Skrót meczu /
Orange Sport
Clearex wciąż nie może wygrać u siebie
... ale już jest postęp. Chorzowianie zremisowali z Euromasterem Chrobrym Głogów. Podział punktów jest jak najbardziej zasłużony.
Poniedziałkowy "telewizyjny" mecz był bardzo wyrównany, choć nie w znaczeniu ciągłej walki na równorzędnym poziomie. Dominowały przeplatające się okresy przewagi jednej ze stron. Ogólnie zespół, który wychodził na prowadzenie automatycznie zwierał szyki w obronie, a przeważać zaczynali przegrywający.
Spotkanie nie mogło się zacząć lepiej dla przyjezdnych. Nie minęły nawet 2 minuty, gdy Mirosław Miozga fatalnie wznowił grę z autu, prosto pod nogi Dariusza Pieczyńskiego. Ten pognał na bramkę i bez problemu pokonał Pawła Pstrusińskiego. Odpowiedź była błyskawiczna. Daniel Wojtyna oddał niegroźny wydawałoby się strzał, ale piłka przeleciała jakoś między nogami obrońcy i zaskoczyła Wojciecha Wójtowicza. Bramkarz Euromastera wyszedł za to obronną ręką z pojedynku w 8. minucie, gdy po wzięciu na plecy obrońcy sprzed pola karnego strzelał Piotr Łopuch. Po chwili ponownie był już jednak bezradny, gdy pośredni rzut wolny z linii pola bramkowego na prowadzenie zamienił właśnie Łopuch. Szybko próbował odpowiedzieć bardzo aktywny Tomasz Urbaniak, lecz piękną paradą popisał się Pstrusiński. Z drugiej strony ładnego rozegrania rzutu wolnego nie wykorzystał Krzysztof Salisz, z okolic granicy pola karnego przymierzając wysoko nad poprzeczką. Goście zaczęli wypracowywać sobie delikatną przewagę, ale nie zawsze mieli pomysł do rozegranie ataku, choć i tak akcje nie były tak rwane jak np. w spotkaniu AZS UG z GAF-em Gliwice. W 16. minucie głogowianom udało się dopiąć swego. Pstrusiński przewrócił w polu karnym Urbaniaka, a pewnym egzekutorem karnego był Grzegorz Nowak. Warto zanotować wyjątkową próbę obrony tego strzału przez golkipera Cleareksu, który zaprezentował wzorowego "pajacyka" rodem z meczów piłki ręcznej. W końcówce pierwszej części gry oba zespoły miały jeszcze szansę na wyjście na prowadzenie. Najpierw ładnie przez defensywę samotnym rajdem przedarł się Tomasz Lutecki, lecz Wójtowicz zdołał wybić uderzenie nad poprzeczkę. W rewanżu Mateusz Niedźwiedź trafił w słupek, a dobitkę Andrzeja Korycińskiego instynktownie obronił Pstrusiński.
Druga połowa również zaczęła się od wymiany ciosów. W 24. minucie nieco przypadkowo przed bramkarzem gospodarzy znalazł się Urbaniak, ale mógł uderzać tylko od razu, bez przyjęcia, a chyba zaskoczony okazją solidnie przestrzelił. Dwie minuty później znacznie lepszą sytuację miał Łopuch, który poza obrońcami minął już także bramkarza, lecz uderzył zbyt słabo, bo piłkę na linii bramkowej zdążył w ostatniej chwili dogonić kapitan Euromastera. Ale co się odwlekło... Tomasz Rabczak wgrał piłkę na długi słupek, gdzie za Mariuszem Segetem spóźnił się Niedźwiedź. Padający po starciu z golkiperem chorzowski zawodnik zdołał wepchnąć piłkę do siatki, a sędziowie uznali gola, mimo gwałtownych protestów przyjezdnych, którzy upierali się, że Seget dokonał tego ręką. Wówczas głogowianie przystąpili do zdecydowanych ataków. W 33. minucie Pstrusiński musiał się wyciągnąć jak długi, by sięgnąć piłkę po strzale Sebastiana Szali, dwie minuty później (gdy Clearex miał już 5 przewinień na koncie) ten sam duet ponownie się sprawdził i ponownie górą był golkiper, broniąc nogami uderzenie czubkiem buta zawodnika gości. Wyrównanie padło na 4 minuty przed końcem. Lewą stroną pociągnął niepilnowany Urbaniak, a gdy rywale już do niego przybiegli, wystawił piłkę na długi słupek Łukaszowi Pieczyńskiemu. Pstrusiński zgarnął piłkę już zza linii bramkowej. Urbaniak mógł zresztą po kilkudziesięciu sekundach dać swojej drużynie prowadzenie, lecz po jego indywidualnej akcji i strzale piłka o centymetry minęła słupek. W końcówce Clearex trzykrotnie mógł przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Z pojedynków z Luteckim i Michałem Greczem obronną ręką wyszedł Wójtowicz, a "piłki meczowej" na 22 sekundy przed końcem nie wykorzystał Seget, nie zamykając wgrania z rzutu rożnego Miozgi.
