Z notatnika dziejopisa

TVP Kultura puszcza obecnie serial „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”. Zresztą można go oglądać po raz enty. W Wielkopolsce Polacy walczą z pruską germanizacją. Serial finalnie daje pozytywny wydźwięk. Powstaje po 123 latach zaborów wolna, niepodległa Polska. Polski Związek Piłki Nożnej decyzją, ogłoszoną w miniony piątek, wstrzymał serial futsalowych zawirowań awansowo-spadkowych. Szczególnie dotyczących rozgrywek na najwyższym szczeblu. Na szczęście nie doszło więc do kolejnego serialu ze słowem „najdłuższy” w tytule. Szkoda tylko, iż decyzji jednoznacznej nie podjęto od razu, dając środowisku asumpt do niepotrzebnych dywagacji przez pewien czas.




Rozumiem, że teraźniejszość, rzeczywistość, w której funkcjonujemy, jest obarczona niepewnością. Powstają nie tylko sportowe, czy futsalowe zjawiska oraz problemy, których nie doświadczaliśmy w ogóle. Ale z tego powodu tym bardziej decyzje powinny być z gatunku tych progresywnych. Bez zbędnego błądzenia, rozpoznające – pisząc po wojskowemu – bojem nową rzeczywistość.

W zaistniałej sytuacji, kiedy daje się (nie wiem czy słusznie) spadkowiczom szansę w postaci prolongaty ligowych bytów na kolejny sezon, nie można karać kogoś, kto był na najlepszej drodze do awansu, a tylko niedokończenie rozgrywek mu przeszkodziło w realizacji celu. Takie sytuacje – zdaniem felietonisty – dają do wyboru bezwzględnie trzy możliwości rozwiązania sprawy. Bez zbytniego roztrząsania, są to opcje następujące: pierwsza - wynikająca z ducha regulaminów, druga - wynikająca z ducha sportu, oraz trzecia - niezgodna z regulaminami oraz sportem. Odrzucając jako niesprawiedliwe na ten dziwny czas pierwszą oraz trzecią opcję, pozostanę przy drugiej. I to, co zostało dokonane przez związek, uważam za zgodne z duchem sportu, chociaż wymagające – niestety – pewnej ingerencji w regulamin. I niech ta interpretacja przyjmie się, kończąc dyskusję nic nie wnoszącą zresztą pozytywnego w polski futsal.

Kolega Józef, śledzący jako recenzent moich felietonów portale internetowe, uprzejmie powiadomił mnie, iż odezwały się głosy zarzucające związkowi piłkarskiemu nadmiar władzy i nie uwzględnianie decyzji spółki FE, która wcześniej wyraziła zgodę na dokooptowanie tylko trzech drużyn do obecnego ekstraklasowego składu. Nie byłbym w tym momencie aż tak wrażliwy na owe quasiregulaminowe zacięcia dyskutantów. Trzy więcej, czy cztery więcej - nie ma dla całości znaczenia. O wiele bardziej znaczące jest, że poprzez te działania futsalowe rozgrywki stracą zdecydowanie na swojej wartości. Staną się na powrót projektem z nad wyraz przesadną liczbą zespołów. Rozgrywkami nie korelującymi w żaden sposób z oczekiwanym poziomem sportowym.

Prezes Zbigniew Boniek wypowiadając się o klubach trawiastej piłki w kontekście nowego sezonu, wznowienia rywalizacji, pomocy związkowej, stwierdził: „najwięcej zależy od tego, jak kluby przetrwają trudne miesiące. Czy dotąd grały uczciwie, czy znaczonymi kartami. Sprawdzimy, kogo stać na grę w lidze”. Proponuję, aby kluby futsalu przepisały je sobie i wywiesiły w gabinetach prezesów. I miały cały czas na uwadze ten rozsądek prezesowski.

Nie wiem, czy prezes miał swój udział w rozwiązaniach futsalowych. Ale jeśli tak było, to widać, że podchodził do tego po piłkarsku. Jak na boisku. Nie chcąc wyrządzić krzywdy żadnemu zespołowi można było bowiem zarządzić dodatkowe baraże do liczby awansowej cztery z I ligi futsalowej, lub powziąć decyzję jak w sentencji pezetpeenowskiej. I to jest coś, czego akcjonariusze spółki FE muszą się jeszcze długo uczyć.

Nieoceniony kolega Józef zwrócił uwagę na jeszcze jedną rzecz, płynącą z internetu. Ale niezwykle znamienną, uderzającą niewątpliwie w owo nadmuchane „ja” sympatyków futsalu. Jak zauważył, tylko trzy poważniejsze portale pozafutsalowe pochyliły się nad ogłoszoną decyzją PZPN. Nie wie, ile było wejść, ale wpisów było w skali mikro. Dlatego poprosił, aby w felietonie w jego imieniu zaapelować – nie roztrząsajcie sympatycy futsalu już dalej decyzji związkowego departamentu. Weźcie się do roboty, by futsal odbudowywać, gdyż sytuacja jest trudna. Kolego Józefie, melduję – zadanie wykonałem.

Po tym niezwykle cennym wtręcie pana Józefa, na chwilę przejdę jeszcze do rzeczy felietonowo arcyciekawej. A wiadomo felieton, to czasem jak bajka. Niemniej bywa, że bajka realizująca się w swojej poincie. Od dłuższego czasu pośród środowiska futsalowego przewija się temat zainteresowania futsalem kolejnego polskiego wielkiego klubu trawiastego. Jest szansa – jak mówią wtajemniczeni – że po Pogoni, Wiśle, Piaście, Legii, kolejny klub znaczący wiele w polskiej piłce pobratałby się z futsalem. Jakby wiążąc temat, niedawno Marcin Stanisławski wziął rozbrat z Gattą Zduńska Wola i wypowiedział się, iż chciałby zrealizować jakiś inny projekt futsalowy. Czyżby to projekt Futsal Widzew? - zapytam w felietonie. O ile to ziściłoby się, to pointa naprawdę byłaby wspaniała. I wcale niebajkowa.      

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Z nadzwyczajną uwagą śledziłem w minionym tygodniu wszelkie informacje płynące z okolic PZPN na temat zakończenia rozgrywek, przerwanych w marcu na skutek szerzącej się w kraju epidemii. I... nie wyśledziłem nic. Na spokojnie, felietonowo mogę podsumować te wydarzenia Sokratesową sentencją „wiem, że nic nie wiem”. Ten grecki filozof starożytności żył wśród ludzi, którzy byli pełni pychy. Uważali, że znają się na wielu rzeczach, ale gdy postanawiał on przepytywać swoich rozmówców, to okazywało się, że nie potrafią jego interlokutorzy odpowiedzieć na podstawowe kwestie. Mają najzwyczajniej wiedzę zbyt powierzchowną. Nie napiszę, że decydenci związkowi są ignorantami, gdyż byłaby to oczywista nieprawda. Ale nie będzie nadużyciem wskazać, iż nie wykorzystują właściwie swojej wiedzy, by wykazać się środowisku mądrością, przezornością, decyzyjną odwagą. I dlatego ja też po tych różnych oświadczeniach, dotyczących futsalu, dalej mniej wiem, a nawet więcej nie wiem.




