Z notatnika dziejopisa

TVP Kultura puszcza obecnie serial „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”. Zresztą można go oglądać po raz enty. W Wielkopolsce Polacy walczą z pruską germanizacją. Serial finalnie daje pozytywny wydźwięk. Powstaje po 123 latach zaborów wolna, niepodległa Polska. Polski Związek Piłki Nożnej decyzją, ogłoszoną w miniony piątek, wstrzymał serial futsalowych zawirowań awansowo-spadkowych. Szczególnie dotyczących rozgrywek na najwyższym szczeblu. Na szczęście nie doszło więc do kolejnego serialu ze słowem „najdłuższy” w tytule. Szkoda tylko, iż decyzji jednoznacznej nie podjęto od razu, dając środowisku asumpt do niepotrzebnych dywagacji przez pewien czas.




Rozumiem, że teraźniejszość, rzeczywistość, w której funkcjonujemy, jest obarczona niepewnością. Powstają nie tylko sportowe, czy futsalowe zjawiska oraz problemy, których nie doświadczaliśmy w ogóle. Ale z tego powodu tym bardziej decyzje powinny być z gatunku tych progresywnych. Bez zbędnego błądzenia, rozpoznające – pisząc po wojskowemu – bojem nową rzeczywistość.

W zaistniałej sytuacji, kiedy daje się (nie wiem czy słusznie) spadkowiczom szansę w postaci prolongaty ligowych bytów na kolejny sezon, nie można karać kogoś, kto był na najlepszej drodze do awansu, a tylko niedokończenie rozgrywek mu przeszkodziło w realizacji celu. Takie sytuacje – zdaniem felietonisty – dają do wyboru bezwzględnie trzy możliwości rozwiązania sprawy. Bez zbytniego roztrząsania, są to opcje następujące: pierwsza - wynikająca z ducha regulaminów, druga - wynikająca z ducha sportu, oraz trzecia - niezgodna z regulaminami oraz sportem. Odrzucając jako niesprawiedliwe na ten dziwny czas pierwszą oraz trzecią opcję, pozostanę przy drugiej. I to, co zostało dokonane przez związek, uważam za zgodne z duchem sportu, chociaż wymagające – niestety – pewnej ingerencji w regulamin. I niech ta interpretacja przyjmie się, kończąc dyskusję nic nie wnoszącą zresztą pozytywnego w polski futsal.

Kolega Józef, śledzący jako recenzent moich felietonów portale internetowe, uprzejmie powiadomił mnie, iż odezwały się głosy zarzucające związkowi piłkarskiemu nadmiar władzy i nie uwzględnianie decyzji spółki FE, która wcześniej wyraziła zgodę na dokooptowanie tylko trzech drużyn do obecnego ekstraklasowego składu. Nie byłbym w tym momencie aż tak wrażliwy na owe quasiregulaminowe zacięcia dyskutantów. Trzy więcej, czy cztery więcej - nie ma dla całości znaczenia. O wiele bardziej znaczące jest, że poprzez te działania futsalowe rozgrywki stracą zdecydowanie na swojej wartości. Staną się na powrót projektem z nad wyraz przesadną liczbą zespołów. Rozgrywkami nie korelującymi w żaden sposób z oczekiwanym poziomem sportowym.

Prezes Zbigniew Boniek wypowiadając się o klubach trawiastej piłki w kontekście nowego sezonu, wznowienia rywalizacji, pomocy związkowej, stwierdził: „najwięcej zależy od tego, jak kluby przetrwają trudne miesiące. Czy dotąd grały uczciwie, czy znaczonymi kartami. Sprawdzimy, kogo stać na grę w lidze”. Proponuję, aby kluby futsalu przepisały je sobie i wywiesiły w gabinetach prezesów. I miały cały czas na uwadze ten rozsądek prezesowski.

Nie wiem, czy prezes miał swój udział w rozwiązaniach futsalowych. Ale jeśli tak było, to widać, że podchodził do tego po piłkarsku. Jak na boisku. Nie chcąc wyrządzić krzywdy żadnemu zespołowi można było bowiem zarządzić dodatkowe baraże do liczby awansowej cztery z I ligi futsalowej, lub powziąć decyzję jak w sentencji pezetpeenowskiej. I to jest coś, czego akcjonariusze spółki FE muszą się jeszcze długo uczyć.

