Z notatnika dziejopisa fot. Michał Wencek

Z notatnika dziejopisa

Początkiem marca podczas rozmowy w gościnnych pomieszczeniach piłkarskiego związku na ul. Bitwy Warszawskiej w Warszawie z szefem polskiego futsalu Adamem Kaźmierczakiem poruszyliśmy między innymi temat włączenia futsalu do Systemu Sportu Młodzieżowego w Polsce. Wówczas to od pana Adama uzyskałem przekaz, iż stosowny wniosek z PZPN został przesłany właściwemu ministerstwu i w okolicach maja należy spodziewać się decyzji. I raczej powinna ona być pozytywna. Była to wiadomość z gatunku good news. Aż niewiarygodna, kiedy uzmysłowi się, od kiedy trwały różne zabiegi o ujęcie futsalu jako pełnoprawnej dyscypliny w rywalizacji szkół. A w różnej formie trwały one co najmniej od roku 2004.

Tego marcowego południa powiedziałem też panu przewodniczącemu, że jak to uda się, to kadencja Komisji Futsalu wpisze się na trwałe w historię naszego futsalu. I zdania nie zmieniam – panie Adamie. Gratuluję, w imieniu swoim, jak i innych przewodniczących Komisji minionych lat, dopięcia projektu. Niezwykle ważnego projektu dla przyszłości dyscypliny.




Neil Armstrong, który latem roku 1969 jako pierwszy człowiek w historii postawił krok na Księżycu, powiedział: „To jeden mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości". Przenosząc te słowa – oczywiście z wielkim dystansem - na futsal, powiem, iż wspomniana decyzja ministerialna wydaje się być czwartym znaczącym krokiem w polskiej futsalowej historii.

Pierwszym był udział w finałach Mistrzostw Świata w Hongkongu w 1992 roku. Drugim start w finałach Mistrzostw Europy 2001. Trzecim powołanie spółki Futsal Ekstraklasa i otrzymanie do prowadzenia od PZPN rozgrywek ekstraklasy w roku 2010. I wreszcie czwartym, teraz, stanie się pełnoprawną dyscypliną w Systemie Sportu Młodzieżowego w Polsce. Patrząc na daty, to tak około dekady trwa stawianie kolejnego milowego kroku. Warto więc byłoby przyspieszyć, aby kolejne stawiane były może w wykresie olimpijskim. A starożytni rozumieli pod terminem olimpiada czas około czterech lat. Jako felietonista oczekiwałbym kolejnego ważnego kroku na arenie sponsorsko-medialnej. Niech reprezentacja ma swojego niezależnego od trawiastej piłki sponsora. Podobnie jak rozgrywki ekstraklasy oraz I ligi.

Kiedy już rozpisałem się o futsalu młodzieżowym, to pomieszczę jeszcze kilka słów felietonowych o turnieju, który w czasie realnym umknął mi gdzieś bokiem, a o którym przeczytałem wertując numery „Przeglądu Sportowego” z okolic sylwestra 2019. Co prawda szukałem czegoś innego i to z gatunku sensacyjek sportowych, do powziętego zamysłu napisania powieści sportowej, ale wyczulone oko na futsal skierowało mnie i w tę stronę. Otóż, przeczytałem, że w Opolu odbył się finał pierwszej edycji imprezy o nazwie „Futsal Gram”. Imprezę zorganizował AZS Politechniki Opolskiej – pod prężnym kierownictwem prezesa Tomasza Wróbla. Jak pisał dziennikarz, głównym celem cyklu rozgrywek była popularyzacja futsalu jako osobnej dyscypliny sportu, a nie „piłki nożnej halowej”. Popularyzacja poprzez rywalizacje zespołów złożonych z uczniów klas V–VIII. I tak trzymać – pomyślałem. Organizować jak najwięcej tego typu imprez. One teraz będą pięknie współbrzmieć z opisaną powyżej decyzją o współzawodnictwie młodzieżowym w futsal. Zapewne ten turniej, jak i organizowany rok wcześniej w Warszawie pod inną nazwą, były zauważane przez kompetentne ministerstwo i dawały do zrozumienia, że futsalowe gry to nie są tylko określone seniorskie rywalizacje ligowe.

Patrząc przez lata na polski futsal, wypracowałem sobie nieco inny model jego promocji, niż choćby ten wiodący w lidze. Dla mnie rolę wiodącą ma dawać reprezentacja. A raczej jej wynik sportowy. Niestety, nie spełnia ona pokładanej w niej nadziei. To jej wynik sportowy ma stać się trampoliną, od której odbiją się kluby. Wiem, ktoś powie – mamy trzecie miejsce w Europie w kategorii U-19 i dalej nic nie dzieje się. Z całym szacunkiem do podopiecznych trenera Żebrowskiego i jego samego, ale to nie ta liga ważności. Nie ten ciężar gatunkowy, by przyciągnąć sponsorów, czy media.




I jeszcze jedno - jak już mówię o reprezentacji, to automatycznie nasuwa się na myśl zawiadujący nią PZPN. To w jego rękach, a raczej głowach oraz decyzjach, leży marketingowo-medialny los polskiego futsalu. Tak jak potrafił wywalczyć ujęcie w systemie współzawodnictwa młodzieżowego musi, podkreślam „MUSI”, zakasać rękawy i - odrzucając uprzedzenia do dyscypliny niektórych stricte „trawiastych” działaczy wykazać, że omawiany w felietonie wniosek był jedynie kolejnym krokiem profutsalowym, a następne, równie ważne, są już przed nami.

W polskiej rzeczywistości epidemiologicznej futsal nadal nie ma łatwo. Rząd polski epatuje nas odważnymi planami organizowania wydarzeń sportowych. Nawet z jakąś tam liczbą publiczności. Ale w większości dotyczy to sportów generujących spory przychód. Niestety, futsal nie generuje nic na razie, oprócz problemów organizacyjnych. Nie sądzę też, by społeczeństwo, sfrustrowane zakazami, oczekiwało w letnim czasie rywalizacji w hali. Niemniej, nie jestem optymistycznie nastawiony do szybkiego odmrażania sportu. To jest gra w typową „rosyjską ruletkę”. Albo wystrzeli, albo nie. Spokojnie poczekajmy, futsal dopiero po wakacjach niech rusza. Nie zawsze tylko do odważnych świat należy. 

Andrzej Hendrzak