Rekord Bielsko-Biała - Gatta Active Zduńska Wola 9:5
Pierwsze minuty skonsternowały kibiców Rekordu Bielsko-Biała, bo ich pupile po raptem dziewięciu minutach przegrywali już 0:3. Tak właśnie poznaje się mistrzów - bielszczanie odrobili straty i już do przerwy wypracowali sobie ogromną przewagę bramkową. W drugiej połowie wystarczyło kontrolować wynik.
W odrabianiu strat Rekordowi na nieszczęście Gatty pomógł Dariusz Słowiński. Najpierw podciął w polu karnym Artura Popławskiego, co z rzutu karnego wykorzystał Łukasz Biel, a następnie dał się pokonać temu samemu zawodnikowi strzałem między nogami.
Wciąż jednak to Gatta prowadziła, to Gatta w wirtualnej tabeli wyprzedzała Rekord, a na dodatek kolejnym pięknym uderzeniem pod poprzeczkę w 13. minucie podwyższył Marciniak. Ale wtedy Rekord wziął się już do roboty nie na żarty. Rozpoczął Michał Marek, obracając się jak klasyczny pivot na Igorze Sobalczyku i wykorzystując kolejny błąd, kolejny "kanał" Słowińskiego. A równo w 15. minucie do euforii kibiców doprowadził Paweł Budniak, wyrównując po szybko rozegranym aucie.
To jednak było mało dla pretendentów do tytułu. Mając korzystny wynik wcale nie byli zainteresowani jego dowiezieniem, a że skuteczność im wybitnie dopisywała, w 17. minucie po raz pierwszy wyszli na prowadzenie 5:4, a hat-tricka skompletował Biel. Do przerwy swoje trafienia dołożyli jeszcze Radek Polasek i Roman Wachuła, w klasyczny, futsalowy sposób kończąc akcję na długim słupku. Z 0:3 do 7:4 w de facto 10 minut - to nie mogło nie skończyć się mistrzostwem.
W końcówce Gatta dalej walczyła o zmniejszenie porażki, ale o odrobieniu strat nie było już mowy. Biła się jednak do końca - mimo iż grała w osłabieniu, ostatnie słowo należało do Mariusza Milewskiego, który po szóstym przewinieniu bielszczan strzałem z przedłużonego rzutu karnego pokonał Bartłomieja Nawrata i ustalił wynik spotkania.
Gatta prowadząc 3:0 a później jeszcze 4:2 miała wszystkie atuty, by z Bielska wywieźć zwycięstwo i tytuł mistrza. Zabrakło jednak koncentracji i mimo wszystko lepszej dyspozycji bramkarza (statystycznie zduńskowolanie oddali blisko dwa razy więcej strzałów niż Rekord!). I tak chwała im jednak za to, że sprawili, iż sezon trzymał w napięciu do samego końca.
Tytuł mistrza po trzech latach wraca do Rekordu, który był drużyną bez wątpienia najlepszą - zgromadził najwięcej punktów i w sezonie zasadniczym, i w rundzie mistrzowskiej, przez złośliwych zwanej Pucharem Maja. Chwała więc Rekordowi, pochwalmy i system rozgrywek, który sprawił, że sezon był i sprawiedliwy, i trzymający w napięciu do samego końca.
Rekordzie - gratulacje!
Etykiety

29.05.2017 godz. 18:00