Skrót meczu
Twierdza Pniewy nie do zdobycia
Nie ma silnych na grające u siebie Czerwone Smoki z Pniew. Drużyna Łukasza Frajtaga tym razem odprawiła z kwitkiem Clearex Chorzów, a mecz mógł się podobać licznie zgromadzonej publiczności.
Zazwyczaj, gdy myślimy o futsalu, to przed oczyma mamy szybkie widowisko, z dużą ilością strzałów, parad bramkarzy, dramaturgią oraz dużą ilością bramek. To i jeszcze więcej mogliśmy zobaczyć w meczu Red Dragons Pniewy - Clearex Chorzów. Ten mecz był wspaniałą promocją futsalu.
Pojedynek rozpoczął się z wysokiego "c". Już w trzeciej minucie meczu faulowany przed 9. metrem bramki Kamila Dworzeckiego został jeden z zawodników gospodarzy. Piłkę do rąk zabrał Łukasz Frajtag. Z wielką starannością ustawił ją na parkiecie, po czym piekielnie mocno w nią kopnął. Chwilę później hala OSiR w Pniewach ryknęła z radości. Ten strzał dał prowadzenie gospodarzom. Bramkarz gości nie miał najmniejszych szans na interwencje. Na całe szczęście to była dopiero przystawka.
Przez resztę pierwszej części gry głównymi bohaterami byli bramkarze. Pierwszy miał okazję wykazać się Dworzecki. Były zawodnik nieistniejącej już Wisły Krakbet Kraków wspaniale zatrzymał bardzo groźny strzał Piotra Błaszyka. Co więcej, po przechwycie od razu uruchomił akcję swojej drużyny, przez co interwencją musiał popisać się jego kolega z naprzeciwka. Maciej Foltyn, bo o nim mowa, też pokazał wielką klasę, broniąc strzał Mateusza Omylaka.
Bliski przerwania statystyki obronionych strzałów przez Foltyna był najpierw Mariusz Seget, który to w sytuacji sam na sam strzelił tuż obok prawego słupka Red Dragons, a następnie Paweł Budniak, którego strzał wylądował na poprzeczce. Bardzo dobry mecz rozgrywał też inny zawodnik Cleareksu - Daniel Wojtyna. Jego strzały bardzo często nękały bramkarza z Pniew. Po jednym z nich wydawało się, że piłka zaraz znajdzie się w bramce, ale Foltyn instynktownie zatrzymał piłkę turlającą się do bramki.
Okazje na podwyższenie wyniku mieli gracze Czerwonych Smoków, a dokładniej Błaszyk. Przymierzył on w same okienko bramki Dworzeckiego. Ten z największym trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką. Gdyby to wpadło, byłby to gol kolejki, jak nie sezonu. Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Warto odnotować jeszcze jeden fakt - w 13. minucie żółtą kartkę otrzymał Omylak. Konsekwencje tej kartki poznaliśmy dopiero w drugiej połowie.
A drugą część gry z większym animuszem zaczęli zawodnicy gości. Wiedzieli, że jeśli chcą wyprzedzić Red Dragons w ligowej tabeli, to muszą ten mecz bezwzględnie wygrać. Bardzo bliski wyrównania był Budniak, ale jego strzał przeszedł kilka centymetrów od słupka gospodarzy. Atakom oraz brudnej grze zarówno z jednej, jak i drugiej strony, nie było końca. Aż do 23 minuty. Omylak popełnił bardzo duży błąd - sfaulował jednego z graczy zawodników z Pniew. Był on na tyle brzydki, że zobaczył za niego kolejny żółty kartonik, co w konsekwencji oznaczało czerwoną kartkę. Goście musieli grać w osłabieniu.
Przewagę jednego zawodnika gracze Red Dragons szybko wykorzystali. Po akcji, w której piłka z dużą szybkością krążyła od nogi do nogi, bramkę zdobył Adam Wachoński. Mogłoby się wydawać, że stracone dwie bramki oraz strata jednego z kluczowych graczy Cleareksu "uśpią" ten mecz. Tak się nie stało, a było wręcz odwrotnie. Mecz się jeszcze bardziej zaostrzył i jeszcze bardziej wyrównał. Świadczyć może o tym statystyka fauli. Na dwanaście minut przed zakończeniem spotkania, Red Dragons i Clearex mieli na swoim koncie po 5 fauli. Wszyscy w hali w Pniewach byli pewni, że zobaczymy co najmniej jeden przedłużony rzut karny.
Tak też się stało, jednak wcześniej byliśmy świadkami gola kontaktowego. Wisiał on dłuższego czasu w powietrzu. Akcje Clearexu były coraz bardziej składne, coraz więcej roboty miał Foltyn, przy bramce Budniaka nie miał nic do powiedzenia. Mecz, co się wydaje niemożliwe, stał się jeszcze szybszy. Wracając do przedłużonego karnego. Szansę na gola z 10. metra dostał ich etatowy wykonawca, strzelec pierwszej bramki dla Smoków - Łukasz Frajtag. Podobnie jak podczas jego rzutu wolnego, tak i teraz, jego strzał był bardzo mocny. Dworzecki nie miał najmniejszych szans na obronę. Red Dragons po raz kolejny w tym meczu był o dwie bramki lepszy.
Cztery gole do 33. minuty gry, to naprawdę bardzo dobry wynik, a to dopiero połowa bramek jakie zobaczyliśmy w tym meczu. Wszystkie kolejne gole były już z "gry". Nie zobaczyliśmy także kolejnego przedłużonego, czy też "zwykłego" rzutu karnego. Chociaż co najmniej jeszcze jeden należał się gospodarzom. Jednak sędzia nie odgwizdał zagrania ręką jednego z chorzowian, na domiar złego Łukasz Błaszczyk za protesty obejrzał żółtą kartkę.
W pierwszej połowie mogliśmy być świadkami bardzo pięknej bramki, jednak Dworzecki przeniósł piłkę nad poprzeczką. Polskie porzekadło brzmi: "co się odwlecze to nie uciecze". Tak stało się tym razem. Pięknym strzałem w długi róg bramki popisał się Adam Wachoński. Uroku dodał też fakt, że to najpierw on odebrał piłkę na własnej połowie, podał do kolegi, wyszedł na pozycję i zdobył gola. "Klasa światowa" - tak komentowali kibice w hali.
Clearex nie miał nic do stracenia i wycofał bramkarza. To posunięcie opłaciło się. Grający w przewadze jednego zawodnika w polu goście bardzo szybko rozgrywali piłkę po obwodzie. Red Dragons zamknięci w "zamku hokejowym" za wszelką cenę chcieli przeciąć, którekolwiek podanie, aby chociaż na chwilę oddalić ryzyko straty gola. Na nieszczęście gospodarzy, piłkę niefortunnie przeciął grający trener Smoków i umieścił piłkę we własnej bramce.
Gracze Clearexu poczuli krew. 4:2 i dwie minuty do końca gry. Wszystko było możliwe. Przynajmniej do czasu. Goście grający ciągle z lotnym bramkarzem, cały czas próbowali rozgrywać piłkę przed polem karnym Red Dragons. Wydawało się, że kolejna bramka dla gości wisi w powietrzu. Po stracie piłki lotny bramkarz Clearexu od razu podszedł do strefy zmian, aby zmienić się z Dworzeckim. Ten chyba zbagatelizował sytuację, w której to gospodarze mięli piłkę i zbyt wolno wrócił między słupki. Wrócił do niej, gdy piłka po strzale Skrzypka minęła linię bramkową. Było już pewne, że zawodnicy z Pniew będą mogli cieszyć się kolejnym zwycięstwem. Różnica trzech bramek i trochę ponad minuta do końca.
Chorzowianie chcieli chociaż zmniejszyć rozmiary porażki. To im się udało. Dwadzieścia trzy sekundy przed końcem meczu, trzeciego gola dla Cleareksu strzelił Krzysztof Salisz. Miał on jeszcze jedną szansę na trafienie, ale jego kolejny strzał został wyłapany przez Foltyna.
Szkoda, że takie mecze jak ten trwają tak krótko. "Koniec i bomba, kto nie widział ten trąba" - kto nie widział spotkania w Pniewach - niech żałuje.
Etykiety

24.10.2015 godz. 18:00