Z notatnika dziejopisa

Po poprzednim felietonie miałem telefon od pana Józefa, zasłużonego działacza piłki halowej lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Powiedział - "Dziękuje ci Andrzeju, że wspomniałeś o tych, dla niektórych, już zamierzchłych czasach naszej halówki. Mało jest działaczy w teraźniejszym futsalu, którzy owe początki pamiętają. A było trudno, ale i śmiesznie, niemniej jednak przyjacielsko. Całkiem inaczej niż teraz. Nie napinaliśmy się na wynik. Ot, była to rywalizacja z wolą zabawy. Jak to u prawdziwych pionierów bywa. I napisz, że blisko jubileusz 25-lecia polskiego futsalu. Może ktoś pofatyguje się i zrobi jakieś obchody". Obiecałem przyjacielu, że o tym napiszę i to robię na poczesnym miejscu kolejnego felietonu. Tylko, kto miałby to zrobić - zastanawiam się. W PZPN raczej głowy do małej piłki nie mają. Komisja boryka się z innymi problemami i tak po prawdzie nie ma co świętować. Zresztą na chwilę obecną mają pewnie ważniejsze sprawy - choćby jak załapać się do nowej komisji po powyborczym rozdaniu z 28 października. Może więc ekstraklasa z niektórymi ojcami założycielami polskiego futsalu sprzed lat. Ogólnie biorąc Śląskiem, Podbeskiedziem, Zagłębiem oraz Opolszczyzną czele. Jak to mówią Rosjanie - pożiwjom, uwidim. Temat, obiecany przyjacielowi, rzuciłem i poczekam na odzew.
Wolność jest moim zdaniem takim przejawem, który umożliwia wychodzenie z miejsc, które nie są lubiane. Wychodzenie, kiedy chce się i jak chce się. Dlatego w 80. minucie opuściłem we wtorek Stadion Narodowy, bo miałem dość robienia ze mnie idioty przez kilkadziesiąt milionów PLN w postaci polskich piłkarzy biegających bez składu i ładu po nienajlepszej tego dnia murawie w meczu z Armenią. Z tej grupy PLN, czyli polskich złotych wyłączam Lewandowskiego, bo - moim zdaniem - jemu jednemu tak naprawdę się chciało. Pal licho te dwie stóweczki, które wyłożyłem, aby zasiąść w tym magicznym dla piłkarskiej Polski miejscu (przynajmniej zobaczyłem w jednej lokalizacji sporo pięknych kobiet. Oj ładne są te Polki. Oj cudowne), ale nie zdzierżę, gdy ktoś robi ze mnie idiotę i nie przykłada się należycie do wykonywanej roboty. Tego dnia na Narodowym przekonałem się też, iż pan Nawałka wcale nie jest cudotwórcą, jak opisywały go niektóre media. Co gorsze, zobaczyłem, że ubywa z kadry dwóch zawodników i nie ma reprezentacji. Panie prezesie Boniek, proponuję pielgrzymkę do Częstochowy z jakimś votum oraz prośbą, aby "Lewego" omijały kontuzje. Powyższy passus chyba wyjaśnia sympatykom futsalu, dlaczego reprezentacja futsalowa nie może przebrnąć pewnego poziomu. Po prostu, żaden nasz futsalista nie gra w dobrym klubie poza Polską i ma braki wolicjonalne albo techniczne. Futsalowego Lewandowskiego nie widać nawet w najodleglejszej perspektywie. A, i nasze kluby nawet "nie wąchają" od lat trwającej obecnie klubowej main round UEFA Futsal Cup. Jest takie powiedzenie - tak krawiec kraje, jak materiału staje. Nie oczekujmy więc zbyt nachalnie, że trenerzy Bianga oraz Korczyński przeskoczą pewne etapy. I tak robią więcej, niż to wygląda po pobieżnej analizie umiejętności zawodników. Jeżeli ktoś w tej materii ma inne zdanie, to jest najzwyczajniej ignorantem. Aha, jeszcze pragnę dodać, że paradoksalnie gol Roberta może przejść do historii jako jedna z najważniejszych jego bramek w karierze reprezentacyjnej. A za rok może okazać się, że nawet jest najważniejszą.

Po tej jubileuszowo-trawiastej części przejdźmy do bieżących futsalowych wydarzeń. Tym razem Pniewy dostąpiły zaszczytu przywitania z futsalową telewizją publiczną, która misyjnie nadaje futsal. I robi to coraz lepiej, mimo iż nie zawsze ma sale, hale temu sprzyjające. Pniewski mecz atrakcyjnością przypadł mi do gustu. Po raz pierwszy na misyjnym ekranie telewidzowie zobaczyli przedłużone rzuty karne i to wykonywane wcale nie z oznaczonego punktu, co wzbudzało konsternację przed ekranami, ale i pokazywało, ile do zrobienia dla wyjaśniania zawiłości futsalowej gry dla przeciętnego polskiego Kowalskiego mają komentatorzy tej dyscypliny. Muszę powiedzieć, że drugi gol Łukasza Frajtaga był najprzedniejszej urody. Panie Łukaszu, proszę o kolejne takie cudeńka. Natomiast, nie zauroczyli mnie kadrowicze reprezentacyjni, może poza Foltynem, z obydwu zespołów. Ale widocznie moja wyobraźnia jest mniejsza niż trenerów Biangi oraz Korczyńskiego. I niech tak pozostanie dla dobra polskiego futsalu. Szkoda, że spiker nie przedstawił widzom Pawła Wojtali, byłego reprezentacyjnego piłkarza naszej trawiastej kopanej, a od niedawna prezesa Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. Osobiście nie przypominam sobie, aby prezesi wojewódzkich ZPN  tak gremialnie drzwiami oraz oknami chadzali na futsalowe mecze ligowe. Co najwyżej, jak jest mecz reprezentacji, to wtedy ogrzeją się przy futsalu. Prawda, panie przewodniczący Bogdanie. Wypadałoby też zgromadzonej, aż w nadmiarze, rozkochanej w futsalu publiczności pniewskiej przedstawić prezesa Spółki, Macieja Karczyńskiego. Zawsze twierdzę, że w takich sytuacjach lepiej powiedzieć więcej, niż za mało. Niemniej, organizacyjnie piąteczka.

