Skrót meczu /
KP Sport
Dużo nudy i tylko jeden gol w Chojnicach
Do Chojnic przyjechał zespół Cleareksu Chorzów, który po zeszłotygodniowej porażce ze studentami z Gdańska chciał przywieźć do domu punkty z Pomorza. Ostatecznie po wyrównanym, ale - nie ukrywajmy - słabym spotkaniu, udało im się tego dokonać.
Spotkanie zapowiadało się ciekawie. Oba zespoły po ostatniej kolejce miały apetyt na trzy punkty. Ponadto Red Devils remisując w zeszłym tygodniu w Pyskowicach pokazali, że pomimo wielu przedsezonowych perturbacji tanio skóry nie sprzedadzą. Clearex natomiast chciał zamazać zeszłotygodniową porażkę z AZS UG. Jednak to, co działo się na parkiecie w pierwszej połowie, zupełnie zaprzeczało wszelkim przypuszczeniom. Kilka nieskładnych akcji, kilka strzałów, wiele błędów i niecelnych podań. Ze strony gospodarzy na pewno na wyróżnienie zasługuje Łukasz Sobański, który albo sam próbował pokonać bramkarza gości, albo stwarzał sytuacje do strzałów dla kolegów z drużyny. Za każdym razem jednak bardzo dobrze dysponowany był bramkarz chorzowian Paweł Pstrusiński, który kilka razy uratował swój zespół przed stratą bramki. Ale nie owijając w bawełnę - pierwsza połowa była słaba w wykonaniu obu drużyn. Do tego stopnia, że chyba nie przesadzimy pisząc, iż największe emocje wśród licznie zgromadzonych chojnickich kibiców wywołało puszczenie przez spikera przed startem spotkania utworu "Highway to hell" grupy AC/DC, którego słowa - patrząc na wynik końcowy - okazały się prorocze...
W przerwie spotkania trenerzy Oleg Zozulya i Tadeusz Wolny musieli przeprowadzić poważne rozmowy ze swoimi zawodnikami, bo druga połowa była zdecydowanie przyjemniejsza dla oka. Mogliśmy obserwować kilka dynamicznych akcji zarówno ze strony gości, jak i gospodarzy. W 26. minucie bliski pokonania Pstrusińskiego był Michaił Sundiejew, który po akcji sam na sam próbował posłać piłkę między nogami bramkarza gości, jednak ten ostatecznie złapał ją między kolana. Przez większą część tej połowy dominowała niecelność, piłkarze strzelali nie gorzej od najlepszych kopaczy rugby. Jest takie powiedzenie "posłać piłkę Panu Bogu w okno" - po tej połowie Pan Bóg musiałby sporo zapłacić za szklarza. Co się nie udało Krzysztofowi Saliszowi, Tomaszowi Luteckiemu i Mariuszowi Segetowi, ostatecznie udało się w 37. minucie Tomaszowi Rabczakowi. Indywidualną akcję lewą stroną przeprowadził Michał Grecz, który ściągnął na siebie obrońcę i zmusił bramkarza do wyjścia a następnie oddał strzał. Piłka odbiła się od Łukasza Błaszczyka i powędrowała pod nogi Rabczaka, który niepilnowany skierował ją do pustej bramki, dając swojej drużynie prowadzenie. Reakcja trenera Zozulji była natychmiastowa i do końca spotkania Czerwone Diabły grały z lotnym bramkarzem. W tym momencie Clearex cofnął się do obrony i już do końca spotkania nie pozwolił gospodarzom wykorzystać przewagi jednego zawodnika. Na kilka sekund przed końcem spotkania Błaszczyk dalekim wyrzutem od bramki posłał piłkę za plecy golkipera gości, co wywołało euforię wśród miejscowych kibiców, jednak sędzia z wiadomych przyczyn tak zdobytego gola uznać nie mógł. Mecz zakończył się więc zwycięstwem ekipy z Chorzowa.
Spotkanie stało na niskim poziomie i mogło zakończyć się każdym wynikiem. Przed trenerami obydwu mocno osłabionych przed sezonem zespołów stoi trudne zadanie poukładania gry i wyeliminowania błędów, które występowały w tym meczu.
W przerwie spotkania trenerzy Oleg Zozulya i Tadeusz Wolny musieli przeprowadzić poważne rozmowy ze swoimi zawodnikami, bo druga połowa była zdecydowanie przyjemniejsza dla oka. Mogliśmy obserwować kilka dynamicznych akcji zarówno ze strony gości, jak i gospodarzy. W 26. minucie bliski pokonania Pstrusińskiego był Michaił Sundiejew, który po akcji sam na sam próbował posłać piłkę między nogami bramkarza gości, jednak ten ostatecznie złapał ją między kolana. Przez większą część tej połowy dominowała niecelność, piłkarze strzelali nie gorzej od najlepszych kopaczy rugby. Jest takie powiedzenie "posłać piłkę Panu Bogu w okno" - po tej połowie Pan Bóg musiałby sporo zapłacić za szklarza. Co się nie udało Krzysztofowi Saliszowi, Tomaszowi Luteckiemu i Mariuszowi Segetowi, ostatecznie udało się w 37. minucie Tomaszowi Rabczakowi. Indywidualną akcję lewą stroną przeprowadził Michał Grecz, który ściągnął na siebie obrońcę i zmusił bramkarza do wyjścia a następnie oddał strzał. Piłka odbiła się od Łukasza Błaszczyka i powędrowała pod nogi Rabczaka, który niepilnowany skierował ją do pustej bramki, dając swojej drużynie prowadzenie. Reakcja trenera Zozulji była natychmiastowa i do końca spotkania Czerwone Diabły grały z lotnym bramkarzem. W tym momencie Clearex cofnął się do obrony i już do końca spotkania nie pozwolił gospodarzom wykorzystać przewagi jednego zawodnika. Na kilka sekund przed końcem spotkania Błaszczyk dalekim wyrzutem od bramki posłał piłkę za plecy golkipera gości, co wywołało euforię wśród miejscowych kibiców, jednak sędzia z wiadomych przyczyn tak zdobytego gola uznać nie mógł. Mecz zakończył się więc zwycięstwem ekipy z Chorzowa.
Spotkanie stało na niskim poziomie i mogło zakończyć się każdym wynikiem. Przed trenerami obydwu mocno osłabionych przed sezonem zespołów stoi trudne zadanie poukładania gry i wyeliminowania błędów, które występowały w tym meczu.
Etykiety

