Transmisja /
Telewizja Centrum
Norwegia pokonana po nerwowej końcówce
Gol Michała Kubika już w 58. sekundzie i późniejsze 2 trafienia Igora Sobalczyka zwiastowały stosunkowo łatwo wygrany mecz. Nic z tych rzeczy. W ostatnich sekundach Norwegowie o mały włos nie doprowadzili do remisu.
Polska - Norwegia
3:2
Bramki: Michał Kubik (1), Igor Sobalczyk 2 (16, 22) - Stian Sortevik (30), Mounir El-Masrouri (39).
Żółte kartki: Daniel Krawczyk - Morten Ravlo.
Sędziowali: Grzegorz Hamowski i Sebastian Stawicki.
Polska: Kamil Dworzecki (Krystian Brzenk) - Michał Kubik, Paweł Budniak, Daniel Krawczyk, Igor Sobalczyk - Tomasz Lutecki, Marek Bugański, Tomasz Dura, Artur Popławski, Artur Jurczak, Marcin Mikołajewicz, Marcin Kiełpiński, Michał Wojciechowski.
Norwegia: Kenneth Rakvaag (Magnar Nordtun) - Mounir El-Masrouri, Stian Sortevik, Mustapha Achrifi, Abdurahim Lajaab - Jonas Schei Viseth, Morten Ravlo, Christopher Moen, Tresor Egholm, Kim Rune Ovesen (Omar Fonstad, Ilias El Hafedi).
Żółte kartki: Daniel Krawczyk - Morten Ravlo.
Sędziowali: Grzegorz Hamowski i Sebastian Stawicki.
Polska: Kamil Dworzecki (Krystian Brzenk) - Michał Kubik, Paweł Budniak, Daniel Krawczyk, Igor Sobalczyk - Tomasz Lutecki, Marek Bugański, Tomasz Dura, Artur Popławski, Artur Jurczak, Marcin Mikołajewicz, Marcin Kiełpiński, Michał Wojciechowski.
Norwegia: Kenneth Rakvaag (Magnar Nordtun) - Mounir El-Masrouri, Stian Sortevik, Mustapha Achrifi, Abdurahim Lajaab - Jonas Schei Viseth, Morten Ravlo, Christopher Moen, Tresor Egholm, Kim Rune Ovesen (Omar Fonstad, Ilias El Hafedi).
Reprezentacja Norwegii w sporej części składająca się z dzieci imigrantów z Maroka, a w większości z graczy trenujących na co dzień piłkę nożną, a nie futsal, okazała się ostatecznie rywalem bardzo niewygodnym. O taktyce Skandynawów nie można się za bardzo rozwodzić, bo była prosta jak u nas w I lidze - zero zmian z przodu i gra na rosłego pivota Abdurahima Lajaaba. Bo czego się można spodziewać po piłkarzach? Trener Andrea Bucciol był przygotowany na takie rozwiązanie, zaordynował obronę na własnej połowie, w przeciwieństwie do większości poprzednich meczów, gdy Polacy atakowali na całym boisku. Generalnie się to sprawdziło, bo niewiele Norwegowie mogli z przodu wskórać, problem w tym, że w przeciwieństwie do biało-czerwonych byli zabójczo skuteczni.
Michał Kubik wynik otworzył gdy część widzów nie usiadła jeszcze na swoich krzesełkach. Chwilę później Daniel Krawczyk stojąc tyłem efektownie próbował przerzucić piłkę nad bramkarzem, lecz Kenneth Rakvaag stał tam gdzie powinien. W 6. minucie szybkie wznowienie gry przez Kamila Dworzeckiego i podanie Marcina Mikołajewicza mógł sfinalizować Tomasz Lutecki, będąc sam przed golkiperem uderzył technicznie, niestety również niecelnie. Z przodu szalał też Paweł Budniak, dwukrotnie myląc się o centymetry. Pierwszą naprawdę groźną okazję Norwegowie mieli zaś dopiero w 10. minucie, gdy dobre górne podanie otrzymał Lajaab. Na szczęście nie opanował piłki i posłał ją daleko obok bramki. Przewaga Polaków była zdecydowana, na potwierdzenie trzeba było czekać do 16. minuty, kiedy to sam na lewej stronie znalazł się Igor Sobalczyk i między nogami Rakvaaga trafił do siatki. Szansę na podwyższenie miał też Artur Popławski, jednak przy jego strzale z przedłużonego karnego bramkarz maksymalnie skrócił kąt i odbił piłkę na róg.
