Skrót meczu / Sfera TV

Tylko remis z Cyprem!

Polacy zaledwie zremisowali z rywalem, który rozegrał pierwsze spotkanie międzynarodowe od 12 miesięcy. Obydwa gole dla biało-czerwonych zdobył Igor Sobalczyk.
 

PolskaPolska - CyprCypr
2:2

Bramki: Igor Sobalczyk 2 (6, 22) - Giorgos Alexiou (22), Anastasios Skampylis (39).
Żółte kartki: Christos Christodoulou, Christodoulos Christodoulou, Savvas Omirou.
Sędziowali: Damian Jaruchiewicz i Tomasz Frąk (Polska).
Polska: Krystian Brzenk (Kamil Dworzecki) - Daniel Krawczyk, Paweł Budniak, Igor Sobalczyk, Mariusz Milewski - Michał Kubik, Tomasz Dura, Artur Popławski, Mateusz Gepert, Dominik Śmiałkowski, Artur Jurczak, Marcin Mikołajewicz, Michał Marek.
Cypr: Anastasios Skampylis (Odysseas Odysseos) - Constantions Christodoulou, Markos Ioannou, Kyriacos Leivadiodis, Giorgos Toumazis - Iacovos Papadopoulos, Giorgos Alexiou, Rafi Yazmadjian, Savvas Omirou, Christos Christodoulou, Constantinos Kouloumbris, Christodoulos Christodoulou, Neophytos Lakoufis.
 
Po okresie wzajemnego badania rywali można było się spodziewać, że worek z bramkami w końcu się otworzy. I faktycznie w 6. minucie Igor Sobalczyk w niesygnalizowany sposób uderzył spod bocznej linii precyzyjnie tuż przy słupku. Golkiper gości nie miał nic do powiedzenia i na tablicy pojawił się wynik 1:0. Chwilę później dobrą sytuację, schodząc z piłką do środka, stworzył sobie Daniel Krawczyk, lecz trafił prosto w Anastasiosa Skampylisa. W słupek strzelił za to z pierwszej piłki Mariusz Milewski i faktycznie te sytuacje dowodzą, że największe zagrożenie dla Cypryjczyków stwarzała czwórka złożona z zawodników Gatty Active Zduńska Wola wspartych Pawłem Budniakiem. Jednak minuty leciały, a kolejne bramki nie wpadały, do głosu doszli za to przeciwnicy. W 16. minucie w słupek trafił z bliska zamykający wgranie kolegi Iacovos Papadopoulos, a na formę Krystiana Brzenka testowali też Constantinos Kouloumbris i Markos Ioannou. Wynik 1:0 utrzymał się do przerwy i na pewno żadnej z drużyn nie zadowalał.

Druga część gry rozpoczęła się znakomicie, bo po raz kolejny na listę strzelców wpisał się Sobalczyk. I pomyśleć, że jeszcze niedawno traktowany jako emeryt nie dostawał nawet powołania... Niestety radość nie trwała długo. Brzenk nie zrozumiał się z najlepszym polskim strzelcem w ekstraklasie i zamiast do niego, podał piłkę prosto pod nogi Giorgosa Alexiou. Cypryjczyk nie zawahał się skorzystać z prezentu, Polacy nie prowadzili więc dwoma trafieniami nawet przez pół minuty. W 25. minucie oba zespoły wymieniły się strzałami w obramowanie bramki. Najpierw w poprzeczkę przymierzył Artur Popławski, w rewanżu słupek obił Giorgos Toumazis. Przyjezdni zaczęli sobie poczynać coraz śmielej, a Polacy po raz kolejny już nie mieli pomysłu, jak zwiększyć przewagę. Na ostatnim turnieju w Zielonej Górze prowadziliśmy z Norwegią i Mołdawią już nawet po 3:0, by dać sobie wbijać dwa gole i doprowadzić do nerwowej końcówki. Tym razem nie było nawet tej trójki z przodu. A zawodnicy Ioanisa Mylonasa walczyli do końca. Na kilka minut przed końcem w akcjach ofensywnych zaczął brać udział bramkarz Skampylis i to on został bohaterem meczu. W 39. minucie były podopieczny Tomasza Aftańskiego naprawdę pięknym uderzeniem z pierwszej piłki dobił strzał kolegi i wyrównał stan spotkania. Na odpowiedź Polaków zabrakło już czasu.

Po tym meczu wiemy wszystko to samo, co wiedzieliśmy już do tej pory. O trwonieniu przewagi już wspomnieliśmy, wpadka Krystiana Brzenka też nie jest nowością (przypomnijmy przelobowanie go przez całe boisko w meczu z Mołdawią). Szkoda tego bramkarza, bo przez cały spotkanie broni bardzo dobrze, nieraz ratuje zespół w beznadziejnych sytuacjach, by po chwili wszystko pogrzebać w zupełnie niegroźnej sytuacji. Nie można też wszystkiego zrzucać na brak zgrania z kolegami, choć to szerszy problem. Mimo, że Andrea Bucciol stara się dopasowywać czwórki możliwie dobrze znające się z klubu, to w zasadzie żaden z graczy, obojętnie czy z Gatty, Pogoni czy z Rekordu, nie prezentuje się na parkiecie tak dobrze jak w lidze.

Tyle tylko, że absolutnie nie ma co rozdzierać szat po tym remisie. Hala w Tychach nadal pozostanie zaczarowana (Polska kadra jeszcze nigdy w niej nie wygrała), ale hasło "nic się nie stało" nigdy nie było tak aktualne. Do ważnych meczów pozostał szmat czasu, a wpadki bardziej wolimy oglądać w sparingach, niż w spotkaniach o punkty. Trenerowi Bucciolowi powoli kształtuje się trzon kadry i efekty jego pracy dopiero nadejdą. Choć nie ukrywajmy - liczymy, że w sobotnim rewanżu będzie jednak zwycięstwo.