Skrót meczu / KP Sport

Za dużo chaosu

Dobra wiadomość - futsal zdobywa popularność, a sparing z Rosją obserwowało w hali w Szczecinie dokładnie 5114 kibiców. Zła wiadomość - pod względem sportowym trochę nam jeszcze do najlepszych brakuje. Biało-czerwoni przegrali ze "Sborną" wysoko, ale co gorzej - zasłużenie wysoko, przez cały mecz oddając... 2 celne strzały na bramkę Siergieja Wikułowa.
 

PolskaPolska - RosjaRosja
0:6

Bramki: Danił Kutuzow (9), Andriej Batyriew 2 (24, 36), Iwan Cziszkała (32), Romulo (34), Nikita Fachrutdinow (40).
Żółte kartki: Michał Kubik - Nikita Fachrutdinow, Danił Kutuzow.
Sędziowali: Sebastian Stawicki i Andrzej Witkowski (Polska).
Polska: Bartłomiej Nawrat, Kamil Dworzecki - Michał Kubik, Michał Wojciechowski, Paweł Budniak, Marcin Mikołajewicz - Artur Popławski, Dominik Solecki, Daniel Krawczyk, Michał Marciniak, Sebastian Wojciechowski (Igor Sobalczyk, Daniel Wojtyna, Piotr Łopuch).
Rosja: Siergiej Wikułow (Gustavo) - Romulo, Danił Kutuzow, Eder Lima, Robinho - Iwan Cziszkała, Nikоłaj Pieriewierziew, Nikita Fachrutdinow, Jan Kuzienok, Andriej Afanasjew, Iwan Miłоwanоw, Andriej Batyriew.
 
W hali Azoty zgromadził się praktycznie komplet publiczności, by dopingować biało-czerwonych. Pomimo bardzo dobrej atmosfery, nie będziemy wspominać miło tego spotkania.

Przed samym meczem byliśmy świadkami bardzo miłej uroczystości. Kazimierz Greń wręczył pamiątkowe dyplomy za występy w Polskiej reprezentacji. Otrzymali je mający 70 występów Paweł Budniak z Wisły Krakbet Kraków, a także Michał Wojciechowski (50 występów) oraz Marcin Mikołajewicz (60 występów),  którzy reprezentują FC Toruń.

Początek spotkania bezapelacyjnie należał do gości. Sborna, a raczej Canarinhos, od pierwszego gwizdka zaatakowali bramkę Bartłomieja Nawrata. Bramkarz Rekordu Bielsko-Biała bardzo dobrze sprawował się na linii i dzielnie bronił dostępu do bramki Polaków. Rosjanie przez pierwsze 5 minut dzielili i rządzili na boisku. Po tym czasie do głosu doszli Polacy, a właściwie Michał Kubik, który to wyszedł z dobrą kontrą. Bezpardonowo przerwał ją Nikita Fachrutdinоw, za co otrzymał żółtą kartkę. Dosłownie chwilę później mogliśmy już przegrywać 0:1. Na bramkę potężnie uderzył Andriej Batyriew, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce Nawrata. Po tym strzale przewaga Rosjan była zdecydowanie zauważalna.  

Jak brzmi stare polskie porzekadło "co się odwlecze, to nie uciecze". Tak się właśnie stało. Po 9 minutach gry wynik na tablicy po raz pierwszy się zmienił. Znakomitą akcje rozegrali przyjezdni. Piłkę zagraną z autu lobem, dostał na nogę Danił Kutuzоw. Mocny strzał przeleciał pomiędzy nogami Nawrata i było już 0:1. Bramka podziała jak zimny prysznic na Polaków. Chcieli pokazać, że stać ich na wyrównanie. Próbowali rozgrywać piłkę na własnej połowie, ale zaskoczenie Rosjan w ataku było wręcz niemożliwe. Zawodnicy gości bardzo dobrze się bronili. Większość piłek zagrywanych na naszego pivota kończyła na aucie. Przez pierwszą połowę najczęstszym zjawiskiem, które mogliśmy zaobserwować, to atakująca pozycyjnie Rosja oraz broniącą się i kontratakująca Polska. Jednak zarówno jednym, jak i drugim zabrakło dogodnych sytuacji, oprócz tych w końcówce pierwszej połowy. Na dwie minuty przed syreną mogło być 1:1. Mikołajewicz dostał piłkę od Kubika z rzutu różnego, ale nie wykorzystał stuprocentowej okazji. Był to dopiero pierwszy celny strzał Polaków w tym meczu. Z odpowiedzią mogli wyjść Rosjanie, którzy jeszcze tuż przed przerwą chcieli podwyższyć prowadzenie. Andriej Afanasjew wychodził sam na sam z Nawratem, ale bramkarz Rekordu wykazał się idealnym wyczuciem i wybronił tę sytuację.