Ruszyła I liga futsalowa - 23 zespoły, w pierwszych dwóch kolejkach aż 4 mecze przełożone. W porównaniu z poprzednim sezonem jest o jeden zespół mniej. Było nie było jest to ważne zaplecze dla ekstraklasy, choć trochę zbyt liczne, aby stabilizować poziom do najlepszych drużyn kraju. Dlatego z zaciekawieniem poobserwuję wyniki ekstraklasowych beniaminków. Jak na razie wyżej w tabeli jest Gdański AZS, chociaż w bezpośrednim boju Solna Wieliczka była lepsza. Mnie osobiście cieszy, że Wieliczka znalazła się w najwyższej klasie rozgrywkowej, gdyż reprezentuje region krakowski, gdzie tradycje futsalowe są spore, a po różnych perypetiach Baustalu, Kupczyka, czy Wisły nie było, bodajże, przez miniony sezon drużyny tego regionu w ekstraklasie. Dobrze, że wrócił Gdańsk. Tylko proszę, panowie piłkarze AZS – niech nie będzie to na zasadzie przysłowiowej "wańki-wstańki", czyli wchodzimy, spadamy, znowu wchodzimy. Czas na stabilizację, aby futsal wzmocnił się na dłużej na północy Polski. Zdaję sobie sprawę, że w I lidze jest o wiele trudniej niż w ekstraklasie. Mniej kasy. Nie ma stałego medium. O wizerunek trzeba dbać samemu, nie tak jak w Spółce Futsal Ekstraklasa. Nie wierzę bowiem, aby zadbał o te sprawy związek centralny, czy regionalny. Komisja Futsalu w zasadzie, jako główne i słusznie, realizuje inne swoje zadania, przeważnie dotyczące reprezentacji narodowych, czy młodzieżowych mistrzostw Polski. Niedawno jeden z działaczy klubowych I ligi podczas dyskusji rzucił tak niezobowiązująco - może panowie byśmy też powołali sobie takie stowarzyszenie, jak ma I liga na trawie. Coś w tym jest. Pamiętam jak w 2010 roku Szymon Czeczko proponował objęcie przez Spółkę Ekstraklasa patronatem rozgrywkowym kluby I ligi. Wtedy było ich mniej i pewnie byłoby łatwiej przejąć prowadzenie rozgrywek, ale związek centralny był przeciwny. Teraz przy tej ilości zespołów byłoby trudniej o taką wolę. A, i pewnie atmosfera w PZPN ku temu jest nadal niesprzyjająca.
Zawsze powtarzałem, że kto chce być sędzią w sporcie, musi być albo gruboskórny w odbiorze wrażeń zewnętrznych, albo nie myć uszu przed meczem. Starożytni powiadali - "Nullus videtur dolo facere, qui suo iure utitur - nie uważa się, aby postępował nieuczciwie ten, kto wykonuje swoje uprawnienie." Ja tę maksymę zawsze mam przed oczami, gdy słyszę narzekanie na sędziowanie. Dlatego nieprzyjemne, krytyczne okrzyki pniewskiej widowni wydają mi się mocno nieuprawnione. Zawsze powtarzałem i będę to czynił nadal. Sędzia to tylko człowiek i pomylić może się. Najgorsze jest, kiedy myli się z premedytacją. To jest niewybaczalne. A takich momentów w pniewskiej hali tego poniedziałkowego wieczora - według mnie - nie było. Bywając na meczach futsalowych odnoszę wrażenie, że to właśnie sędziowie zrobili największy postęp w minionych 2-3 latach. Zresztą mam na to namacalny dowód. Tylko sędziowie z grona polskiego futsalu od lat regularnie uczestniczą w finałach międzynarodowych imprez, co nie jest przywilejem ani reprezentacji ani klubów. Akurat, gdy piszę te słowa sędzia Frąk wyjeżdża na turniej futsalowej ligi mistrzów do Serbii. I pomyśleć, że piszę to ja, który - jak to określają znajomi ze sfer futsalu - jestem ustawiony do sędziów jak pies do przysłowiowego jeża. Zapewne spory wpływ na sędziowski postęp miało wyalienowanie się ich spod władczej ręki komisji futsalu i przejęcie pod opiekuńcze skrzydła przez Kolegium Sędziów PZPN. Tak zresztą już było w latach 2009-2012, ale później na chwilę ponownie komuś tam w futsalu zachciało się "ręcznego sterowania" sędziami. Jest takie popularne powiedzenie - Jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził. I tak pozostanie w relacji sędzia - zawodnik - kibic - działacz - trener. Zawsze najlepiej zwalić winę za niepowodzenie na tego obcego - czytaj sędziego. A my Polacy wobec obcych, inaczej myślących albo nie wspierających naszych prawd - rzekomo oczywistych - jesteśmy szczególnie wyczuleni.

Andrzej Hendrzak