Remis nie zadowoli żadnej z drużyn, ale wydaje się rozwiązaniem sprawiedliwym. Euromaster prezentuje bardzo dobrą grę jak na beniaminka. Jednym (jedynym?) sukcesem reformy rozgrywek autorstwa komisji Andrzeja Hendrzaka jest to, że do najwyższej ligi trafiają zespoły, które nie odstają tak rażąco od ogranych ekip. Wcześniej bardzo różnie z tym bywało i często drużyny balansowały co roku między awansem do ekstraklasy i spadkiem z niej. Teraz GAF prezentuje się rewelacyjnie, ekipa z Głogowa nie gorzej, choć brakuje jej szczęścia (gol na 3:4 przed tygodniem w Pyskowicach w przedostatniej sekundzie meczu). To znamionuje, że liga może być w tym roku bardzo wyrównana. Chociaż może się okazać i tak, że Wisła, która trafiła właśnie na pozycję lidera nie opuści jej już aż do końca.
Spotkanie nie mogło się zacząć lepiej dla przyjezdnych. Nie minęły nawet 2 minuty, gdy Mirosław Miozga fatalnie wznowił grę z autu, prosto pod nogi Dariusza Pieczyńskiego. Ten pognał na bramkę i bez problemu pokonał Pawła Pstrusińskiego. Odpowiedź była błyskawiczna. Daniel Wojtyna oddał niegroźny wydawałoby się strzał, ale piłka przeleciała jakoś między nogami obrońcy i zaskoczyła Wojciecha Wójtowicza. Bramkarz Euromastera wyszedł za to obronną ręką z pojedynku w 8. minucie, gdy po wzięciu na plecy obrońcy sprzed pola karnego strzelał Piotr Łopuch. Po chwili ponownie był już jednak bezradny, gdy pośredni rzut wolny z linii pola bramkowego na prowadzenie zamienił właśnie Łopuch. Szybko próbował odpowiedzieć bardzo aktywny Tomasz Urbaniak, lecz piękną paradą popisał się Pstrusiński. Z drugiej strony ładnego rozegrania rzutu wolnego nie wykorzystał Krzysztof Salisz, z okolic granicy pola karnego przymierzając wysoko nad poprzeczką. Goście zaczęli wypracowywać sobie delikatną przewagę, ale nie zawsze mieli pomysł do rozegranie ataku, choć i tak akcje nie były tak rwane jak np. w spotkaniu AZS UG z GAF-em Gliwice. W 16. minucie głogowianom udało się dopiąć swego. Pstrusiński przewrócił w polu karnym Urbaniaka, a pewnym egzekutorem karnego był Grzegorz Nowak. Warto zanotować wyjątkową próbę obrony tego strzału przez golkipera Cleareksu, który zaprezentował wzorowego "pajacyka" rodem z meczów piłki ręcznej. W końcówce pierwszej części gry oba zespoły miały jeszcze szansę na wyjście na prowadzenie. Najpierw ładnie przez defensywę samotnym rajdem przedarł się Tomasz Lutecki, lecz Wójtowicz zdołał wybić uderzenie nad poprzeczkę. W rewanżu Mateusz Niedźwiedź trafił w słupek, a dobitkę Andrzeja Korycińskiego instynktownie obronił Pstrusiński.