Pewien terenowy działacz futsalu, z którym w czwartek wieczorem rozmawiałem o decyzjach nagłej komisji związkowej, zapytał mnie wprost - czy on tylko nic nie rozumie, czy są jeszcze inni o tak jak jego „zakutej łepetynie”? Akurat komunikat potrafiłem odczytać, chociaż osobiście bardziej bym go doprecyzował, aby nie było swoistego larum w Polsce futsalowej. Larum w środowisku oczekującym przysłowiowego wyłożenia „kawy na ławę”. To była – i to mówię z całą stanowczością – znakomita okazja dla kierownictwa polskiego futsalu oraz komisji pięknie zwanej „nagłą” w związku piłkarskim, by wykazać się przenikliwością osądu. Przenikliwością obecnego czasu. Wreszcie przenikliwością posiadania nadzwyczajnych rozwiązań na przypadły nam wszystkim nadzwyczajny czas. Czas, w którym ledwo dopasowują się do rzeczywistości napisane już prawie rok temu regulaminy.

I w tym miejscu zgadzam się w zupełności z przewodniczącym Adamem, który na jednym z portali powiedział – „na razie nie możemy ustalać tabel końcowych w oparciu o nasze rozumienie regulaminów rozgrywek, które nie przewidywały tej sytuacji wyjątkowej”. Tak, to prawda, ale szybko trzeba coś uściślić literalnie, aby choć pozwolić na drogę odwoławczą klubom. Dlatego liczę, że Departament Rozgrywek Krajowych szybko pochyli się nad tą kwestią. Niemniej, w tym futsalowym rozgardiaszu jedno jest pewne – i dobrze, że tak stało się – decyzje Komisji ds. Nagłych powodują, iż sezon futsalowy 2019/2020 został w Polsce uznany za zakończony.

Klubowy futsal walczy o swoje. Walczy nie patrząc, moim zdaniem, na konsekwencje finansowo-gospodarcze, jakie niesie obejmująca kraj epidemia. Kiedy uświadamiam sobie, jak pojemne będą w nowym sezonie grupy I ligi oraz rozgrywek ekstraklasy futsalowej, to jednak zastanawiam się, czy, kto i jak to wytrzyma. Ile zespołów wystartuje, a ile dobrnie do mety. Może nad tym warto byłoby pomyśleć teraz w klubach przed procesem licencyjnym. Rozumiem – ambicje. I pochwalam, że są. Ale większy wstyd jest, gdy zaczynamy rozgrywki i w połowie wycofujemy się, bo zbrakło kasy. Między futsalowym romantyzmem, a pozytywistyczną rzeczywistością, wbrew pozorom granica jest cienka. Czasami nawet niezauważalna. Aż do tąpnięcia. Nie jest moim celem moralizowanie, gdyż w głębi nieraz sam jestem cynikiem, lecz upraszam o logiczne podchodzenie do tematu.




Nie jestem aż tak przewidujący, by z wiedzą nieomylnego eksperta napisać, jak będzie wyglądał sport po epidemii. Ale jedno wiem - sport będzie biedniejszy. Dysproporcje pomiędzy topowymi a niszowymi dyscyplinami mogą się powiększyć. Część klubów przeżyje, a inne powalczą o przeżycie. Część dyscyplin straci, ale nie na tyle, by paść. Inne osłabną sporo. Futsal nie będzie miał łatwo, ponieważ nie ma szans na duży zwrot medialny. A tam będą generowane największe poepidemiczne pieniądze. Futsalowi pozostanie więc czekać, aż gospodarka będzie funkcjonować normalnie i pocznie odrabiać stary. Kiedy do tego dojdzie? Teraz nie wie nikt.

Karol Dickens, angielski powieściopisarz XIX wieku, mawiał: „Szczęśliwy jest ten, kto mając 20 szylingów dochodu tygodniowo wydaje 19 i pół, nieszczęśliwym zaś ten, kto pobiera 20 szylingów, a wydatki jego wynoszą 20 i pół”. Radzę klubom o tym pamiętać przed planowaniem rozgrywek.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Trwająca epidemia wyhamowała nie tylko sport. I nie tylko w Polsce. I nie tylko futsal, ale także potężny sport zawodowy. Co prawda władze go odmrażają, na razie krok po kroku, tak, aby sportowcy oraz ludzie mogli korzystać z coraz liczniejszych sposobów  aktywności, ale jednocześnie zachowywali przy tym odpowiedzialność i unikali możliwości zakażenia się. Dla futsalu nie widzę jednak dobrych wiadomości. Nigdzie nie czytam o nim w oficjalnych rozdaniach ministerialnych, czy związkowych. Być może nie jest to zła wiadomość, ale też nie zwiastuje pomyślnego początku futsalowej normalności po epidemii.




Zresztą, nie będę filozofował - jak to czyni wielu różnych znawców - i napiszę krótko, iż nikt nie wie i jeszcze długo nie będzie wiedzieć z całkowitą pewnością, jak mocno trwająca epidemia zmieni świat. W tym też świat sportowy. Od siebie dodam jedynie, że jestem pewny, iż w perspektywie miesięcy, a może nawet lat, wyniesione doświadczenie tej epidemii zmusi nas do wielu wyrzeczeń i rezygnacji ze stylu życia oraz widzenia sportu w zakresie, w jakim do niego dotychczas przywykliśmy. Czyli do marca Anno Domini 2020. Wiem jedno - że następujący kryzys gospodarczy zepchnie sport na plan dalszy. I oby nie spowodowało to, iż zapomniany zostanie futsal. Nie łudźmy się, nie będzie bowiem szczęśliwców, którzy zostaną w obcinaniu funduszy pominięci. A sytuację należy przyjąć jako niezapowiedziany sprawdzian, do którego futsal jeśli się nie przyłoży, to może powrócić do początków wieku XXI.

Polski papież Jan Paweł II mawiał o sporcie, że jest to coś najważniejszego spośród rzeczy nieważnych. I nie mylił się. A przypominam o tym w kontekście ewentualnych powrotów na stadiony czy hale. Naprawdę większość ludzi, w tym kibice, myśli teraz o tym, by się nie zarazić, mieć z czego żyć i by szkoły, przedszkola ruszyły, bo nie ma z kim zostawić dziecka. I jakoś nie jestem w stanie uwierzyć, że postawią sport na pierwszym miejscu, a szczególnie futsal. Nie uwierzę nawet, że ci, co najgłośniej jeszcze niedawno krzyczeli, że chcą dokończenie gier, teraz chętnie do niego wrócą. A nawet ostrzegałbym związek piłkarski przed pochopnymi decyzjami przy wznawianiu ligowych rywalizacji. Pieniądze są rzeczą ważną, ale – parafrazując mistrza od fraszek, Kochanowskiego – szlachetne zdrowe jest nad wszystkim.

