Remis w pierwszym meczu ze Słowenią. Strzelają Portowcy

  • Media
Zawodnicy Pogoni 04 Szczecin Mateusz Gepert i Marcin Mikołajewicz wpisali się na listę strzelców w pierwszym sparingowym meczu polskiej reprezentacji ze Słoweńcami. Niestety rywale odpowiedzieli również dwiema bramkami i mecz zakończył się wynikiem 2:2.
 

PolskaPolska - SłoweniaSłowenia
2:2

Bramki: Mateusz Gepert (20), Marcin Mikołajewicz (36) - Sebastijan Drobne (29), Igor Osredkar (40).
Żółte kartki: Michał Kubik, Paweł Budniak, Artur Popławski - Alen Fetič, Gašper Vrhovec, Kristjan Čujec.
Sędziowali: Tomasz Frąk i Damian Jaruchiewicz (Polska).
Polska: Bartłomiej Nawrat, Rafał Krzyśka - Michał Kubik, Paweł Budniak, Marcin Mikołajewicz, Mateusz Gepert - Tomasz Kriezel, Artur Jurczak, Michał Marek, Dominik Solecki, Artur Popławski, Marcin Kiełpiński.
Słowenia: Damir Puškar (Alen Mordej) - Rok Mordej, Kristjan Čujec, Igor Osredkar, Alen Fetič - Gašper Vrhovec, Tilen Štendler, Sebastijan Drobne, Dejan Bizjak, Uroš Kroflič, Aleš Vrabel.
 
Polacy niespodziewanie po - podkreślamy - dobrej grze zremisowali pierwsze spotkanie w towarzyskim dwumeczu ze Słowenią. Niespodziewanie, ponieważ patrząc na fakty, większość z nich przemawiała na korzyść gości. Słoweńcy to aktualni finaliści Mistrzostw Europy, którzy w drodze na ten prestiżowy turniej pewnie pokonali rywali z Ukrainy (8:3), Turcji (5:3) oraz Anglii (5:2). Ponadto jeśli spojrzymy na przynależność klubową zawodników z kraju ze stolicą w Ljubljanie, to znajdziemy chociażby takie marki jak Ekonomac Kragujevac czy Toulon Tous Ensemble, co pokazuje, że na co dzień Słoweńcy grają w ligach dużo wyżej notowanych od polskich futsalistów. W przedmeczowych wypowiedziach można też było usłyszeć, że goście nie przyjechali do Polski tylko po to żeby podziwiać naszą piękną złotą jesień. Deklarowali, iż traktują to spotkanie jako ważny element swoich przygotowań do turnieju finałowego i nie myślą o niczym innym jak pewne zwycięstwa w dwumeczu. Klasę rywala podkreślał również trener reprezentacji Polski Andrea Bucciol, dość asekuracyjnie oceniając szanse swoich podopiecznych, wspominając o ciężkich treningach i przemęczeniu zawodników, ale ostatecznie przyznał, że na poziomie międzynarodowym nie ma łatwych meczów, a na koniec i tak wszystko zweryfikuje parkiet... A na tym działo się całkiem sporo i na pewno każdy, kto poświęcił te półtorej godziny na obejrzenie spotkania, nie może czuć się zawiedziony.

Pierwsza połowa spotkania jednak nie zapowiadała emocji, które miały miejsce w drugiej. Należy pochwalić Polaków, ponieważ po pierwszych minutach, kiedy to wydawało się, że Słoweńcy kontrolują przebieg gry, biało-czerwoni zaczęli stwarzać kolejne groźne akcje. Szczególnie dużo problemów obrońcom ekipy gości sprawiał Michał Kubik, który szarżując prawą stroną raz po raz starał się oddawać groźne strzały w kierunku bramki przeciwnika. Miał jednak swoje lustrzane odbicie w postaci kapitana gości Igora Osredkara, co jakiś czas sprawdzającego czujność bardzo dobrze broniącego Bartłomieja Nawrata. Szczególnie niebezpiecznie było w 17. minucie, kiedy to właśnie Osredkar po dośrodkowaniu Alana Fetiča silnie uderzył w kierunku naszej bramki. Na szczęście dla Polaków piłka uderzyła w słupek. Słoweńcy jednak nie potrafili sobie poradzić z wysokim pressingiem i większość ich akcji nie dochodziła do bramki Nawrata. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się remisem i wszyscy dosłownie odliczali sekundy do końca spotkania, lewą stroną popędził Mateusz Gepert, minął rywala i zmierzał w kierunku bramki. "Uderz, uderz!" - słychać było krzyki trenera Bucciola i zawodnik Pogoni 04 Szczecin na ułamki sekund przed syreną końcową uderzył... jedną z ładniejszych bramek w swojej karierze, a na pewno najładniejszą w barwach narodowych - jak sam przyznał w wywiadzie udzielonym w przerwie spotkania. Było to doskonałe preludium do tego co mieliśmy okazję zobaczyć w drugiej połowie.

