Reprezentacja Andrei Bucciola wychodzi na plus
Turcy byli znacznie bardziej wymagającym rywalem od Gibraltaru. Biało-czerwoni i z nimi sobie poradzili, choć wygrali oczywiście w mniej przekonującym stylu. Po 10. meczu Andrei Bucciola jako selekcjonera polska kadra znów wyszła na plus z bilansem spotkań.
Polska - Turcja
4:1
Bramki: Marcin Kiełpiński 2 (4, 18), Tomasz Dura 2 (20, 22) - Ismail Çelen (12).
Żółte kartki: Artur Jurczak, Michał Wojciechowski - Cihan Özcan, Kahan Özcan, Serhat Çiçek.
Czerwona kartka: Cihan Özcan (40 - za drugą żółtą).
Polska: Bartłomiej Nawrat - Michał Marek, Tomasz Dura, Artur Popławski, Artur Jurczak - Przemysław Dewucki, Marcin Kiełpiński, Michał Wojciechowski, Michał Kubik, Mateusz Jakubiak, Mateusz Gepert, Marcin Mikołajewicz.
Turcja: Mehmet Aşlamaci, Hüseyin Yıldız - Yasin Erdal, Serhat Çiçek, Cem Keskin, Cihan Özcan - Kahan Özcan, Ismail Çelen.
Żółte kartki: Artur Jurczak, Michał Wojciechowski - Cihan Özcan, Kahan Özcan, Serhat Çiçek.
Czerwona kartka: Cihan Özcan (40 - za drugą żółtą).
Polska: Bartłomiej Nawrat - Michał Marek, Tomasz Dura, Artur Popławski, Artur Jurczak - Przemysław Dewucki, Marcin Kiełpiński, Michał Wojciechowski, Michał Kubik, Mateusz Jakubiak, Mateusz Gepert, Marcin Mikołajewicz.
Turcja: Mehmet Aşlamaci, Hüseyin Yıldız - Yasin Erdal, Serhat Çiçek, Cem Keskin, Cihan Özcan - Kahan Özcan, Ismail Çelen.
W niedzielę w hali MOSiR w Krośnie spotkały się 2 zespoły prezentujące 2 kompletnie różne style gry; tak odmienne, jak tylko można to sobie wyobrazić. Wśród Polaków - z całym szacunkiem - nie ma jeszcze (!) ikony, która brałaby na siebie ciężar gry w trudnych momentach. Gra zespół, siłą jest drużyna, jej zgranie i zaangażowanie każdego z zawodników. Przyrównując do koszykarskiej NBA ciężko znaleźć zasadniczo niezawodnego zawodnika, na którego grana byłaby akcja przesądzająca o wygranej. To jednocześnie dobra i zła wiadomość. Dobra, bo "team spirit" to podstawa w każdej ekipie, wzajemne wsparcie i zaangażowanie jest podstawą w każdej zespołowej dyscyplinie. Nie ma nawet co z tym dyskutować. Problemy mogą być wtedy, gdy drużynie "nie idzie". Czy Chicago Bulls byliby "tą" drużyną, gdyby zamiast Michaela Jordana grał ktoś inny, z mniejszą charyzmą i umiejętnościami? Oczywiście, nie ta liga, nie ta dyscyplina, my wciąż dopiero się uczymy. Tylko czy Turcy nie mogą powiedzieć tego samego, ale ze zdwojoną siłą? Ich zespół powstał (jeśli wierzyć Wikipedii) w 2006 roku. Tymczasem ci "młodzi" Turcy z ledwie dwoma zmianami potrafili momentami w 2. części gry zamknąć polskich reprezentantów na naszej połowie, grając futsal toporny jak w środowiskowych ligach (ty do mnie, ja do ciebie i strzał), tyle że z większymi indywidualnymi umiejętnościami. Golkiperzy rywali też nie rozgrywali akurat meczu życia. Plus taki, że to wystarczyło do wygranej.