Zawsze podejrzewałem, iż nasz futsal lepiej radzi sobie w social mediach, w świecie wirtualnym niż w realu. Nie miałem tylko, jak powiedzieć temu zjawisku „sprawdzam”. Czas epidemii dał temu okazję. Przeleciałem po łączach, poklikałem wpatrzony w ekran komputera, porozmawiałem dla zróżnicowania opinii ze znajomymi w kraju i spoza niego, i stwierdzam, że nie myliłem się. Ale nie ma we mnie z tego powodu ni krzty radości. Wolałbym, aby było odwrotnie.




Niestety, w realu trzeba wykazać się rzetelnymi umiejętnościami, a przy komputerze wystarczą palce. Niekoniecznie nawet głowa. Nie potrafię przekazać rady, jak to zmienić. Ale jeżeli większość woli bawić się futsalem lub w futsal, niż go na żywo kreować, to nie mój problem. Życzę dobrego nastroju. Szczególnie kieruję te słowa do ludzi ze związku piłkarskiego, którzy gdzieś od miesiąca obiecują uwzględnienie futsalu przy działaniach antykryzysowych i jakoś nie mogą zebrać się, by je opublikować. Czyżby futsal wystawiano po raz kolejny do przysłowiowego wiatru?

Pisząc felieton wczytałem się wcześniej mocno w jeden z materiałów znalezionych na portalu Futsal-Polska. Jakub Mikulski pokusił się o popełnienie pewnej analizy o atrakcyjności futsalu kiedyś i obecnie. Z treści wypowiedzi znanych europejskich i nie tylko zawodników wynika, że dyscyplina była niegdyś atrakcyjniejsza w swoim wydaniu. Nie będę uzasadniał opinii, gdyż można samemu przeczytać artykuł.

Aż takim ekspertem nie jestem, by stawać się autorytetem w tych ocenach. Dlatego postanowiłem posiłkować się kilkoma polskimi osobami z kręgu futsalu. Ich zdanie było podobne. Obecna taktyka zabija ekspresję futsalową dawnych lat – orzekli. I pewnie coś w tym jest, gdy popatrzy się, jakie są trudności w  znalezieniu sponsorów, czy dotarciu do poważnych telewizji. Dlatego apeluję: ludzie polskiego futsalu, jest czas przerwy, spójrzcie na swoje działania. Pomyślcie o zmianach, nie nastawiajcie się na robienie karier. Inaczej futsal naprawdę zostanie wyautowany z grona nawet mniej poważnych dyscyplin. 

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niedawno gdzieś w internecie wyczytałem, że włoski minister sportu postanowił na sport lokalny oraz amatorski przeznaczyć 400 milionów euro, która to kwota ma pomóc odrodzić się po trwającej epidemii niewielkim klubom oraz stowarzyszeniom sportowym. Przyznam się, że nie doczytałem w naszych tarczach antykryzysowych (rządowej, czy też sportowej) takiej hojności dla „maluczkich” w sporcie. Być może coś przeoczyłem. W takim razie proszę o poprawienie mnie.

Ale nie o poprawianie przecież chodzi. Przede wszystkim pragnę zwrócić uwagę, iż duży sobie jakoś poradzi, a mały w tym czasie może całkiem zniknąć ze sfery sportowej. Być może osobliwie pojmuję istotę demokracji, a co za tym idzie demokratycznie realizowaną pomoc. W tym temacie bowiem zawsze kieruję się słowami pewnego znanego Anglika, który mawiał, iż w tym ustroju silniejszy powinien wspomagać słabszego.




Polski związek piłkarski wyasygnował sporą kwotę ze swojego budżetu na wspomożenie piłkarstwa polskiego po kryzysie. Liczę, że prezes Boniek dotrzyma słowa, przedstawionego w mediach, i pochyli się pomocowo też nad futsalem. Chociaż dla mnie dziwne jest i będzie, że zapomniano o tej dyscyplinie w podstawowej wersji pomocowej. Nie szukam na siłę odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, ale przypomnieć muszę, iż futsal znajduje się w PZPN w pionie piłki amatorskiej, za który odpowiada wiceprezes Jan Bednarek. I od pana Jana, jako przedstawiciela ścisłego kierownictwa związkowego, oczekiwałbym zadbania o futsalowe interesy w kwestii pomocy na trudny czas. I wierzę, że środowisko o swoim ewentualnym darczyńcy będzie wówczas mówiło z szacunkiem.

Jeżeli już jestem przy szacunku, to ze zdziwieniem wielkim czytam w różnych wypowiedziach ludzi futsalu, iż niemal obraża ich słowo „niszowy”, jakie jest często używane przy określaniu futsalu jako samodzielnej dyscypliny. To „obrażanie się” jest typowo polskie. Proszę kolegów sympatyków futsalu, cieszmy się, jaką wspaniałą dyscypliną jest futsal i nie gniewajmy się na kogoś za określenie futsalu jako niszy. Róbmy wszystko, aby inni nam dyscypliny zazdrościli, bez przysłowiowego rozdzielania włosa na czworo.

W felietonie mogę z powodzeniem napisać, że skoki narciarskie albo żużel są niszowe, gdyż uprawia je bez porównania mniej zawodników, niż gra w futsal. A na pewno mniej federacji narodowych je zrzesza samodzielnie. Tylko po co mi to? Każdy lubi swój sport i tego trzymajmy się. Zaprawdę, my Polacy jesteśmy mistrzami świata w dogryzaniu innym i sami sobie. I to jest właśnie coś niszowego, co należy eliminować.




Chciałbym, aby rozgrywki futsalowe dokończyły się jeszcze przed lipcem. Zasiadając do pisania felietonu przeczytałem, że nasza pani minister od sportu planuje w najbliższym czasie odblokować sport. Dokładniej chodziło o tak zwane skoszarowanie (słowo poniekąd brzydkie, ale adekwatne) w Ośrodkach Przygotowań Olimpijskich określonej liczby zawodników, szkoleniowców, ludzi tak zwanego zaplecza, by przygotowywać się do wyczynu. Myśl słuszna w perspektywie ważnych imprez w przyszłości. Jeżeli natomiast chodzi o rozgrywki, pozostanę przy swoim zdaniu. Są ważniejsze rzeczy, niż ligi, na chwilę obecną. Choćby zdrowie, więc po co szarpać się na siłę z czymś innym?

Czas obecny pokazuje jeszcze co innego. Pokazuje, że sport nie jest przygotowany na nastanie czasów trudnych. Nie jest przygotowany, gdyż opanowała go mamona oraz blichtr. Facebook oraz Twitter. Komputery i świat wirtualny.  Nie napiszę, że trzeba będzie zaczynać ze wszystkim od nowa. Niemniej, wiele rzeczy będzie wymagało przewartościowania. Wiele stowarzyszeń, klubów, sobie nie poradzi. W tym przypadku bardziej obawiałbym się o tych, którzy generują spore koszty. Na szczęście futsal jest nie za bogaty i dzięki swojej prostocie finansowej może przetrwać spokojniej zmiany. Chyba, że ktoś wcześniej już działał według zasady – po nas choćby potop. Ale dla takich, niestety, nie powinno być miejsca w sporcie.    

