Skrót meczu / KP Sport

Koniec nadziei w Gdańsku. AZS UG pierwszym spadkowiczem

Akademicy znad morza dwukrotnie prowadzili z Cleareksem w "meczu ostatniej szansy". Jednak dwie bramki to było za mało na pokonanie wyjątkowo zmotywowanego i dowodzonego osobiście przez Zdzisława Wolnego chorzowskiego klubu.

AZS Uniwersytet Gdański
Clearex Chorzów

AZS Uniwersytet Gdański - Clearex Chorzów
2:4

 
Chorzowianie na początku przeżyli mały szok, bo bramkę stracili po... 7 sekundach gry! Po prostopadłym zagraniu Wojciecha Pawickiego, Dominik Depta wystawił piłkę Mateuszowi Wesserlingowi, który bez trudu trafił do siatki. Goście dość wolno podnosili się po tym ciosie. Piotr Łopuch nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Markiem Gondą, poprawka Mariusza Segeta została zablokowana, a jeszcze Pawicki mógł podwyższyć, gdy po akcji w swoim stylu przy linii próbował pokonać Pawła Pstrusińskiego strzałem w krótki róg. W końcu udało się wyrównać, za sprawą uderzenia po kornerze Michała Tkacza w sam dolny róg bramki. Clearex wskoczył na właściwie tory? Absolutnie nie. Tym razem strzelenie gola zajęło gdańszczanom 15 sekund - gdy po wgraniu Depty piłkę do własnej bramki skierował Tomasz Golly. Chorzowianin błyskawicznie się zrehabilitował, w 10. minucie ponownie wyrównując stan rywalizacji, po tym, gdy "przysnął" kryjący go Marek Cirkowski. Przyjezdni wypracowali sobie optyczną przewagę i w 13. minucie to oni objęli prowadzenie. Najpierw Tkacz z łatwością ograł groźnego tylko w ofensywie Przemysława Kostucha, lecz fatalnie przestrzelił, będąc sam przed Gondą. Jednak już chwilę później po ładnej akcji i sprytnie przepuszczonym przez Tomasza Rabczaka strzale Mirosława Miozgi na tablicy widniał wynik 2:3. Do końca pierwszej połowy działo się niewiele. Choć można się było spodziewać, że gdańszczanie rzucą się rywalom do gardeł, to grali raczej niemrawo, a na pewno chaotycznie. Najlepszej okazji na remis nie wykorzystał kilkadziesiąt sekund przed przerwą Marek Widzicki, po rzucie wolnym i strzale z ostrego kąta. Tuż przed syreną mógł jeszcze podwyższyć Łopuch, lecz raz został zablokowany, a po chwili z 6. metra posłał piłkę wysoko nad poprzeczką.

Druga część gry zaczęła się od trzech niewykorzystanych okazji Cleareksu. W 25. minucie do głosu doszli Akademicy. Ładnie zapowiadającą się koronkową akcję gdańszczan zepsuł Cirkowski, posyłając piłkę do Tomasza Bronera nieco za plecy. Chwilę później kolejną akcję gospodarze zakończyli już strzałem, lecz Widzicki uderzył wprost w dobrze skracającego kąt Pstrusińskiego. Na boisku panowało wciąż sporo chaosu, spotęgowanego jeszcze w 29. minucie przyznaniem miejscowym piątego napomnienia. Jak sędziom udało się nie podyktować przedłużonego karnego aż do ostatnich sekund - to pozostanie ich tajemnicą, bo na boisku nie brakowało ostrych spięć i nieczystych zagrań. Mimo wszystko konieczność pewnego odpuszczenia w obronie przez UG sprawiała, że goście zaczęli coraz bardziej dominować. Naciskany przez rywali Tkacz oddał ze środka strzał w słupek, a wyprowadzony na świetną okazję Rabczak... poślizgnął się i uderzył niecelnie. Sytuacje mieli też Azetesiacy. Najlepszych nie wykorzystali Tomasz Poźniak i Wojciech Pawicki, których strzały wyłapywał rozkręcający się Paweł Pstrusiński. Ostatecznie to golkiper Cleareksu przypieczętował wynik, trafiając do pustej bramki po tym, gdy 4 minuty przed końcem Szymon Hartman zdecydował się na grę w przewadze.

AZS UG mógł zrobić więcej, by to spotkanie wygrać, bo nie był to najlepszy mecz sezonu w wykonaniu Pawickiego i spółki. Gdańszczanom został do rozegrania jeszcze mecz w Głogowie, ale choćby wygrali go równie wysoko, jak w pierwszej rundzie, to ich spadek został już przesądzony. Chorzowianie z kolei mogą jeszcze awansować na czwarte miejsce, ale chyba tylko w teorii. Stałoby się tak, gdyby wygrali ostatni pojedynek z Red Devils Chojnice, pniewianie z Red Dragons nie zdobyliby już punktu, za to zawodnicy GAF Jasna Gliwice w dwóch meczach zgromadziliby 4 punkty. Jak widać - czysta abstrakcja. Chociaż dopóki piłka w grze...