Do przerwy Polacy niestety nie pokazali zbyt wiele. Schodzili do szatni wyraźnie podminowani. Mieli tylko 10 minut pomiędzy połowami, aby się podnieść i na drugą część meczu wyjść z głowami do góry. Wyszli wyraźnie podbudowani, zatem w szatni musiało być naprawdę gorąco. Pewnie trener reprezentacji Polski jutro nie będzie mógł mówić. Jednak jeśli miałoby to przynieść upragnione zwycięstwo nad wicemistrzem Europy, to można ponieść takie straty.

Gospodarze od pierwszej minuty ruszyli z chęcią wyrównania, ale tak samo jak w pierwszej połowie piłka rzadko dochodziła do naszego pivota. Frustracja z każdym zagraniem rosła. Skrzętnie to wykorzystywali Rosjanie, którzy przez pierwsze minuty drugiej połowy cofnęli się do defensywy. Nie na długo. Rosjanie zaostrzyli grę, co przyniosło im wymierną korzyść w 24. minucie. Wydawać się mogło, że faulowany był Daniel Krawczyk, ale sędzia nie użył gwizdka. Połapali się w tym goście, którzy błyskawicznie skontrowali biało-czerwonych, a na 2:0 podwyższył technicznym strzałem Batyriew. Publiczność nie wiedziała co się stało i po chwili okazała swoją dezaprobatę głośnymi gwizdami.

Biało-czerwoni zrozumieli, że już nie mają nic do stracenia. Zaczęli coraz śmielej atakować. Tym atakom towarzyszyła "rakieta" wykonywana przez kibiców, którzy zgromadzili się w Azoty Arenie. Pierwsze minuty nieśmiałej dominacji spełzły na niczym, ale już strzał Budniaka był bardzo kąśliwy. Na nasze nieszczęście piłka uderzyła tylko w zewnętrzna stronę słupka. Zawodnik z Krakowa po tym strzale złapał się za głowę. Mógł to być gol kontaktowy. Budniak był chyba najaktywniejszym naszym graczem w ofensywie. Jego kolejna akcja mogła przynieść tę upragnioną bramkę. Jednak piłka, którą wyłożył zawodnik Wisły, znalazła się w rękach bramkarza gości po strzale Kubika. Warto odnotować, że był to dopiero drugi celny strzał Polaków. I ostatni.

Dokładnie 10 sekund po tej akcji, goście wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Do daleko zagrywanej piłki wychodził Nawrat, ale w powietrznej walce uprzedził go Iwan Cziszkała, strzelając kuriozalnego gola. Jakby tego było mało, Nawrat przy tej interwencji nabawił się kontuzji i musiał zejść z boiska. Zastąpił go Kamil Dworzecki, ale także nie miał on najlepszego dnia. Kolejnego gola Rosja zdobyła bowiem w zasadzie na pustą bramkę. Dworzecki interweniował z boku pola karnego, a zanim wrócił między słupki, piłka trafiła na środek do Romulo, który wykorzystał fakt, że obrońcy niespecjalnie kwapili się do blokowania uderzenia z dystansu. W międzyczasie dobrej okazji dla biało-czerwonych nie wykorzystał Krawczyk. Współlider klasyfikacji strzelców ekstraklasy po wysokim odbiorze piłki huknął bez zastanowienia, minimalnie niecelnie.

Po czwartej bramce publiczność z wolna zaczęła opuszczać arenę zmagań. Wiedzieli, że to już koniec, że cztery bramki to za duża nawet jak na futsal różnica do odrobienia, zwłaszcza z tak renomowaną drużyną. Mimo pewnego prowadzenia to Rosjanie stwarzali kolejne sytuacje. Dwie z nich zakończyły się trafieniami. Pierwszą wykorzystał Batyriew, zaskakując po rzucie wolnym Dworzeckiego strzałem tuż przy słupku. Polacy o honorowego gola walczyli do końca. Dobrą okazję wypracował sobie Michał Wojciechowski, ale na swój zwód oprócz rywala nabrał także siebie. Ostatni gol Rosjan był podkreśleniem kiepskiej postawy naszych reprezentantów po przerwie. W podbramkowym zamieszaniu piłkę mogli wybić i Budniak, i Wojciechowski, ale wzajemnie sobie w tym przeszkadzali, z czego skrzętnie skorzystał Fachrutdinow.

W poniedziałek Rosja była nie do pokonania. Wicemistrz Europy pokazał, jak dużo nam brakuje do topu w Europie. Nam nie pozostaje nic innego, jak wynieść lekcje z tej porażki i w Stargardzie pokazać inny futsal.