Puchar pełen absurdów fot. Rekord Bielsko-Biała/ Paweł Mruczek (pawelm-foto.pl)

Puchar pełen absurdów

Jedna z najdziwniejszych w ostatnich latach edycji futsalowego Pucharu Polski szczęśliwie dotarła do mety.

Nie licząc ustaleń regulaminowych, zaczęło się znakomicie - od publicznego, transmitowanego w internecie losowania I rundy centralnej Pucharu podczas finałów MMP U-20. Później manewr ten powtórzono na kolejnych młodzieżowych finałach i... coś się zacięło. Najpierw Pogoń 04 Szczecin odmówiła wyjazdu do Jelcza-Laskowic w środku tygodnia. Pretensje, jak zwykle, pojawiły się z obu stron. Później futsalem i rozgrywkami pucharowymi zainteresowały się poważniejsze media. Niestety, przyzwyczailiśmy się do tego, że gdy np. portal Weszło porusza temat futsalu, tzn. że czas na żarty z Kazimierza Grenia. Teraz doszły żarty z kuriozalnego "losowania", o którym zapomniano dopiero wtedy, gdy jeszcze dziwniejsze losowanie odbyło się na Litwie.

A później już było mniej śmiesznie, a bardziej strasznie. Ostatnie akordy to półfinały, z których jednego zwycięzcę poznaliśmy na początku kwietnia, a drugiego - bagatela - trzy tygodnie później. Na koniec zabawę "zepsuł" Rekord, wysoko ogrywając w Gliwicach Piasta i wykazując absurdalność grania finału systemem-mecz rewanż.

Przy tym należy się zatrzymać na dłużej. Do sezonu 2015/16 HPP był grany z Final Four na terenie jednego z uczestników. Traf chciał, że w ostatnich dwóch tak rozgrywanych edycjach gospodarz nie awansował do finału. W 2016/17 mieliśmy mecz i rewanż. Przed rokiem - Final Four ale na terenie neutralnym, w Opolu, przy pustych trybunach. Teraz - znów dwumecz. Z ciągu logicznego wynikałoby, że za rok znów będziemy mieli Final Four. Tylko nie wiadomo gdzie.

Dlaczego Polacy muszą wymyślać na nowo coś, co gdzie indziej sprawnie działa już od lat? Albo na odwrót - czemu np. UEFA nie bierze przykładu ze znakomitych pomysłów Polaków, tylko uparcie gra turniej finałowy Ligi Mistrzów w formule czterozespołowej? Jeszcze bez sensu dorzucając mecz o trzecie miejsce, czyli "o nic". A przecież to na pewno podnosi koszty, przegrani z półfinałów mogliby wrócić wcześniej do domu i nie dezorganizowałoby to im weekendu, jak u nas niektórym ekstraklasa psuje majówkę.

Wprowadzane ad hoc jednorazowe zmiany są domeną nie tylko Pucharu. Gdy Maciej Karczyński zostawał prezesem Futsal Ekstraklasy, zapowiadał, że system z podziałem tabeli na dwie grupy i podziałem punktów został przez wszystkich zaakceptowany jako plan trzyletni. Przetrwał tylko dwa lata. Potem z piłki nożnej bezmyślnie skopiowano brak podziału punktów. A teraz poszerzamy ekstraklasę. Za rok większość może uznać, że 14 to taka nieciekawa liczba, a zawsze marzono o play-offach, więc znów coś będzie pozmieniane.

Czy to przypadek, że Młodzieżowe Mistrzostwa Polski, przy których nie grzebie się co roku, cieszą się coraz większym zainteresowaniem i powoli ale systematycznie rozwijają się organizacyjnie?

Finały Pucharu pokazały przy okazji, że futsal nie potrzebuje wrogów i przeciwników. Sami wystarczająco rzucamy sobie kłody pod nogi. Pierwszy mecz finałowy w Gliwicach rozpoczynał się małej hali tamtejszej Areny w sobotę o godz. 18.00. Dokładnie w tym samym momencie w odległej o - uwaga - 1,5 km hali Jasna, w tym samym mieście rozpoczynał się mecz decydujący o awansie do ekstraklasy między GSF a Górnikiem Polkowice. Na pewno żadnego z tych spotkań nie dało się zagrać w innym momencie.

Polski futsal w pigułce.