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Obecnie sport to w większości też biznes. Często nawet nieczysty, bowiem tam, gdzie przewijają się wielkie pieniądze, odnajdują się i pokusy. Niemniej, wciąż jest sport także taką dziedziną życia, która pozwala budować piękne historie, legendy i pokazywać wzory. Jaki on będzie po trwającej epidemii światowej - nie mnie to oceniać. Ale zapewne nie będzie taki, jaki był jeszcze w roku 2019.

Wiele wskazuje, że zmuszony zostanie odbudowywać swoją pozycję. Nie mam nic przeciwko temu, aby ograniczono zarobki sportowych gwiazd. Nie było normalne, że 100 milionów euro, albo i więcej, płacono za jakiegoś tam kopacza piłkarskiego. Podobnie jak w kraju przeciętny zawodnik ligowy z piłki trawiastej za byle jakie kopanie otrzymywał profity nieosiągalne dla normalnie pracującego, rzetelnego człowieka.




Krajowy związek piłkarski podjął decyzję o zawieszeniu rozgrywek ligowych. Też futsalowych. Nieco później UEFA doprecyzowała zasady zakończenia sezonu piłkarskiego w powiązaniu z panująca pandemią w krajach w federacji europejskiej zrzeszonych. Pozostaje tylko czekać na rozwój sytuacji. Ale nie zazdroszczę różnym decydentom na różnych szczeblach związkowych. Też tym od futsalu. Może przyjść czas, kiedy zostaną zmuszeni do podejmowania określonych decyzji awansowych oraz spadkowych. Co by wówczas, gdy rozgrywki nie dokończą się na boisku, czy hali, postanowili – może okazać się niesprawiedliwe. Jednak – drodzy działacze – jak chciało się być na prezesowskich stołkach, albo w różnych komisjach, trzeba decydować. I to nie zawsze popularnie dla wszystkich.

Przechodząc do futsalu napiszę, iż krajowy związek piłkarski szczególnie się w swojej uchwale nad futsalem nie pochylił. Dlatego oczekuję od Komisji Futsalu oraz od ekstraklasowej spółki dokładniejszych decyzyjnych rozwiązań w zakresie tytułów, awansów, degradacji, barażów. Oczywiście będzie to konieczne tylko w aspekcie niedokończenia rozgrywek. W innym przypadku rzecz rozstrzygnie się sprawiedliwie podczas gier w hali. Ale czym prędzej włodarze zajmą się opracowaniem ewentualnych awaryjnych rozwiązań, tym lepiej. O ile dla „trawy” rozwiązania w rzeczonej uchwale związkowej są w  zasadzie jasne, to futsal jest „uchwałowo” w czarnej dziurze.

Zbliżający się okres to rok jubileuszowy dla spółki FE. Dziesięć lat wspomaga już oraz organizuje polski futsal. Jest wartością dodaną naszej dyscypliny. Ale nie należy jej uważać za przysłowiowego, jedynego „konia pociągowego” piłki halowej w Polsce. Kto myśli, iż po awansie do ekstraklasy będzie żył jak basza, a pieniążki same będą wpadać do rączek, jak pieczone gołąbki, ten myli się. Awansując bierze się na siebie podwójny obowiązek. Obowiązek wobec swojego klubu oraz obowiązek wobec spółki jako jej akcjonariusz. I to jest wyzwanie, któremu wielu działaczy nie potrafi podołać. Nie należy patrzeć w tym momencie na spółkę piłki trawiastej. To całkiem inna bajka, do której futsal nigdy nie dostosuje się w oczekiwanym przez wielu wymiarze. Nawet w okresach kryzysowych. Analizując podobieństwa, rozsądnie będzie zawsze zachowywać stosowne proporcje.




Nader często w minionych miesiącach słyszałem głosy ze strony sfrustrowanych działaczy klubów ekstraklasy, iż być może lepiej byłoby, gdyby związek prowadził te rozgrywki. Nic bardziej mylnego. Zresztą czytając niedawną uchwałę o zawieszeniu rozgrywek, zwrócę uwagę owym dyskutantom, czy zauważyli, gdzie futsal został pomieszczony. Otóż w pozycji III ligi oraz ligi regionalne. Pozwolę więc sobie tematu dalej nie rozwijać.

Wybitny norweski pisarz Henryk Ibsen wypowiadając się na temat sztuki twierdził – „Aby wytrwać w sztuce trzeba czegoś innego i czegoś więcej, niż wrodzonego talentu; trzeba namiętności i cierpienia, które wypełniają życie i nadają mu sens. W przeciwnym razie nie tworzy się, lecz pisze się książki”. Zdziwić może, iż cytuję słowa pisarza dla sportu. Ale, czy dla futsalu nie jest koniecznością ciągle go tworzyć, a nie tylko w nim lub przy nim być?

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

W futsalowym marcu wiele zmian. Niemal jak w pogodowym powiedzeniu – w marcu jak w garncu. A wiadomo, w garncu ciągle się coś warzy, miesza. Najważniejsza marcowa zmiana, to zawieszenie rozgrywek, na razie na dwa tygodnie, a później być może na nieokreślony czas.

Na całym świecie sport ustępuje wobec wirusa. Widać są jednak rzeczy ważniejsze, niż rywalizacja o bramki, punkty lub długości. I co ważniejsze, wszyscy zaczęli więcej myśleć o zdrowiu, które jest wartością bezcenną. A wydawało się trwającym w hossie pokoleniom, też sportowym, iż posiadana wiedza daje panaceum na wszystkie bolączki sportowego - i nie tylko - świata. Tymczasem natura grubiańsko sprowadza przemądrzałych na ziemię. Tak jak niejednokrotnie w rywalizacji sportowej dzieje się z zadufanym w sobie liderem.




Piszę powyższe słowa ku przestrodze różnym gremiom osobowym oraz bezosobowym. Niestety, nie ma jeszcze nikt obstalowanego patentu na mądrość. Mądrość jednoosobową przede wszystkim. Dlatego dobrze się stało, iż Komisja Futsalu postanowiła zasięgnąć opinii przedstawicieli futsalowych z wojewódzkich związków odnośnie reformy rozgrywek II ligi. Nie zawsze z Bitwy Warszawskiej w stolicy widać dokładnie to, co dzieje się w futsalu terenowym i takie doroczne spotkania mają jak najbardziej rację bytu. Podczas prowadzonych na najwyższym szczeblu rozmów najbardziej zadowala mnie to, że odbywają się w koncyliacyjnej atmosferze. Na dodatek wysoce merytorycznej. Oby tak na wszystkich futsalowych frontach działo się. Do tego, jako felietonista, namawiam.

Za pół roku wybory w Polskim Związku Piłki Nożnej. Nadejdzie czas ocen, rozliczeń, pochwał. Jeżeli obecnej Komisji powiedzie się plan stworzenia czterech grup II ligi oraz pozytywne zainteresowanie odpowiednich organów państwa polskiego wnioskiem o wpisanie futsalu do ogólnopolskiej rywalizacji dzieci i młodzieży0 napiszę – wykonaliście0 panie oraz panowie0 swoje zadanie. Przejdziecie do historii polskiego futsalu0 tak jak wasi poprzednicy od awansów reprezentacyjnych, tworzenia spółki ekstraklasowej, czy stworzenia - cały czas doskonalonego - systemu rozgrywek młodzieżowych albo profesjonalizacji sędziów. Tego wam życzę.




