczny za wstawiennictwo w tamtym okresie. Tylko dzięki tak ostrej reakcji trenera zarząd zaprosił mnie na spotkanie do siedziby klubu.
Coś ono zmieniło?
Nie ukrywam, że po takim potraktowaniu nie jechałem na spotkanie z pozytywnym nastawieniem, a wyłącznie ze względu na trenera, który poprosił mnie, abym wysłuchał, co zarząd ma do powiedzenia oraz spróbował renegocjować umowę bądź znaleźć inne rozwiązanie. Moja umowa na bieżący sezon była jasno określona, wynagrodzenie w przypadku kontuzji również. Co więcej, wspomniana uchwała PZPN również bardzo precyzyjnie określa podstawy wypowiedzenia kontraktu, zasady wypłaty wynagrodzenia w czasie rehabilitacji itp. Chciałem, aby było to respektowane i zapewniałem, że na drugą rundę wrócę do treningów. Z perspektywy czasu okazało się to prawdą, gdyż tak naprawdę od grudnia mógłbym już trenować z zespołem.
Co usłyszał pan na spotkaniu z zarządem?
Że wypowiedzenie umowy to czysto „biznesowa decyzja”. Odebrałem to jako dodatkowe przekręcenie noża wbitego mi w plecy. Członkowie zarządu uznali, że mam sezon stracony i warunki zawarte w podpisanej w lutym umowie były nie do przyjęcia.
Gdy poprzednio zerwałem więzadła, zresztą również w meczu z Rekordem, doszło do tego w pierwszej kolejce sezonu 2014/15. Wtedy Pogoń'04 też mogła zachować się różnie, ale zaproszono mnie na spotkanie i zapewniono, że klub bierze wszelkie koszty rehabilitacji na siebie, umowa jest ważna i jako że pewnie stracę większą część sezonu, to chcą przedłużyć umowę na kolejny rok. Gdyby tak zachował się zarząd z Leszna, pewnie nie wahałbym się ani chwili. To by było bardzo fair dla obu stron. Niestety, usłyszałem na spotkaniu propozycję, której wolałbym w ogóle nie poznać, więc po konsultacjach z kancelarią prawną doszedłem do wniosku, że chcę, aby podpisana w lutym umowa była egzekwowana, gdyż w świetle prawa wypowiedzenie było bezpodstawne i nieskuteczne.
Jak zareagował na to klub?
Od tamtej pory mój kontakt z klubem się urwał. Wysyłałem do Leszna pisma, e-maile, dzwoniłem, ale to nic nie dawało. Klub nie wypłacił mi ani grosza za koszty rehabilitacji oraz nie wypłacił od czerwca ani jednego wynagrodzenia. Nie pozostawiło mi to wyboru i sprawa musiała trafić przed Piłkarski Sąd Polubowny PZPN.
Po kontuzji nie ma już śladu?
Skupiam się na odbudowaniu formy sprzed niej, abym mógł pomóc w jak najszybszym awansie Wiary Lecha do FOGO Futsal Ekstraklasy. Naszym celem jest zbudowanie potężnego klubu i walka o medale. Takie miasto jak Poznań, a szczególnie kibice Kolejorza, zasługują na klub z najwyższej półki.
Dlaczego, choć tułał się pan po całej Polsce, od Szczecina po Małopolskę, nie wyjechał pan na umowny Zachód, by nauczyć się czegoś nowego, zobaczyć futsal z zupełnie innej strony?
Z perspektywy czasu żałuję , że nigdy nie wyjechałem za granicę. Ale nie jest to takie zero-jedynkowe. Miałem oferty, rozmawiałem z klubami z Włoch, Belgii, Francji, Chorwacji czy mniej profesjonalnymi, jak z Malty, Niemiec a nawet USA. Jednak w żadnym z tych przypadków nie był to klub, któremu mógłbym zaufać pod kątem dalszego rozwoju.
Oczywiście, wyjazd na Maltę to doświadczenie i niejako całoroczne wakacje, ale czy rozwinąłbym się tam futsalowo? Wątpię. Niemcy podobnie. Najlepszą ofertę otrzymałem bodajże przed transferem do Piasta Gliwice. Razem z Mikołajem Zastawnikiem dostaliśmy propozycję gry we włoskim Napoli. Byłem bardzo bliski podpisania umowy, jednak po rozmowie z tamtejszymi zawodnikami oraz z selekcjonerem uznaliśmy, że w tamtym momencie to może nie być odpowiedni kierunek.
Nie żałuje pan? Napoli okazało się poważną firmą i co roku bije się o mistrzostwo.
Z perspektywy czasu jednak żałuję. Kto wie, jak by się potoczyła ta historia. Ale najważniejszym wyznacznikiem jest rodzina. Wyjechać za marzeniami można będąc jeszcze młodym, perspektywicznym zawodnikiem. A kiedy miałem 20-25 lat otrzymywałem oferty, które moim zdaniem byłyby może fajną zagraniczną przygodą, ale nie rozwinęłyby mnie pod kątem futsalowym.
Czyli rację ma Dawid Grubalski, trener Constractu Lubawa, który mówił, że „to kwestia mentalności”, bo w Polsce „szybko szukamy stabilności, budujemy dom, oprócz sportu chcemy innego pewnego źródła dochodu i - wbrew pozorom - szybciej zakładamy rodzinę”?
Dlatego cieszy mnie, że właśnie młodzi zawodnicy są coraz częściej dostrzegani, czego doskonałym przykładem jest Jakub Raszkowski. Trzymam za niego kciuki, tak samo jak za Michała Kałużę, by zdobywali doświadczenie i przecierali szlaki kolejnym młodym talentom.
Dla mnie wyznacznikiem wyjazdu za granicę był zawsze rozwój. Raz chciałem zaryzykować dla przygody w USA, ale tam pojawił się właśnie problem rodzinny. Rzecz jasna dla kogoś innego wystarczającym powodem może być chęć przeżycia przygody, zebrania nowych doświadczeń. Ale mi jakoś nie uśmiechało się wyjeżdżać do drugiej, trzeciej ligi włoskiej tylko po to, by mieszkać blisko plaży i wstawiać nowe zdjęcia na Instagrama.
Do niedawna był pan podstawowym zawodnikiem reprezentacji. To już zamknięty rozdział?
Realnie patrząc, po drugiej rekonstrukcji wiązadeł może nie udać się odbudować reprezentacyjnej formy. Na dodatek mamy teraz naprawdę wielu zawodników, którzy zasługują na grę z orzełkiem na piersi. Bardzo przyjemnie ogląda się ich poczynania w walce o awans na mistrzostwa świata.
W głębi serca chciałbym być wraz z nimi na parkiecie, a nie przed telewizorem, jednak wiem, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Co przyniesie przyszłość - zobaczymy. Na ten moment wspieram reprezentację z całego serca i trzymam kciuki za awans na mundial. Zasłużyli sobie na to i sądzę, że w barażach osiągną ten cel.