Z notatnika dziejopisa
Tydzień, który minął, był dla felietonisty ciekawy, gdyż mógł przeczytać wywiad ze Zdzisławem Wolnym. Jak zwykle pan Zdzisław wypowiedział kilka kwestii, które wzburzyły futsalowy światek w Polsce. Ale akurat mnie nie. Zawsze będę powtarzał i pisał - można z panem Zdzisławem nie zgadzać się, ale jego zdanie należy cenić. Odkąd znam pana Wolnego, nigdy nie był klakierem. Zawsze prezentował swoje zdanie, idąc niejednokrotnie pod prąd.
Dlatego po przeczytaniu wywiadu pozwolę sobie przyswoić jako niezwykle ważną jego finalną odpowiedź na jedno z pytań, a brzmiącą – „Nie mam już złudzeń i marzeń związanych z futsalem”. Nie ma co filozoficznie roztrząsać treści tego zdania. Niemniej wszyscy pragnący poprawy sytuacji polskiego futsalu nie powinni, a nawet nie mogą, przejść nad nim obojętnie. Podobnie nad innymi kwestiami, zawartymi w rzeczonej rozmowie.
Kolega Józef, z którym wspólnie czytaliśmy ów wywiad na futsal-polska.pl, zapytał mnie, czy odniosę się w jakiś sposób do przedstawionej opinii pana Zdzisława o kadrze futsalowej. Drogi Józefie, do czego odnosić się, jak kadry akurat teraz nie ma, nie gra. A ponadto wygląda, jakby wiele spraw z nią związanych, było utajnionych. Niemal jak przyszła amerykańska baza Patriotów w polskim Redzikowie. Niech odnoszą się szkoleniowcy klubowi. Prezesi klubów niech powiedzą, czy zaburza ona im proces szkolenia. Prezes Spółki niech powie, czy długie zgrupowania nie burzą kalendarza ekstraklasowego. Może pion szkolenia, czy techniczny PZPN, niech powie wreszcie wszem i wobec, czy w Zielonej Górze jesienią był blamaż, czy sukces. I niech nie zamydla nam nikt oczu odbytymi europejskimi eliminacjami na Malcie, wygranymi z futsalowymi „kopciuszkami”. O tym wszystkim wspominam na marginesie, gwoli jasności, kadrowego obrazu. Natomiast od siebie napiszę - posiadam swoją ideę futsalową i sobie ją realizuję. A w niej miejsca dla kadry nie ma. Przynajmniej w obecnej konfiguracji.
Filip Tadeusz Szcześniak, polski raper, znany jako Taco Hemingway, w utworze „Wszystko na niby” przekazuje coś w sensie - „Zagram tak samo, czy w hostelu mam tu syfu do kolan. Czy w apartament Hilton, tak się tworzy smyku renoma”. Być może nie pojmuję dobrze sedna tych słów, ale widzę je jako znak pewnego zawodowstwa. Symbol profesjonalnego i - co ważne - jednakowego podejścia zarówno do słabych, jak i mocnych. Podejścia z przyjemnością, a nie z zarozumiałą głową. Jako felietonista wierzę – być może naiwnie - że istnieje odbiorca organiczny, który sam wybiera, co jest dla niego ważne. Dlatego chciałbym, aby nasz futsal reprezentacyjny był podawany w sposób naturalny. Kibic sam sobie wyłowi coś wartościowego. Niby jeden związek, a jak inne formy przekazu, porównując informacje o kadrze pana Brzęczka oraz kadrze pana Korczyńskiego. Oczywiście z pozytywnym wskazaniem na tę pierwszą.
Przeglądając wykaz klubów bez licencji w pierwszym rozdaniu, zszokowany jestem niedoróbkami w Orle, Gattcie oraz GSF. Ci pierwsi szokowali transferami zagranicznymi, ci drudzy mają całkiem zgrabny zestaw krajowych gwiazd, ci trzeci zatrudniają selekcjonera reprezentacji i kilku podstawowych zawodników kadry narodowej. Czyżby paliwo skończyło się, czy tylko niedopatrzenie? Odwołanie do drugiej instancji to już dodatkowe koszty. Czyli możliwe, że to pierwsze. W każdym razie klubom z aspiracjami takie postępowanie nie przystoi. Jeszcze ciekawsza jest analiza I ligi. Być może coś źle policzyłem, ale wyszło mi, iż nawet połowa przedstawicieli wojewódzkich II lig na tę chwilę może nie zagrać w lidze pierwszej. Felietonista ma z tego prosty wniosek. Panowie ze związku, jak najszybciej twórzcie w roku przyszłym cztery regionalne II ligi. Inaczej w województwach będzie się, co najwyżej, rozwijać pseudoligowy futsal, bez większego pożytku dla dwóch lig centralnych.
Andrzej Hendrzak