O tym, że polski futsal rozwija się organizacyjnie, nie trzeba obecnie nikogo przekonywać. To widać oraz słychać. Miło jest, jak słyszy się, że na spotkanie do PZPN przyjeżdża niemal komplet zaproszonych osób z terenu. Rzecz kilka lat temu nie do pomyślenia. Teraz co najwyżej można dziwić się, dlaczego ze związku, w którym tak znakomicie sobie radzi w ekstraklasie Lubawa, nie ma przedstawiciela. Spotkania takie pokazują też, iż nie ma ludzi niezastąpionych – o czym zawsze przekonywał Stefan Kardynał Wyszyński. Rzeczywiście, gdy komuś znudzić się może działanie w futsalowym kręgu, w mig zastąpi go ktoś inny. Bywa, że nawet lepszy. I to najbardziej mnie cieszy w tym zróżnicowanym poprzez wirusa futsalowym czasie marcowym.

Lębork oraz AZS UW Wilanów w grupie północnej, Brzeg, Komprachcice, a także Bochnia w grupie południowej - to najpoważniejsi kandydaci do ekstraklasowych awansów w rozgrywkach I ligi. Spodziewam się zaciętej rywalizacji do finiszowych meczów, a później jeszcze w barażach. Każdy z ośrodków jest głodny futsalu. Czy każdy stać na ekstraklasę organizacyjnie, finansowo – nie wiem. Ale każdemu życzę awansu. Choć ze swojej strony zawsze zgłaszam taką uwagę. Należy rozpatrzeć wszelkie awansowe za i przeciw, by przykładowo po rocznej przygodzie z ekstraklasą nie znaleźć się na śmietniku futsalowym. A tego, jako pasjonat dyscypliny, nikomu nie życzę.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

W dramacie „Eumenidy”, jednej z trzech części „Orestei” Ajschylosa, jest wers brzmiący: „Bezszelestnym i cichym ścigałam go lotem”. Przypomniał mi się on podczas oglądania transmisji meczu ekstraklasy futsalowej pomiędzy Piastem Gliwice a Gattą Zduńska Wola. Spotkanie, co prawda, nie powalało poziomem, ale też nie odrzucało od ekranu telewizora. Zwycięscy przyjezdni zapisali po walce kolejne trzy punkty na swoje konto i znaleźli się na pozycji wicelidera rozgrywek. A był w tych rozgrywkach czas, gdy Gatcie wielu fachowców od rodzimego futsalu nie dawało szans na dobry wynik. Tymczasem oni cicho, spokojne, bezszelestnie niemal, przedstawiają swoje racje w walce o laury. Lotem wznoszącym, co w sportowej wersji przekłada się na awanse w tabeli, zgłaszają aspiracje do medalu srebrnego albo brązowego. Złoty bowiem już dawno zarezerwował sobie Rekord z Bielska Białej.




Kolejnego gola w tym meczu zapisał na swoje konto Daniel Krawczyk. Czyli już dokładnie pięciu brakuje Danielowi do prześcignięcia Błażeja Korczyńskiego, aktualnego lidera klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Daj Boże zdrowia, by wynik poprawił. A znając go jako charakternego sportowca, pewnie jeszcze będzie chciał o kilka, a może nawet kilkanaście bramek być lepszym. I niech tak dzieje się.

Szkoda tylko, że nie możemy jakoś ujrzeć Krawczyka w naszej kadrze reprezentacyjnej. Ale może dlatego tak pasjonuje wielu jego strzelecka rywalizacja z obecnym selekcjonerem narodowego teamu futsalowego.

W tej samej kolejce rozgrywek Rekord Bielsko Biała postanowił udowodnić wszem i wobec, że nazwa klubu do czegoś zobowiązuje. I osiągnął rekordowe rozmiarami zwycięstwo w mistrzowskim meczu. Pokonał akademików z Katowic aż 18:1. Z zasady w felietonie nie podaję wyników, ale ten jest wart nawet felietonowego uwiecznienia. Niesamowite. W sumie w kolejce padło 48 goli. Sam Łukasz Biel ustrzelił golkipera rywali sześć razy. Czyżby zapowiadał się nam dynamiczny finisz rozgrywek? Oby tak było. I pomyśleć, że w rundzie wiosennej tenże sam AZS z Katowic potrafił wygrać z Rekordem. I jest to jedyna, jak dotychczas, porażka Rekordu w rozgrywkach.

Wyczytałem w internecie wypowiedź hiszpańskiego trenera Orła Jelcz-Laskowice na temat przerw w rozgrywkach, jakie zostały nam, sympatykom futsalu, zaordynowane na początku roku. Podobnie jak trener Lopez nie rozumiem, jak futsal nasz ma zdobywać popularność marketingową i prowadzić racjonalne szkolenie, gdy funduje mu się w najlepszych miesiącach do grania szatkownicę rozgrywek. Nie neguję obowiązkowych federacyjnie (UEFA, FIFA) przerw na kadrę, ale już ich długość poddam wątpliwości. Nawet trener Brzęczek nie ma takiego komfortu, a wyniki osiąga lepsze. O innych przerwach nie wypowiem się, gdyż nie chcę we wszystkim wyręczać szkoleniowców. To co mówicie panowie w kuluarach, czasami warto przekazać otwarcie, jak to uczynił trener Jesus. Przecież nikt was nie ześle na przysłowiowy Sybir.




Niejednokrotnie słyszę dyskusje, zapytania, czy uprawnienia PZPN Futsal C są potrzebne do prowadzenia futsalowych zespołów. Moim zdaniem tak. Gra w futsal zasadniczo różni się od gry na trawie. I to nie tylko tym, że różne są nawierzchnie, ale przede wszystkim inną taktyką, motoryką, piłką, zasadami. I mógłbym tak wymieniać jeszcze wiele przykładów. Jednak chciałbym się skoncentrować na różnicy podejść autorytetów do potrzeby posiadania takiego przeszkolenia przez prowadzących drużyny futsalowe. Otóż, to że ja jestem na „tak”, nie znaczy nic, bowiem ważni ludzie ze środowisk szkoleniowych wmawiają mi, iż przepisy tego nie wymagają.

Czy nie warto byłoby w najbliższym czasie wyjaśnić owe rozbieżności? Na pewno na usystematyzowaniu poglądów skorzystać może tylko futsal. A nie jestem stuprocentowo pewny, czy panom od trawy zawsze chodzi o to samo, co ludziom futsalu.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Rzeczywistość pędzi szalenie do przodu, chociaż nie zawsze racjonalnie. Nie obcy jest ten pęd także futsalowi. Kiedy przypomnę sobie spokojne dawne lata, jeszcze bez internetu, i porównam je z obecnym czasem, to niewątpliwie były one czasami spokoju. Oazy spokoju. Pomyślałem o tym podczas pewnej konferencji, w której - z racji zajmowania się od czasu do czasu innym pisaniem niż o futsalu, uczestniczyłem. Mówiło się na niej o znaczeniu tak zwanego soft power (miękkiej siły) w różnych dziedzinach naszej codzienności. Kiedy na chwilę oderwałem się od słów prelegentów, przekazywanych na sali konferencyjnej, i rozmarzyłem o polskim futsalowym soft power, połapałem się, iż jest on nie za ciekawy.  

