Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

TVP Kultura puszcza obecnie serial „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”. Zresztą można go oglądać po raz enty. W Wielkopolsce Polacy walczą z pruską germanizacją. Serial finalnie daje pozytywny wydźwięk. Powstaje po 123 latach zaborów wolna, niepodległa Polska. Polski Związek Piłki Nożnej decyzją, ogłoszoną w miniony piątek, wstrzymał serial futsalowych zawirowań awansowo-spadkowych. Szczególnie dotyczących rozgrywek na najwyższym szczeblu. Na szczęście nie doszło więc do kolejnego serialu ze słowem „najdłuższy” w tytule. Szkoda tylko, iż decyzji jednoznacznej nie podjęto od razu, dając środowisku asumpt do niepotrzebnych dywagacji przez pewien czas.




Rozumiem, że teraźniejszość, rzeczywistość, w której funkcjonujemy, jest obarczona niepewnością. Powstają nie tylko sportowe, czy futsalowe zjawiska oraz problemy, których nie doświadczaliśmy w ogóle. Ale z tego powodu tym bardziej decyzje powinny być z gatunku tych progresywnych. Bez zbędnego błądzenia, rozpoznające – pisząc po wojskowemu – bojem nową rzeczywistość.

W zaistniałej sytuacji, kiedy daje się (nie wiem czy słusznie) spadkowiczom szansę w postaci prolongaty ligowych bytów na kolejny sezon, nie można karać kogoś, kto był na najlepszej drodze do awansu, a tylko niedokończenie rozgrywek mu przeszkodziło w realizacji celu. Takie sytuacje – zdaniem felietonisty – dają do wyboru bezwzględnie trzy możliwości rozwiązania sprawy. Bez zbytniego roztrząsania, są to opcje następujące: pierwsza - wynikająca z ducha regulaminów, druga - wynikająca z ducha sportu, oraz trzecia - niezgodna z regulaminami oraz sportem. Odrzucając jako niesprawiedliwe na ten dziwny czas pierwszą oraz trzecią opcję, pozostanę przy drugiej. I to, co zostało dokonane przez związek, uważam za zgodne z duchem sportu, chociaż wymagające – niestety – pewnej ingerencji w regulamin. I niech ta interpretacja przyjmie się, kończąc dyskusję nic nie wnoszącą zresztą pozytywnego w polski futsal.

Kolega Józef, śledzący jako recenzent moich felietonów portale internetowe, uprzejmie powiadomił mnie, iż odezwały się głosy zarzucające związkowi piłkarskiemu nadmiar władzy i nie uwzględnianie decyzji spółki FE, która wcześniej wyraziła zgodę na dokooptowanie tylko trzech drużyn do obecnego ekstraklasowego składu. Nie byłbym w tym momencie aż tak wrażliwy na owe quasiregulaminowe zacięcia dyskutantów. Trzy więcej, czy cztery więcej - nie ma dla całości znaczenia. O wiele bardziej znaczące jest, że poprzez te działania futsalowe rozgrywki stracą zdecydowanie na swojej wartości. Staną się na powrót projektem z nad wyraz przesadną liczbą zespołów. Rozgrywkami nie korelującymi w żaden sposób z oczekiwanym poziomem sportowym.

Prezes Zbigniew Boniek wypowiadając się o klubach trawiastej piłki w kontekście nowego sezonu, wznowienia rywalizacji, pomocy związkowej, stwierdził: „najwięcej zależy od tego, jak kluby przetrwają trudne miesiące. Czy dotąd grały uczciwie, czy znaczonymi kartami. Sprawdzimy, kogo stać na grę w lidze”. Proponuję, aby kluby futsalu przepisały je sobie i wywiesiły w gabinetach prezesów. I miały cały czas na uwadze ten rozsądek prezesowski.

Nie wiem, czy prezes miał swój udział w rozwiązaniach futsalowych. Ale jeśli tak było, to widać, że podchodził do tego po piłkarsku. Jak na boisku. Nie chcąc wyrządzić krzywdy żadnemu zespołowi można było bowiem zarządzić dodatkowe baraże do liczby awansowej cztery z I ligi futsalowej, lub powziąć decyzję jak w sentencji pezetpeenowskiej. I to jest coś, czego akcjonariusze spółki FE muszą się jeszcze długo uczyć.

Nieoceniony kolega Józef zwrócił uwagę na jeszcze jedną rzecz, płynącą z internetu. Ale niezwykle znamienną, uderzającą niewątpliwie w owo nadmuchane „ja” sympatyków futsalu. Jak zauważył, tylko trzy poważniejsze portale pozafutsalowe pochyliły się nad ogłoszoną decyzją PZPN. Nie wie, ile było wejść, ale wpisów było w skali mikro. Dlatego poprosił, aby w felietonie w jego imieniu zaapelować – nie roztrząsajcie sympatycy futsalu już dalej decyzji związkowego departamentu. Weźcie się do roboty, by futsal odbudowywać, gdyż sytuacja jest trudna. Kolego Józefie, melduję – zadanie wykonałem.

Po tym niezwykle cennym wtręcie pana Józefa, na chwilę przejdę jeszcze do rzeczy felietonowo arcyciekawej. A wiadomo felieton, to czasem jak bajka. Niemniej bywa, że bajka realizująca się w swojej poincie. Od dłuższego czasu pośród środowiska futsalowego przewija się temat zainteresowania futsalem kolejnego polskiego wielkiego klubu trawiastego. Jest szansa – jak mówią wtajemniczeni – że po Pogoni, Wiśle, Piaście, Legii, kolejny klub znaczący wiele w polskiej piłce pobratałby się z futsalem. Jakby wiążąc temat, niedawno Marcin Stanisławski wziął rozbrat z Gattą Zduńska Wola i wypowiedział się, iż chciałby zrealizować jakiś inny projekt futsalowy. Czyżby to projekt Futsal Widzew? - zapytam w felietonie. O ile to ziściłoby się, to pointa naprawdę byłaby wspaniała. I wcale niebajkowa.      

Andrzej Hendrzak