Po wznowieniu gry drużyna gości ruszyła do ataku. Ponownie sporo problemów naszym obrońcom sprawiał Osredkar oraz Rok Mordej, który w 24. minucie oddał groźny, ale nie wystarczający na pokonanie Nawrata strzał. Odpowiedź Polaków była szybka. Minutę później zaskakujący strzał zza linii pola karnego oddał Paweł Budniak. Bramkarz gości Damir Puškar sparował piłkę, a ta zmierzała w kierunku bramki. Wszyscy widzieli już ją w siatce, ale Puškar wyciągnął się jak struna i zatrzymał piłkę na linii bramkowej. Od tego momentu mecz się wyrównał i podopieczni trenera Bucciola ponownie przeszli do pressingu. Niestety dla naszej drużyny w 29. minucie z prawej strony dośrodkował Osredkar, a Sebastijan Drobne, który urwał się Mikołajewiczowi, z najbliższej odległości skierował piłkę do siatki. W tym momencie mecz jakby zaczął się od nowa. Mogliśmy obserwować akcję z obu stron parkietu - niczym w dobrym pojedynku bokserskim trwała wymiana ciosów. Przy jednej z interwencji kontuzji łydki nabawił się Nawrat i od 32. minuty między słupkami naszej drużyny pojawił się Rafał Krzyśka. Niejednokrotnie uratował on drużynę przed utratą bramki, pokazując, że jeśli chodzi o pozycję golkipera naszej reprezentacji, to możemy spać spokojnie. Kiedy to wydawało się, że Słoweńcy osiągają przewagę, w 36. minucie Artur Popławski będąc przy piłce dostrzegł w polu karnym Mikołajewicza. Posłał długie podanie przez połowę boiska, piłka dotarła do adresata, któremu pozostało przepuścić ją między nogami i tzw. "krzyżaczkiem" skierować do siatki za plecami Puškara. W bydgoskiej hali wybuchła radość, spiker zaapelował o wzmożony doping przez ostatnie 4 minuty spotkania. W tym momencie trener gości Andrej Dobovičnik zdecydował się na wpuszczenie lotnego bramkarza w osobie Osredkara, Słoweńcy przeszli do skomasowanego ataku pozycyjnego, starając się wypracować przewagę i wyrównać. Polakom kilka razy udało się odebrać piłkę i oddać strzały w kierunku niepilnowanej bramki, ale te albo były niecelne, albo zatrzymywane przez ostatniego obrońcę. Nasza drużyna cofnęła się do defensywy, a Krzyśka zwijał się jak w ukropie. Kiedy wydawało się, że uda się utrzymać przewagę, w ostatniej minucie spotkania goście w końcu wypracowali korzystną pozycję i Kristjan Čujec podał do Osredkara, a ten ostatecznie wyrównując pogrzebał nasze marzenia o zwycięstwie z wyżej notowanym przeciwnikiem. Przed końcową syreną Budniak faulował taktycznie Fetiča, doszło do przepychanki między zawodnikami, w pewnym momencie wydawało się, że nawet do niezłej bójki, na szczęście sędziowie zapanowali nad sytuacją. To wydarzenie pokazuje, iż mimo że to tylko spotkanie towarzyskie, jak wielkie emocje mu towarzyszyły. Mecz ostatecznie zakończył się remisem, ale po tym co mogliśmy zobaczyć w dzisiejszym spotkaniu, z przyjemnością obejrzymy środowy rewanż.

Trenerzy mają mało czasu na analizy i wprowadzenie korekt. W środę w Świeciu przekonamy się, który z nich wyciągnął lepsze wnioski.