Drodzy kadrowicze! Drogi selekcjonerze! Wiemy, że Wy też to czytacie. Nie piszę tego, by Was obrazić, urazić, czy zrazić - do nas. (Pozwólcie Czytelnicy na prywatną wstawkę). Do każdego z Was kibice mają szacunek, nawet do tego, który jako jedyny zawodnik z "trawy" dostał powołanie, czy do tego, który w ostatniej chwili został dowołany spoza listy rezerwowej po tym, gdy przegrał pojedynek z wciąż mocno piłkarskim Euromasterem Głogów (wygrana z mistrzem Polski nie ma znaczenia - "jesteś tak dobry jak Twój ostatni mecz"). I my również będziemy się zachwycać Waszymi umiejętnościami, zawsze, gdy będziecie je pokazywać. Zagraliście dobry mecz. Zwycięzców ponoć się nie sądzi. Możemy wręcz wyróżnić większość z Was, bo niemal każdy w niedzielę zapisał się czymś w naszych notatkach. Jesteśmy z Wami sercem a i rozumem. Mamy tylko takie nieznośne wrażenie, że nawet na Białorusinów to może nie wystarczyć. A na ich północnych sąsiadów z Ukrainy - na pewno. Ja chcę Was tylko dodatkowo zmotywować. By przewodniczący Wydziału Futsalu nie prowadził z Wami 40-minutowych pogadanek o motywacji, by nie musiał na każdym meczu, który komentuje, wspominać, że można przegrać 0:7, ale trzeba na parkiecie zostawić "serducho". Znamy już to niemal na pamięć. Nie chcemy o tym słuchać, chcemy to widzieć. Na razie widzimy przebłyski, teraz chcemy widzieć to przez pełne 40 minut! I jeszcze raz: nie chcę Was urazić. Nie chcę, byście myśleli, że Futsal-Polska.pl Wam nie sprzyja. Nie chcę, byście myśleli, że Futsal-Polska.pl Wam nie sprzyja. To nie jest powtórzenie. Zjedzcie Białorusinów, tak jak przed rewanżem z Ukrainkami zapowiadała Agata Sobkowicz! Wtorkowy pojedynek to nie jest zwykły sparing. To jest Wasz sprawdzian pod wodzą nowego selekcjonera. To jest moment, przez pryzmat którego ci najwierniejsi kibice będą o Was myśleć na przełomie 2013 i 2014 roku!
A wracając do meczu. Już w 2. minucie Michał Marek mógł uszczęśliwić krośnieńską widownię, jednak biegnąc samotnie od połowy boiska nie był w stanie pokonać Mehmeta Aşlamaci. Zrobił to 120 sekund później Marcin Kiełpiński, który po niekonwencjonalnym rozegraniu autu autorstwa Michała Kubika za nic mając asystę dwóch obrońców zdołał wepchnąć piłkę do siatki. Mimo jednobramkowego prowadzenia Polaków na parkiecie wciąż widzieliśmy futsalowe szachy. Żadna z drużyn nie chciała się przesadnie odkryć, narażając na kontrę. Ten impas starał się przełamać Przemysław Dewucki, który w 11. minucie miał sporo miejsca przed sobą, po odbiorze (do spółki) Kubika i Kiełpińskiego, niestety uderzył daleko od bramki. W odpowiedzi przycisnęli rywale. Ismail Çelen wykorzystał dogodną sytuację, na szczęście podobnie nie uczynił w 15. minucie, gdy po ładnej akcji zasłonięty Bartłomiej Nawrat instynktownie zbił piłkę do boku. Podrażnieni Polacy przycisnęli i w końcowych minutach stłamsili Turków. Tuż po wspomnianej akcji Çelena Cihan Özcan w ostatniej chwili zdążył zablokować wgranie Artura Jurczaka, na które już czyhał Marek. Ale co się odwlekło... Jeszcze w 17. minucie Michał Wojciechowski nie znalazł z ostrego kąta recepty na Aşlamaciego, ale minutę później uczynił to Kiełpiński. Zawodnik GAF Jasna Gliwice zachował się jak rasowy pivot, przepchnął Çelena na przedpolu i po raz drugi wpisał się na listę strzelców. W rewanżu pół boiska z na szczęście nieskuteczna finalizacją przebiegł Cihan Özcan, ale 37 sekund przed syreną zwiastującą koniec 1. połowy znów to polscy kibice mieli powód do radości. Koledzy Tomasza Dury po kontrze gdzieś się rozbiegli, więc Rekordzista przymierzył i niespodziewanym strzałem zaskoczył Aşlamaciego. Tym samym udowodnił niedowiarkom z innych portali, że na powołanie jak najbardziej zasługuje. Polska wygrywała 3:1 i gra naszych zawodników mogła nastrajać optymizmem.