Druga połowa również zaczęła się od wymiany ciosów. W 24. minucie nieco przypadkowo przed bramkarzem gospodarzy znalazł się Urbaniak, ale mógł uderzać tylko od razu, bez przyjęcia, a chyba zaskoczony okazją solidnie przestrzelił. Dwie minuty później znacznie lepszą sytuację miał Łopuch, który poza obrońcami minął już także bramkarza, lecz uderzył zbyt słabo, bo piłkę na linii bramkowej zdążył w ostatniej chwili dogonić kapitan Euromastera. Ale co się odwlekło... Tomasz Rabczak wgrał piłkę na długi słupek, gdzie za Mariuszem Segetem spóźnił się Niedźwiedź. Padający po starciu z golkiperem chorzowski zawodnik zdołał wepchnąć piłkę do siatki, a sędziowie uznali gola, mimo gwałtownych protestów przyjezdnych, którzy upierali się, że Seget dokonał tego ręką. Wówczas głogowianie przystąpili do zdecydowanych ataków. W 33. minucie Pstrusiński musiał się wyciągnąć jak długi, by sięgnąć piłkę po strzale Sebastiana Szali, dwie minuty później (gdy Clearex miał już 5 przewinień na koncie) ten sam duet ponownie się sprawdził i ponownie górą był golkiper, broniąc nogami uderzenie czubkiem buta zawodnika gości. Wyrównanie padło na 4 minuty przed końcem. Lewą stroną pociągnął niepilnowany Urbaniak, a gdy rywale już do niego przybiegli, wystawił piłkę na długi słupek Łukaszowi Pieczyńskiemu. Pstrusiński zgarnął piłkę już zza linii bramkowej. Urbaniak mógł zresztą po kilkudziesięciu sekundach dać swojej drużynie prowadzenie, lecz po jego indywidualnej akcji i strzale piłka o centymetry minęła słupek. W końcówce Clearex trzykrotnie mógł przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Z pojedynków z Luteckim i Michałem Greczem obronną ręką wyszedł Wójtowicz, a "piłki meczowej" na 22 sekundy przed końcem nie wykorzystał Seget, nie zamykając wgrania z rzutu rożnego Miozgi.
Remis nie zadowoli żadnej z drużyn, ale wydaje się rozwiązaniem sprawiedliwym. Euromaster prezentuje bardzo dobrą grę jak na beniaminka. Jednym (jedynym?) sukcesem reformy rozgrywek autorstwa komisji Andrzeja Hendrzaka jest to, że do najwyższej ligi trafiają zespoły, które nie odstają tak rażąco od ogranych ekip. Wcześniej bardzo różnie z tym bywało i często drużyny balansowały co roku między awansem do ekstraklasy i spadkiem z niej. Teraz GAF prezentuje się rewelacyjnie, ekipa z Głogowa nie gorzej, choć brakuje jej szczęścia (gol na 3:4 przed tygodniem w Pyskowicach w przedostatniej sekundzie meczu). To znamionuje, że liga może być w tym roku bardzo wyrównana. Chociaż może się okazać i tak, że Wisła, która trafiła właśnie na pozycję lidera nie opuści jej już aż do końca.
Etykiety
- Ekstraklasa
- Clearex Chorzów
- Euromaster Głogów
- Mirosław Miozga
- Dariusz Pieczyński
- Paweł Pstrusiński
- Daniel Wojtyna
- Wojciech Wójtowicz
- Piotr Łopuch
- Tomasz Urbaniak
- Krzysztof Salisz
- Grzegorz Nowak
- Tomasz Lutecki
- Mateusz Niedźwiedź
- Andrzej Koryciński
- Tomasz Rabczak
- Mariusz Seget
- Sebastian Szala
- Łukasz Pieczyński
- Michał Grecz
- Andrzej Hendrzak

