Retransmisja meczu / Telewizja Centrum

Ukraina tym razem twardsza, ale i tak pokonana

Cztery razy Polacy trafiali do bramki w rewanżowym sparingu z Ukrainą, przy czym raz niestety do bramki własnej. Nasi futsaliści po raz drugi pokonali kadrę przysłaną przez ćwierćfinalistę mistrzostw Europy i zakończyli pierwsze półrocze bez porażki.
 

PolskaPolska - UkrainaUkraina
3:1

Bramki: Michał Marciniak (14), Daniel Krawczyk (26), Michał Kubik (34) - Artur Popławski (30 - samobójcza).
Żółte kartki: Artur Popławski, Michał Kubik, Mateusz Gepert - Pawło Mykoluk.
Sędziowali: Damian Jaruchiewicz i Grzegorz Hamowski (Polska).
Polska: Rafał Krzyśka (Kamil Dworzecki) - Paweł Budniak, Artur Jurczak, Marcin Mikołajewicz, Michał Wojciechowski - Michał Kubik, Michał Marciniak, Artur Popławski, Mateusz Gepert, Daniel Krawczyk, Igor Sobalczyk, Marcin Kiełpiński.
Ukraina: Bohdan Tymoszczuk (Oleksij Czekanow) - Maksym Manujlenko, Mykyta Łazykin, Witalij Dziuba, Maksym Litwinow - Pawło Mykoluk, Marjan Pelech, Andrij Łysenko, Wołodymyr Kruczok, Anton Laskowskij, Dmytro Szamli, Dmytro Mychajlenko, Roman Capow.
 
Drugi mecz z naszymi wschodnimi sąsiadami rozpoczął się jeszcze bardziej sennie niż poprzedni. Żadna z drużyn nie potrafiła wypracować sobie optycznej przewagi. Walka toczyła się w środku pola, rzadko dochodziło do zagrożeń pod bramkami. W naszym zespole wyróżniał się w tym okresie bardzo aktywny Michał Marciniak, u gości brylowali Witalij Dziuba i Maksym Litwinow. W 7. minucie po rozegraniu rzutu wolnego niecelnie uderzał Artur Jurczak, dwie minuty później po kornerze z dystansu o pół metra pomylił się Artur Popławski, ale to właśnie pokazuje, że rywale zdołali trzymać nas na dystans i jedyne zagrożenie stwarzaliśmy po strzałach z dalszej odległości. Impas przełamany został dopiero w 14. minucie za sprawą dwójki Marciniak - Daniel Krawczyk. Ten ostatni (w pierwszej akcji po przerwie na żądanie Andrei Bucciola) efektownie posłał górne podanie na lewą stronę do kolegi z drużyny, który huknął w "okienko", nie dając najmniejszych szans Bohdanowi Tymoszczukowi. Mimo jeszcze kilku pomniejszych okazji oraz balansowania na granicy sześciu przewinień przez oba zespoły, wynik do przerwy się nie zmienił. Jednobramkowe prowadzenie raczej nie zadowalało naszych zawodników, ale jeszcze bardziej rozeźleni mogli być przeciwnicy, bo wcale nie odstawali od Polaków.

Ukraińcy przeżywali jednak ciężkie chwile na początku drugiej połowy. Wkrótce po rozpoczęciu Tymoszczuka zatrudniali Mateusz Gepert, Paweł Budniak i Marciniak, a niebezpieczny strzał Michała Kubika po zejściu do środka został zablokowany przez obrońcę. Nie udało się po ataku pozycyjnym, udało się więc po kontrze. Krawczyk ukradł piłkę za słabo podaną do Dziuby przez kolegę i choć był naciskany przez Ukraińca, to spokojnie wykończył na 2:0. Rywale odpowiedzieli atakami Litwinowa i Dmytro Szamliego, a tak ich strzały, jak i dwa mocno bite przez Pawło Mykoluka rzuty wolne, nie przyniosły zmiany rezultatu. W pokonywaniu Rafała Krzyśki drużynę Romana Kowalczyka wyręczył Popławski, nieszczęśliwie kierując piłkę do własnej bramki w 30. minucie po wgraniu z autu Romana Capowa. Co szczęście zabrało wtedy, oddało Polakom 4 minuty później, gdy bezpośrednio z rzutu rożnego Tymoszczuka pokonał Kubik. W 36. minucie Kowalczyk wycofał bramkarza, a rolę golkipera na boisku tak jak dzień wcześniej pełnił Litwinow. Nic to Ukraińcom nie dało, a szansą na podwyższenie miał za to z przedłużonego rzutu karnego Igor Sobalczyk, lecz tym razem nie znalazł recepty na bramkarza gości.

Cieszy kolejna wygrana z ukraińską kadrą, to dobry prognostyk przed futsalowymi wakacjami, które czekają teraz biało-czerwonych. Sparingi w Krośnie oprócz godnego pożegnania sezonu mogły stanowić dobrą okazję dla łowców talentów za wschodniej granicy. Dziuba czy Litwinow, nie wspominając już o Tymoszczuku, z pewnością z powodzeniem sprawdziliby się w polskiej lidze, tym bardziej, że Ukraina niekoniecznie jest w tej chwili dla tych zawodników idealnym miejscem do życia. Dziękujemy rywalom za to, że mimo trudnej sytuacji w kraju zdecydowali się do nas przyjechać, dziękujemy też polskim reprezentantom, którzy pierwszą połowę roku 2014 zakończyli bez porażki. Oby tak dalej!