Także drugą połowę Polacy zaczęli lepiej. Choć najpierw to Cihan Özcan ładnie odwrócił się na obrońcy, to Nawrat zachował czujność, a po chwili Mateusz Gepert ładnie przedarł się prawą stroną, niestety jego centra nie znalazła adresata. Ale chwilę później było już 4:1, gdy nieudane przecięcie podania przez Cihana Özcana (fantastyczna asysta naszego golkipera!) wykorzystał Dura. Później inicjatywę przejęli przeciwnicy i nie można się temu specjalnie dziwić. Drużyna Bucciola miała satysfakcjonujący wynik, to rywale musieli więc gonić. Jedyna szkoda, że swoje sytuacje wypracowywali bardzo prostymi środkami. W 24. minucie dwukrotnie Nawrat fenomenalnie zatrzymał Serhata Çiçka, a 5 minut później Turcy nawet trafili do siatki, na nasze szczęście - po gwizdku sędziego. Indywidualnymi umiejętnościami popisywali się też Cem Keskin i Kahan Özcan, lecz wynik wciąż się nie zmieniał. Jeszcze bardziej na naszą korzyść próbował go przechylić Gepert na 2 minuty przed ostatnią syreną, na długim słupku minimalnie spóźniony zameldował się jednak Kiełpiński. Goście nie rezygnowali i na 23 sekundy przed końcem bezradnego już Nawrata po strzale Keskina wyręczył słupek. Wygrana biało-czerwonych "dojechała" więc do końca.
Pojedynek z Turkami był 10. pod wodzą Andrei Bucciola. Wynik 4:1 był 5. zwycięstwem, przed jednym remisie i czterech porażkach. Cieszy, że po dwóch dniach krośnieńskiego turnieju Białorusini mają... korzystniejszy od nas bilans bramkowy. To sprawia, że we wtorek nie będzie żadnego kalkulowania. By wygrać cały turniej (choć towarzyski, to zwycięstwo ma swoją wartość), Polacy muszą z Białorusią po prostu wygrać. Czego z całego serca życzymy!
Drodzy kadrowicze! Drogi selekcjonerze! Wiemy, że Wy też to czytacie. Nie piszę tego, by Was obrazić, urazić, czy zrazić - do nas. (Pozwólcie Czytelnicy na prywatną wstawkę). Do każdego z Was kibice mają szacunek, nawet do tego, który jako jedyny zawodnik z "trawy" dostał powołanie, czy do tego, który w ostatniej chwili został dowołany spoza listy rezerwowej po tym, gdy przegrał pojedynek z wciąż mocno piłkarskim Euromasterem Głogów (wygrana z mistrzem Polski nie ma znaczenia - "jesteś tak dobry jak Twój ostatni mecz"). I my również będziemy się zachwycać Waszymi umiejętnościami, zawsze, gdy będziecie je pokazywać. Zagraliście dobry mecz. Zwycięzców ponoć się nie sądzi. Możemy wręcz wyróżnić większość z Was, bo niemal każdy w niedzielę zapisał się czymś w naszych notatkach. Jesteśmy z Wami sercem a i rozumem. Mamy tylko takie nieznośne wrażenie, że nawet na Białorusinów to może nie wystarczyć. A na ich północnych sąsiadów z Ukrainy - na pewno. Ja chcę Was tylko dodatkowo zmotywować. By przewodniczący Wydziału Futsalu nie prowadził z Wami 40-minutowych pogadanek o motywacji, by nie musiał na każdym meczu, który komentuje, wspominać, że można przegrać 0:7, ale trzeba na parkiecie zostawić "serducho". Znamy już to niemal na pamięć. Nie chcemy o tym słuchać, chcemy to widzieć. Na razie widzimy przebłyski, teraz chcemy widzieć to przez pełne 40 minut! I jeszcze raz: nie chcę Was urazić. Nie chcę, byście myśleli, że Futsal-Polska.pl Wam nie sprzyja. Nie chcę, byście myśleli, że Futsal-Polska.pl Wam nie sprzyja. To nie jest powtórzenie. Zjedzcie Białorusinów, tak jak przed rewanżem z Ukrainkami zapowiadała Agata Sobkowicz! Wtorkowy pojedynek to nie jest zwykły sparing. To jest Wasz sprawdzian pod wodzą nowego selekcjonera. To jest moment, przez pryzmat którego ci najwierniejsi kibice będą o Was myśleć na przełomie 2013 i 2014 roku!
