Jesień w ekstraklasie: Orzeł jak Uber, reszta jak taksówki
Nie. Dalej to Andrzej Szłapa, Andrea Bucciol i ich podopieczni są absolutnymi faworytami. Owszem, wpadki się im zdarzają, "aż" dwie. Warto zresztą tym wpadkom się przyjrzeć, ponieważ Gatta i FC Toruń zagrały jednak zdecydowanie inaczej, wygrywając swój mecz z Rekordem. A jeszcze inaczej, notabene, Rekordzistów pokonywano w Lidze Mistrzów. Ale w ekstraklasie ważniejsze od pojedynczych spotkań jest prezentowanie równej formy przez dłuższy czas. Rekord ją pokazuje, bo jak inaczej ocenić 73 strzelone bramki na półmetku rozgrywek (choć rok temu było 90) i cztery pierwsze pozycje w klasyfikacji strzelców? A gdy dołoży się do tego najlepszą w Polsce dwójkę bramkarzy, zdolności trenerskie Szłapy i stabilność rozwoju, powstaje maszynka do wygrywania. Ona musiała się dotrzeć, ostatecznie wyrwano jej przed sezonem bardzo ważny ząb w postaci Michala Seidlera, futsalisty zbyt dobrego na polskie warunki (na czeskie notabene też), a ławkę rezerwowych poza dwoma czwórkami stanowi utalentowana ale wciąż niedoświadczona młodzież. Ale jeśli obędzie się bez kontuzji, bielszczanie powinni obronić trofeum.
Na trzecim miejscu jesień zakończył beniaminek z Jelcza-Laskowic, nazywany rewelacją. Tyle tylko, że... wszyscy się wysokiej pozycji Orła spodziewali. Bez wątpienia to najlepszy debiut w ekstraklasie od lat, a konkretnie od Wisły Krakbet Kraków w sezonie 2010/11 (29 punktów) i Gatty Zduńska Wola rok później (22). Ale i inwestycje w klubie z Dolnego Śląska były niezwykłe.
Przy okazji warto zwrócić uwagę na wywiad, jakiego udzielił w ostatnim czasie trener Jesús López García "Chus". Stanowi on bowiem spore źródło mitów i uogólnień na temat Orła. - W moim odczuciu w Polsce jest dużo obaw i zawiści wobec zmian, nowych rzeczy - mówi hiszpański szkoleniowiec. - Denerwowało mnie, że byliśmy krytykowani i postawiono na nas krzyżyk jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, odwołując się do innego zespołu oraz błędów innych drużyn z przeszłości - dodaje. Trener, któremu umiejętności odmówić nie sposób, ma niestety wykrzywiony obraz Polski. Po pierwsze, nikt "krzyżyka" nie stawiał. Może poza zawodnikami, którzy wywalczyli awans i im w Jelczu-Laskowicach podziękowano. Po drugie, nie tylko polski sport i nie tylko futsal ma złe doświadczenia w budowaniu klubu od góry, od zaciągu do pierwszego zespołu, a już szczególnie zaciągu obcokrajowców. Co innego jednak zachowanie rezerwy, a co innego "dużo zawiści w Polsce". Raptem w zeszłym roku o tej porze żegnaliśmy Lex Kancelarię Słomniki, która również przed sezonem wymieniła 3/4 kadry. Nikt (no, powiedzmy prawie nikt) nie odrzuca jednak pomysłu na Orła a priori - jeśli ten projekt wypali na lata, wszyscy będą zadowoleni, że udało się coś, z czym nie poradził sobie np. słynny pan Ptak i hurtowania Brazylijczyków w klubach piłki trawiastej. Ale nasze doświadczenia, trenerze, są jednak inne z tego typu przedsięwzięć a skoro dokumentnie wszystkie poprzednie przepadały, to dlaczego mamy kolejny raz witać hurraoptymizmem?
Na pewno Orzeł stanowi przykład dla innych w różnych aspektach, pomijając już kwestie czysto sportowe. Oprawa i medialność tej drużyny jest czymś niesamowitym na tle reszty zespołów i oby niczym Uber na rynku przewozów wymusił zmianę i rozwój także w starych taksówkach. Analogia tym bliższa, że w Uberze też sporo obcokrajowców, a aplikacja szturmem wdarła się na rynek. Jak Orzeł w ekstraklasie.
