Skrót meczu / KP Sport

Sborna nie do ugryzienia

"Jutro ma być lepiej" - to hasło, które najczęściej przewijało się po pierwszym sparingu z Rosją, w kontekście rewanżowego starcia w Stargardzie Szczecińskim. Nie było. Polacy w drugim meczu okresy lepszej gry przeplatali z bardzo słabymi, niestety całość okraszając beznadziejną skutecznością.
 

PolskaPolska - RosjaRosja
0:6

Bramki: Iwan Miłоwanоw 2 (10, 37), Eder Lima 3 (14, 20, 32), Nikоłaj Pieriewierziew (39).
Żółta kartka: Iwan Miłоwanоw (Rosja).
Sędziowali: Andrzej Witkowski i Sebastian Stawicki (Polska).
Polska: Kamil Dworzecki (Bartłomiej Nawrat) - Artur Popławski, Paweł Budniak, Marcin Mikołajewicz, Sebastian Wojciechowski - Michał Kubik, Michał Wojciechowski, Dominik Solecki, Daniel Krawczyk, Igor Sobalczyk, Michał Marciniak, Piotr Łopuch (Daniel Wojtyna).
Rosja: Gustavo (Siergiej Wikułow) - Iwan Cziszkała, Danił Kutuzow, Eder Lima, Robinho - Nikоłaj Pieriewierziew, Nikita Fachrutdinow, Romulo, Jan Kuzienok, Andriej Afanasjew, Iwan Miłоwanоw, Andriej Batyriew.
 
Najgorsze w tym wszystkim, że Polacy zagrali lepiej, niż w poniedziałek, grali aktywniej, bardziej zdecydowanie w obronie, potrafili też zmusić do interwencji golkipera rywali. Tym ostatnim był zresztą słynny Gustavo, a nie Siergiej Wikułow, który w Szczecinie zaliczał podobno reprezentacyjny debiut. Naturalizowany Brazylijczyk, w przeciwieństwie do swojego mniej doświadczonego kolegi, był dość często zmuszany do interwencji, ale spisywał się znakomicie. A kiedy nawet on już nie mógł nic poradzić, to biało-czerwoni nie trafiali do pustej bramki...

... Ale po kolei. Rosjanie mogli objąć prowadzenie już po parunastu sekundach, lecz z piłką rozminął się na długim słupku Eder Lima. Po chwili Iwan Cziszkała już się nie spóźnił, na szczęście na drodze piłki nogę przytomnie zostawił Kamil Dworzecki. W odpowiedzi Daniel Krawczyk przedarł się prawą stroną i mocno uderzył wzdłuż linii końcowej, ale nie piłka nie trafiła do czającego się tam Piotra Łopucha. Biało-czerwoni grali odważnie i - co było pewnym zaskoczeniem - wysoko ustawioną obroną starali się wywierać presję na rywalach. Atakowali także przyzwoicie i naprawdę nie widać było jakiejś kolosalnej różnicy między oboma reprezentacjami. Gdyby dodać do tego jeszcze celność, której np. w 6. minucie zabrakło Marcinowi Mikołajewiczowi... Goście swoje okazje wykorzystywali zaś bezlitośnie. W 10. minucie wysoki pressing się nie opłacił, bo odbitą na środek pola bezpańską piłkę zgarnęli podopieczni Siergieja Skorowicza, Iwan Miłowanow "położył" Dworzeckiego i spokojnie otworzył wynik. To nie wstrząsnęło Polakami i już po kilkunastu sekundach centymetry dzieliły ich od straty drugiej bramki, gdy po stracie Pawła Budniaka jeden z przeciwników trafił w słupek. "Magic" w ramach rewanżu huknął po zamieszaniu w polu karnym Gustavo, lecz golkiper Sbornej obronił w znakomitym stylu. Gustavo zachował też czujność w 13. minucie i uratował Rosjan przed samobójem po przypadkowym odbiciu piłki od Robinho.

