Tomasz Szczurek, po 1. kolejce ex aequo z Hubertem Olszaiem lider rankingu strzelców fot. AZS UŚ Katowice/ Maciej Jurkiewicz Tomasz Szczurek, po 1. kolejce ex aequo z Hubertem Olszaiem lider rankingu strzelców

Ekstraklasa zaczęła się za wcześnie. Podsumowanie 1. kolejki

Zaledwie 17 goli w sześciu meczach. Ponad połowa z nich w starciu Red Dragons z AZS UŚ. Jedna trzecia drużyn w stawce nie potrafiła ani razu pokonać bramkarza rywali.




Do tej pory antyrekord, jeśli chodzi o liczbę bramek na inaugurację, należał do sezonu 2013/14, gdy w sześciu meczach strzelono zawrotną z dzisiejszej perspektywy liczbę 27 goli. W zamierzchłych czasach bywało ich i ponad 60, ale zasadniczo średnia oscyluje wokół 35, czyli liczbie dwa razy większej, niż w ten weekend. Wykazać się mogli bramkarze, ale też nie można ich świetnej dyspozycji "winić" za brak skuteczności. Zdarzały się bowiem całkiem efektowne "pudła", jeszcze więcej było niedokładności w grze i wydaje się, że trener Łukasz Frajtag miał rację w przedsezonowym wywiadzie dla Futsal-Polska, gdy mówił, że sześć tygodni okresu przygotowawczego to trochę krótki okres.

Dowiedz się więcej: Łukasz Frajtag: Od kilku lat słyszymy o rewolucyjnych zmianach na lepsze, ale na razie nic z tego nie ma

Z pewnością trener Red Dragons miał też rację, gdy tłumaczył, że w jego zespole wszystko będzie "dograne" dopiero po przerwie na reprezentacyjny Turniej Państw Wyszehradzkich po drugiej kolejce. Strzelając trzy bramki "Smoki" wygrałyby każdy inny mecz pierwszej kolejki, traf chciał jednak, że Red Dragons grali z zaskakująco dobrze poukładanym AZS-em UŚ Katowice. Lepiej powinno być z pewnością, gdy z Mistrzostw Europy do lat 19 wróci trener bramkarzy w polskiej reprezentacji Łukasz Błaszczyk.

Michał Długosz, który zastąpił Błaszczyka między słupkami w zespole beniaminka z Leszna, pokazał tymczasem, że 38 lat na karku i dwa lata przerwy od ekstraklasy to żaden problem. Z jednej strony należy się cieszyć. Z drugiej można mieć wątpliwości, czy w jakiejś innej dyscyplinie zespołowej w Polsce na tym poziomie profesjonalizmu można byłoby sobie pozwolić na podobny eksperyment. Smutne natomiast jest to, że wciąż obracamy się w kręgu tych samych nazwisk. W AZS UŚ "odkurzono" rezerwowego Bartłomieja Krzywickiego, Red Devils zgłosiły Michała Kartuszyńskiego. Jedyna droga do ekstraklasy dla dobrego bramkarza z I ligi wiedzie przez awans jego drużyny. Choćby wyróżniał się, jak Dominik Czekirda w Lęborku czy Siergiej Burduja w Komprachcicach - jeśli drużyny te nie awansują, nikt na nich w ekstraklasie nie postawi.




Clearex, który poległ w Lesznie, na zwycięstwo na inaugurację ligi czeka od 2014 roku, gdy skromnie 1:0 wygrał w Pniewach, i już na starcie jedni z faworytów tracą trzy punkty do równie nieprzekonującego, ale jednak zwycięskiego Rekordu. Cenne zwycięstwo w Białymstoku zanotowała Gatta, której dotąd wyjazdy do Białegostoku nie bardzo pasowały. I wyjazdy w ogóle, bo w zeszłym sezonie przywiozła z nich ledwie 10 punktów. O pierwszą jej czwórkę można było być spokojnym, gorzej z ciągle przebudowywaną drugą. Ciągle, ponieważ mecz z MOKS-em tylko z trybun oglądali niezgłoszeni jeszcze Lucas Bonifacio Coquinho i Leonardo Mieli. Pod ich nieobecność z najlepszej strony zaprezentował się Ukrainiec Wiktor Krawcow. Gdy dojdą Brazylijczycy, Gatta będzie miała ławkę długą jak chyba nigdy i perspektywy na powetowanie sobie nieudanego poprzedniego sezonu.

Po pierwszej kolejce ciężko wyciągać jakieś konstruktywne, daleko idące wnioski. Choćby przypomnijmy, że rok temu AZS UG wygrał na "dzień dobry" w Gliwicach z Piastem, notując swoje... ostatnie wyjazdowe zwycięstwo. Można pokusić się natomiast o przypuszczenie, że GI Malepszy Futsal Leszno będzie grał podobny futsal, jak dwa lata temu ówczesny beniaminek MOKS Słoneczny Stok (nie licząc gry z wycofanym bramkarzem). Duże problemy z równą grą mogą mieć Gwiazda i osłabione odejściem trzech najbardziej doświadczonych zawodników Red Dragons. Można też zaryzykować przypuszczenie, że kolejki równie słabej, jeśli chodzi o liczbę goli, już nie będzie. Najgorsze powoli za nami.