Skrót meczu /
KP Sport
Ależ show w Gdańsku! Lider punktuje outsidera po zaciętej walce
Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Przed tygodniem na listę strzelców wpisali się Jacek Burglin i Rafał Krzyśka. Tym razem tego drugiego pokonał wybiciem z własnego pola karnego rezerwowy golkiper Marcin Wolski, po zastąpieniu w bramce starszego kolegi, który wyleciał z boiska z czerwoną kartką. Lider na kolejne 2 tygodnie zostaje w Gdańsku!
Dalej można utyskiwać, że to, co prezentuje na boisku lider ekstraklasy niekoniecznie zasługuje na prowadzenie w tabeli, ale nie można zawodnikom AZS-u Uniwersytet Gdański odmówić dwóch rzeczy. Po pierwsze efektywności - bo już 4. spotkanie wygrali różnicą jednej bramki. Po drugie - efektowności. To, że trener Szymon Hartman w trakcie tych rollercoasterów, które fundują mu jego podopieczni, jeszcze nie dostał zawału, zasługuje na pracę magisterską na Uniwersytecie Gdańskim w temacie zdolności znoszenia stresu.
Zaczęło się niewinnie; już nie pierwszy raz Akademicy szybko objęli prowadzenie, tym razem po odbiorze i kontrze Tomasza Kriezela, który wyłożył piłkę na czystą pozycję Patrykowi Ziarko. Zegar wskazywał dopiero 86 sekundę meczu. Gospodarze dominowali w pierwszych minutach nad tyszanami, którzy na mecz stawili się w zaledwie 9 zawodników. W 4. minucie po kontrze dwóch na jednego Wojciech Pawicki w niemal identycznej sytuacji obsłużył Tomasza Poźniaka, ale tym razem Rafał Krzyśka nie dał się zaskoczyć. Kolejne 3 minuty później Marcin Szymański najpierw strzelał, a potem dwukrotnie dobijał swoje uderzenie, ale znów tyski bramkarz pokazał, że nie przez przypadek golkiper ostatniej drużyny ekstraklasy jest powoływany do reprezentacji Polski. Z nieskuteczności Azetesiaków skorzystał Michał Słonina. W 15. minucie grający (współ)trener GKS-u poszedł na przebój lewą stroną i strzałem w krótki róg zaskoczył Jacka Burglina. Odpowiedzieć próbował Kriezel, mijając dwóch rywali i uderzając ze środka, lecz po raz kolejny swoje umiejętności zaprezentował Krzyśka. Jego koledzy po wyrównaniu przejęli inicjatywę, w efekcie jeden z podopiecznych Romana Trojanowskiego trafił w słupek.
Na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy wydarzyło się jednak coś, co znacznie przechyliło szalę na korzyść przyjezdnych. Burglin, który w tym sezonie swoją postawą wywalczył dla AZS UG już niejeden punkt, został wyrzucony z boiska za interwencję ręką poza polem karnym. Akurat w tym momencie o czas poprosił Trojanowski, co dało debiutującemu w tym sezonie Marcinowi Wolskiemu dodatkowy czas na rozgrzewkę. Tyszanie nie wykorzystali dwóch minut w przewadze, choć w pewnym momencie Wolski dostał żółtą kartkę za faul na przeciwniku i Hartman mógł mieć obawę, czy jego bramkarze właśnie nie zaczynają się wykruszać. Po przerwie ponownie dominowali miejscowi. Jeszcze w 22. minucie goście mogli odetchnąć, gdy Krzyśka znów wykazał swój kunszt, broniąc uderzenie Kriezela z dystansu, a Mateusz Wesserling posłał dobitkę ponad poprzeczką. Ale to, co zdarzyło się dwie minuty później tyski golkiper zapamięta pewnie do końca kariery. Wolski naciskany przez rywala próbował zagrać daleką piłkę do Dominika Depty, ale... przelobował