Owa miękka siła odnajduje się, chociaż nie zawsze skutecznie, w środowisku futsalowym, ale już niezbyt mocno w piłkarskim, a niemal wcale poza piłką jako dziedziną sportową. I myślę - nadeszła chwila, aby wykorzystać posiadane siły oraz środki do soft powerowej ofensywy futsalowej. Ofensywy rozumianej jako potrzebę środowiska do wpływania na preferencje i zachowanie ludzi futsalu na arenie ogólnopolskiej w kierunku jednolitego, atrakcyjnego promowania dyscypliny, bez wewnętrznych sporów, a za pomocą pokazywania atrakcyjności, czy uświadamiania, bądź perswazji. Sprawiania, by inni chcieli tego samego na skutek niewymuszonego wyboru.




Siadając do pisania felietonu przeprowadziłem szybką ankietę mailową oraz telefoniczną w gronie znajomych, nie parających się na co dzień sportem. I wynikło z niej, że o futsalu wiedzą albo słyszeli niewiele. Potwierdziło to tylko moje opinie, iż dyscyplina jest ciągle tylko omawiana w gronie niewystarczającym do nadania jej znaczenia albo statusu sportu ogólnopolskiego. Najmniej ciekawe, a wynikające z sondażu, było stwierdzenie, że większość respondentów nie potrafiła wymienić nic konkretnego powiązanego z futsalem. Ani nazwiska, ani klubu, ani wyniku. Znaczy to ni mniej ni więcej, że futsal ciągle obraca się w określonym kręgu pasjonatów, nie wychodząc sprawczo poza tę sferę. Nie przyciąga zainteresowaniem – co jest pesymistyczne dla rozwoju – ludzi, sympatyków innych dyscyplin.

Kiedy powiedziałem o swoich rozmyślaniach oraz przeprowadzonym sondażu koledze recenzentowi – Józefowi, odpowiedział: - czy wiesz drogi felietonisto, że większość pozafutsalowej Polski na pytanie o polski klub futsalowy potrafi wymienić na szybko jedynie Clearex Chorzów oraz Rekord Bielsko Biała? Dopiero po zastanowieniu, albo podpowiedziach, dorzucą jeszcze trzy, cztery kluby. Czy wiesz, że zapytani o znane nazwiska są w stanie wymienić tylko kilkanaście - i w mniejszości są to zawodnicy? Wcale nie znają szkoleniowców. Czasami przebąkną o jakimś arbitrze. Rzeczywiście, nieciekawy obraz – pomyślałem. Ale, gdyby oceniać futsalowe wartości na podstawie zasad omawianych podczas konferencji, sam miałbym trudności z określeniem siły przekazu polskiego futsalu. Oczywiście siły oddziałującej poza środowisko.

Jeżeli patrzeć w kategoriach znajomości, wpływu, przedsiębiorczości, możliwości komunikacji w odniesieniu futsalowym, to nawet związek piłkarski nie bryluje w tym zakresie. I nie będę jedynym, który powie, że nie są wykorzystywane w stu procentach wielkie promocyjne możliwości związkowe do propagowania dyscypliny. Lepiej oceniałbym na tym polu działania spółki FE, która nie boi się mediów i przy każdej okazji osoby z jej grona starają się futsal promować. Dlatego optowałbym za wypracowaniem, przy udziale wielu podmiotów, wspólnej oraz konkretnej - dla narodowego futsalu – strategii, jako ogólnopolskiej marki, połączonej z przejrzystą ofensywną strategią komunikacyjną.

Tak bywa, iż czasami potrzeba coś w felietonie napisać górnolotnie. Ale nie zapominam także o tak zwanym o dniu dzisiejszym. I na pierwszy ogień wezmę futsalistki, czy piłkarki rzeszowskiej Resovii. W dwóch kategoriach wiekowych dziewczęta zakwalifikowały się do turnieju finałowego młodzieżowych mistrzostw Polski i w obydwu zrezygnowały z udziału. Nie wiem, czy są przewidziane kary za takie postępowanie, ale niewątpliwie należą się. Takie fiki miki są dobre w podwórkowej gierce i przystoją podwórkowym klubom. A MMP należy traktować poważnie.




Miniony tydzień obfitował w newsy, które elektryzowały Europę futsalową. Mianowicie wiele pisano o tak zwanym VAR. Osobiście podchodzę do tematu z dystansem. Dla mnie najważniejsze jest, aby arbiter potrafił sędziować. Jak nie będzie umiał, to i VAR mu nie pomoże. Tym bardziej, że ów system odbieram jako typowo pomocniczy. Śledząc internetowe dyskusje zauważyłem, że wzrosła ilość negatywnych ocen sędziowania. Nie znam przyczyny i nie wiem czy tak w rzeczywiście jest. Wiadomo, ocenianie arbitrów jest rzeczą wysoce subiektywną.

Patrząc z dystansu napiszę - felietoniście marzy się dalece posunięta specjalizacja w gronie futsalowych arbitrów. Nie chciałbym, aby sędziowie III ligi trawiastej znajdowali się w gronie arbitrów futsalowych, gdyż często są to stracone inwestycje, jako że prędzej czy później wybiorą oni trawę. Wreszcie nie chciałbym, aby sędziowie z trawy przychodzący do futsalu traktowali to jako zimowy przerywnik „godny zarobienia kilku złotówek”. Podsumowując, zauważam, iż przybyło wielu arbitrów młodych i być może taka wymiana pokoleniowa ma też wpływ na negatywne opinie. Niemniej, liczyć należy, iż młodzi sędziowie poduczą się i w przyszłości będą pierwszoplanowymi. Tego im życzę. Natomiast wszystkim bezrefleksyjnym „varovcom” polecam słowa Pawła Budniaka – „VAR musi być sprawdzony, aby nie zabił dynamiki gry”. I o tym należy szczególnie pamiętać, gdyż to dynamika jest właśnie solą tej dyscypliny.

Rekord, wygrywając U-18 (tradycyjnie w meczu finałowym jedną bramką), zaliczył „młodzieżową pokerową karetę mistrzowską”. Dla mnie ugrał w Warszawie już typowego pokera, czyli pięć tytułów mistrzowskich w sezonie 2019/2020. Nie może być inaczej. Seniorski czempionat, co prawda, będzie świętował gdzieś w maju, ale obecnie może go stracić tylko wskutek... wycofania się z rozgrywek lub decyzji Komisji Ligi o jakichś nieprawidłowościach. A na to nie zanosi się. Jak klub profesjonalny, to i takie wyniki oraz działania. Gratuluję!

