Superpuchar dla Gatty
Po średnio pasjonującym meczu Mistrz Polski wygrał ze zdobywcą Halowego Pucharu Polski na inaugurację sezonu 2016/17. Tym samym Gatta zrewanżowała się chojniczanom - w maju to Red Devils wywieźli trofeum ze Zduńskiej Woli.


Red Devils Chojnice - Gatta Active Zduńska Wola
2:3
Bramki: Jakub Gronowski (32), Marcin Wanat (39) - Daniel Krawczyk (12), Mariusz Milewski (24), Igor Sobalczyk (39).
Sędziowali: Seweryn Dębowski (Łódzki ZPN) i Andrzej Witkowski (Pomorski ZPN).
Red Devils: Michał Kartuszyński (Artur Czarnowski, Michał Werner) - Łukasz Sobański, Przemysław Laskowski, Witalij Koleśnik, Mariusz Kaźmierczak - Wadim Iwanow, Piotr Wardowski, Jakub Gronowski, Marcin Wanat, Marek Steinborn (Paweł Arndt).
Gatta Active: Adam Miłosiński (Dariusz Słowiński) - Igor Sobalczyk, Sebastian Wojciechowski, Marcin Kiełpiński, Mariusz Milewski - Marcin Stanisławski, Mateusz Olczak, Daniel Krawczyk, Michał Marciniak, Michał Szymczak, Arkadiusz Szypczyński.
Sędziowali: Seweryn Dębowski (Łódzki ZPN) i Andrzej Witkowski (Pomorski ZPN).
Red Devils: Michał Kartuszyński (Artur Czarnowski, Michał Werner) - Łukasz Sobański, Przemysław Laskowski, Witalij Koleśnik, Mariusz Kaźmierczak - Wadim Iwanow, Piotr Wardowski, Jakub Gronowski, Marcin Wanat, Marek Steinborn (Paweł Arndt).
Gatta Active: Adam Miłosiński (Dariusz Słowiński) - Igor Sobalczyk, Sebastian Wojciechowski, Marcin Kiełpiński, Mariusz Milewski - Marcin Stanisławski, Mateusz Olczak, Daniel Krawczyk, Michał Marciniak, Michał Szymczak, Arkadiusz Szypczyński.
Nie ma się co oszukiwać - pojedynek o Superpuchar Polski pasjonującym widowiskiem nie był. Gra toczyła się w bardzo wolnym tempie, a w efektownej grze z pewnością nie pomagały warunki - w Parku Sportu było bardzo gorąco i duszno. O ile niewiele spodziewać się można było po gospodarzach, których skład krystalizował się do ostatniej chwili, o tyle trochę więcej obiecywaliśmy się po mistrzu Polski. Niestety (?) okazało się, że naprędce sklecona drużyna z Chojnic okazała się rywalem trudniejszym od choćby FC Munsbach czy KF Tirany, z którymi to zespołami zduńskowolanie rywalizowali kilka tygodni temu w UEFA Futsal Cup.
Lepiej zaczęli oczywiście goście, których akcje w miarę się kleiły, bo początkowo miejscowi dysponowali tylko kontrami i przebojowością Łukasza Sobańskiego. W 7. minucie Igor Sobalczyk zabrał wysoko piłkę Jakubowi Gronowskiemu i wystawił na długi słupek, gdzie z zamknięciem spóźnił się Marcin Kiełpiński. Dwie minuty później po indywidualnej akcji w słupek przymierzył Michał Marciniak, a po kolejnych kilkudziesięciu sekundach wyczyn ten skopiował popularny "Betao" po tym, gdy zabrał piłkę Markowi Steinbornowi. W odpowiedzi znakomitą piłkę wystawił na długi słupek Piotrowi Wardowskiemu Witalij Koleśnik, lecz to nie był dzień byłego gracza Politechniki Gdańskiej. Wardowski w tym meczu z zawodników dłużej trzymanych na parkiecie przez Olega Zozulę popełnił chyba najwięcej prostych błędów, choć z drugiej strony przynajmniej w dobrych sytuacjach potrafił się znajdować. Ostatnią ciekawą akcją w pierwszej połowie była efektowna klepka po rzucie rożnym Daniela Krawczyka z Michałem Marciniakiem, po której ten pierwszy wyprowadził "Kocury" na prowadzenie.
W drugiej połowie z czasem zrobiło się nieco ciekawiej. W 24. minucie wynik podwyższył Mariusz Milewski, w swoim stylu schodząc z boku do środka i przekładając sobie piłkę na lewą nogę. Strzału z dystansu nie zablokował Przemysław Laskowski, Gatta mogła cieszyć się z podwyższenia, ale to jakby uśpiło drużynę Marcina Stanisławskiego (który na to spotkanie przyjechał chyba prosto z Włoch, z eliminacji MŚ w beachsoccer). Przewagę wypracowali sobie bowiem gospodarze. Minucie po stracie bramki znów dobrze piłkę na długi słupek wbijał Koleśnik, ale nie sięgnął jej tym razem Sobański. Dwie minuty później Gronowski minął przy linii Milewskiego i wystawił piłkę wzdłuż bramki do Wardowskiego, który znów wywołał jęk zawodu na trybunach. Gronowski mógł też podwyższyć sam, po nietypowej asyście Michała Kartuszyńskiego (który nogami bronił strzał na linii pola karnego i daleko odbił piłkę), lecz przegrał pojedynek z Adamem Miłosińskim. Dopiero w 32. minucie miejscowi dopięli swego, gdy Gronowski skutecznie zakończył atak pozycyjny Wadima Iwanowa z Mariuszem Kaźmierczakiem.
