Polska - Francja 3:4
Reprezentacja Polski przegrała towarzyski mecz z Francją 3:4. Dla podopiecznych Andrzeja Biangi i Błażeja Korczyńskiego był to ostatni sprawdzian przed wrześniowymi barażami o Mistrzostwa Europy w 2018 roku.
Polska - Francja
3:4
Bramki: Maciej Mizgajski (33), Sebastian Wojciechowski (34), Marcin Czech (39) - Azdine Aigoun (4), Abdessamad Mohammed 3 (5, 33, 37).
Żółte kartki: Maciej Mizgajski, Mikołaj Zastawnik.
Sędziowali: Damian Jaruchiewicz i Andrzej Witkowski.
Polska: Maciej Foltyn, Michał Widuch - Krzysztof Elsner, Maciej Mizgajski, Mikołaj Zastawnik, Marcin Mikołajewcz - Artur Jurczak, Robert Gładczak, Dominik Solecki, Wojciech Pawicki, Przemysław Dewucki, Marcin Czech, Sebastian Wojciechowski (Adrian Skrzypek).
Francja: Djamel Haroun, Joevin Durot (Ba El Maarouf Kerroumi) - Azdine Aigoun, Abdessamad Mohammed, Samir Alla, Adrien Gasmi - Sid Belhaj, Samba Kebe, Landry Ngala, Nassim Boudebibah, Michael De Sa Andrade, Souheil Mouhoudine (Kevin Ramirez).
Żółte kartki: Maciej Mizgajski, Mikołaj Zastawnik.
Sędziowali: Damian Jaruchiewicz i Andrzej Witkowski.
Polska: Maciej Foltyn, Michał Widuch - Krzysztof Elsner, Maciej Mizgajski, Mikołaj Zastawnik, Marcin Mikołajewcz - Artur Jurczak, Robert Gładczak, Dominik Solecki, Wojciech Pawicki, Przemysław Dewucki, Marcin Czech, Sebastian Wojciechowski (Adrian Skrzypek).
Francja: Djamel Haroun, Joevin Durot (Ba El Maarouf Kerroumi) - Azdine Aigoun, Abdessamad Mohammed, Samir Alla, Adrien Gasmi - Sid Belhaj, Samba Kebe, Landry Ngala, Nassim Boudebibah, Michael De Sa Andrade, Souheil Mouhoudine (Kevin Ramirez).
Polacy mieli w pierwszej połowie trzy dogodne okazje na trafienia. W siódmej minucie wypuszczony na pozycję sam na sam z bramkarzem Maciej Mizgajski uderzył wprost w wychodzącego Djamela Harouna. Siedem minut później prezent na linii pola karnego rywali dostał Marcin Czech. Powracający do kadry zawodnik Lex Kancelarii Słomniki próbował przerzucić piłkę nad golkiperem, ten jednak czubkiem palców (w rękawicach!) zdołał ją trącić. Niemal identyczną sytuację miał tuż przed przerwą Przemysław Dewucki. I tym razem lepszy okazał się bramkarz przechodzący tego lata ze Sportingu Paris do dziesiątej w poprzednim sezonie drużyny francuskiej ekstraklasy Roubaix AFS.
Uczciwie będzie jednak wspomnieć także o jednej stuprocentowej sytuacji Francuzów w pierwszej połowie, jednej dwustuprocentowej oraz jednym trafieniu w słupek. Z polskiej strony podobać się mogło rozegranie autu w 11. minucie - po kilku podobnie wyglądających autach dla naszej drużyny, rozgrywanych przez przebiegnięcie i mocne wgranie/uderzenie Macieja Mizgajskiego, piłka została dla odmiany zagrana w środek, do Mikołaja Zastawnika. Francuzi zareagowali jak należało - pobiegli do Mizgajskiego, Zastawnik miał miejsce na strzał, niestety, nie przyniósł on zmiany wyniku.
Niestety gra z odważnie wychodzącym z bramki Michałem Widuchem zemściła się na trzy minuty przed końcem. Za słabe podanie polskiego bramkarza przejął Mohammed, z połowy boiska kierując piłkę do siatki. Biało-czerwoni odpowiedzieli jeszcze trafieniem Marcina Czecha w przewadze, po dograniu Zastawnika, który w rogu boiska wygrał pojedynek jeden na jeden z Azdinem Aigounem. Na więcej zabrakło czasu, choć z każdą minutą Francuzi wyglądali coraz gorzej.
Sparing z Francuzami był więc dobrym przetarciem, formą przygotowania zapewne głównie taktycznego, ale nijak nie można go traktować jako miarodajny obraz tego, w jakim miejscu znajduje się nasza kadra. Z kilku powodów. Po pierwsze, jak wspomnieliśmy na początku, zawodnicy są na zupełnie innym etapie przygotowań, głównie kondycyjnych, do sezonu. Po drugie, w składzie Polaków zabrakło zawodników Rekordu, a takich problemów nie mieli Francuzi, bo ich mistrz Garges Djibson ASC gra dopiero od Main Round w UEFA Futsal Cup. Po trzecie, gra reprezentacji Francji i Węgier wydaje się zupełnie inna - u "Madziarów" w zasadzie cały ciężar gry (i forma drużyny) opiera się na jednym zawodniku - Zoltanie Drothcie. Po czwarte wreszcie, z pewnością nie zobaczyliśmy wszystkich taktycznych rozwiązań, skrywanych przecież na baraże.
Na pewno test zdała natomiast publiczność. Choć do kompletu w hali było daleko, to w drugiej połowie widzowie bardzo energicznie zachęcali naszych reprezentantów do walki. Koszalinie - do zobaczenia za miesiąc!
Etykiety