Krzyśkę! Tak jak dał się zaskoczyć tydzień temu Artur Boruc, tak teraz zrobił to reprezentacyjny bramkarz kadry futsalowej. - Oczywiście strzał nie był moim zamiarem. Przyznaję, że grałem długie podanie do Depty, ale bramkarz gości popełnił błąd i piłka wpadła - mówił po spotkaniu szczęśliwy Wolski. Naturalnie to trafienie nie umniejsza w żaden sposób umiejętności Krzyśki, bez którego pewnie GKS przegrałby znacznie wyżej, ale grunt, że AZS UG ponownie prowadził, a po chwili jeszcze zwiększył swoją przewagę. Tym razem pięknym strzałem pod poprzeczkę popisał się Kriezel. W 27. minucie meczu nadzieję w serca Ślązaków przywrócił najskuteczniejszy jak na razie zawodnik ligi Jacek Hewlik, a po chwili znów ściany (czytaj: słupek) pomogły gdańszczanom po strzale Patryka Szachnitowskiego. W 33. minucie w poprzeczkę z kolei trafił Słonina. Na pięć minut przed końcem GKS wycofał bramkarza, jednak nie przyniosło to efektu. Co więcej, Depta popisując się opanowaniem po raz czwarty zdołał umieścić piłkę w bramce gości. Rozmiary porażki GKS-u zmniejszył jeszcze golem samobójczym Poźniak, jednak trzy punkty - a co za tym idzie także fotel lidera - na kolejne dwa tygodnie pozostały w Gdańsku.
AZS UG ma po siedmiu kolejkach już 16 punktów na koncie, czyli ledwie o punkt mniej, niż zebrał przez cały poprzedni sezon. Czy taka zdobycz pozwoli włączyć się w walkę o medale, którą na naszym portalu zapowiadał w piątek Patryk Ziarko? Nadal można podchodzić do tego z ostrożną nieufnością, ale pierwszy cel trenera Hartmana jego drużyna zaczyna już na poważnie realizować - raczej nie będzie musiała się oglądać za plecy pod koniec sezonu, w obawie przed spadkiem. W Tychach zaś najwyższy czas na alarm, bo o ile z przodu drużyna Rafała Trojanowskiego wygląda nienajgorzej (22 gole to 5. wynik w lidze, przy czym pamiętajmy, że GKS - stan na piątek 8.11 - rozegrał mecz więcej), to mimo ofiarności Krzyśki tyszanie stracili prawie 2 razy więcej bramek, niż kolejny team w tej niechlubnej klasyfikacji.
Zaczęło się niewinnie; już nie pierwszy raz Akademicy szybko objęli prowadzenie, tym razem po odbiorze i kontrze Tomasza Kriezela, który wyłożył piłkę na czystą pozycję Patrykowi Ziarko. Zegar wskazywał dopiero 86 sekundę meczu. Gospodarze dominowali w pierwszych minutach nad tyszanami, którzy na mecz stawili się w zaledwie 9 zawodników. W 4. minucie po kontrze dwóch na jednego Wojciech Pawicki w niemal identycznej sytuacji obsłużył Tomasza Poźniaka, ale tym razem Rafał Krzyśka nie dał się zaskoczyć. Kolejne 3 minuty później Marcin Szymański najpierw strzelał, a potem dwukrotnie dobijał swoje uderzenie, ale znów tyski bramkarz pokazał, że nie przez przypadek golkiper ostatniej drużyny ekstraklasy jest powoływany do reprezentacji Polski. Z nieskuteczności Azetesiaków skorzystał Michał Słonina. W 15. minucie grający (współ)trener GKS-u poszedł na przebój lewą stroną i strzałem w krótki róg zaskoczył Jacka Burglina. Odpowiedzieć próbował Kriezel, mijając dwóch rywali i uderzając ze środka, lecz po raz kolejny swoje umiejętności zaprezentował Krzyśka. Jego koledzy po wyrównaniu przejęli inicjatywę, w efekcie jeden z podopiecznych Romana Trojanowskiego trafił w słupek.
