Smoki dają nadzieję Gatcie fot. K. Janczak (www.wirtualnepniewy.pl)

Smoki dają nadzieję Gatcie

Pniewska hala wybitnie nie leży zawodnikom Wisły Krakbet. Lider z Krakowa podchodził do niej już po raz trzeci w tym sezonie i po raz trzeci nie wywiózł zwycięstwa (w regulaminowym czasie). Szampany trzeba jeszcze schować do lodówki.

Red Dragons Pniewy
Wisła Krakbet Kraków

Red Dragons Pniewy - Wisła Krakbet Kraków
1:1

 
Dwukrotnie, gdy w tym sezonie mierzyły się te drużyny, byliśmy  w Pniewach świadkami bardzo emocjonujących widowisk. Tak było i tym razem.

Pierwsze minuty były typowym badaniem się obu ekip. Gospodarze wiedzieli, że gdy pierwsi stracą bramkę, to trudno im będzie odrobić tę stratę. Najpierw do głosu doszła Wisła Krakbet. W 3. minucie Adam Wachoński faulował swojego rywala. Do piłki podszedł Ricardo Gomes i mocno uderzył ma bramkę Macieja Foltyna. Ten jednak pewnie wyłapał piłkę. Kolejne minuty to już dominacja gospodarzy. Najpierw Piotr Błaszyk minimalnie przestrzelił, a chwilę później bliski strzelania bramki piętą był Michał Ozorkiewicz.  W 9. minucie kibice w Pniewach po raz pierwszy mogli chwycić się za głowy. Łukasz Frajtag zagrał idealną piłkę tuż przed bramkę Kamila Dworzeckiego. Do piłki doszedł Wachoński, ale posłał ją nad poprzeczką bramki rywali. Była to doskonała okazja na objęcie prowadzenia. Goście próbowali się odgryzać, ale albo wszystkie piłki kończyły daleko od bramki Foltyna, albo były blokowane jak między innymi strzał Serhija Kowala.

Swojego dnia nie miał Ricardo Gomes. Najpierw zwodem położył go Patryk Hoły, a kilka minut później zanotował na swoim koncie parę "dziurek", założonych przez graczy z Pniew. W ostatnich minutach pierwszej połowy zarówno gospodarze jak i goście mogli objąć prowadzenie. Najpierw Ozorkiewicz w sytuacji sam na sam strzelił w bramkarza gości. Potem identyczna akcja miała miejsce po drugiej stronie parkietu. Strzał Sebastiana Wojciechowskiego zatrzymał jednak Foltyn. Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Po wznowieniu gry od razu do ataku zabrali się gospodarze. Ich akcje były coraz groźniejsze. Na gola nie trzeba było długo czekać, bo tylko trzy minuty drugiej połowy. Wtedy to do piłki dopadł Adam Wachoński i po indywidualnej akcji umieścił piłkę w bramce. Kibice oszaleli z radości.

Po tym "policzku", krakowianie momentalnie ruszyli do ataku. Pomimo utrzymywania się przy piłce, smoki wawelskie nie potrafiły tego wykorzystać, a to za sprawą bardzo dobrej gry pniewian w defensywie.  Jak na ironię, to zawodnicy Red Dragons mieli okazję podwyższyć wynik. Mógł to dwa razy zrobić Wachoński. Najpierw piłka przeszła obok bramki Wisły, a chwilę później fantastycznie zachował się Dworzecki. Ten mecz zdecydowanie należał do golkiperów. Chwilę po paradzie kapitana gości, jeszcze lepszą interwencją popisał się Foltyn, intuicyjnie broniąc strzał Mikołaja Zastawnika oraz dobitkę Serhija Kowala. Zastawnik jeszcze nie raz dał się we znaki Foltynowi. Był on najgroźniejszym zawodnikiem Wisły, raz po raz nękając Red Dragons strzałami. Najlepszą okazję na wyrównanie miał Roman Wachuła. Ukrainiec uderzył bardzo mocno i zarazem bardzo precyzyjnie. Kibice zamarli, ale na ich szczęście na swoim miejscu był Foltyn, który barkiem wybił piłkę na rzut różny.

3 minuty przed końcem meczu trener Wisły Krakbet Kraków poprosił o przerwę. Po minutowej naradzie zadecydował, że to pora na wycofanie bramkarza. W niebieską koszulkę ubrał się Kowal. Przez długi okres zawodnicy Wisły, grający z jednym zawodnikiem w polu więcej, nie potrafili stworzyć sobie żadnej sytuacji. Aż do 39. minuty. Po wymianie paru podań, piłka trafiła do Oleksandra Bondara. Ten nie zastanawiał się zbyt długo i strzelił na bramkę gospodarzy. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od nóg zawodnika Red Dragons i zatrzymała się dopiero w siatce. Wiślacy do ostatniej sekundy łudzili się, że są w stanie wygrać ten arcyważny mecz, ale gospodarze zagrali bardzo mądrze, nie dopuszczając już swoich rywali do pozycji strzeleckich.

Remis w Pniewach nieco skomplikował sytuację Wisły Kraków. Wprawdzie ich przewaga nad Gattą Active Zduńska Wola powiększyła się chwilowo do 4 punktów, ale jutro może już stopnieć do zaledwie "oczka", jeśli drużyna wicelidera pokona Rekord Bielsko-Biała. Wówczas o mistrzostwie Polski zdecydowałby ostatni mecz, za tydzień w Krakowie! Jeśli jednak Gatta nie zgarnie w poniedziałek kompletu punktów, to ostatnia kolejka zamieni się w rozgrywki towarzyskie.