Są też "Smoki" z Pniew, które nie przeskoczą pewnego poziomu, jeśli nie zaczną strzelać więcej bramek. - Myślę, że głównie wynika to z naszej taktyki i pomysłu, który przekazuje nam trener. Opiera się on na szczelnej grze w defensywie i na unikaniu ryzyka strat w konstruowaniu swojego ataku pozycyjnego - tłumaczył w rozmowie na klubowej stronie Adrian Skrzypek (przy okazji brawa za tę analizę). Największy dramat jest na wyjeździe, gdzie strzelili zaledwie 6 bramek, przy czym 4... w przewadze z MOKS-em. Czyli jednak jak się chce (albo trzeba) pójść do ataku, to można. Na wiosnę Red Dragons zagrają aż siedem spotkań na wyjeździe. Bez poprawy skuteczności nie mają co myśleć o górnej połowie tabeli.
Drugą czwórkę tabeli zamyka wspomniany przed chwilą MOKS Słoneczny Stok, ostatni zespół, który może być absolutnie spokojny ligowego bytu i póki co równie spokojny, że o medale bić się nie będzie (choć potencjał jest). Po białostoczanach nikt już nie może być traktowany jako zdecydowany faworyt w żadnym meczu. AZS UŚ Katowice początkowo okrzyknięty rewelacją sezonu szybko dobił do swojego mniej więcej statystycznego wyniku. W Red Devils Chojnice, podobnie zresztą jak w Katowicach, muszą zrozumieć, że skoro pewni zawodnicy przez lata ekstraklasy nie podbili, to przypuszczalnie teraz też im się nie uda, więc może lepiej zacząć rozglądać się wokół i dać szansę takim perełkom jak Jakub Kąkol, zamiast kisić się znów w tym samym, tylko trochę zamieszanym, sosie. Piast w końcu zacznie się odbijać w tabeli, ale nie pomogą zaklęcia o budowaniu drużyny na lata (zwłaszcza przy letnich i obecnych transferach), bo nawet przy tym oczekiwano od gliwiczan czegoś większego.
Wszystko wskazuje na to, że kwestię spadkowego i barażowego miejsca rozstrzygną między sobą Pogoń 04 Szczecin i AZS UG Gdańsk. Obie drużyny nie mają większego problemu ze strzelaniem bramek (gdańszczanie mają ich więcej niż wicelider z Torunia!), ale ich defensywy do ekstraklasy już nie pasują. Różnica jest taka, że Pogoń gra na futsalowej pustyni (dopiero w tym sezonie ruszyła II liga w województwie, przy czym rozgrywana systemem... turniejowym) i posiłki musi ściągać z daleka lub uczyć futsalu piłkarzy. Zdarzają się perełki, jak Konrad Prawucki, ale jest na pewno o materiał ludzki jest po prostu trudniej niż w Gdańsku. Dla AZS UG otoczenie w postaci czterech pierwszoligowców z województwa to i utrapienie, i profit. Utrapienie, bo jest gdzie odejść, a w takim Lęborku gra już cała czwórka zawodników godnych ekstraklasy, z drugiej strony zawsze można kogoś ściągnąć z Politechniki Vamosu Concordii. Jest tylko jeden problem - zawodnicy, którzy nie wyróżniali się w I lidze, nie staną się lepsi tylko dzięki zmianie klubu na ekstraklasowy. A kadra UG to w tej chwili w połowie dawna Politechnika. I jej poziom też.
To, co w ekstraklasie boli najbardziej nie od dzisiaj, to puste trybuny w niektórych halach. Oby w nowym roku frekwencja się poprawiła, bo bez niej nie pomogą żadne zaklęcia, żadne telewizje i barterowi albo finansowi sponsorzy. Bez niej futsal pozostanie dyscypliną niszową.
Pozytywy:
Rekord jest do ogrania i to na różne sposoby
Michał Marek uczący innych, jak powinien grać pivot
Młodzi zawodnicy Gatty, którzy strzelili więcej goli, niż starszyzna (tak, to prawda)
Obsługa medialna i dział promocji Orła Jelcz-Laskowice
Trybuny nawet małe, ale zapełnione
Negatywy:
Brak świeżej krwi, opór przed transferami z I ligi i myślenie, że od mieszania herbata stanie się słodsza
Kontuzja Przemysława Dewuckiego, skutkująca niską pozycją Piasta
Nieustająca chimeryczność Cleareksu
Medialne "zwalnianie" trenera z ekstraklasy przez trenera z I ligi, nawet jeśli się jest prezesem spółki