A wracając do meczu. Już w 2. minucie Michał Marek mógł uszczęśliwić krośnieńską widownię, jednak biegnąc samotnie od połowy boiska nie był w stanie pokonać Mehmeta Aşlamaci. Zrobił to 120 sekund później Marcin Kiełpiński, który po niekonwencjonalnym rozegraniu autu autorstwa Michała Kubika za nic mając asystę dwóch obrońców zdołał wepchnąć piłkę do siatki. Mimo jednobramkowego prowadzenia Polaków na parkiecie wciąż widzieliśmy futsalowe szachy. Żadna z drużyn nie chciała się przesadnie odkryć, narażając na kontrę. Ten impas starał się przełamać Przemysław Dewucki, który w 11. minucie miał sporo miejsca przed sobą, po odbiorze (do spółki) Kubika i Kiełpińskiego, niestety uderzył daleko od bramki. W odpowiedzi przycisnęli rywale. Ismail Çelen wykorzystał dogodną sytuację, na szczęście podobnie nie uczynił w 15. minucie, gdy po ładnej akcji zasłonięty Bartłomiej Nawrat instynktownie zbił piłkę do boku. Podrażnieni Polacy przycisnęli i w końcowych minutach stłamsili Turków. Tuż po wspomnianej akcji Çelena Cihan Özcan w ostatniej chwili zdążył zablokować wgranie Artura Jurczaka, na które już czyhał Marek. Ale co się odwlekło... Jeszcze w 17. minucie Michał Wojciechowski nie znalazł z ostrego kąta recepty na Aşlamaciego, ale minutę później uczynił to Kiełpiński. Zawodnik GAF Jasna Gliwice zachował się jak rasowy pivot, przepchnął Çelena na przedpolu i po raz drugi wpisał się na listę strzelców. W rewanżu pół boiska z na szczęście nieskuteczna finalizacją przebiegł Cihan Özcan, ale 37 sekund przed syreną zwiastującą koniec 1. połowy znów to polscy kibice mieli powód do radości. Koledzy Tomasza Dury po kontrze gdzieś się rozbiegli, więc Rekordzista przymierzył i niespodziewanym strzałem zaskoczył Aşlamaciego. Tym samym udowodnił niedowiarkom z innych portali, że na powołanie jak najbardziej zasługuje. Polska wygrywała 3:1 i gra naszych zawodników mogła nastrajać optymizmem.
Także drugą połowę Polacy zaczęli lepiej. Choć najpierw to Cihan Özcan ładnie odwrócił się na obrońcy, to Nawrat zachował czujność, a po chwili Mateusz Gepert ładnie przedarł się prawą stroną, niestety jego centra nie znalazła adresata. Ale chwilę później było już 4:1, gdy nieudane przecięcie podania przez Cihana Özcana (fantastyczna asysta naszego golkipera!) wykorzystał Dura. Później inicjatywę przejęli przeciwnicy i nie można się temu specjalnie dziwić. Drużyna Bucciola miała satysfakcjonujący wynik, to rywale musieli więc gonić. Jedyna szkoda, że swoje sytuacje wypracowywali bardzo prostymi środkami. W 24. minucie dwukrotnie Nawrat fenomenalnie zatrzymał Serhata Çiçka, a 5 minut później Turcy nawet trafili do siatki, na nasze szczęście - po gwizdku sędziego. Indywidualnymi umiejętnościami popisywali się też Cem Keskin i Kahan Özcan, lecz wynik wciąż się nie zmieniał. Jeszcze bardziej na naszą korzyść próbował go przechylić Gepert na 2 minuty przed ostatnią syreną, na długim słupku minimalnie spóźniony zameldował się jednak Kiełpiński. Goście nie rezygnowali i na 23 sekundy przed końcem bezradnego już Nawrata po strzale Keskina wyręczył słupek. Wygrana biało-czerwonych "dojechała" więc do końca.
Pojedynek z Turkami był 10. pod wodzą Andrei Bucciola. Wynik 4:1 był 5. zwycięstwem, przed jednym remisie i czterech porażkach. Cieszy, że po dwóch dniach krośnieńskiego turnieju Białorusini mają... korzystniejszy od nas bilans bramkowy. To sprawia, że we wtorek nie będzie żadnego kalkulowania. By wygrać cały turniej (choć towarzyski, to zwycięstwo ma swoją wartość), Polacy muszą z Białorusią po prostu wygrać. Czego z całego serca życzymy!
Białoruś - Gibraltar
13:0
- sobota 16 listopada 2013:
16:30
Białoruś -
Turcja 5:1 (1:1)
19:00
Polska -
Gibraltar 13:1 (6:1) - niedziela 17 listopada 2013:
16:30
Gibraltar -
Białoruś 0:13 (0:7)
20:00
Polska -
Turcja 4:1 (3:1) - wtorek 19 listopada 2013:
14:30
Turcja -
Gibraltar (LIVE
)
17:00
Polska -
Białoruś (LIVE
i
)
Etykiety