{youtube}http://www.youtube.com/watch?v=CBIKCmcfppQ{/youtube}
KP Sport
U-21: Polska - Mołdawia 6:1 (0:1)
Po pierwszej połowie towarzyskiego meczu młodzieżówek Polski i Mołdawii goście cieszyli się z minimalnego prowadzenia. W drugiej części gry Polacy pozamiatali parkiet rywalami.
Polska U-21 - Mołdawia
U-21
6:1
Bramki: Adam Wachoński (24), Mateusz Omylak (32), Przemysław Siuchno (33, 35), Paweł Martyn (37), Alexandru Grigorescu (40 - samobójcza) - Alexandru Grigorescu (19).
Żółte kartki: Jakub Sojka - Alexandr Nedostup, Alexandru Grigorescu, Andrei Timpeu.
Sędziowali: Sebastian Stawicki i Tomasz Frąk (Polska).
Polska U-21: Maciej Foltyn (Michał Widuch) - Tomasz Kriezel, Michał Grecz, Paweł Martyn, Paweł Bogucki, Przemysław Siuchno, Marek Bugański, Adam Wachoński, Bartłomiej Sitko, Mateusz Omylak, Mateusz Jedliński, Jakub Sojka, Mateusz Stolarski.
Mołdawia U-21: Sergiu Burduja (Maxim Frunza) - Alexandr Nedostup, Cristian Obada, Alexandru Grigorescu, Lilian Bulicanu, Maxim Bolocan, Mihai Capatina, Adrei Miron, Sergiu Spac, Maxim Vlasov, Dionis Ciopa, Mihai Dodon, Andrei Timpeu.
Żółte kartki: Jakub Sojka - Alexandr Nedostup, Alexandru Grigorescu, Andrei Timpeu.
Sędziowali: Sebastian Stawicki i Tomasz Frąk (Polska).
Polska U-21: Maciej Foltyn (Michał Widuch) - Tomasz Kriezel, Michał Grecz, Paweł Martyn, Paweł Bogucki, Przemysław Siuchno, Marek Bugański, Adam Wachoński, Bartłomiej Sitko, Mateusz Omylak, Mateusz Jedliński, Jakub Sojka, Mateusz Stolarski.
Mołdawia U-21: Sergiu Burduja (Maxim Frunza) - Alexandr Nedostup, Cristian Obada, Alexandru Grigorescu, Lilian Bulicanu, Maxim Bolocan, Mihai Capatina, Adrei Miron, Sergiu Spac, Maxim Vlasov, Dionis Ciopa, Mihai Dodon, Andrei Timpeu.
Dla biało-czerwonych było to dopiero pierwsze międzypaństwowe spotkanie w tym roku. Brak zgrania widać było w pierwszej połowie, gdy Polacy marnowali znakomite okazje do strzelenia bramek. Już w 4. minucie Sergiu Burduja odbił piłkę po strzale Marka Bugańskiego, a Mateusz Jedliński nie trafił na pustą bramkę. Swoje okazje szybko zaczęli stwarzać też goście. W 11. minucie Alexandru Grigorescu minął przy linii jednego z Polaków i po chwili Macieja Foltyna, na szczęście z bramki piłkę wybił w ostatniej chwili Adam Wachoński. Wcześniej Mołdawianom powinien chyba zostać przyznany rzut karny, gdy dwukrotnie w jednej akcji nasi zawodnicy zagrywali piłkę ręką w polu karnym. Gwizdki sędziów jednak milczały i nie była to jedyna kontrowersyjna sytuacja w tym meczu. W ekipie gości motorem napędowym był Cristian Obada, który raz po raz urywał się polskim obrońcom. W 13. minucie kapitan przyjezdnych minął Wachońskiego, który udowadniał, że trener Gerard Juszczak przy powołaniach nie kieruje się tylko formą zawodników, ale uderzył tylko w boczną siatkę. Z dobrej strony prezentował się za to Mateusz Omylak, który jednak nie potrafił postawić kropki nad "i" - tak w 13. minucie, gdy w przeciągu kilku sekund Burduja dwukrotnie odbijał jego strzały, jak i 4 minuty później, kiedy z 7. metra nie zmieścił piłki w pustej bramce. Pierwsza połowa miała się już ku końcowi i wydawało się, że kibice goli już nie ujrzą, tymczasem niespodziewanie na minutę przed końcem prowadzenie objęli Mołdawianie. Po kontrze Obady, którą Polacy mieli okazję przerwać nawet trzykrotnie, piłkę pod poprzeczką umieścił Grigorescu. Obraz niemocy gospodarzy dopełnił obrazek na 30 sekund przed syreną, gdy Michał Grecz próbował wyjść z kontratakiem, lecz mając przed sobą trzech przeciwników zagrał do tyłu... równo pomiędzy dwóch naszych reprezentantów, z których żaden nie kwapił się do wysiłku doskoczenia do zagrania.