Druga połowa rozpoczęła się tak jak pierwsza - od gola biało-czerwonych. Ponownie Rakvaaga pokonał dobitką Sobalczyk, a piłka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców. Można mieć było nadzieję na kolejne trafienia naszej reprezentacji, z czasem gra kleiła się jednak jakby gorzej. Polacy dawali pograć przeciwnikom, samemu konstruując akcje z coraz większym mozołem. W efekcie Stain Sortevik ładnie przerzucił piłkę nad Dworzeckim i było już tylko 3:1. Nie był to zimny, otrzeźwiający prysznic dla naszej kadry. Efektownie na listę strzelców mógł się jeszcze wpisać tylko Marcin Kiełpiński, gdy w 33. minucie po dalekim wyrzucie od Dworzeckiego uderzył piłkę głową, a norweski bramkarz instynktownie odbił piłkę. Poza tym przeciwnikom dopisywało szczęście, bo nawet gdy Rakvaaga nie było już między słupkami, to z pustej bramki piłkę wybijali jego koledzy. Sami zresztą z każdą minutą śmielej atakowali. Równo 2 minuty przed końcem strzelili kontaktowego gola, gdy indywidualnie lewą stroną przedarł się Mounir El-Masrouri i strzałem w krótki róg zmusił do kapitulacji bramkarza Wisły Krakbet Kraków. Dobrą okazję miał jeszcze Morten Ravlo, a na 26. sekund przed ostatnią syreną w hali Centrum Rekreacyjno-Sportowym w Zielonej Górze kibice zbiorowo westchnęli, gdy po prostej klepce z kolegą w słupek trafił Sortevik. Do wyrównania na szczęście nie doszło.
- Gdyby to był dwumecz i mielibyśmy grać rewanż w Norwegii, to Polska miałaby problemy, by obronić tę przewagę - mówił na konferencji prasowej Esten Sather. Trener Norwegów komplementował grę zwłaszcza Budniaka i Krawczyka, ale i Andrea Bucciol chwalił rywali. - Cieszymy się ze zwycięstwa, ale nie jestem do końca zadowolony - powiedział włoski selekcjoner. - Przeciwnicy grali prostą piłkę, ale bardzo dokładną. Był to zespół o dwie klasy lepszy niż dzień wcześniej w pojedynku z Mołdawią - komentował Bucciol. A Budniak dodał - To był ciężki mecz, graliśmy z dobrymi zawodnikami. Mamy pewne założenia, ale jeszcze nie do końca je realizujemy. Polacy mają jednak czas na naukę i zgranie. Do pierwszego ważnego turnieju został jeszcze rok, tymczasem po dniu przerwy we wtorek 7 stycznia biało-czerwoni zmierzą się o zwycięstwo w zielonogórskim turnieju z reprezentacją Mołdawii.
Michał Kubik wynik otworzył gdy część widzów nie usiadła jeszcze na swoich krzesełkach. Chwilę później Daniel Krawczyk stojąc tyłem efektownie próbował przerzucić piłkę nad bramkarzem, lecz Kenneth Rakvaag stał tam gdzie powinien. W 6. minucie szybkie wznowienie gry przez Kamila Dworzeckiego i podanie Marcina Mikołajewicza mógł sfinalizować Tomasz Lutecki, będąc sam przed golkiperem uderzył technicznie, niestety również niecelnie. Z przodu szalał też Paweł Budniak, dwukrotnie myląc się o centymetry. Pierwszą naprawdę groźną okazję Norwegowie mieli zaś dopiero w 10. minucie, gdy dobre górne podanie otrzymał Lajaab. Na szczęście nie opanował piłki i posłał ją daleko obok bramki. Przewaga Polaków była zdecydowana, na potwierdzenie trzeba było czekać do 16. minuty, kiedy to sam na lewej stronie znalazł się Igor Sobalczyk i między nogami Rakvaaga trafił do siatki. Szansę na podwyższenie miał też Artur Popławski, jednak przy jego strzale z przedłużonego karnego bramkarz maksymalnie skrócił kąt i odbił piłkę na róg.
Druga połowa rozpoczęła się tak jak pierwsza - od gola biało-czerwonych. Ponownie Rakvaaga pokonał dobitką Sobalczyk, a piłka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców. Można mieć było nadzieję na kolejne trafienia naszej reprezentacji, z czasem gra kleiła się jednak jakby gorzej. Polacy dawali pograć przeciwnikom, samemu konstruując akcje z coraz większym mozołem. W efekcie Stain Sortevik ładnie przerzucił piłkę nad Dworzeckim i było już tylko 3:1. Nie był to zimny, otrzeźwiający prysznic dla naszej kadry. Efektownie na listę strzelców mógł się jeszcze wpisać tylko Marcin Kiełpiński, gdy w 33. minucie po dalekim wyrzucie od Dworzeckiego uderzył piłkę głową, a norweski bramkarz instynktownie odbił piłkę. Poza tym przeciwnikom dopisywało szczęście, bo nawet gdy Rakvaaga nie było już między słupkami, to z pustej bramki piłkę wybijali jego koledzy. Sami zresztą z każdą minutą śmielej atakowali. Równo 2 minuty przed końcem strzelili kontaktowego gola, gdy indywidualnie lewą stroną przedarł się Mounir El-Masrouri i strzałem w krótki róg zmusił do kapitulacji bramkarza Wisły Krakbet Kraków. Dobrą okazję miał jeszcze Morten Ravlo, a na 26. sekund przed ostatnią syreną w hali Centrum Rekreacyjno-Sportowym w Zielonej Górze kibice zbiorowo westchnęli, gdy po prostej klepce z kolegą w słupek trafił Sortevik. Do wyrównania na szczęście nie doszło.
- Gdyby to był dwumecz i mielibyśmy grać rewanż w Norwegii, to Polska miałaby problemy, by obronić tę przewagę - mówił na konferencji prasowej Esten Sather. Trener Norwegów komplementował grę zwłaszcza Budniaka i Krawczyka, ale i Andrea Bucciol chwalił rywali. - Cieszymy się ze zwycięstwa, ale nie jestem do końca zadowolony - powiedział włoski selekcjoner. - Przeciwnicy grali prostą piłkę, ale bardzo dokładną. Był to zespół o dwie klasy lepszy niż dzień wcześniej w pojedynku z Mołdawią - komentował Bucciol. A Budniak dodał - To był ciężki mecz, graliśmy z dobrymi zawodnikami. Mamy pewne założenia, ale jeszcze nie do końca je realizujemy. Polacy mają jednak czas na naukę i zgranie. Do pierwszego ważnego turnieju został jeszcze rok, tymczasem po dniu przerwy we wtorek 7 stycznia biało-czerwoni zmierzą się o zwycięstwo w zielonogórskim turnieju z reprezentacją Mołdawii.
Walia - Mołdawia
2:3
Turniej Czterech Narodów w Zielonej Górze (4-7 stycznia 2014)
- 4 stycznia 2014 (sobota)
16:30
Mołdawia -
Norwegia 5:3 (2:1)
19:00
Polska -
Walia 8:1 (3:1) - 5 stycznia 2014 (niedziela)
16:30
Walia -
Mołdawia 2:3 (1:0)
19:00
Polska -
Norwegia 3:2 (2:0) - 6 stycznia 2014 (poniedziałek)
dzień przerwy - 7 stycznia 2014 (wtorek)
16:30
Norwegia -
Walia
19:00
Polska -
Mołdawia
Etykiety