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Zasadziłem się w minioną sobotę przed ekranem telewizora na ekstraklasowy hit Cleareksu Chorzów z Rekordem Bielsko Biała, przekazywany przez kanał Sportklub. Oczekiwałem poziomu sportowego oraz emocji. Grały liderujące drużyny z tabeli. Na dodatek w mojej ulubionej hali chorzowskiego MORiS. Dla tego meczu odpuściłem sobie nawet transmisję ulubionej siatkówki. Po meczu mogę powiedzieć, że ogólnie nie zawiodłem się. Pewnie poziom sportowy mógłby być nieco lepszy, ale emocje, zmienność akcji, zmienność wyniku, parady bramkarzy, z nawiązką wyrównały zaistniałe niedoróbki - choćby w grze obronnej obydwu teamów.




Rywalizacja dwóch utytułowanych futsalowych zespołów pokazała, że nawet największe rodzime gwiazdy „małej piłeczki” nie są bez wad. Mogą zawalić karnego, stracić piłkę dającą rywalowi gola, nie strzelić „setki” z akcji. W tym meczu były - kontuzja bramkarza, ale i też samobój solidnego cudzoziemca. Nie obyło się bez kontrowersji sędziowskich i kartek za niepotrzebne dyskusje – nawet dla osób z ławki rezerwowych. Takie mecze przyciągają do futsalu nawet laików tej dyscypliny, co potwierdził mój kolega, który odpuścił sobie, za moja namową, dla futsalu mecz ekstraklasy trawiastej. Nie narzekał, z wypiekami na twarzy oglądając spotkanie. Myślę, iż jest to wspaniały materiał promocyjny dla władz spółki przy poszukiwaniu sponsorów. Oby więcej takich spotkań.

Jak już jestem przy ekstraklasie, wspomnę jeszcze o jednym z wyników tej kolejki. Kiedy podczas pucharowego pojedynku z warszawską Legią oglądałem w akcji nowe zagraniczne nabytki Red Devils Chojnice, wydawało mi się, że dadzą radę w pojedynku na własnym parkiecie z poobijaną w ostatnim czasie drużyną białostockiego MOKS-u. Stało się inaczej. I to jest piękno sportu. Nie tylko futsalu. Nigdy nie można być pewnym przed meczem wyniku, jak i w jego trakcie, do 40 minuty. Zresztą, gdyby Zastawnik wykorzystał karnego w końcówce chorzowskiego spotkania, to i Rekord wcale nie musiałby wygrać meczu.

Nieraz zastanawiam się, myśląc oraz analizując sytuacje meczowe, czy lepiej mieć w składzie jednego - dwóch super zawodników, czy może solidny równy team. Pewnie nie ma jednego rozwiązania. Niemniej, cieszy mnie jako futsalowego felietonistę, że w ekstraklasie do końca sezonu trwać będzie rywalizacja o miejsca. No, może wyłączając Rekord, który już miesiąc temu w jednym z felietonów okrzyknąłem krajowym mistrzem. W takiej sytuacji - panowie prezesi klubów ekstraklasy oraz spółki FE – czy nie należałoby zastanowić się, dla uatrakcyjnienia walki (też o tytuł), nad zmianą formuły finałowego etapu rozgrywek? Niech będzie jeszcze ciekawiej. Dla ewentualnych sponsorów także.

Nie mają szczęścia nasze futsalowe dziewczyny w losowaniach do eliminacji ważnych czempionatów. W europejskim rozdaniu trafiły na grupę z wicemistrzyniami kontynentu, Portugalkami. Na dodatek zagrają w Chorwacji, gdzie gospodynie nie chcą łatwo dawać się ogrywać. A awans wywalczy tylko jeden team. No cóż, trzeba powalczyć i pokazać pazur polskiego futsalu. Tym razem kobiecego. Jedenaste miejsce rankingowe na 23 teamy zgłoszone do eliminacji zobowiązuje. Zresztą, jak chce osiągać się solidne wyniki, to przyjdzie zawsze taki etap gier, kiedy trafi się na lepszego. Trzymam kciuku za nasze futsalistki, bowiem nie chciałbym, aby kobiecy, polski futsal kojarzył mi się jedynie z ciekawymi wyjazdami zagranicznymi. Czas najwyższy już coś ugrać.




Niedługo będzie dziesięciolecie tej „zabawy” (z drobną przerwą, gdy prezes Zbigniew zawiesił reprezentację wskutek wewnętrznych nieporozumień personalnych współpracowników na szczeblu decyzyjnym), a organizacyjnie to nadal powijaki. Zresztą największe akurat nie przy reprezentacji, ale w ligowych rozgrywkach. Nie da się bowiem ukryć, że nasz ligowy futsal kobiecy to od lat jedynie przybudówka dla klubów piłki trawiastej. I gdzie tu pomysł, gdzie logika, kiedy ligę gramy zimą, a eliminacyjne turnieje późną wiosną lub późnym latem, kiedy większość zawodniczek już nie pamięta o hali, albo jeszcze nie zaczęła o niej myśleć?

Finiszują młodzieżowe mistrzostwa Polski. Rekordowi z Bielska Białej brakuje tylko jednego asa do mistrzowskiej talii młodzieżowego czempionatu. Powalczy o niego w Warszawie w najbliższy weekend, gdzie rozegrane zostałą finały w kategorii U-18. Kategorii licencjonowanej przez PZPN dla klubów ekstraklasy futsalowej oraz I ligi. Czyli, można rzec, kategorii najbardziej prestiżowej w młodzieżowych rozgrywkach. Kategorii stanowiącej zaplecze przyszłej reprezentacji U-19. Do tej pory Rekordziści zdobywali tego sezonu trofea w U-14, U-16 oraz U-20. Co ciekawe, wszędzie finałowe pojedynki wygrywali różnicą jednego gola. Szczęście, czy umiejętności? Pewnie jedno i drugie, bo jak mówią szczęście sprzyja lepszym.

Kiedy pozna się mistrzowskie rozstrzygnięcia młodzieżowej rywalizacji, nie powinno się dziwić dominacji Rekordu na seniorskim podwórku. Jest szkolenie, jest organizacja, jest kasa, jest pomysł, są ludzie futsalowi. I nawet, gdyby osiemnastolatkom z Bielska Białej nie powiodło się podczas warszawskiego turnieju, nie zmieni to pozytywnego spojrzenia na pracę z młodzieżą oraz na pomysł na futsal w podbeskidzkim klubie. Nie ma aktualnie w Polsce klubu, który prowadziłby takie kompleksowe szkolenie futsalowej młodzieży. Nie ma, gdyż – między innymi przypadkami - żaden futsalowy klub nie ma tak przygotowanej bazy, będącej ciągle do dyspozycji. Dlatego zawsze po dwakroć wyżej należy cenić tych, którzy młodzież Rekordu pokonają. Ale też pamiętać powinno się, iż nie ma potrzeby na siłę kopiować Rekordowego schematu, by osiągać sukcesy. Jak to mówią – tak krawiec kraje jak materiału staje. I chodzi o to, by z mniejszej postawy sukna potrafić też uszyć piękny garnitur.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niedawno, pod koniec roku 2019, polska piłka nożna z wielką pompą obchodziła 100-lecie swojego istnienia. Jak zwykle przy takich okazjach wybrano najlepszą jedenastkę tego okresu, selekcjonera wiekowej reprezentacji oraz oznajmiono jeszcze o kilku innych wyróżnieniach 100-lecia. Niestety, futsal, zajmujący jedynie ciut ponad jedną kwartę owej setki, nie miał najmniejszych szans znalezienia się w gronie jubilatów, więc o nim było raczej cicho. No może gdzieś w opisach, czy rozmowach przemknął się szeptem. I wcale nie jestem tym zdziwiony.