Wydawało się, że utrata bramki obudzi zduńskowolan. Nic z tych rzeczy. O mały włos Miłosińskiego nie zaskoczył Kartuszyński, po wykopie piłki przez całe boisko. Ostatecznie futbolówka zatrzymała się na słupku i tylko golkiper Gatty po raz enty podnosił rękę w przepraszającym kolegów geście. Red Devils poczuły jednak, że mogą wynieść z tego meczu coś więcej niż honorowa porażka, a oprócz Superpucharu do zwycięzcy po raz pierwszy miał powędrować czek na 5000 zł. Na dwie minuty przed końcem Oleg Zozula wycofał bramkarza, ale dało to tylko okazję do uderzenia przez całe boisko dla Igora Sobalczyka. I znów strzelony gol uśpił drużynę mistrzów Polski, bo szybko w przewadze odpowiedział Marcin Wanat, dobijając uderzenie Koleśnika. Na więcej zabrakło już czasu.
Kolejne trofeum w kolekcji z pewnością Gattę ucieszy, ale wymowny był fakt, że po ostatniej syrenie zawodnicy ze Zduńskiej Woli nie wystartowali sprintem do świętowania na parkiecie, tylko wolno zaczęli przybijać sobie (i rywalom) piątki. Wojciech Sopur i Marcin Stanisławski z pewnością wiedzą, że taka gra kibiców nie porwie i na lidze trzeba się będzie prezentować jednak nieco lepiej. W Red Devils z kolei mają powody do radości, bo okazało się, że zespół "świeżaków", wspartych doświadczeniem odwieszającego buty z kołka Mariusza Kaźmierczaka, może coś w lidze zdziałać. Z pewnością w Chojnicach potrzeba czasu i cierpliwości, ale wcale nie jest takie pewne, że Diabły będą okupywały dno tabeli w ekstraklasie.
W drugiej połowie z czasem zrobiło się nieco ciekawiej. W 24. minucie wynik podwyższył Mariusz Milewski, w swoim stylu schodząc z boku do środka i przekładając sobie piłkę na lewą nogę. Strzału z dystansu nie zablokował Przemysław Laskowski, Gatta mogła cieszyć się z podwyższenia, ale to jakby uśpiło drużynę Marcina Stanisławskiego (który na to spotkanie przyjechał chyba prosto z Włoch, z eliminacji MŚ w beachsoccer). Przewagę wypracowali sobie bowiem gospodarze. Minucie po stracie bramki znów dobrze piłkę na długi słupek wbijał Koleśnik, ale nie sięgnął jej tym razem Sobański. Dwie minuty później Gronowski minął przy linii Milewskiego i wystawił piłkę wzdłuż bramki do Wardowskiego, który znów wywołał jęk zawodu na trybunach. Gronowski mógł też podwyższyć sam, po nietypowej asyście Michała Kartuszyńskiego (który nogami bronił strzał na linii pola karnego i daleko odbił piłkę), lecz przegrał pojedynek z Adamem Miłosińskim. Dopiero w 32. minucie miejscowi dopięli swego, gdy Gronowski skutecznie zakończył atak pozycyjny Wadima Iwanowa z Mariuszem Kaźmierczakiem.
Wydawało się, że utrata bramki obudzi zduńskowolan. Nic z tych rzeczy. O mały włos Miłosińskiego nie zaskoczył Kartuszyński, po wykopie piłki przez całe boisko. Ostatecznie futbolówka zatrzymała się na słupku i tylko golkiper Gatty po raz enty podnosił rękę w przepraszającym kolegów geście. Red Devils poczuły jednak, że mogą wynieść z tego meczu coś więcej niż honorowa porażka, a oprócz Superpucharu do zwycięzcy po raz pierwszy miał powędrować czek na 5000 zł. Na dwie minuty przed końcem Oleg Zozula wycofał bramkarza, ale dało to tylko okazję do uderzenia przez całe boisko dla Igora Sobalczyka. I znów strzelony gol uśpił drużynę mistrzów Polski, bo szybko w przewadze odpowiedział Marcin Wanat, dobijając uderzenie Koleśnika. Na więcej zabrakło już czasu.
Etykiety
- Red Devils Chojnice
- Superpuchar
- Gatta Zduńska Wola
- Łukasz Sobański
- Igor Sobalczyk
- Jakub Gronowski
- Marcin Kiełpiński
- Michał Marciniak
- Marek Steinborn
- Piotr Wardowski
- Daniel Krawczyk
- Mariusz Milewski
- Przemysław Laskowski
- Marcin Stanisławski
- Witalij Koleśnik
- Michał Kartuszyński
- Adam Miłosiński
- Mariusz Kaźmierczak
- Oleg Zozulya
- Marcin Wanat
- Wojciech Sopur