Rekord Bielsko-Biała - Gatta Active Zduńska Wola 9:5 fot. Paweł Mruczek / Rekord Bielsko-Biała (www.pawelm-foto.pl)

Rekord Bielsko-Biała - Gatta Active Zduńska Wola 9:5

Pierwsze minuty skonsternowały kibiców Rekordu Bielsko-Biała, bo ich pupile po raptem dziewięciu minutach przegrywali już 0:3. Tak właśnie poznaje się mistrzów - bielszczanie odrobili straty i już do przerwy wypracowali sobie ogromną przewagę bramkową. W drugiej połowie wystarczyło kontrolować wynik.
Rekord Bielsko-BiałaGatta Active Zduńska Wola29.05.2017 godz. 18:00

Rekord Bielsko-Biała - Gatta Zduńska Wola
9:5

Protokół meczowy
Zaczęło się od nokdaunu. Gospodarze przez pierwsze minuty nie potrafili choćby zagrozić bramce Dariusza Słowińskiego, nie mówiąc już o jego pokonaniu. Za to Gatta się rozkręcała i w końcu swojego dopięła. Po trzech okazjach Daniela Krawczyka, dwóch Mariusza Milewskiego i jednej Michała Marciniaka Michał Kałuża w końcu skapitulował po bombie z autu... Michała Klausa, dla którego było to pierwsze (i ostatnie) trafienie w tym sezonie. Niecałe dwie minuty później po olśniewającej dwójkowej akcji z Krawczykiem podwyższył Marciniak, a po kolejnych kilkudziesięciu sekundach "Krawiec" osobiście, w ekwilibrystyczny sposób trafił na 0:3, tuż po tym, jak trener Andrzej Szłapa wziął czas dla swojej drużyny.

W odrabianiu strat Rekordowi na nieszczęście Gatty pomógł Dariusz Słowiński. Najpierw podciął w polu karnym Artura Popławskiego, co z rzutu karnego wykorzystał Łukasz Biel, a następnie dał się pokonać temu samemu zawodnikowi strzałem między nogami.

Wciąż jednak to Gatta prowadziła, to Gatta w wirtualnej tabeli wyprzedzała Rekord, a na dodatek kolejnym pięknym uderzeniem pod poprzeczkę w 13. minucie podwyższył Marciniak. Ale wtedy Rekord wziął się już do roboty nie na żarty. Rozpoczął Michał Marek, obracając się jak klasyczny pivot na Igorze Sobalczyku i wykorzystując kolejny błąd, kolejny "kanał" Słowińskiego. A równo w 15. minucie do euforii kibiców doprowadził Paweł Budniak, wyrównując po szybko rozegranym aucie.

To jednak było mało dla pretendentów do tytułu. Mając korzystny wynik wcale nie byli zainteresowani jego dowiezieniem, a że skuteczność im wybitnie dopisywała, w 17. minucie po raz pierwszy wyszli na prowadzenie 5:4, a hat-tricka skompletował Biel. Do przerwy swoje trafienia dołożyli jeszcze Radek Polasek i Roman Wachuła, w klasyczny, futsalowy sposób kończąc akcję na długim słupku. Z 0:3 do 7:4 w de facto 10 minut - to nie mogło nie skończyć się mistrzostwem.
Druga połowa nie była już tak szalona. I dobrze, bo serca niektórych mogłyby nie powytrzymywać. Na 8:4 w 25. minucie strzelił Michał Marek, lecz Gatta wciąż jeszcze się nie poddawała. Wycofała bramkarza i raz za razem angażowała Michała Kałużę. Młody bramkarz Rekordu zatrzymał wiele groźnych strzałów Milewskiego, Sobalczyka czy Krawczyka, dwukrotnie też w dobrych sytuacjach zduńskowolanie minimalnie pudłowali. Problemów z celnością nie miał za to Polasek - po stracie piłki przez Marcina Stanisławskiego ze spokojem uderzył przez całe boisko, zapisując dziewiąte i jak się okazało ostatnie w tym sezonie trafienie dla Rekordu.

W końcówce Gatta dalej walczyła o zmniejszenie porażki, ale o odrobieniu strat nie było już mowy. Biła się jednak do końca - mimo iż grała w osłabieniu, ostatnie słowo należało do Mariusza Milewskiego, który po szóstym przewinieniu bielszczan strzałem z przedłużonego rzutu karnego pokonał Bartłomieja Nawrata i ustalił wynik spotkania.

Gatta prowadząc 3:0 a później jeszcze 4:2 miała wszystkie atuty, by z Bielska wywieźć zwycięstwo i tytuł mistrza. Zabrakło jednak koncentracji i mimo wszystko lepszej dyspozycji bramkarza (statystycznie zduńskowolanie oddali blisko dwa razy więcej strzałów niż Rekord!). I tak chwała im jednak za to, że sprawili, iż sezon trzymał w napięciu do samego końca.

Tytuł mistrza po trzech latach wraca do Rekordu, który był drużyną bez wątpienia najlepszą - zgromadził najwięcej punktów i w sezonie zasadniczym, i w rundzie mistrzowskiej, przez złośliwych zwanej Pucharem Maja. Chwała więc Rekordowi, pochwalmy i system rozgrywek, który sprawił, że sezon był i sprawiedliwy, i trzymający w napięciu do samego końca.

Rekordzie - gratulacje!