Końcówka pierwszej połowy to coraz bardziej widoczna dominacja wicemistrzów Europy. Najpierw na 2:0 podwyższył Eder Lima, pokazując, jak powinien grać pivot. Z łatwością odwrócił się z obrońcą na plecach, wyszedł na pozycję sam na sam z Dworzeckim i mimo rozpaczliwej interwencji naszego golkipera, bezlitośnie posłał piłkę do siatki. Minutę później po efektownej akcji całego zespołu zamiast do pustej bramki Cziszkała uderzył wzdłuż linii końcowej. Odpowiedzieć próbował Krawczyk, lecz po indywidualnej kontrze strzelił prosto w Gustavo. 14 sekund przed końcem, po piątym faulu gospodarzy, trener Skorowicz wziął czas i rozrysował swoim zawodnikom schemat rozegrania rzutu wolnego. Rozwiązanie całkowicie zaskoczyło Polaków i po tym golu do szatni było już 0:3.

W drugiej połowie Rosjanie nie forsowali tempa, zadowoleni wysokim prowadzeniem pozwalali sobie na odrobinę fantazji, nie włączając nawet "wyższego biegu". A i tak przeważali. W 23. minucie o centymetry pomylił się Andriej Afansajew. Dwie minuty później Kamil Dworzecki sparował uderzenie Robinho na słupek, a po pół godzinie gry do centry Andrieja Batyriewa minimalnie spóźnił się ze wślizgiem Afansajew. 32. minuta już przyniosła bramkę. Eder Lima zabrał piłkę niezdecydowanemu Michałowi Kubikowi, założył popularną "siatkę" Sebastianowi Wojciechowskiemu i pięknym strzałem z boku boiska pokonał Dworzeckiego. Tego było już za wiele zwłaszcza zawodnikom Gatty, którzy generalnie wyróżniali się aktywnością wśród Polaków. Michał Marciniak pociągnął lewą stroną i uderzył spod linii bocznej, niestety Gustavo z problemami, ale obronił. Sekundy później naprawdę pięknym zwodem popisał się Krawczyk, kładąc na parkiecie dwóch rywali naraz, ale zamiast samemu uderzać po złamaniu do środka, wystawił piłkę do Michała Wojciechowskiego. Zawodnik FC Toruń nie miał gorszej pozycji do oddania strzału, ale Rosjanie pokazali na czym polega ambitna gra w obronie i już zdążyli wrócić na pozycje. Kolejna okazja nadarzyła się po odważnym wyjściu z bramki Dworzeckiego. Nasz golkiper podał do "Krawca", który z kolei wybornie obsłużył Dominika Soleckiego. Jedynak z Red Dragons w kadrze mając przed sobą pustą bramkę... fatalnie przestrzelił. 5 minut przed końcem zaś obrońcom urwała się aż dwójka Polaków - Michał Kubik i Sebastian Wojciechowski. Gustavo i tę szarżę zatrzymał.

Nie wykorzystując takich okazji, trudno nie tylko o wygraną, ale i o jakiekolwiek trafienie. Nie mieli z tym problemów rywale. Ostateczny cios zadał niestety Paweł Budniak, idealnie wystawiając piłkę... Iwanowi Miłowanowowi. Tuż przed końcem wynik ustalił jeszcze mocnym strzałem pod poprzeczkę Nikołaj Pieriewierziew.

Po tej klęsce - bo mimo klasy rywala tak trzeba nazwać obie porażki z Rosjanami - można się cieszyć, że w eliminacjach do mistrzostw Europy zagramy w Krośnie z przypuszczalnie jeszcze silniejszymi od Sbornej Włochami, ale też dwoma reprezentacjami na naszym poziomie. Finowie i Białorusini z pewnością nie położą się przed nami na parkiecie, ale też trudno podejrzewać ich o tak kosmiczny poziom gry, jak chwilami prezentował nasz ostatni przed eliminacjami sparingpartner.