Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Z cotygodniowym pisaniem felietonów jest tak: nie wywieram na siebie nacisku, o czym pisać. Siadam i palce same biją w klawiaturę, a myśl ad hoc dyktuje treści. Możliwe, że przez to spisane myśli są nieraz niespójne, lecz zawsze prawdziwe. Niemniej, bywają też tematy, do których przygotowuję się, ale najczęściej odkładam je ad Kalendas Graecas. Jak już jestem przy owej tygodniówce, to napiszę, że bardziej cenię ją sobie jako formę płatności, niż obowiązek pisarski. Chociaż w sferze niemerkantylnej posiada pisanie swój ważny atut. Pozwoli oczyścić się z natrętnych – i to nie tylko futsalowych – myśli. Tłumacząc według współczesnego języka – zresetować.

Dla sympatyków życie okołofutsalowe, szczególnie w okresie kanikuły, jest zapewne równie ważne, jak to w hali – meczowe. Jak mówi znajomy fryzjer, na piłce zna się w Polsce każdy i zawsze można o niej rozmawiać. Gdy zna się na piłce – dodał natychmiast pocieszając mnie, to i o futsalu z połowa tych piłkarskich ekspertów pewnie słyszała. Niezwykle uprzejmym jest z jego strony owo liczące 50 procent usytuowanie futsalu w dziedzinie piłkarskiej. Osobiście byłbym większym optymistą. Ale jak mówi żona, lepiej miło się zaskoczyć niż niemiło zawieść. Ile jest, tyle jest. O to nie ma co się spierać. Jednak walczyć o promowanie futsalu należy zawsze. Nawet w tym trwającym od marca okresie futsalowego marazmu, wynikłego z globalnej epidemii.

Wertując różne portale natknąłem się na informację o bramkarskim campie w Lubawie. Campie stricte futsalowym, gdyż poprowadzą go nie byle jacy znawcy bramkarskiego rzemiosła - Bartek Nawrat oraz Tomek Ulfik. Trudno sobie na ten moment wyobrazić w kraju pomiędzy górami a morzem lepszych fachowców w tej materii. Golkiperów futsalowych z doświadczeniem, których kunszt mogłem podziwiać przez lata w meczach reprezentacji oraz rywalizacji klubowej. Dlatego gorąco polecam i gratuluję pomysłu. Jednocześnie namawiam innych znanych zawodników do podjęcia campowej rękawicy.




Jak już jestem przy newsach futsalowych, to podzielę się opinią odnośnie transferów. Żadnych nazwisk nie podam, chociaż kilka ciekawych mam w zanadrzu. Ale jeszcze nie czas na ich ujawnianie. I nie w felietonie. Ogólne wrażenie po analizie ruchów kadrowych w klubach, mam następujące - więcej odejść niż angażów nowych. Wygląda, jakby robiono miejsca na przyszłe transfery. Jak tak, to pewnie coś spektakularnego zaistnieje przed rozgrywkami. Zawsze trochę pomieszania w gronie zastałych składów może dobrze zrobić, gdyż wspomaga zdecydowanie rywalizację. A przy okazji pozwala medialnie zaistnieć w okresie wolnym od meczów. I tak trzymać.

Czas okołofutsalowy jest równie ważny dla promocji klubowej, budowania wizerunku. Teoretycznie każdy mający ochotę na pisanie może w internecie coś tam wytworzyć o klubie, futsalu. Tego domaga się historia. Piękne słowa Ricardinh,o pomieszczone na fanpage'u futsal-polska - „Piłka nożna to biznes, futsal to emocje” - wymuszają na mnie jednak nawiązanie do sfery biznesowej. Bez niej kopanie w miarę profesjonalne małą piłką w hali mijałoby się z celem. Natomiast jeżeli chodzi o stricte emocje, to wielki futsalista ma rację. To one, moim zdaniem, mają właśnie przyciągnąć biznes do dyscypliny. Mają skusić ludzi, którym ten sport jest bliski poprzez emocjonalne podejście, do zainwestowania. Niestety, na futsalu zarobić się nie da, pozostają więc takie okrężne drogi.




Futsal to sfera ekscytacji, wzruszeń, emocji. Jest w nim coś nieuchwytnego, co trudno skategoryzować w wersji pieniężnej. Tę dyscyplinę trzeba kochać, bywa że z nieodwzajemnioną miłością. Nie wiem, czy jest wielu ludzi biznesu, którzy nie liczą na zwrotne zyski, gdy w coś zainwestują. Ale wiem, że futsal tego zwrotu w poważnej jakości im nie odda. Natomiast sentyment, kibicowski afekt, jest tym czymś, o co warto w stosunku do biznesu zawalczyć.

Rozmawiając niedawno z jednym z ważnych polityków (eksminister) na temat futsalu, usłyszałem takie zdanie – biznesmen jest w stanie ewentualnie wydać na futsal jakieś spore pieniądze. Czasem nawet nie pomyśli o zarobku. Ale by go przyciągnąć na stałe, musi pojąć w głębi siebie, że futsal jest dla niego jak narkotyk. Odnosząc się do słów eksministra powiem - być może prawdą jest, iż wokół futsalu mamy głównie takich ludzi (jak wszędzie zresztą z wyjątkami), którzy świadomie obracając się w kręgu formuły „futbol jest okrutny” zaprzedali się rzeczywiście tej dyscyplinie. I dlatego należy ich pielęgnować ze szczególna troską, gdyż o następców może być niezmiernie trudno.

Andrzej Hendrzak