Nieoceniony kolega Józef zwrócił uwagę na jeszcze jedną rzecz, płynącą z internetu. Ale niezwykle znamienną, uderzającą niewątpliwie w owo nadmuchane „ja” sympatyków futsalu. Jak zauważył, tylko trzy poważniejsze portale pozafutsalowe pochyliły się nad ogłoszoną decyzją PZPN. Nie wie, ile było wejść, ale wpisów było w skali mikro. Dlatego poprosił, aby w felietonie w jego imieniu zaapelować – nie roztrząsajcie sympatycy futsalu już dalej decyzji związkowego departamentu. Weźcie się do roboty, by futsal odbudowywać, gdyż sytuacja jest trudna. Kolego Józefie, melduję – zadanie wykonałem.

Po tym niezwykle cennym wtręcie pana Józefa, na chwilę przejdę jeszcze do rzeczy felietonowo arcyciekawej. A wiadomo felieton, to czasem jak bajka. Niemniej bywa, że bajka realizująca się w swojej poincie. Od dłuższego czasu pośród środowiska futsalowego przewija się temat zainteresowania futsalem kolejnego polskiego wielkiego klubu trawiastego. Jest szansa – jak mówią wtajemniczeni – że po Pogoni, Wiśle, Piaście, Legii, kolejny klub znaczący wiele w polskiej piłce pobratałby się z futsalem. Jakby wiążąc temat, niedawno Marcin Stanisławski wziął rozbrat z Gattą Zduńska Wola i wypowiedział się, iż chciałby zrealizować jakiś inny projekt futsalowy. Czyżby to projekt Futsal Widzew? - zapytam w felietonie. O ile to ziściłoby się, to pointa naprawdę byłaby wspaniała. I wcale niebajkowa.      

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Z nadzwyczajną uwagą śledziłem w minionym tygodniu wszelkie informacje płynące z okolic PZPN na temat zakończenia rozgrywek, przerwanych w marcu na skutek szerzącej się w kraju epidemii. I... nie wyśledziłem nic. Na spokojnie, felietonowo mogę podsumować te wydarzenia Sokratesową sentencją „wiem, że nic nie wiem”. Ten grecki filozof starożytności żył wśród ludzi, którzy byli pełni pychy. Uważali, że znają się na wielu rzeczach, ale gdy postanawiał on przepytywać swoich rozmówców, to okazywało się, że nie potrafią jego interlokutorzy odpowiedzieć na podstawowe kwestie. Mają najzwyczajniej wiedzę zbyt powierzchowną. Nie napiszę, że decydenci związkowi są ignorantami, gdyż byłaby to oczywista nieprawda. Ale nie będzie nadużyciem wskazać, iż nie wykorzystują właściwie swojej wiedzy, by wykazać się środowisku mądrością, przezornością, decyzyjną odwagą. I dlatego ja też po tych różnych oświadczeniach, dotyczących futsalu, dalej mniej wiem, a nawet więcej nie wiem.




Pewien terenowy działacz futsalu, z którym w czwartek wieczorem rozmawiałem o decyzjach nagłej komisji związkowej, zapytał mnie wprost - czy on tylko nic nie rozumie, czy są jeszcze inni o tak jak jego „zakutej łepetynie”? Akurat komunikat potrafiłem odczytać, chociaż osobiście bardziej bym go doprecyzował, aby nie było swoistego larum w Polsce futsalowej. Larum w środowisku oczekującym przysłowiowego wyłożenia „kawy na ławę”. To była – i to mówię z całą stanowczością – znakomita okazja dla kierownictwa polskiego futsalu oraz komisji pięknie zwanej „nagłą” w związku piłkarskim, by wykazać się przenikliwością osądu. Przenikliwością obecnego czasu. Wreszcie przenikliwością posiadania nadzwyczajnych rozwiązań na przypadły nam wszystkim nadzwyczajny czas. Czas, w którym ledwo dopasowują się do rzeczywistości napisane już prawie rok temu regulaminy.

I w tym miejscu zgadzam się w zupełności z przewodniczącym Adamem, który na jednym z portali powiedział – „na razie nie możemy ustalać tabel końcowych w oparciu o nasze rozumienie regulaminów rozgrywek, które nie przewidywały tej sytuacji wyjątkowej”. Tak, to prawda, ale szybko trzeba coś uściślić literalnie, aby choć pozwolić na drogę odwoławczą klubom. Dlatego liczę, że Departament Rozgrywek Krajowych szybko pochyli się nad tą kwestią. Niemniej, w tym futsalowym rozgardiaszu jedno jest pewne – i dobrze, że tak stało się – decyzje Komisji ds. Nagłych powodują, iż sezon futsalowy 2019/2020 został w Polsce uznany za zakończony.

Klubowy futsal walczy o swoje. Walczy nie patrząc, moim zdaniem, na konsekwencje finansowo-gospodarcze, jakie niesie obejmująca kraj epidemia. Kiedy uświadamiam sobie, jak pojemne będą w nowym sezonie grupy I ligi oraz rozgrywek ekstraklasy futsalowej, to jednak zastanawiam się, czy, kto i jak to wytrzyma. Ile zespołów wystartuje, a ile dobrnie do mety. Może nad tym warto byłoby pomyśleć teraz w klubach przed procesem licencyjnym. Rozumiem – ambicje. I pochwalam, że są. Ale większy wstyd jest, gdy zaczynamy rozgrywki i w połowie wycofujemy się, bo zbrakło kasy. Między futsalowym romantyzmem, a pozytywistyczną rzeczywistością, wbrew pozorom granica jest cienka. Czasami nawet niezauważalna. Aż do tąpnięcia. Nie jest moim celem moralizowanie, gdyż w głębi nieraz sam jestem cynikiem, lecz upraszam o logiczne podchodzenie do tematu.




Nie jestem aż tak przewidujący, by z wiedzą nieomylnego eksperta napisać, jak będzie wyglądał sport po epidemii. Ale jedno wiem - sport będzie biedniejszy. Dysproporcje pomiędzy topowymi a niszowymi dyscyplinami mogą się powiększyć. Część klubów przeżyje, a inne powalczą o przeżycie. Część dyscyplin straci, ale nie na tyle, by paść. Inne osłabną sporo. Futsal nie będzie miał łatwo, ponieważ nie ma szans na duży zwrot medialny. A tam będą generowane największe poepidemiczne pieniądze. Futsalowi pozostanie więc czekać, aż gospodarka będzie funkcjonować normalnie i pocznie odrabiać stary. Kiedy do tego dojdzie? Teraz nie wie nikt.

Karol Dickens, angielski powieściopisarz XIX wieku, mawiał: „Szczęśliwy jest ten, kto mając 20 szylingów dochodu tygodniowo wydaje 19 i pół, nieszczęśliwym zaś ten, kto pobiera 20 szylingów, a wydatki jego wynoszą 20 i pół”. Radzę klubom o tym pamiętać przed planowaniem rozgrywek.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Trwająca epidemia wyhamowała nie tylko sport. I nie tylko w Polsce. I nie tylko futsal, ale także potężny sport zawodowy. Co prawda władze go odmrażają, na razie krok po kroku, tak, aby sportowcy oraz ludzie mogli korzystać z coraz liczniejszych sposobów  aktywności, ale jednocześnie zachowywali przy tym odpowiedzialność i unikali możliwości zakażenia się. Dla futsalu nie widzę jednak dobrych wiadomości. Nigdzie nie czytam o nim w oficjalnych rozdaniach ministerialnych, czy związkowych. Być może nie jest to zła wiadomość, ale też nie zwiastuje pomyślnego początku futsalowej normalności po epidemii.




Zresztą, nie będę filozofował - jak to czyni wielu różnych znawców - i napiszę krótko, iż nikt nie wie i jeszcze długo nie będzie wiedzieć z całkowitą pewnością, jak mocno trwająca epidemia zmieni świat. W tym też świat sportowy. Od siebie dodam jedynie, że jestem pewny, iż w perspektywie miesięcy, a może nawet lat, wyniesione doświadczenie tej epidemii zmusi nas do wielu wyrzeczeń i rezygnacji ze stylu życia oraz widzenia sportu w zakresie, w jakim do niego dotychczas przywykliśmy. Czyli do marca Anno Domini 2020. Wiem jedno - że następujący kryzys gospodarczy zepchnie sport na plan dalszy. I oby nie spowodowało to, iż zapomniany zostanie futsal. Nie łudźmy się, nie będzie bowiem szczęśliwców, którzy zostaną w obcinaniu funduszy pominięci. A sytuację należy przyjąć jako niezapowiedziany sprawdzian, do którego futsal jeśli się nie przyłoży, to może powrócić do początków wieku XXI.

Polski papież Jan Paweł II mawiał o sporcie, że jest to coś najważniejszego spośród rzeczy nieważnych. I nie mylił się. A przypominam o tym w kontekście ewentualnych powrotów na stadiony czy hale. Naprawdę większość ludzi, w tym kibice, myśli teraz o tym, by się nie zarazić, mieć z czego żyć i by szkoły, przedszkola ruszyły, bo nie ma z kim zostawić dziecka. I jakoś nie jestem w stanie uwierzyć, że postawią sport na pierwszym miejscu, a szczególnie futsal. Nie uwierzę nawet, że ci, co najgłośniej jeszcze niedawno krzyczeli, że chcą dokończenie gier, teraz chętnie do niego wrócą. A nawet ostrzegałbym związek piłkarski przed pochopnymi decyzjami przy wznawianiu ligowych rywalizacji. Pieniądze są rzeczą ważną, ale – parafrazując mistrza od fraszek, Kochanowskiego – szlachetne zdrowe jest nad wszystkim.

Zawsze podejrzewałem, iż nasz futsal lepiej radzi sobie w social mediach, w świecie wirtualnym niż w realu. Nie miałem tylko, jak powiedzieć temu zjawisku „sprawdzam”. Czas epidemii dał temu okazję. Przeleciałem po łączach, poklikałem wpatrzony w ekran komputera, porozmawiałem dla zróżnicowania opinii ze znajomymi w kraju i spoza niego, i stwierdzam, że nie myliłem się. Ale nie ma we mnie z tego powodu ni krzty radości. Wolałbym, aby było odwrotnie.




Niestety, w realu trzeba wykazać się rzetelnymi umiejętnościami, a przy komputerze wystarczą palce. Niekoniecznie nawet głowa. Nie potrafię przekazać rady, jak to zmienić. Ale jeżeli większość woli bawić się futsalem lub w futsal, niż go na żywo kreować, to nie mój problem. Życzę dobrego nastroju. Szczególnie kieruję te słowa do ludzi ze związku piłkarskiego, którzy gdzieś od miesiąca obiecują uwzględnienie futsalu przy działaniach antykryzysowych i jakoś nie mogą zebrać się, by je opublikować. Czyżby futsal wystawiano po raz kolejny do przysłowiowego wiatru?

Pisząc felieton wczytałem się wcześniej mocno w jeden z materiałów znalezionych na portalu Futsal-Polska. Jakub Mikulski pokusił się o popełnienie pewnej analizy o atrakcyjności futsalu kiedyś i obecnie. Z treści wypowiedzi znanych europejskich i nie tylko zawodników wynika, że dyscyplina była niegdyś atrakcyjniejsza w swoim wydaniu. Nie będę uzasadniał opinii, gdyż można samemu przeczytać artykuł.

Aż takim ekspertem nie jestem, by stawać się autorytetem w tych ocenach. Dlatego postanowiłem posiłkować się kilkoma polskimi osobami z kręgu futsalu. Ich zdanie było podobne. Obecna taktyka zabija ekspresję futsalową dawnych lat – orzekli. I pewnie coś w tym jest, gdy popatrzy się, jakie są trudności w  znalezieniu sponsorów, czy dotarciu do poważnych telewizji. Dlatego apeluję: ludzie polskiego futsalu, jest czas przerwy, spójrzcie na swoje działania. Pomyślcie o zmianach, nie nastawiajcie się na robienie karier. Inaczej futsal naprawdę zostanie wyautowany z grona nawet mniej poważnych dyscyplin. 

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niedawno gdzieś w internecie wyczytałem, że włoski minister sportu postanowił na sport lokalny oraz amatorski przeznaczyć 400 milionów euro, która to kwota ma pomóc odrodzić się po trwającej epidemii niewielkim klubom oraz stowarzyszeniom sportowym. Przyznam się, że nie doczytałem w naszych tarczach antykryzysowych (rządowej, czy też sportowej) takiej hojności dla „maluczkich” w sporcie. Być może coś przeoczyłem. W takim razie proszę o poprawienie mnie.

Ale nie o poprawianie przecież chodzi. Przede wszystkim pragnę zwrócić uwagę, iż duży sobie jakoś poradzi, a mały w tym czasie może całkiem zniknąć ze sfery sportowej. Być może osobliwie pojmuję istotę demokracji, a co za tym idzie demokratycznie realizowaną pomoc. W tym temacie bowiem zawsze kieruję się słowami pewnego znanego Anglika, który mawiał, iż w tym ustroju silniejszy powinien wspomagać słabszego.




Polski związek piłkarski wyasygnował sporą kwotę ze swojego budżetu na wspomożenie piłkarstwa polskiego po kryzysie. Liczę, że prezes Boniek dotrzyma słowa, przedstawionego w mediach, i pochyli się pomocowo też nad futsalem. Chociaż dla mnie dziwne jest i będzie, że zapomniano o tej dyscyplinie w podstawowej wersji pomocowej. Nie szukam na siłę odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, ale przypomnieć muszę, iż futsal znajduje się w PZPN w pionie piłki amatorskiej, za który odpowiada wiceprezes Jan Bednarek. I od pana Jana, jako przedstawiciela ścisłego kierownictwa związkowego, oczekiwałbym zadbania o futsalowe interesy w kwestii pomocy na trudny czas. I wierzę, że środowisko o swoim ewentualnym darczyńcy będzie wówczas mówiło z szacunkiem.

Jeżeli już jestem przy szacunku, to ze zdziwieniem wielkim czytam w różnych wypowiedziach ludzi futsalu, iż niemal obraża ich słowo „niszowy”, jakie jest często używane przy określaniu futsalu jako samodzielnej dyscypliny. To „obrażanie się” jest typowo polskie. Proszę kolegów sympatyków futsalu, cieszmy się, jaką wspaniałą dyscypliną jest futsal i nie gniewajmy się na kogoś za określenie futsalu jako niszy. Róbmy wszystko, aby inni nam dyscypliny zazdrościli, bez przysłowiowego rozdzielania włosa na czworo.

W felietonie mogę z powodzeniem napisać, że skoki narciarskie albo żużel są niszowe, gdyż uprawia je bez porównania mniej zawodników, niż gra w futsal. A na pewno mniej federacji narodowych je zrzesza samodzielnie. Tylko po co mi to? Każdy lubi swój sport i tego trzymajmy się. Zaprawdę, my Polacy jesteśmy mistrzami świata w dogryzaniu innym i sami sobie. I to jest właśnie coś niszowego, co należy eliminować.




Chciałbym, aby rozgrywki futsalowe dokończyły się jeszcze przed lipcem. Zasiadając do pisania felietonu przeczytałem, że nasza pani minister od sportu planuje w najbliższym czasie odblokować sport. Dokładniej chodziło o tak zwane skoszarowanie (słowo poniekąd brzydkie, ale adekwatne) w Ośrodkach Przygotowań Olimpijskich określonej liczby zawodników, szkoleniowców, ludzi tak zwanego zaplecza, by przygotowywać się do wyczynu. Myśl słuszna w perspektywie ważnych imprez w przyszłości. Jeżeli natomiast chodzi o rozgrywki, pozostanę przy swoim zdaniu. Są ważniejsze rzeczy, niż ligi, na chwilę obecną. Choćby zdrowie, więc po co szarpać się na siłę z czymś innym?

Czas obecny pokazuje jeszcze co innego. Pokazuje, że sport nie jest przygotowany na nastanie czasów trudnych. Nie jest przygotowany, gdyż opanowała go mamona oraz blichtr. Facebook oraz Twitter. Komputery i świat wirtualny.  Nie napiszę, że trzeba będzie zaczynać ze wszystkim od nowa. Niemniej, wiele rzeczy będzie wymagało przewartościowania. Wiele stowarzyszeń, klubów, sobie nie poradzi. W tym przypadku bardziej obawiałbym się o tych, którzy generują spore koszty. Na szczęście futsal jest nie za bogaty i dzięki swojej prostocie finansowej może przetrwać spokojniej zmiany. Chyba, że ktoś wcześniej już działał według zasady – po nas choćby potop. Ale dla takich, niestety, nie powinno być miejsca w sporcie.    

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Obecnie sport to w większości też biznes. Często nawet nieczysty, bowiem tam, gdzie przewijają się wielkie pieniądze, odnajdują się i pokusy. Niemniej, wciąż jest sport także taką dziedziną życia, która pozwala budować piękne historie, legendy i pokazywać wzory. Jaki on będzie po trwającej epidemii światowej - nie mnie to oceniać. Ale zapewne nie będzie taki, jaki był jeszcze w roku 2019.