Druga część gry wyglądała już znacznie lepiej w wykonaniu drużyny Juszczaka. Sygnał do ataku dał Omylak w 24. minucie, ale przegrał pojedynek sam na sam z Burdują na granicy pola karnego. Chwilę później był już remis, gdy jeden z Mołdawian atakowany agresywnie przez Jedlińskiego trafił prosto w Polaka, a odbita piłka trafiła pod nogi osamotnionego Wachońskiego. Ten prezent został wreszcie wykorzystany, choć zawodnik Red Dragons Pniewy był chyba ostatnią osobą na parkiecie, która na trafienie wówczas zasługiwała. Z czasem gra się zaostrzyła, a gdy w 30. minucie goście zapisali na swoim koncie 5. przewinienie, widzowie zaczęli sobie powoli ostrzyć zęby na przedłużone karne. Zanim jednak do tego doszło, biało-czerwoni wyszli na prowadzenie. W 32. minucie Omylak próbował na pivocie sprytnie odegrać tyłem do nadbiegającego Marka Bugańskiego. Piłka odbiła się od jednego z defensorów i wróciła do gracza Gwiazdy Ruda Śląska, który nie zastanawiając się huknął jak z armaty. Nie minęło 60 sekund, gdy po faulu Dionisa Ciopy przedłużonego karnego na bramkę zamienił Przemysław Siuchno. Goście nie mieli już nic do stracenia i rzucili się do ataku. Popełniali przy tym sporo błędów, jak w 34. minucie, gdy tak wykonali rzut wolny pod polem karnym Macieja Foltyna, że samotnie na bramkę Burduji pognał Tomasz Kriezel. Świeżo upieczony wicemistrz Polski niepotrzebnie próbował odgrywać do Jedlińskiego i egzekucja zespołu Vladimira Vusatii'ego została odroczona. W 35. minucie goście stracili już całkiem ochotę do gry, ale nie za sprawą kolejnego trafienia naszych futsalistów. W głównej roli wystąpili tym razem sędziowie Sebastian Stawicki i Tomasz Frąk, którzy z tylko sobie znanych powodów nie dali żółtej kartki Jakubowi Sojce. Gracz Rekordu Bielsko-Biała miał już na koncie upomnienie, a w tej sytuacji faulował od tyłu wychodzącego na pozycję sam na sam Mołdawianina. Pognębionych przez arbitrów rywali dobili jeszcze Siuchno (ponownie z przedłużonego karnego) i Paweł Martyn, a na kilkadziesiąt sekund przed końcem nieszczęśliwie piłkę do własnej bramki skierował jeszcze Grigorescu.
Druga część gry wyglądała już znacznie lepiej w wykonaniu drużyny Juszczaka. Sygnał do ataku dał Omylak w 24. minucie, ale przegrał pojedynek sam na sam z Burdują na granicy pola karnego. Chwilę później był już remis, gdy jeden z Mołdawian atakowany agresywnie przez Jedlińskiego trafił prosto w Polaka, a odbita piłka trafiła pod nogi osamotnionego Wachońskiego. Ten prezent został wreszcie wykorzystany, choć zawodnik Red Dragons Pniewy był chyba ostatnią osobą na parkiecie, która na trafienie wówczas zasługiwała. Z czasem gra się zaostrzyła, a gdy w 30. minucie goście zapisali na swoim koncie 5. przewinienie, widzowie zaczęli sobie powoli ostrzyć zęby na przedłużone karne. Zanim jednak do tego doszło, biało-czerwoni wyszli na prowadzenie. W 32. minucie Omylak próbował na pivocie sprytnie odegrać tyłem do nadbiegającego Marka Bugańskiego. Piłka odbiła się od jednego z defensorów i wróciła do gracza Gwiazdy Ruda Śląska, który nie zastanawiając się huknął jak z armaty. Nie minęło 60 sekund, gdy po faulu Dionisa Ciopy przedłużonego karnego na bramkę zamienił Przemysław Siuchno. Goście nie mieli już nic do stracenia i rzucili się do ataku. Popełniali przy tym sporo błędów, jak w 34. minucie, gdy tak wykonali rzut wolny pod polem karnym Macieja Foltyna, że samotnie na bramkę Burduji pognał Tomasz Kriezel. Świeżo upieczony wicemistrz Polski niepotrzebnie próbował odgrywać do Jedlińskiego i egzekucja zespołu Vladimira Vusatii'ego została odroczona. W 35. minucie goście stracili już całkiem ochotę do gry, ale nie za sprawą kolejnego trafienia naszych futsalistów. W głównej roli wystąpili tym razem sędziowie Sebastian Stawicki i Tomasz Frąk, którzy z tylko sobie znanych powodów nie dali żółtej kartki Jakubowi Sojce. Gracz Rekordu Bielsko-Biała miał już na koncie upomnienie, a w tej sytuacji faulował od tyłu wychodzącego na pozycję sam na sam Mołdawianina. Pognębionych przez arbitrów rywali dobili jeszcze Siuchno (ponownie z przedłużonego karnego) i Paweł Martyn, a na kilkadziesiąt sekund przed końcem nieszczęśliwie piłkę do własnej bramki skierował jeszcze Grigorescu.
Etykiety