Już jakoś przyzwyczaiłem się do pomieszczania futsalu w strukturze związkowej na szarym końcu. Życzę futsalowi, by w kolejnym stuleciu osiągnął jednak sukcesy nobilitujące do poważnych, jubileuszowych wyróżnień. Miesiąc po związkowej, gali tygodnik „Piłka Nożna” rozdawał swoje nagrody najlepszym w polskim piłkarstwie w roku 2019. Też nie dopatrzyłem się miejsca dla futsalu. To dobitnie pokazuje miejsce polskiego futsalu w codziennym medialnym oraz okazyjno-świątecznym wydaniu. Najzwyczajniej jest na marginesie piłki.




Oczywiście, jako człowiek piłki nożnej, a także wielki fan futsalu, ubolewam nad tym. Jednak w tej chwili nie widzę jednego, jasnego rozwiązania, potrafiącego wymóc zmianę spojrzenia na futsal w pozostałych środowiskach. A nawet tych mocno powiązanych z piłka nożną. I wcale nie przesadzam. Pewnie narażając się wielu, dodam jeszcze, iż futsal posiada w szeroko pojmowanym środowisku piłkarskim sporo przeciwników, co już wydaje się być nieco dziwnym zjawiskiem. Być może wiąże się to z nie wypracowaniem przez lata w polskiej piłce trawiastej tak zwanej kultury futsalowej, bardzo przydatnej do szkolenia.

Liczę w tym przypadku na kolejne pokolenia szkoleniowców. Różnych młodych trenerów, którzy odbywali staże, choćby na Półwyspie Iberyjskim. Liczę, że oni wprowadzą nawyk szkolenia w hali do polskich klubów. Takim zwiastunem, swego rodzaju pierwiosnkiem, może być akademia warszawskiej Legii, która swoimi młodymi drużynami przystąpiła w tym sezonie do rywalizacji w młodzieżowych mistrzostwach Polski. Oby za rok było więcej ligowych, trawiastych teamów.

Niejednokrotnie rozmawiając z młodymi ludźmi, łapię się, że znają oni futsal najwyżej od lat dziesięciu, przeważnie czterech-sześciu. Starsze lata są dla nich czarną magią. I piszę tutaj tylko o początkach XXI wieku. Mało który z moich rozmówców wiedział coś o polskim futsalu lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Akurat to mnie nie dziwi, gdyż postrzeganie nie tylko naszej dyscypliny, ale całego futbolu, zmieniło się na przestrzeni lat niesamowicie. Inne są piłki, buty piłkarskie, stadiony, hale, opieka medyczna, sponsoring, ciągle rozwija się myśl trenerska, etc. Wszystko teraz można obserwować za pośrednictwem różnego rodzaju mediów, w których prym wiodą wszechobecne społecznościowe. To one narzucają standardy. Na szczęście jeszcze wynik ustala się podczas rzeczywistego meczu. I jakoś w tym wszystkim brakuje mi refleksji. Refleksji o rzeczywistości, bo wirtualny świat jest jednak cukierkowy.




Z drugiej strony nie zauważyłem, by ktoś w futsalu chciał zająć się rzetelnym opisem jego historii, albo zorganizowaniem okazjonalnej imprezy, pokazującej osiągnięcia, nagradzającej nadaktywnych. Tak myśląc o tym i czytając o radości, jaki wynik 11:0 z Maltą sprawił w środowisku futsalowym Polski, postanowiłem wklepać do felietonowej rubryki kilka nazwisk, faktów z minionych lat. Może dam impuls do działania kierującym polskim futsalem. A zresztą tytuł rubryki felietonowej „Z notatnika Dziejopisa” poniekąd nakazuje przypominać oraz inspirować.   

Kiedy myślę o trenerach futsalowych, na pewno nie zapominam o tych, którzy zafundowali nam awanse na światowe oraz wielkie europejskie imprezy. Dlatego wymienię duet selekcjonerów Krzysztof Sobieski - Andrzej Góral (finały MŚ w Hongkongu w 1992), Romana Sowińskiego (finały EURO 2001), duet Andrzej Bianga I trener – Błażej Korczyński II trener (awans na EURO 2018), Andrzeja Szłapę Rekord Bielsko Biała i awans do Elite Round rozgrywek Ligi Mistrzów oraz niezwykle wszechstronnego Klaudiusza Hirscha, który do klubowych, europejskich wyzwań osiąganych z Akademią FC Poznań/Pniewy dorzucił dwa wicemistrzostwa świata szóstek piłkarskich.

W gronie osób, które wywarły wpływ na model funkcjonowania futsalu w ciągu minionych już prawie 30 lat, widzę Michała Listkiewicza, Romana Sowińskiego, Zdzisława Wolnego, Kazimierza Grenia, Janusza Szymurę, Macieja Karczyńskiego. Nie zapominam o zawodnikach. I poczynając od dawnych historii, wymienię Mirosława Rypla, Łukasza Skorupskiego, Roberta Dąbrowskiego, Krzysztofa Kuchciaka, Błażeja Korczyńskiego, Andrzeja Szłapę, Daniela Krawczyka, Michała Kubika. Wreszcie wrzucę kilka nazwisk sędziowskich - uczestników ważnych zawodów. A będą to Zbigniew Kosmala, Jacek Ligenza, Bartosz Frankowski, Sebastian Stawicki, Tomasz Frąk. Podsumowując, przypomnę kilka teamów klubowych, które dały pozycję krajową oraz międzynarodową polskiemu futsalowi. Niewątpliwie znajdą się w tym gronie Cuprum Polkowice, Clearex Chorzów, PA Nova Gliwice, Baustal Kraków, Hurtap Łęczyca, Akademia FC Poznań, Rekord Bielsko Biała.

Zdaję sobie sprawę, że przedstawione wartości mogą być odczuciami subiektywnymi felietonisty. Nie jest łatwo wyważyć osiągnięcia. Akademicka pozostanie dyskusja, czy obecna kadra jest przykładowo lepsza od tej pana Sowińskiego. Ale takie porównania należy czynić. Czynić dla historii futsalu. Kiedy sam futsal zapomni o swojej historii – jak to zapomniano o nim w przedstawionych powyżej uroczystościach - to naprawdę może okazać się, iż jest niepotrzebny. A młodszym kolegom futsalistom, radującym się z owego 11:0 z Maltą, przypomnę, że reprezentacja pokonał kiedyś Anglię 16:0, co też nie zrobiło z naszej kadry potęgi. Jest więc jeszcze sporo do zrobienia.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS