Retransmisja meczu /
KP Sport
Lekcja futsalu od Słoweńców
Choć to Polacy w 10. minucie objęli prowadzenie, później Słoweńcy pokazali, dlaczego to oni jadą na mistrzostwa Europy, a my nie. Biało-czerwoni wysoko przegrali w Świeciu, niestety jak najbardziej zasłużenie.
Polska - Słowenia
1:5
Bramki: Michał Kubik (10) - Aleš Vrabel (14), Uroš Kroflič (16), Rok Mordej (21), Igor Osredkar 2 (22, 36).
Żółte kartki: Uroš Kroflič, Igor Osredkar, Rok Mordej.
Sędziowali: Damian Jaruchiewicz i Tomasz Frąk (Polska).
Polska: Rafał Krzyśka (Łukasz Błaszczyk, Bartłomiej Nawrat) - Tomasz Dura, Artur Popławski, Michał Wojciechowski, Marcin Kiełpiński - Michał Kubik, Dominik Solecki, Paweł Budniak, Mateusz Gepert, Marcin Mikołajewicz, Artur Jurczak, Tomasz Kriezel, Michał Marek, Mateusz Jakubiak.
Słowenia: Alen Mordej (Damir Puškar) - Rok Mordej, Kristjan Čujec, Igor Osredkar, Alen Fetič - Aleš Vrabel, Uroš Kroflič, Gašper Vrhovec, Tilen Štendler, Dejan Bizjak, Sebastijan Drobne, Gaj Rosič,
Żółte kartki: Uroš Kroflič, Igor Osredkar, Rok Mordej.
Sędziowali: Damian Jaruchiewicz i Tomasz Frąk (Polska).
Polska: Rafał Krzyśka (Łukasz Błaszczyk, Bartłomiej Nawrat) - Tomasz Dura, Artur Popławski, Michał Wojciechowski, Marcin Kiełpiński - Michał Kubik, Dominik Solecki, Paweł Budniak, Mateusz Gepert, Marcin Mikołajewicz, Artur Jurczak, Tomasz Kriezel, Michał Marek, Mateusz Jakubiak.
Słowenia: Alen Mordej (Damir Puškar) - Rok Mordej, Kristjan Čujec, Igor Osredkar, Alen Fetič - Aleš Vrabel, Uroš Kroflič, Gašper Vrhovec, Tilen Štendler, Dejan Bizjak, Sebastijan Drobne, Gaj Rosič,
To było już całkiem inne spotkanie niż we wtorek. Polacy odstawali od rywali pod wieloma względami. Przede wszystkim w oczy rzuciła się niewidziana na naszych parkietach celność podań. Nasi zawodnicy często mieli problemy z wyprowadzaniem piłki, tymczasem Słoweńcy radzili sobie i nie tracili piłki nawet poddani silnemu pressingowi. Aż ręce momentami same składały się do oklasków, gdy oglądało się słoweńską tiki-takę. Druga kwestia to pojedynki jeden na jeden. Wśród gospodarzy sparingów w zasadzie tylko Michał Kubik wygrywał regularnie takie starcia, momentami też Paweł Budniak, ale bywali i tacy, którzy przez cały mecz nie zdołali nikogo zakręcić. Zawodnikom - ale obu drużyn - nie pomagała śliska nawierzchnia, lecz te warunki były równe dla wszystkich.
Polacy zaczęli obiecująco, bo od strzałów Marcina Kiełpińskiego i dwukrotnie Artura Popławskiego, niestety zablokowanych. Obok bramki uderzył za to Kristjan Čujec. W 9. minucie dobrą okazję na otwarcie wyniku miał Marcin Mikołajewicz, do którego piłkę zgrywał Kubik. Podanie doszło do "Mikiego" nie bez problemów, ale gdy Portowiec już uderzył i on został zablokowany. Chwilę później było już 1:0. Kubik odebrał piłkę rywalowi jeszcze na połowie przeciwnika i nie oglądając się już na kolegów, bez namysłu kopnął do siatki. Po minucie mogliśmy podwyższyć, gdy Kubik ponownie przebił się prawą stroną i wystawił piłkę na długi słupek, gdzie niestety spóźniony był Dominik Solecki. Od tego momentu przeważać zaczęli już goście, którzy do tej pory stosunkowo rzadko angażowali Rafała Krzyśkę. Wcześniej polski golkiper bronił uderzenia Roka Mordeja i Aleša Vrabla, ale w 14. minucie nie zrozumiał się z Tomaszem Durą i Vrabel na raty wepchnął piłkę do siatki. Sekundy później z pustej bramki wybił piłkę Michał Wojciechowski, a w 16. minucie biało-czerwoni już przegrywali, gdy Uroš Kroflič obrócił się na obrońcy i huknął pod poprzeczkę. W końcówce pierwszej połowy obie drużyny miały jeszcze swoje okazje. Za pierwszym razem zakotłowało się w polu karnym Słoweńców, ale ani Kubik, ani Mateusz Gepert, ani Mikołajewicz nie potrafili skierować piłki do bramki. W 19. minucie zaś po wgraniu z rzutu rożnego Mikołajewicz uderzył tak wysoko nad poprzeczką, że aż złapał się za głowę. Wśród gości groźnie strzelali za to Igor Osredkar i dwukrotnie Mordej, ale wynik się nie zmienił.
Po przerwie Polacy wyraźnie przysnęli. Sekundy po wznowieniu gry na 1:3 podwyższył Mordej, a chwilę później kolejną bramkę po fantastycznej akcji Krzyśkę pokonał Osredkar. Nasi zawodnicy mogli tylko bezsilnie patrzeć, jak piłka chodzi między Słoweńcami, a wideo z tą bramką może służyć dla ligowych zespołów za instruktaż gry a ataku pozycyjnym. Biało-czerwoni po tych dwóch ciosach już się nie podnieśli. Coraz rzadziej stwarzali zagrożenie pod bramką Alena Mordeja, choć podobać się mogła okazja z 24. minuty, kiedy Budniak sugerując zejście z lewej strony na środek zostawił piłkę Gepertowi, którego strzał niestety minął słupek. Stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał także Michał Marek, który po podaniu od Geperta znalazł się oko w oko z golkiperem. Gdyby uderzał od razu - być może zmniejszyłby stratę do przeciwników. Niestety Rekordzista pociągnął jeszcze parę metrów, bramkarz skrócił kąt i zatrzymał naszego zawodnika. Od 32. minuty Andrea Bucciol zaordynował grę w przewadze, lecz niewiele z tego wynikało. Wciąż to rywale przeważali, Artur Jurczak dwukrotnie przecinał kluczowe podania Słoweńców, sporo roboty wciąż też miał wracający między słupki po stracie piłki Krzyśka. Na dodatek w 36. minucie po rzucie rożnym cały polski zespół zaskoczył ponownie Osredkar. Dzięki prostemu wyblokowi kapitan gości miał miejsce by uderzyć, reszta naszych zawodników znów zaś mogła się tylko przyglądać. Na minutę przed końcem na pocieszenie mógł jeszcze trafić Kiełpiński, lecz i jego strzał świetnie obronił Mordej.
Analizę gry Polaków zostawiamy trenerowi Bucciolowi. Słoweńców zaś możemy tylko podziwiać. Widać było, że nieprzypadkowo ta drużyna awansowała na mistrzostwa Europy, bijąc pod drodze samą Ukrainę. My jesteśmy w trakcie przebudowy drużyny, odmładzania składu, więc musimy mieć cierpliwość w przypadku takich porażek. Momenty dobrej gry były, a mecze z tym rywalem były dobrą okazją do nauki.
Polacy zaczęli obiecująco, bo od strzałów Marcina Kiełpińskiego i dwukrotnie Artura Popławskiego, niestety zablokowanych. Obok bramki uderzył za to Kristjan Čujec. W 9. minucie dobrą okazję na otwarcie wyniku miał Marcin Mikołajewicz, do którego piłkę zgrywał Kubik. Podanie doszło do "Mikiego" nie bez problemów, ale gdy Portowiec już uderzył i on został zablokowany. Chwilę później było już 1:0. Kubik odebrał piłkę rywalowi jeszcze na połowie przeciwnika i nie oglądając się już na kolegów, bez namysłu kopnął do siatki. Po minucie mogliśmy podwyższyć, gdy Kubik ponownie przebił się prawą stroną i wystawił piłkę na długi słupek, gdzie niestety spóźniony był Dominik Solecki. Od tego momentu przeważać zaczęli już goście, którzy do tej pory stosunkowo rzadko angażowali Rafała Krzyśkę. Wcześniej polski golkiper bronił uderzenia Roka Mordeja i Aleša Vrabla, ale w 14. minucie nie zrozumiał się z Tomaszem Durą i Vrabel na raty wepchnął piłkę do siatki. Sekundy później z pustej bramki wybił piłkę Michał Wojciechowski, a w 16. minucie biało-czerwoni już przegrywali, gdy Uroš Kroflič obrócił się na obrońcy i huknął pod poprzeczkę. W końcówce pierwszej połowy obie drużyny miały jeszcze swoje okazje. Za pierwszym razem zakotłowało się w polu karnym Słoweńców, ale ani Kubik, ani Mateusz Gepert, ani Mikołajewicz nie potrafili skierować piłki do bramki. W 19. minucie zaś po wgraniu z rzutu rożnego Mikołajewicz uderzył tak wysoko nad poprzeczką, że aż złapał się za głowę. Wśród gości groźnie strzelali za to Igor Osredkar i dwukrotnie Mordej, ale wynik się nie zmienił.
Po przerwie Polacy wyraźnie przysnęli. Sekundy po wznowieniu gry na 1:3 podwyższył Mordej, a chwilę później kolejną bramkę po fantastycznej akcji Krzyśkę pokonał Osredkar. Nasi zawodnicy mogli tylko bezsilnie patrzeć, jak piłka chodzi między Słoweńcami, a wideo z tą bramką może służyć dla ligowych zespołów za instruktaż gry a ataku pozycyjnym. Biało-czerwoni po tych dwóch ciosach już się nie podnieśli. Coraz rzadziej stwarzali zagrożenie pod bramką Alena Mordeja, choć podobać się mogła okazja z 24. minuty, kiedy Budniak sugerując zejście z lewej strony na środek zostawił piłkę Gepertowi, którego strzał niestety minął słupek. Stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał także Michał Marek, który po podaniu od Geperta znalazł się oko w oko z golkiperem. Gdyby uderzał od razu - być może zmniejszyłby stratę do przeciwników. Niestety Rekordzista pociągnął jeszcze parę metrów, bramkarz skrócił kąt i zatrzymał naszego zawodnika. Od 32. minuty Andrea Bucciol zaordynował grę w przewadze, lecz niewiele z tego wynikało. Wciąż to rywale przeważali, Artur Jurczak dwukrotnie przecinał kluczowe podania Słoweńców, sporo roboty wciąż też miał wracający między słupki po stracie piłki Krzyśka. Na dodatek w 36. minucie po rzucie rożnym cały polski zespół zaskoczył ponownie Osredkar. Dzięki prostemu wyblokowi kapitan gości miał miejsce by uderzyć, reszta naszych zawodników znów zaś mogła się tylko przyglądać. Na minutę przed końcem na pocieszenie mógł jeszcze trafić Kiełpiński, lecz i jego strzał świetnie obronił Mordej.
Analizę gry Polaków zostawiamy trenerowi Bucciolowi. Słoweńców zaś możemy tylko podziwiać. Widać było, że nieprzypadkowo ta drużyna awansowała na mistrzostwa Europy, bijąc pod drodze samą Ukrainę. My jesteśmy w trakcie przebudowy drużyny, odmładzania składu, więc musimy mieć cierpliwość w przypadku takich porażek. Momenty dobrej gry były, a mecze z tym rywalem były dobrą okazją do nauki.
Etykiety