Na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy wydarzyło się jednak coś, co znacznie przechyliło szalę na korzyść przyjezdnych. Burglin, który w tym sezonie swoją postawą wywalczył dla AZS UG już niejeden punkt, został wyrzucony z boiska za interwencję ręką poza polem karnym. Akurat w tym momencie o czas poprosił Trojanowski, co dało debiutującemu w tym sezonie Marcinowi Wolskiemu dodatkowy czas na rozgrzewkę. Tyszanie nie wykorzystali dwóch minut w przewadze, choć w pewnym momencie Wolski dostał żółtą kartkę za faul na przeciwniku i Hartman mógł mieć obawę, czy jego bramkarze właśnie nie zaczynają się wykruszać. Po przerwie ponownie dominowali miejscowi. Jeszcze w 22. minucie goście mogli odetchnąć, gdy Krzyśka znów wykazał swój kunszt, broniąc uderzenie Kriezela z dystansu, a Mateusz Wesserling posłał dobitkę ponad poprzeczką. Ale to, co zdarzyło się dwie minuty później tyski golkiper zapamięta pewnie do końca kariery. Wolski naciskany przez rywala próbował zagrać daleką piłkę do Dominika Depty, ale... przelobował Krzyśkę! Tak jak dał się zaskoczyć tydzień temu Artur Boruc, tak teraz zrobił to reprezentacyjny bramkarz kadry futsalowej. - Oczywiście strzał nie był moim zamiarem. Przyznaję, że grałem długie podanie do Depty, ale bramkarz gości popełnił błąd i piłka wpadła - mówił po spotkaniu szczęśliwy Wolski. Naturalnie to trafienie nie umniejsza w żaden sposób umiejętności Krzyśki, bez którego pewnie GKS przegrałby znacznie wyżej, ale grunt, że AZS UG ponownie prowadził, a po chwili jeszcze zwiększył swoją przewagę. Tym razem pięknym strzałem pod poprzeczkę popisał się Kriezel. W 27. minucie meczu nadzieję w serca Ślązaków przywrócił najskuteczniejszy jak na razie zawodnik ligi Jacek Hewlik, a po chwili znów ściany (czytaj: słupek) pomogły gdańszczanom po strzale Patryka Szachnitowskiego. W 33. minucie w poprzeczkę z kolei trafił Słonina. Na pięć minut przed końcem GKS wycofał bramkarza, jednak nie przyniosło to efektu. Co więcej, Depta popisując się opanowaniem po raz czwarty zdołał umieścić piłkę w bramce gości. Rozmiary porażki GKS-u zmniejszył jeszcze golem samobójczym Poźniak, jednak trzy punkty - a co za tym idzie także fotel lidera - na kolejne dwa tygodnie pozostały w Gdańsku.
AZS UG ma po siedmiu kolejkach już 16 punktów na koncie, czyli ledwie o punkt mniej, niż zebrał przez cały poprzedni sezon. Czy taka zdobycz pozwoli włączyć się w walkę o medale, którą na naszym portalu zapowiadał w piątek Patryk Ziarko? Nadal można podchodzić do tego z ostrożną nieufnością, ale pierwszy cel trenera Hartmana jego drużyna zaczyna już na poważnie realizować - raczej nie będzie musiała się oglądać za plecy pod koniec sezonu, w obawie przed spadkiem. W Tychach zaś najwyższy czas na alarm, bo o ile z przodu drużyna Rafała Trojanowskiego wygląda nienajgorzej (22 gole to 5. wynik w lidze, przy czym pamiętajmy, że GKS - stan na piątek 8.11 - rozegrał mecz więcej), to mimo ofiarności Krzyśki tyszanie stracili prawie 2 razy więcej bramek, niż kolejny team w tej niechlubnej klasyfikacji.
Etykiety

