Retransmisja meczu / Telewizja Centrum

Pierwsza wygrana z Ukrainą

Bez większych problemów polska reprezentacja pokonała w Krośnie eksperymentalnie zestawioną kadrę Ukrainy. Niezależnie od personaliów po stronie gości, było to historyczne pierwsze zwycięstwo nad naszymi wschodnimi sąsiadami.
 

PolskaPolska - UkrainaUkraina
5:1

Bramki: Artur Popławski 2 (13, 24), Igor Sobalczyk 2 (15, 38), Paweł Budniak (31) - Witalij Dziuba (27).
Żółte kartki: Dmytro Mychajlenko, Anton Laskowskij, Dmytro Szamli (Ukraina).
Sędziowali: Damian Jaruchiewicz i Andrzej Witkowski (Polska).
Polska: Kamil Dworzecki (Rafał Krzyśka) - Michał Kubik, Paweł Budniak, Marcin Mikołajewicz, Michał Wojciechowski - Igor Sobalczyk, Michał Marciniak, Artur Popławski, Mateusz Gepert, Artur Jurczak, Daniel Krawczyk, Sebastian Brocki, Marcin Kiełpiński.
Ukraina: Bohdan Tymoszczuk (Oleksij Czekanow) - Maksym Manujlenko, Mykyta Łazykin, Witalij Dziuba, Maksym Litwinow - Pawło Mykoluk, Marjan Pelech, Andrij Łysenko, Wołodymyr Kruczok, Anton Laskowskij, Dmytro Szamli, Dmytro Mychajlenko, Roman Capow.
 
Tym razem pojedynek polskiej kadry nie był wielkim widowiskiem i nie dostarczył wyjątkowo mało licznej (jak na Krosno) widowni specjalnych emocji. Z prostej przyczyny - przewaga naszych reprezentantów nie podlegała dyskusji, a gości stać było tylko na okazjonalne zrywy. I choć strzelanie bramek nie przychodziło biało-czerwonym z dziecinną łatwością, to o wynik konfrontacji z młodymi Ukraińcami w zasadzie przez cały czas można było być spokojnym.

Trener Andrea Bucciol po raz pierwszy odstąpił od czwórek opartych na graczach jednego zespołu. Do tej pory oglądaliśmy na ogół trójkę z Pogoni, Rekordu bądź Gatty, wspartą jednym zawodnikiem z innego klubu. Tym razem zaś bodaj ani razu na parkiecie nie pojawiali się równocześnie Daniel Krawczyk, Igor Sobalczyk i Michał Marciniak, nie wspominając już o futsalistach ze Szczecina. To mniejsze zgranie i chwilowe nieporozumienia można było momentami zauważyć, ale i przeciwnik do testowania tego wariantu był dobrze wybrany. Egzamin z takiej "mieszanej" gry wypadł jak najbardziej zadowalająco.

Początek meczu był bardzo ostrożny w wykonaniu obu ekip. Polacy nie wiedzieli, czego oczekiwać od rywali, a Ukraińcy chyba nie do końca spodziewali się, czego spodziewać się... po sobie. Zaczęło się więc od dwóch słupków. W 5. minucie po uderzeniu z dystansu trafił w niego Artur Popławski. Po chwili nieco przypadkiem sam przed Kamilem Dworzeckim znalazł się Witalij Dziuba. Polski golkiper dobrze wszedł w mecz i obronił, a po krótkim zamieszaniu w obramowanie bramki trafił Maksym Manujlenko. Biało-czerwoni uspokoili sytuację i wypracowali sobie przewagę. Nasz kapitan w 9. minucie groźnie strzelił z rzutu wolnego, ale wtedy jeszcze nie potrafił zmusić do kapitulacji najjaśniejszej postaci u przeciwników - Bohdana Tymoszczuka. Podobnie zresztą jak w 12. minucie Marcin Kiełpiński i Daniel Krawczyk, po szarżach prawą stroną. Pechowa dla naszych sąsiadów zza wschodniej granicy okazała się 13. minuta. Marcin Mikołajewicz zastawiał piłkę w polu karnym, obrońcy zdołali mu ją wybić, ale prosto pod nogi nadbiegającego Popławskiego, który bez problemów ulokował ją w siatce. Na 2:0 podwyższył Sobalczyk w nieco kuriozalnych okolicznościach. Ukraińcy złapali bowiem w 15. minucie piąte. przewinienie, a sekundę po wykonaniu rzutu wolnego Anton Lasjowskij sfaulował po raz szósty. Zawodnik Gatty pewnie podszedł do piłki ustawionej nieco bliżej niż zwykle (faul nastąpił przed 10. metrem) i ustalił wynik pierwszej połowy.

Drugą część gry od obicia słupka rozpoczął Mikołajewicz w 23. minucie, a już kilkadziesiąt sekund później Popławski poszedł na przebój prawą stroną i po raz trzeci Tymoszczuk musiał wyciągać piłkę z siatki. Po chwili w poprzeczkę uderzył Marciniak, a jeszcze lepszej okazji nie wykorzystał jego klubowy kolega Krawczyk w 27. minucie. Zduńskowolanin "nawinął" dwóch obrońców i dwukrotnie sam mógł pokusić się o strzał, ale postanowił jeszcze podać piłkę, a Ukraińcy zdołali ją przechwycić. Tymczasem rywale zaczęli przez chwilę śmielej sobie poczynać. Na 3:1 w zamieszaniu pod bramką strzelił Dziuba, a jego koledzy nie wykorzystali dwóch innych dogodnych sytuacji. Ale to był tylko chwilowy zryw, bo wkrótce dwie akcje Pawła Budniaka przywróciły "prawidłowy" obraz gry. "Magic" najpierw posłał precyzyjne wgranie po przekątnej do Mikołajewicza, który powinien był tylko prawidłowo dostawić nogę... Jęk zawodu widowni był porównywalny z niezadowoleniem samego Portowca. Następnych kilkanaście sekund później Budniak nie liczył więc już na kolegów, tylko sam przedarł się lewą stroną i pokonał Tymoszczuka. Na 5 minut przed końcem trener Roman Kowalczyk wziął czas i wprowadził Maksyma Litwinowa jako wycofanego bramkarza. Ukraińcom nic to nie dało, choć kilkakrotnie zmusili Dworzeckiego do interwencji, sami natomiast stracili piątego gola. Po katastrofalnej stracie do pustej bramki uderzył Sobalczyk. O hat-tricka mógł się jeszcze pokusić Popławski, egzekwując przedłużonego karnego za faul wymuszony przez Sebastiana Brockiego, lecz Tymoszczuk wyszedł na piąty metr i odbił piłkę.

Nie ma się ani co specjalnie zachwycać wygraną, bo to nie była Ukraina z mistrzostw Europy, ani tego zwycięstwa deprecjonować. Jedyny minus to fakt, że po raz kolejny, mimo nie najwyższej formy przeciwników, nie zakończyliśmy meczu bez straty bramki. To 19. mecz pod wodzą Andrei Bucciola, którego nie kończymy z zerem "z tyłu". Ale kolejna okazja ku temu już dzisiaj.