Wiele wskazuje, że zmuszony zostanie odbudowywać swoją pozycję. Nie mam nic przeciwko temu, aby ograniczono zarobki sportowych gwiazd. Nie było normalne, że 100 milionów euro, albo i więcej, płacono za jakiegoś tam kopacza piłkarskiego. Podobnie jak w kraju przeciętny zawodnik ligowy z piłki trawiastej za byle jakie kopanie otrzymywał profity nieosiągalne dla normalnie pracującego, rzetelnego człowieka.




Krajowy związek piłkarski podjął decyzję o zawieszeniu rozgrywek ligowych. Też futsalowych. Nieco później UEFA doprecyzowała zasady zakończenia sezonu piłkarskiego w powiązaniu z panująca pandemią w krajach w federacji europejskiej zrzeszonych. Pozostaje tylko czekać na rozwój sytuacji. Ale nie zazdroszczę różnym decydentom na różnych szczeblach związkowych. Też tym od futsalu. Może przyjść czas, kiedy zostaną zmuszeni do podejmowania określonych decyzji awansowych oraz spadkowych. Co by wówczas, gdy rozgrywki nie dokończą się na boisku, czy hali, postanowili – może okazać się niesprawiedliwe. Jednak – drodzy działacze – jak chciało się być na prezesowskich stołkach, albo w różnych komisjach, trzeba decydować. I to nie zawsze popularnie dla wszystkich.

Przechodząc do futsalu napiszę, iż krajowy związek piłkarski szczególnie się w swojej uchwale nad futsalem nie pochylił. Dlatego oczekuję od Komisji Futsalu oraz od ekstraklasowej spółki dokładniejszych decyzyjnych rozwiązań w zakresie tytułów, awansów, degradacji, barażów. Oczywiście będzie to konieczne tylko w aspekcie niedokończenia rozgrywek. W innym przypadku rzecz rozstrzygnie się sprawiedliwie podczas gier w hali. Ale czym prędzej włodarze zajmą się opracowaniem ewentualnych awaryjnych rozwiązań, tym lepiej. O ile dla „trawy” rozwiązania w rzeczonej uchwale związkowej są w  zasadzie jasne, to futsal jest „uchwałowo” w czarnej dziurze.

Zbliżający się okres to rok jubileuszowy dla spółki FE. Dziesięć lat wspomaga już oraz organizuje polski futsal. Jest wartością dodaną naszej dyscypliny. Ale nie należy jej uważać za przysłowiowego, jedynego „konia pociągowego” piłki halowej w Polsce. Kto myśli, iż po awansie do ekstraklasy będzie żył jak basza, a pieniążki same będą wpadać do rączek, jak pieczone gołąbki, ten myli się. Awansując bierze się na siebie podwójny obowiązek. Obowiązek wobec swojego klubu oraz obowiązek wobec spółki jako jej akcjonariusz. I to jest wyzwanie, któremu wielu działaczy nie potrafi podołać. Nie należy patrzeć w tym momencie na spółkę piłki trawiastej. To całkiem inna bajka, do której futsal nigdy nie dostosuje się w oczekiwanym przez wielu wymiarze. Nawet w okresach kryzysowych. Analizując podobieństwa, rozsądnie będzie zawsze zachowywać stosowne proporcje.




Nader często w minionych miesiącach słyszałem głosy ze strony sfrustrowanych działaczy klubów ekstraklasy, iż być może lepiej byłoby, gdyby związek prowadził te rozgrywki. Nic bardziej mylnego. Zresztą czytając niedawną uchwałę o zawieszeniu rozgrywek, zwrócę uwagę owym dyskutantom, czy zauważyli, gdzie futsal został pomieszczony. Otóż w pozycji III ligi oraz ligi regionalne. Pozwolę więc sobie tematu dalej nie rozwijać.

Wybitny norweski pisarz Henryk Ibsen wypowiadając się na temat sztuki twierdził – „Aby wytrwać w sztuce trzeba czegoś innego i czegoś więcej, niż wrodzonego talentu; trzeba namiętności i cierpienia, które wypełniają życie i nadają mu sens. W przeciwnym razie nie tworzy się, lecz pisze się książki”. Zdziwić może, iż cytuję słowa pisarza dla sportu. Ale, czy dla futsalu nie jest koniecznością ciągle go tworzyć, a nie tylko w nim lub przy nim być?

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS