Nieskuteczna GAF Omega, beznadziejne Czerwone Diabły fot. Aleksander Knitter (FotoChojnice.pl)

Nieskuteczna GAF Omega, beznadziejne Czerwone Diabły

Już do przerwy GAF Omega Gliwice mogła prowadzić kilkoma bramkami, ale zamiast do bramki, gospodarze częściej obijali słupki i poprzeczkę. W drugiej połowie przyjezdni wykorzystali dwa przedłużone karne i przez chwilę nawet prowadzili. Z końcowego remisu to jednak oni powinni być bardziej zadowoleni.

GAF Omega GliwiceRed Devils Chojnice31.10.2015 godz. 19:00

GAF Omega Gliwice - Red Devils Chojnice
2:2 (1:0)

Protokół meczowy

Skuteczne u siebie "Czerwone Diabły" na wyjeździe przechodzą niewiarygodną metamorfozę. Można powiedzieć, że ekipa Vlastimila Bartoska na wyjeździe to zupełnie inna drużyna, niż ta u siebie. A przecież zawodnicy ci sami. Chojniczanie mogą się cieszyć, że wywieźli w ogóle z Gliwic punkt, bo zawdzięczają to tylko fatalnej dyspozycji strzeleckiej gospodarzy i skuteczności Oleksandra Bondara z przedłużonych karnych (oraz oczywiście związanej z tym niefrasobliwości w łapaniu przewinień przez miejscowych).

Przez pierwsze 9 minut z parkietu wiało nudą absolutną, a obie drużyny miały problemy często z wymienieniem nawet dwóch-trzech celnych podań. Nieskuteczne zagrania przeplatały się z teatralnymi upadkami, a jedynymi ciekawszymi akcentami były strzały z dystansu Macieja Mizgajskiego i Maksyma Pautiaka. Właśnie dopiero w 9. minucie jako pierwszy w ekipie GAF w słupek uderzył po kontrze Marcin Kiełpiński, wykorzystując fakt, że Mario Modrusan i Wadim Iwanow bardziej sobie przeszkadzali w obronie, niż pomagali. Minutę później w poprzeczkę po dalekim podaniu Mizgajskiego trafił w kolei Damian Ficek. Kolejne 60 sekund i kolejna świetna okazja zmarnowana przez gospodarzy - tym razem na pustą bramkę nie trafił po kontrze Joao Baptista. Najlepszej okazji dla chojniczan nie wykorzystał natomiast Bondar, który po otrzymaniu podania po przekątnej od Iwanowa znalazł się sam przed Michałem Widuchem. Powracający do składu GAF bramkarz zdołał odbić piłkę na róg.

14. minuta powinna wstrząsnąć Red Devils, bo zespół Bartoska mógł stracić w ciągu kilkunastu sekund aż 3 bramki! W pierwszej sytuacji piłka rzeczywiście zatrzepotała w siatce. Pomyłkę Michała Holego, który za krótko wybił futbolówkę sprzed własnego pola karnego, wykorzystał Piotr Łopuch, obsługując Tomasza Luteckiego. Ten ostatni nie pomylił się w sytuacji sam na sam z Modrusanem. Gorzej było po chwili. Podanie po przekątnej od Mizgajskiego ponownie trafiło do Luteckiego, a ten z trzech metrów trafił w słupek. Pół minuty później do bramki ekwilibrystycznie (stojąc tyłem) próbował trafić Łopuch i... oczywiście trafił również w słupek. Słabiutko grający chojniczanie (pozytywnie wyróżniał się tylko Tomasz Kriezel, ale i tak głównie w defensywie) w ostatnich minutach pierwszej połowy próbowali gry w przewadze. Widuch zdołał jednak zatrzymać strzały Bondara i Sebastiana Wojciechowskiego, do przerwy miejscowi prowadzili więc 1:0. Tylko 1:0.

Druga część rozpoczęła się od niewykorzystanych szans Łukasza Sobańskiego i Piotra Łopucha. Później Michał Widuch dwukrotnie ratował swoją drużynę, nogą blokując piłki wgrywane na długi słupek, a w 25. minucie Marcin Kiełpiński pokazał, że niestety daleki jest od reprezentacyjnej formy, po idealnym wgraniu Michała Grecza fatalnie mijając się z piłką na zamknięcie akcji. Mecz oglądało się bardzo ciężko, bo ponownie seriami mnożyły się niecelne podania. Spotkanie ożywiły przewinienia gospodarzy. Piąte złapali już w 26. minucie, a 4 minuty później Sebastian Wojciechowski znalazł wreszcie przeciwnika, który nie wiedział, że pierwsze co chojniczanin może zrobić z piłką to popularna "ruleta". Portugalczyk sfaulował byłego gracza Wisły Kraków, Oleksandr Bondar zabrał piłkę Tomaszowi Kriezelowi, który już przymierzał się do wykonania przedłużonego karnego i pewnym uderzeniem w okienko doprowadził do remisu.

Dwie minuty po wyrównaniu Bondar po raz drugi wykorzystał karnego. Jeszcze w międzyczasie jedynej chyba w tej połowie składnej dynamicznej akcji gości nie sfinalizował skutecznie Wadim Iwanow. Końcówka przyniosła wreszcie emocje. W 34. minucie kolejny słupek zaliczył Maksym Pautiak, tym razem uderzając w niego od zewnętrznej strony, ale już po chwili Ukrainiec się zrehabilitował. Dostał piłkę z rzutu wolnego od Michała Grecza i płaskim strzałem między nogami Mario Modrusana ponownie doprowadził do remisu. Nie da się ukryć, że chorwacki bramkarz mógł się w tej sytuacji znacznie lepiej zachować. Na 4 minuty przed końcem po kontrze 3 na 1 Bondar położył już na ziemi Widucha, ale piłkę z pustej bramki wybił Lutecki. Przyjezdni postanowili zawalczyć o pełną pulę, lecz mogło się to na nich srogo zemścić. 15 sekund przed syreną piłkę złapał Widuch i próbował szybko wznowić grę, wykorzystując brak golkipera u chojniczan. Wpadł jednak prosto w Michala Holego. Gospodarze mieli olbrzymie pretensje do sędziów, że w tej sytuacji nie odgwizdali faulu, a byłoby to szóste przewinienie Red Devils. Arbitrzy pozostali nieugięci, pojedynek zakończył się więc remisem.

Nawet gdyby uznać owe pretensje do sędziów za zasadne, czego rozstrzygać nie będziemy, to gliwiczanie w pierwszej kolejności muszą winić samych siebie za niezgarnięcie kompletu punktów. Ich gra wciąż daleka jest od optymalnej, nadal mają na koncie najmniej zdobytych bramek (średnio zaledwie 1,4 na mecz), a strzelając tak słabo, ciężko o wygraną. Chojniczanie mogą jednak mówić o wielkim szczęściu, że wywieźli punkt. Bo gdyby futsal był sprawiedliwą grą, to wracaliby ze Śląska w fatalnych humorach i z solidnym workiem bramek.